Zastanawiam się od jakiegoś czasu, jak to wygląda u Was. U mnie ta jedna runa bez znaku już ze trzy razy zmieniała miejsce – raz leży z całym zestawem, raz wraca do woreczka tylko jako zapas, raz wylatuje zupełnie. I nigdy nie potrafię się zdecydować na stałe. Ciekawa jestem czy ktoś ma z nią ułożone raz na zawsze, w tę albo w tę stronę.
U mnie raz na zawsze – wywalona. Nie ma jej w żadnym zachowanym źródle, nie ma w poematach runicznych, nie ma w inskrypcjach. Pojawiła się u Bluma w 1982 i moim zdaniem to zamyka sprawę. Chcesz pracować z losem – masz Perthro. Z koniecznością – Nauthiz. Reszta to doklejanie czegoś, czego nie ma.
Ja u siebie nie wyrzuciłam, ale używam jej tylko w jednym układzie – jak ciągnę jedną runę dnia. Wtedy traktuję jej wyciągnięcie jako sygnał, że dziś nie odpowiadają mi żadne, mam zamknąć worek i nie męczyć. W większych rozkładach jej nie kładę.
Tylko zauważcie, skąd Blum to wziął – nie wymyślił z głowy. Kupił w Anglii w latach 70. zestaw, w którym była pusta tabliczka, prawdopodobnie zapasowa, na wymianę zgubionej. On uznał, że to znak, i zbudował wokół tego całą ideę. To nie tradycja, to przypadek z fabryki.
Przy całej krytyce Bluma – ten temat losu, który stoi poza ułożeniem run, nie jest jego wymysłem. Norny, sieć Wyrd, Orlog – to wszystko jest w przekazach. Pytanie, czy do tego trzeba osobnej tabliczki, czy nie. I tu się zaczyna prawdziwy spór, a nie czy Blum coś zmyślił.
