Tu chyba chodzi o dwie różne rzeczy które się miesza. nowe przedmioty bierze się po to żeby nie miały czyjejś historii energetycznej, szczególnie przy używaniu cudzych rzeczy z secondhandu. Ale Kunisia ma rację w innym sensie: przedmiot który ty sam opatrzyłeś pozytywnymi skojarzeniami ma już w sobie kontekst który twój umyłs rozpoznaje 🙂 To nie są sprzeczne poglądy, po prostu dotyczą różnych sytuacji.
Dobra ale jak to jest z tymi kamieniami, bo wróciłam do tego wątku i chcę zapytać czy kamień ze zwykłego potoku ma takie samo działanie jak turmalin za 80 złotych? Zakładam że tak skoro mówicie że cena nie ma znaczenia, ale chcę mieć potwierdzenie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i chcę zapytać o coś innego. Skoro tyle rzeczy da się zastąpić, albo okazuje się że nie są potrzebne, to skąd w ogóle te wszystkie listy zakupowe w opisach rytuałów? Ktoś to świadomie wymyślił czy to się nawarstwiło samo?
Czyli ta lista z bloga którą znalazłam mogła być dosłownie czyimś wymysłem z przed kilkunastu lat i tyle. To zmienia zupełnie moją perspektywę na cały ten temat. Dobrze że zapytałam tu, zamiast wydawać pieniądze na coś co nie ma żadnego sensu poza estyką 🙁
Estetyka to nie jest złe słowo w tym kontekście. Rytuał który wygląda i pachnie i czujesz go fizycznie - to ma wartość. Problem jest tylko kiedy estetyka staje się warunkiem koniecznym zamiast dodatkiem. Możesz sbie stopniowo zbierać ładne rzeczy jeśli chcesz, ale to nie jest wejście biletu do rytuału.
Szczerze? Dopiero się nad tym zastanawiam. Wydaje mi się że mam ten próg, ale może on jest niższy niż myślę. ta lawenda którą wcześniej wspomniałam - to był eksperyment przez przypadek, nie celowy rytuał, i coś zadziałało. Może to znaczy że wystarczy mi mniej niż myślałam.
Zapach aktywuje układ limbiczny bezpośrednio, z pominięciem kory mózgowej - to jest jedna z niewielu dróg sensorycznych które tak działają. Dlatego zmiana stanu przez zapach jest tak szybka i nieoczekiwana, bo nie przechodzi przez racjonalne filtry. Pytanie tylko: czy to jest "rytuał" czy "fizjologia"? Albo czy w ogóle ta granica ma znaczenie jeśli efekt jest ten sam?
Ale zaraz, to znaczy że rytuał to w zasadzie wszystko co robimy świadomie i z intencją? Bo to by znaczyło że rytuałem może być wieczorna herbata albo poranny spacer. Mam wrażenie że to zbyt szerokie.
To nie jest za szerokie, to jest dokładnie jak funkcjonują rytuały w antropologii. Van Gennep, Turner, Rappaport - wszyscy opisują rytuał jako działanie z wyznaczonymi ramami czasowymi, oddzielone od codzienności, z wyraźną intencją lub funkcją społeczną 🙁 Poranny spacer może być rytuałem jeśli spełnia te warunki. Problem zaczyna się kiedy ktoś na tej podstawie buduje sklep z gadżetami.
Dobrze że ktoś to mówi wprost. Ciągle się okazuje że teoria jest elastyczna i rytuał to może być byle co, ale jak wchodzę na jakąkolwiek stronę z opisem konkretnego rytuału to nagle muszę kupić siedem rzeczy. To jest niespójne i mnie to denerwuje.
Ale to jest problem bo jak ktoś szuka opisu rytuału po raz pierwszy to nie ma skąd wiedzieć że ta lista to opcja a nie obowiązek. Ja sama przez długo myślałam że jeśli nie mam wszystkiego to nie mam sensu zaczynać. Skąd mam wiedzieć co jest rdzeniem a co ozdobnikiem?
Przepraszam że wchodzę ale chcę zapytać o coś podstawowego - czy jest jakaś zasada dotycząca tego kiedy rytuał w ogóle wymaga fizycznych przedmiotów, a kiedy wystarczy sama medytacja lub wizualizacja? Bo czytam ten wątek i mam wrażenie że dla niektórych rzeczy w ogóle nie są potrzebne a dla innych tak.
I to jest może odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o listy składników. wiesz co, jeśli te tradycje się mieszają w opisach internetowych bez podania kontekstu, to nie dziwne że lista wychodzi z każdego systemu po trochu i nikt nie wie co jest konieczne a co nie.
Dzięki za to. I chyba właśnie o to mi chodziło kiedy pisałam ten wątek - nie żeby ktoś mi dał listę zamienników tylko żeby zrozumieć czy w ogóle ma sens zaczynać bez tych wszystkich rzeczy. Wydaje mi się że tak, tylko trzeba wiedzieć co tak naprawdę jest rdzeniem w tym co chcę robić.
