Forum

Asystent AI
Rytuały po wyjeździ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały po wyjeździe za granicę - dostosowanie do nowej kultury

Strona 1 / 2

Wpisy: 193
Rozpoczynający temat
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Przeprowadziłem się kilka lat temu do Niemiec i do dziś nie ogarnąłem w pelni jak zachować ciaglosc tego, co robiłem w Polsce. chodzi mi głównie o takie rzeczy jak rytuały związane z porami roku ze zmiana ksiezyca, ale też te bardziej osobiste, ktore miałem zakorzneione w konkretnym miejscu - w konkretnym lesie, przzy konkretnej rzece. Tu jest wszystko inaczej. Nawet ziemia pachnie inaczej serio. zastanawiam się czy ktoś miał podobnie i jak sobie z tym radził - bo nie chodzi mi o to zeby robić \"to samo tylko gdzie indziej\", tylko jak podejsć do tego całego tematu od nowa ale nie od zera


Odpowiedz
76 odpowiedzi
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest cos, o czym rzadko się mówi wprost, a moim zdaniem to jeden z trudniejszych aspektów migracji w ogóle. Nie tylko ezoteryczny, ale po prostu ludzki. Miejsce ma znaczenie - i to nie jest kwestia sentymentu, tylko tego, że wiele praktyk było budowanych latami w relacji z konkretnym krajobrazem, klimatem, cyklem natury w danej szerokosci geograficznej. Kiedy to wszystko się przesuwa, czesc praktyk traci grunt pod nogami dosłownie. Mnie ciekawi jedno - czy mówisz o rytuałach, które sam wypracowałeś, czy o takich przejętych z jakiejś tradycji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Ostroika trochę i trochę. czesc rzeczy to byly moje włanse wypracowane schematy, część to elementy słowiańskie, które gdzieś po drodez wchłonąłem - dosłownie tego nikt mnie nie uczył formalnie, ale były obecne w tym jak moja rodzina funkcjonowala przez rok. dziadkowie coś tam robili przy sadzeniu przy zbiorach, przy Zaduszkach i teraz jestem w kraju, gdzie Zaduszki w ogóle nie istnieja w takiej formie. wszystkich Swietych jest tu ewangelickie i kompletnie inne. To nie jest tak że nie mogę zapalic świecy - moge - ale brakuje mi tego że cały kontekst społeczny wokół tego znikl. 😉


Odpowiedz
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Mieszko Ja mieszkam od kilku lat w Belgii i to co powiedział o zapachu ziemi trafia w sedno. Kiedy zaczęłam tu praktykowac medytacje gruntujące, czulam sie jakbym stała na cudzej ziemi - co w smie było prawda. Zaczęłam szukać lokalnych roslin ktore pełnią podobna funkcje co te, ktore znałam z Polski. na przyklad zamiast skrzypu polnego szukałam lokalnych ziół o podobnych właściwościach według traycji celtyckiej, bo w Belgii masz silne ślady tej tradycji w regionach walonskich. To nie zastąpiło jeden do jednego, ale dalo mi cos nowego. Chociaż szczerze - pierwsze miesiace były ciężkie.


Odpowiedz
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 402

@Apolonia.x a jak długo trwało zanim poczułaś, że coś zaczyna sie \"układać\" 😀 Pytam bo kuzynka mówi, że po roku nadal ma poczucie że jest gdzieś pomiędzy - ani tam ani tu.


Odpowiedz
Wpisy: 402
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zapisałam twooje pytanie, bo sama sie nad tym zastanawiam od kiedy moja kuzynka wyjechała do Holandii i napisała mi, że \"nic nie działa tak samo\". Dla mnie to było dziwne, bo myślałam, że rytual to rytuał - ale im więcej o tym myśllę, tym bardziej rozumiem, że ona nie codzi o technikę, tylko o cos zupelnie innego. ojej no, Przeprowadziłaś się niedawno czy to już dłużej trwa?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

