Kaja, a próbowałaś kiedyś tej samej procedury bez wyznaczania granicy, żeby porównać? Jak takie eksperymenty wyglądają u ciebie w praktyce?
ale to 'niektóre rytuały są bardziej czułe na kontekst' - to jest ciekawy trop. Masz jakieś obserwacje co do tego, które? Bo mi się wydaje, że to może mieć związek z tym, ile kroków składa się na dany rytuał. Im więcej etapów, tym więcej okazji do rozproszenia i może oczyszczenie oraz wyznaczenie granicy po prostu pomaga utrzymać ciągłość. A krótsze, prostsze - może po prostu nie potrzebują tyle rusztowania.
To pytanie z tytułu wątku nabiera innego sensu w tej rozmowie. Bo zaczęliśmy od 'czy miejsce musi być czyste', a skończyliśmy gdzieś przy tym, że może ważniejsza jest granica niż czystość jako taka, a czystość i tak bywa sensoryczna, nie obiektywna. Pytam wprost - czy ktoś tu ma doświadczenie z miejscem, które było ewidentnie 'zanieczyszczone' w sensie energetycznym i rytuał mimo wszystko wyszedł tak jak miał? Nie w sensie 'nie było katastrofy', tylko serio - zadziałało.
