Zastanawiam się nad czyms od jakiegos czasu i nie moggę znalezc sensownej odpowiedzi nigdzie chodzi mi o sytuację, kiedy dwie osoby robia dokladnie ten sam rytuał, o tej samej godzinie ale są od siebie setki kilometrow. Czy coś z tego wynika? Czy to ma jakikolwiek sens praktyczny, czy to bardziej taka przypadkowa zbieznosc bez znaczenia? Pytam bo miałem taką sytuację z kumplem żeśmy się umowili na tę sama godzinę i obaj mielismy barzdo dziwne odczucia tej nocy ale nie wiem czy to nie jest zwykłe myslenie życzeniowe.
To jest pytanie które mnie też kręci od dawna. Ja bym to rozbiła na dwie warstwy - czy chodzi o rytuał nastawiony na ten sam cel, czy naprawdę identyczny, co do kroku? Bo to są dwa różne scenariusze moim zdaniem. Jeśli identyczny co do litery, to jest takie pojecie w tradycji ceremonialnej że intencja i forma razem buduja coś w rodzaju wspólnego pola. Ale jeśli tylok zbliżony, każdy po swojemu, to juz ina sprawa. A co wy robiliscie konkretnie, jeśli można zapytać?
W tradycjach gdzie rytual ma charakter zbiorowy np. w niektórych nurtach wicca albo w dawnych praktykach słowiańskich, synchroniczne działanie grupy było traktowane jako coś więcej niż suma części. Nie chozi o to, że efekt się podwaja matematycznie, ale o to, że wspóólna intencja w tym samym oknie czasowym działa jak... no trudno to ująć inaczej niz że zmienia coś w strukturze samego działania. Rozproszenie w przestrzeni nie bylo w tych systemach traktowane jkao przeszkoda, bo przestrzeń nie była tym, co spajało rytuał. Spajała go intencja i czas. Więc odpowiadając wprost: nie, odleglosc nie powinna znosić tego efektu, jeśli w ogóle zakładamy że ten efekt istnieje.
Kwestia sugestii jest tu zawsze obecna i myślę że uczciwie trzeba ją postawić na stole. Natomiast jest pewna rzecz która mnie tu uderza - w tradycji hermetycznej synchroniczność działania była celowo używana właśnie po to żeby budować coś co określano jako egregora grupy. Egregor to nie jest bajkowe pojęcie, to termin który pojawia się w tekstach Eliphasa Leviego i potem w materiałach GD. Idea jest taka że gdy wiele umysłów skupia się na tym samym w tym samym momencie, buduje się pewna autonomiczna forma energetyczna, która żyje poza konkretnymi uczestnikami. Dlatego właśnie czas był tak ważny, nie miejsce. Pytanie do was - czy wasze rytuały były nastawione na wspólny cel, czy każdy robił to dla siebie?
Przepraszam że wchodzę ale przeczytalam i mam pytanie które mnie nurtuje. Czy ten egregor dziala tylko wtedy kiedy ludzie wiedzą o sobie nawzajem? Bo zastanawiam sie nad sytuacją gdzie dwie osboy zupełnie nie wiedzą o sobie i robią ten sam rytual przypadkowo w tym samym czasie. wiesz co Czy to cokolwiek zmienia?
Zerkam na tę rozmowę i mam wrażenie że trochę mieszamy dwie rzeczy. Jedno to pytanie czy efekt się wzmacnia gdy dwie osoby działają synchronicznie. Drugie to pytanie dlaczego. I te dwa pytania niekoniecznie maja te same odpowiedzi. Można miec doświadczeniie że coś działa inaczej przy wspólnym działaniu i jednocześnie nie wiedzieć czy to egregor, sugestia, efekt placebo czy coś zupełnie innego. Mnie osobiście bardziej interesuje co Trzygłow06 i jego kolega poczuli konkretnie bo to jest materiał do rozmowy. Teoria jest ładna, ale bez żadnego osadzenia w praktyce kręcimy się w kółko
Dobra to powiem konkretniej. robilem rytual oczyszczajacy, dosyć standardowy ze świecami i kadzidłem. W pewnym momencie i to bez zadnego sygnału od kolegi, poczulem wyraźne ciepło na lewym ramieniu, coś jak czyjąś dłoń. Trawło to moze z minute i potem zniklo. Kolega jak się odezwał to powiedzial że miał wrażenie że \"wyciąga reke\" w pewnym momencie, jego słowa. Nie wiem co z tym zrobić.