Ten kontekst społeczny to jest kluczowa rzecz. Dużo tradycji działa właśnie dlatego, że jest zbiorowa - sąsiad idzie na cmentarz, sklepy są zamknięte, coś w powietrzu wisi. Jak tego nie ma, to indywidualny rytuał traci część swojej warstwy, bo nie ma zewnętrznego rytmu, który go wspiera. Sama miałam podobny problem - praca z runami jest mocno zakorzeniona w nordyckiej geografii i klimacie, a kiedy próbowałam przenosić pewne rzeczy na inne warunki, musiałam przemyśleć co tak naprawdę jest rdzeniem a co jest lokalnym opakowaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

wiesz co, trochę nie rozumiem jednej rzeczy - jak rytuał moze \"nie działać\" w innym miejscu? Mówię o tym z ciekawosci, bo dla mnie intuicyjnie to wygląda tak że albo coś dziala albo nie niezależnie od tego gdzie jesteś. Czy to nie jest bardziej sprawa psychologicczna - że ty się inaczej czujesz, bo jesteś poza strefą komfortu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Celinkaa to akurat dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Dużo tradycji - zarówno tych ludowych jak i tych bardziej zorganizowanych religijnie - jest głęboko osadzonych w konkretnym ekosystemie. Słowiańskie rytuały związane z ogniem na Kupałę mają sens w określonym klimacie, o określonej porze. jak to przenosisz do kraju, gdziie noc na przełomie czerwca i lipca jst inna, flora jest inna temperatura powietrza inna - to może nie byc tylko psychologia. Poza tym sami badacze religii jak Mircea Eliade pisali sporo o tym że sacrum wiąże się z miejscem. hierofania w konkretnym punkcie geograficznym to nie jest tylko metafora.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

No ale z drugiej strony jak jakies energie są naprawdę energiami to powinny działać wszędzie 🙂 Przeniosłem się na rok do Anglii i robiłem taro w dokładnie taki sam sposob jak u siebie i nie widziałem żadnej różnicy. Więc może to sprawa tego, że niektóre tradycje są zbyt dosłownie traktowane co do formy zamiast istoty?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 139

@Dzikitaurus tarot to akurat dosyć osobna kategoria, bo karty są sytemem symbolicznym który nie jest przywiązany do miejsca z definicji. Ale już runy, ziołowe rytuały, praktyki związane z cyklem natury - tam związek z miejscem jest inaczej skonstruowany. Nie twierdzę, że przeprowadzka oznacza koniec praktyki, ale porównywanie tarota do rytuałów sezonowych to trochę porównywanie jabłek do gruszek.


Odpowiedz
Wpisy: 193
Rozpoczynający temat
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

To \"pomiędzy\" to chyba jest etap, przez ktory trzea przejść i nie ma na to skrótu. Mnie też długo zajęło zebby w ogole zrozumiec co tak naprawde chcę zachowac, a co było tylko lokalnym kolorytem. Takie pytanie podstawowe: co jest sednem, a co jest formą? I dopiero jak to rozkładasz na czynniki to widzisz co faktycznie mozesz zabrać ze sobą a co trzeba zostawić.


Odpowiedz
Wpisy: 317
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

Ech, ja bym się tu nie zgodzil do końca. Nie wszytsko da się rozłożyć na sedna i formy bo czasem forma JEST sednem. jak robisz rityuał związany z konkretnym dniem kalendarza słowiańskiego, to jgeo sens jest wbudowany właśnie w tę datę i w to co się dzieje dookoła o tej porze roku. Jak to wyciągasz z kontekstu i robisz w innym klimacie gdzie np. w dniu Kupały są najkrótsze noce ale cieplej niż u nas - to co to właściwie jest? nowa tradycja czy imitacja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Bogumil74 myślę, że to jest właśnie pytanie, ktore warto postawić sobie uczciwie. I nie ma jednej odpowiedzi. Część osób tworzy nową tradycję świadomie część stara się rekonstruować starą w nowych warunkach, a część rezygnuje z jednej i próbuje wchłonąć lokalna. Każda z tych dróg ma sens, tylko wymaga innej pracy wewnętrznej. Mam wrazenie, że Mieszko pyta bardziej o to drugie - jak rekonstruować, nie jak zastąpić.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wchodze tu z boku bo nie jestem na co dzien w tematach rytualow ale temat mnie wciągnął. chcialem zapytaać - czy jest jakis przyklad tradycji ktora historycznie przeszla przez podobny proces migracji i sobie poradzila? Cos co faktycznie sie zaadaptowalo i przetrwało w nowej formie?


