To co Tolek opisuje ma swoje odpowiedniki np. w tradycji quakierskiej - gdzie każdy uczestnik spotkania może wypowiedzieć się kiedy czuje "poruszenie", a reszta trzyma ciszę jako aktywne wsparcie, nie jko pasywne czekanie. to nie jest dokładnie to samo, ale struktura roli świadka jako pełnoprawnej funkcji rytualnej jest tam bardzo rozwinięta. Nie wiem, czy to Dziunia znajdzie pomocne, ale jest na to precedens.
A próbowałyście w ogóle zacząć od czegoś wspólnego - czyli od samego jądra tej intencji - zanim pójdziecie w formę? Nie mówię o meditacji ani o działaniu, tylko o tym: czy macie jedno zdanie, może dwa, które opisują tę zmianę tak, że obie się pod tym podpisujecie? Bo jeśli tak, to może forma mogłaby wyrastać z tego zdania, a nie z tradycji każdej z was z osobna.
I to jest właśnie to, czego brakuje w większości takich sytuacji - ten krok przed rytualnym planowaniem. rozmowa o treści, nie o formie. Forma jest łatwiejsza do negocjowania, więc się od niej zaczyna, ale treść jest ważniejsza. Co chcemy powiedzieć, komu, po co - a dopiero potem: jak.
Mam pytanie do Dziuni, bo coś mnie tu zastanawia. Powiedziałaś, że ty miałaś wizję czegoś bardziej działaniowego, fizycznego - piszesz o symbolicznych gestach, materialnych elementach. Czy ta wizja przyszła do ciebie jako coś intuicyjnego, po prostu wiedziałaś, że tak ma być - czy to też jest w jakimś sensie tradycja albo podejście, które gdzieś przejęłaś?
To jest ważne bo jeśli twoje "intuicyjne" jest zakorzenione w pewnym podejściu do rytuału - tak samo jak jej "strukturalne" jest zakorzenione w jej podejściu - to może obie pracujecie w ramach tradycji, tylko jedna z was to nazywa, a druga nie. I wtedy konflikt nie jest między intuicją a strukturą, tylko między dwoma tradycjami, z których jedna jest mniej widoczna dla ciebie samej.
I to jest właśnie ta różnica, która często gubi ludzi pracujących razem. Wspólna intencja nie oznacza wspólnego rozumienia mechanizmu. możecie obie chcieć żeby coś się zmieniło i jednocześnie mieć w głowie zupełnie inne wyobrażenie tego, jak rytuał ma to wywołać. Jedna myśli, że to jest deklaracja wysłana w jakimś kierunku. Druga, że to jest transformacja wewnętrzna przez działanie. Trzecia, że to jest po prostu skupienie uwagi w określony sposób. I każda z tych wizji pociąga za sobą inną formę.
To co mówi Krokusik dotyczy zresztą nie tylko rytuałów robionych z kimś. Miałam raz sytuację, że robiłam coś regularnie przez kilka miesięcy i dopiero jak próbowałam to opisać komuś innemu, zorientowałam się, że sama nie wiedziałam co według mnie to robi. myślałam, że wiem - a okazało się, że miałam kilka sprzecznych założeń naraz i żadnego nie werbalizowałam. Więc ten krok przed wspólnym rytuałem - opisanie własnego rozumienia mechanizmu - jest użyteczny nawet do pracy solo.