To co opisujesz jest interesujące jako relacja, ale chcę zapytac o kilka rzeczy zeby lepiej to rozumieć. Czy ustaliliście wczesniej dokładną godzinę i wiedzieliście który moment jest tym samym momentem? I czy mówiliście sobie po rytualach co czuliście przed tym jak usłyszałeś co on mówi czy raczej on mówił, ty słuchałeś i dopiero potem dzieliles się swoim doświadczeniem? Bo kolejność w jakiej wymienialiście się informacjami ma tu spore znaczenie dla oceny czy to nie jest wzajemna sugestia.
Ta historia z ramieniem jest ciekawa bo to nie jest generyczny opis, \"poczułem coś dziwnego\", tylko konkretna lokalizacja i charakter odczucia. To trochę trudniej wyjaśnić tylko sugestią. Choć oczywiście nie niemożliwe. Mnie to przypomina coś co czytałam o praktykach w niektórych grupach ceremonialnych gdzie praca na odległość była traktowana jako standard, nie wyjątek. Tam właśnie czas synchronizacji byl kluczowym elementem, nie fizyczna obecność.
No dobra, chcę tu wrzucic inną perspektywę. może zamiast pytać czy to wzmacnia efekt rytualu, warto zapytac co rozumiemy przez wzmocnienie. jeśli chodzi o subiektywne odczucia w trakcie - to wydaje się dosyć wyraźne z tego co tu piszecie, że tak, coś się dzieje. Jeśli chodzi o zewnętrzny efekt, tzn. czy cel rytuału materializuje się szybciej albo skuteczniej - tego już nie wiem i zastanawiam się czy ktokolwiek ma na to jakikolwiek materiał poza anegdota.
Wchodzę z innej strony. Jest taka koncepcja w chaos magic którą Chhaos magicians rozwijali od lat 80 że sigilworkng w grupie gdzie każda osoba pracuje z tym samym sigilem ale w izolacji od siebie może byc bardziej efektywny niż solowe działanie właśnie dlatego że każda swiadomosc osobno ładuje tą sama strukturę. Chodzi o to zeby nie bylo kolektywnego ego które blokuje ładowanie :/ Rownoleglosc w czasie jest tu jedną ze zmiennych ale nie jedyna phil Hine o tym pisal Carroll też coś miał na ten temat. Nie wiem jak to sie ma do bardziej tradycyjnych rytualow ale idea jest podobna.
Obserwuje tę rozmowę od początu i mam wrazenie że nikt nie zapytal o jedną podstawową rzecz. Czy ci dwaj wiedzieli że robią rytuał w tym saymm celu czy po prostu w tym samym czasie? Bo to tez chyba ma znaczenie dla tego jaakie wnioski mozna wyciagac z ich doświadczenia.
Wchodzę tu z perspektywy czakr bo mam wrażenie że trochę może to rozjaśnić. Ciepło na lewym ramieniu które opisuje Trzygłow06 to obszar blisko czakry serca, wyjście energetyczne po stronie lewej jest często kojarzone z odbieraniem energii, a nie jej wysyłaniem. Nie mówię że to na pewno wyjaśnienie, ale jeśli ktoś drugi wysyłał w tamtym momencie intencję połączenia albo wsparcia, to akurat ten obszar ciała mógłby coś zarejestrować. eee, Czy ktoś wie co jego kolega czuł po swojej stronie w tym momencie?
Dla mnie to nie jest przypadkowe. Klatka piersiowa od środka i ramię od zewnątrz w tym samym czasie to mogłoby sugerować że nastąpiło jakieś połączenie kanałów energetycznych między wami. Nie chcę tego nadinterpretowywać bo nie wiem co obaj czuliście przez cały czas trwania, ale sama lokalizacja jest zbyt konkretna żeby to zbyć jako zbieg okoliczności.
Słucham i myślę że tu dochodzimy do sedna. Bo jesli obaj czuli cos specyficznego i w zblirzonym obszarze, i żaden nie wiedział co drugi czuje w danej chwiili to mamy już coś więcej niż sugestię. Sugestia działa gdy wiemy z góry czego się spodziewać. ale żaden z nih nie mówił drugiemu \"będziesz czuł ciepło przy ramieniu\". To nie jest tak łatwe do wyjaśnienia.