Odpowiedz
Wpisy: 303
(@filomena-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przykładów historycznych jest sporo. Najbardziej oczywisty to tradycje diaspory - żydowska, ukraińska, polska emigracyjna po wojnie. Żydzi przez tysiąclecia praktykowali rytuały bez swojego kraju, bez swojej ziemi, w kompletnie obcych kulturach. I to przetrwało. Ale - i to jest ważne - przetrwało właśnie dlatego, że bardzo mocno przeniosło środek ciężkości z miejsca na wspólnotę i tekst. Jak nie masz ziemi, to skupiasz się na tym co możesz zabrać ze sobą. Na prawie, na opowieści, na kalendarzu. Czy to jest rozwiązanie dla kogoś kto jest sam za granicą i nie ma wokół siebie społeczności? Nie wiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Filomena.1 to bardzo ciekawy trop serio. Czyli muwisz, że klucz to przeniesienie ciężaru z zewnętrznego na wewnętrzne - z miejsca na tekst, na praktykę pamięciową? Mam pytanie może głupie - czy ktoś tu w ogóle ma jakies doswiadczenie z łączeniem swojej tradycji z lokalną, nie zeby zastąpić, ale żeby je jakoś zszyć?


Odpowiedz
Wpisy: 616
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wlasnie to próbuję robic od paru lat. Nie mam na to dobrego slowa - synkretyzm brzmi za akademicko a eklektyzm za lekko. w praktyce wygląda to tak, że sięgam do tego co jest tu żywe - regionalne swieta lokane rośliny, struktura roku w tej konkretnej szerokosci geograficznej - i próbuję zobaczyć gdzie to się pokrywa z tym co znam z polskiej tradycji. Nie ma tu Dożynek, ale jest Harvest Festival w październiku. Nie jeest tozsame, ale jakoś pokrewne. I to mi daje punkt zaczepienia.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@nikoletta73)
Połączone: 2 lata temu

A ja mam pytanie moze nie do konca w temacie ale - jak wy w ogole wiecie które rytuały są \"wasze\"? Znaczy skąd macie punkt odneisienia co jest slowianskie a co już nie, bo czytalam gdzies że duzo tych tradycji to rekonstrukcje z XIX wieku i nie wiadomo ile w tym autentyzmu. 🙂


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 317

@Nikoletta73 to jest bardzo dobra uwaga i trochę otwiera puszkę Pandory, bo masz rację. Dużo teog co uchodziło za stare pochodzi z romantycznych rekonstrukcji, czasem troche wymyślonych. Ale to nie znaczy że jest bezwartościowe. tradycja żywa to taka która jest przekazywana i praktykowana, nie tylko taka która ma papier z numerem seryjnym od pra-pra-dziadka. Chociaż rozumiem że jak ktoś chce odtworzyć coś autentycznego to ma problem, bo materiał źródłowy jest szczątkowy.


Odpowiedz
(@filomena-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 303

@Nikoletta73 i tu jest właśnie sedno tej dyskusji. Pytasz skąd wiemy co jest nasze - i szczerze, często nie wiemy. Ale to nie jest problem wyłącznie słowiański. Celtyckie tradycje, germańskie, bałtyjskie - wszędzie masz warstwy nakładające się przez wieki, chrystianizację, romantyczne rekonstrukcje, nacjonalistyczne zapotrzebowanie na mit. Wiesz, Frazer w Złotej Gałęzi pokazał już w XIX wieku, że tradycje ludowe migrują i przenikają się bez względu na granice. Więc kiedy pytasz o autentyczność - może to pytanie jest trochę nie na miejscu? Nie autentyczność powinna być kryterium, tylko to czy dana praktyka coś ci daje.


Odpowiedz
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Filomena.1 ale to trochę relatywizuje wszystko nie? Jesli porzucamy kryterium autentycznosci to kzdy moze sobie zestawic cokolwiek i powiedzieć że to tradycja. Pytam serio, bo nie mam tu wyrobionego zdania - gdzie jest grania miedzy żywą adaptacją a zwyklym wymyslaniem od nowa?


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Swietowit to napięcie między autentycznością a użytecznością jest chyba jednym z tych których nie da się rozwiązać raz na zawsze. ale patrząc na to z boku - tradycje które przetrwały to nie te, które były zamrozone. Przetrwały te, które potrafiły wchlonac nowy kontekst bez gubienia tego co w nich najważniejsze. Tylko że to widać dopieo z perspektywy czasu, nie w momencie kiedy ktoś siedzi w Amsterdamie i próbuje obchodzić Dziady.