A właśnie mam pytanie do Paprotki95 - kiedy piszesz że chcesz zrozumieć czy ma sens zaczynać bez tych rzeczy, to co dokładnie chciałaś zrobić? Bo przez cały wątek nie padło wprost jaki to był rytuał i co miał osiągnąć. Mówiłaś o kłopotach finansowych, o lawendzie, ale nie powiedziałaś co konkretnie szukałaś.
Masz rację, nie powiedziałam wprost. Chodziło mi o coś w stylu rytuału na oczyszczenie i nowy początek, bo byłam w momencie kiedy dużo rzeczy się posypało naraz - praca, pieniądze, ogólny chaos. I wszędzie gdzie szukałam opisów trafiałam na listy z białą szałwią, konkretnym kadzidłem, świecami w określonym kolorze, solą himalajską i tak dalej. Suma kosztów potrafiła dobić do stu złotych za jednorazowy rytuał. Więc tu tkwił mój pierwotny dylemat.
No to teraz jest jasne. I właśnie rytuały oczyszczenia są ciekawym przypadkiem, bo to jest chyba jeden z tych typów gdzie lista składników rozrosła się najbardziej przez różne tradycje naraz. Biała szałwia pochodzi z rdzennych praktyk północnoamerykańskich, sól himalajska to stosunkowo nowy wynalazek marketingowy, świece mają zachodnie korzenie ceremonialne. To nie jest jeden spójyn system, to jest zlepek.
Ale to jest właśnie frustrujące, że trzeba to samemu odkrywać przez takie dyskusje, a nie ma nigdzie napisane na wprost. Każda strona pisze konkretną listę bez wyjaśnienia skąd pochodzi i dlaczego. Jakbym wiedziała że jałowiec robi to samo co szałwia to nie siedziałabym z poczuciem że mi czegoś brakuje 🙂
no tylko że wtedy musisz umieć ocenić czy wyjaśnienie mechanizmu jest dobre czy jest bełkotem napisanym żeby wyglądać przekonująco. To też wymaga wiedzy której na początku nie masz.
oczyszczenie jako pierwszy krok ma sens jeśli wiesz z czego się oczyszczasz. Jak robiłem to w chaosie, bez rozpoznania co konkretnie chcę zostawić za sobą, to rytuał nie miał za bardzo punktu zaczepienia. Potrzebowałem najpierw usiąść i bardzo konkretnie nazwać co jest do końca a co chcę kontynuować. Dopiero potem oczyszczenie miało sens. To może brzmieć jak szczegół ale dla mnie zmieniło dużo.
Mam już jakiś zarys. Lawenda którą mam, zwykła świeczka, sól kuchenna zamiast himalajskiej. I najpierw to rozpoznanie o którym Feliks73 i Jasminowa mówili, żeby wiedzieć co dokładnie chcę za sobą zostawić. Zobaczymy jak to wyjdzie. Jak coś to napiszę tutaj, bo jestem ciekawa czy to co działa bez pełnej listy różni się jakoś w odczuciu od pełnego zestawu.
Ciekawi mnie czy w ogóle można to porównać jeśli nie robiłaś wcześniej z pełnym zestawem. eee nie masz punktu odniesienia, więc skąd będziesz wiedziała czy coś zadziałało przez brak składników czy zadziałało bo dobrze to postawiłaś. To jest metodologicznie nierozstrzygalne.
No to mam pytanie do Paprotki - skąd będziesz wiedzieć że "coś wyszło"? To zawsze mnie interesuuje bo jak nie masz porównania to ocena jest bardzo subiektywna. Sama poczujesz się lepiej, bo się skupiłaś i poświęciłaś sobie czas, i to jest realne, ale czy to jest efekt rytuału czy po prostu efekt zatrzymania się na chwilę? Nie staram się być złośliwy, naprawdę chcę wiedzieć jak to rozróżniasz.
Mnie to pytanie Prokopa też zastanawia ale z innej strony. Bo jak długo w ogóle czekać na efekt? Robiłam kiedyś coś podobnego i po tygodniu miałam wrażenie że nic, a po miesiącu sytuacja była faktycznie inna. Nie wiem czy to związek przyczynowo-skutkowy czy po prostu czas zrobił swoje.
Właściwie to zapisałam sobie wieczorem przed tym jak cokolwiek zapaliłam. Trzy rzeczy które chcę żeby przestały zajmować mi głowę. eh, nie wiem czy to wystarczy jako punkt odniesienia, ale przynajmniej mam na czym się oprzeć za kilka tygodni.
Xygalatas to ten od rytuałów i sportu też chyba? Czytałam coś o jego pracy z ekstremalnymi rytuałami, ale nie wiedziałam że pisał też o tych codziennych praktykach. Masz tytuł tej książki?
To jest ciekawe że pojawia się tutaj badacz akademicki w dyskusji o rytuałach ezoterycznych. Nie mówię że to źle ale zastanawiam się czy wyjaśnienie psychologiczne wyczerpuje to o czym mówimy. Bo z perspektywy kogoś kto traktuje rytuał jako coś więcej niż technikę wpływu na własny umysł, to jest trochę sprowadzenie do niższego poziomu.