Jak czytam tę całą dyskusję o sugestii kontra realne odczucia, to myślę że wracamy do ptania z tytułu. Czy to wzmacnia coś. I teraz z tego co Trzygłow opisuje wynika że coś sie faktycznie zmieniło jakosciowo, nie tylko ilościowo. nie że odczucia były dwa razy silniejsze, tylko że były inne niż zwykle. eee, czy to nie jest właśnie definicja wzmocnienia w tym kontekscie? 🙂
Powiem ci że w tekstach dotyczących praktyk grupowych, szczególnie u Diona Fortune'a, jest wyraźne rozróżnienie miedzy grupą ad hoc a grupą o ugruntowanych więziach. Fortune pisała że wspólna praca przez dłuższy czas wytwarza \"group mind\", coś co można by określić jako trwałą strukturę łączącą. Dopiero wtedy synchronizacja w czasie daje coś jakościowo innego niz suma działań indywidualnych. Jeśli ci dwaj maja już historię wspólnych rytuałów, to może właśnie o tym tu mowa.
To co mówi Trzyglow jest ciekawe jesli chodzi o runiczny. runy które pracują z więzią, jak Gebo albo Mannaz zakładają że połączenie między ludzmi może się wzmacniać nawet przez rozdzielenie, nie tylko przez bliskość fizyczna. są takie podejścia że właśnie dystans zmusza energię do bardziej wyrazistego \"przepływu\" bo musi pokonać przestrzeń. Ale to jest konkretna tradycja, nie twierdze że tak jest zawsze.
A to nie musi byc albo-albo. Moze oba mechanizmy zadzialaly jednocczesnie. Każdy wszedl glebiej bo brak fizycznej obecnosci wymusił większe skupienie, a do tego pole między nimi też moglo być aktywne. To by tlumaczylo czemu wrażenia były silniejsze niż przy wspólnej pracy w tym samym pomieszczeniu.
Czytam to od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Czy ktoś z was próbował synchronizacji z osobą obcą, z kimmś z kogo nie łączy was żadna bliska relacja? Bo caly czas mowimy o parach ktore się znają :/ Zastanawiam sie czy relacja jest warunkiem koniecznym czy tylko sprzyja.
Pytalam o obcych i cisza, wiec dopytam inaczej. Bo mnie zastanawia co tak naprawde decyduje o tym czy synchronizacja działa czy to relacja między ludźmi, jak tu dużo mowilismy czy może sam rytuał ma jakieś właściwości które sprawiaja że działa niezależnie od tego kto go wykonuje? Bo jeśli to drugie to dwie obce osoby po przeciwnych stronach globu powinny mieć podobny efekt.
Hej ale wracając do pytania Gabrysi, bo mi się wydaje że nie odpowiedzieliśmy na nie wprost. czy dwie obce osoby mogą mieć efekt synchronizacji? Mam wrażenie że nikt z nas tego nie probowal, przynajmniej nikt tu tego nie napisal. Trzygłow twój kolega to byl ktoś bliski, tak? Bo przez cala rozmowę tak to rozumiem
Tak, znamy sie od lat. Nie wiem jak by to wygladalo z kimś obcym bo nie mialem okazji. ale jak o tym myślę to chyba nie ma jak sprawdzić bez wcześniejszego ustalenia że robimy cos razem, a już samo to ustalenie tworzy jakiś kontakt między ludźmi nawet jesli się nie znaja.
To bardzo trafna obserwacja 🙂 Samo umówienie się na wspolne dzialanie w określonym czasie jest już aktem intencjonalnego połączenia. więc czysto \"obcy\" w tym kontekście to moze oksymoron. Już sam fakt że obaj wiedza o sobie i o tej samej godzinie tworzy rodzaj nici. 😛
Właśnie i przy runach jest podobny dylemat. Gdy robię galdr sama, efekt jest określony. Gdy wyobrażam sobie że ktoś inny w tym samym momencie śpiewa tę samą runę, czy to coś zmienia? Nie mam pewnosci ale kilka razy miałam wrażenie że coś było inaczej. Trudno oddzielić to od sugestii.
To brzmi jak coś realnego. Niepokój i zimno to niespecyficzne ale spokój na końcu plus zimno u obu to juz trochę za duo na przypadek. A może za mało żeby twierdzić cokolwiek definitywnie, ale na pewno nie do wyrzucenia.
Wlasnie o to mi chodziło kiedy zakładałem ten wątek. nie pytałem czy to działa technicznie, tylko czy dziieje się coś co nie byloby możliwe gdyby każdy robił to sam o innej porze. I z tego co tu wszyscy piszecie, wygląda że tak że cas ma znaczenie ale że relacja między ludźmi i intencja połączenia są co najmniej równie ważne