Odpowiedz
Wpisy: 317
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, bo jak to ocenić w czasie rzeczywistym? Skąd wiesz że twoja adaptacja to żywa tradycja a nie zwykłe upraszczzanie żeby byłoo wygodniej? Mnie to gnebi troche od kiedy przeprowadzilem się bliżej granicy i zaczęłem mieć dostęp do innych wpływów. Latwo się samemu oklamac że sie \"ewoluuje\" podczas gdy po prostu rezygnujesz z trudnych części.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Bogumil74 to jest bardzo uczciwe pytanie i rzadko ktoś je sobie stawia wprost. Mysle że jeden sygnał jest taki - czy coś odpada dlatego że jest trudne logistycznie czy dlatego że po dłuższym czasie widzisz że ten element nie był tym co napędza resztę. Pierwsze to jest po prostu wygoda. Drugie to może byc faktyczna selekcja. U mnie pierwsze dwa lata w Belgii to bylo wyrzucanie z wygody - brakowało mi składników, czasu, znajomych z któórymi robiło sie pewne rzeczy razem. Dopiero potem zaczelam odróżniać co mi naprawdę brakuje od tego co bylo tylko dekoracją :/ 😉


Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Apolonia.x to rozróżnienie dekoracja kontra sedno - czy mogłabyś podać jakis konkretny przyklad? Bo w teorii brzmi to sensownie ale zastanawiam się jak to wygląda praktyczine. Co u ciebie okazało się dekoracją a co zostało?


Odpowiedz
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Celinkaa konkretnie - przez długi czas robilam pewne rzeczy zwiazane z okadzaniem w bardzo specyficzny sposób, z konkretnymi ziolami zbieranymi w konkretnym miejscu. Kiedy tego nie miałam czułam że coś jest nie tak. Ale po jakims czasie zdaalm sobie sprawe że to co mi naprawdę działało w tym rytuale to skupienie które przychodziło z zapachu i z czynnosci samej w sobie - nie z tego konkretnego miejsca zbioru. Zastapilam miejscowe zioła czymś lokalnym o podobnym charakterze i poczucie było podobne. Dekoracją okazało się przywiązanie do jedynej słuszneej odmiany rośliny, sednem bylo samo skupienie przez zapach. 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to przywraca mnie do tematu run, bo tam mam podobny dylemat. Runy są systemem z konkretnego obszaru geograficznego i klimatycznego - drewno, które się używało, pora roku, nawet wilgotność powietrza miały znaczenie dla tego jak materiał zachowywał się podczas wycinania 🙂 Jak pracujesz z runami w tropikalnym klimacie albo piszesz je na drzewie które nie rośnie w Skandynawii - czy to nadal jest to samo? Nie mam gotowej odpowiedzi, ale to jest pytanie które cały czas mi towarzyszy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Rena07 ale runy to system symboliczny, nie? Liczy się symbol a nie materiał. tak samo jak karta tarota działa czy jest na lnianym papierze czy na plastiku. Mam wrażenie że trochę za brdzo przywiązujecie się do formy.


Odpowiedz
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 139

@Dzikitaurus nie do końca. Karta tarota jest reprodukcją obrazu - jej nośnik nie jest częścią znaczenia. Runa wycinana w drewnie to jest czynność, która ma wymiar rzemieślniczy i fizyczny, i to jest część praktyki, nie dekoracja. Galdr, czyli śpiew rotalny przy wycinaniu, reaguje inaczej na miękkie drewno niż na twarde. To nie jest formalizm, to jest fizyka. Poza tym Elder Futhark nie był nigdy ujednoliconym systemem - każda lokalna tradycja miała warianty. Więc "system symboliczny" to trochę za duże uproszczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 193
Rozpoczynający temat
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Bogumila o to jak oceniić czy się adaptuje czy po prostu upraszcza - mnie się sprawdza jedno kryterium, choć nie wiem czy jest dobre dla każdego. sprawdzam czy po zmianie nadal czuje że przeszedłem przez coś czy mialem do czynienia z czyś co wymaga ode mnie wysiłku. Rytual ktory jest za łatwy zaczyna byc po prostu przyzwyczajeniem. I to chyba jest granica - nie autentycznosc historyczna tylko to czy dana forma nadal czegos od ciebie wymaga.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 402

@Mieszko Zapisałam sobie to co napisał, bo to jest inna perspektywa niż ta, na ktora wpadłam sama. ja myślałam o tym przez pryzmat ciągłości - czy nowwa forma ma połączenie z poprzednią. A to kryterium wysiłku jest ciekawsze bo jest niezależne od historii. Kuzynce wyślę. Ona właśnie mówi że jej praktyki w Holandii stały sie zbyt płynne i wygodne i że nie wie czy to dobrze. 🙂


Odpowiedz
(@nikoletta73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 35

@Kunisia ale to zależy też chyba od tego co jest celem. Jeśli ktos uzywa rytualow zeby się uspokoic i ustabilizować, to może właśnie ta wygoda i płynność jest tym czego szuka? no, nie każda parktyka musi być wymagająca zeby miała sens.


Odpowiedz
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 317

@Nikoletta73 to prawda ale jest ryzyko że jak rytuał staje się tylko kojącą rutyną to traci swój wymiar przejścia. oj tam bo rytuał w sensie antropologicznym to jest cos co zaznacza zmiane stanu - liminalne doświadczenie, van Gennep o tym pisał. jak jest tylko kojący to jest bardziej medytacja albo higena mentalna co nie jest złe, ale to coś innego


Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Bogumil74 van Gennep? To jest to od rytów przejścia? Nie wiedziałam że to sie tak nazywa. A powiedz - czy to znaczy że rytuały codzienne które nie zaznaczają żaadnej zmiany, to według tego podejscia w ogole nie są rytuałami?


Odpowiedz
(@filomena-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 303

@Celinkaa to jest właśnie spór który trwa w antropologii od lat. Van Gennep pisał o rytach przejścia - separacja, liminalność, reintegracja. Ale są też tradycje które traktują powtarzalność samą w sobie jako coś konstytuującego - japońskie kata, chrześcijańska liturgia godzin. Tam rytmiczność jest celem, nie tranzycja. Więc to nie jest tak że jedno podejście wygrywa.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

A wracajac do glownego temaatu - emigracja to jest chyba wlasnie klasyczny ryt przejścia wedlug tej definicji. sepraacja od starego miejsca, dlugi okrres \"pomiedzy\", i jaksa reintegracja w nowym miejscu moze to co się dzieje z rytuałami podczas emigracji to jest właśnie liminalność - i pytanie nie brzmi \"jak zachowac tradycję\" tylko \"co wyloni się po drugiej stronie\"? 😉


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Swietowit to jest ciekawy sposob na to popatrzec i trohcę zmienia mi perspektywę dotąd myślałem o tym jako o problemie - co z tradycja co nie działa. A jak to jest etap przejścia, to może dezorientacja i to że \"nic nie dziala tak samo\" jest wlasnie tym co powinno być, a nie czymś do naprawienia na skróty.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

No ale ta liminalność może trwać latami. I nie każda migracja kończy się czystą reintegracją - są ludzie którzy całe życie żyją w tym \"pomiedzy\". To nie jest zły stan, ale tez nie jest automatycznie rozwiązany przez czas. Skąd wiadomo kiedy warto poczekać a kiedy aktywnie szukać nowej formy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Ostroika właśnie. I to jest bodajze najtrudniejsze pytanie w całym wątku. Bo można czekać w nieskończoność na \"właściwy moment\" albo na poczucie że się juz zakorzenił w nowym miejscu a to nigdy w pełni nie przychodzi. Mnie w końcu pomoglo to, że zaczęłam traktować samo to \"pomiędzy\" jako cos co wymaga własnych praktyk - nie przenoszenia starych ani szukania nowych, tylko czegśo co jest odpowiedzią na satn zawieszenia. nie mam dobrego słowa na to ale w praktyce wyglądało to jak cotygodniowe siadanie i sprawdzanie gdzie jestem - nie gdzie chcę byc tylko gdzie faktycznie jestem.


Odpowiedz
Wpisy: 402
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

O rany, to co Apolonia napisała o traktowaniu liminalności jako stanu, a nie problemu - to mi coś ruszyło. Bo ja przez dlugi czas szukałam momentu, kiedy będę mogła powiedzieć \"no dobra, teraz jestem już stad\". I ten moment nie przyszedł. Ale w pewnym momencie zauważyłam, że moje rytuały po prostu zaczęły wyglądać inaczej, bez żadnej świadomej decyzji z mojej strony. Jakby się samme przestawiły.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 317

@Kunisia ale to jest chyba najszczerszy opis z całego wątku. oj tam bo większość z nas próbuje to jakoś zarządzać - decydowac co zachowac co zmienić, co odpuscic. a tu mówisz że samo się zmieniło. I to brzmi bardziej jak żywy proces niz zarzadzanie projektem.


Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Bogumil74 ale czy to nie jest trochę ryzykowne 🙂 Jesli pozwalamy żeby wszystko \"samo się przestawiło\", to skąd wiemy że to co zostalo ma jeszcze coś wspólnego z tym od czego zaczęłyśmy? Nie oceniam, naprawde sie zastanawiam bo to jest coś czego się boję - że zanim się obejrzę, wszystko co robiłam stanie się czyms zupełnie nowym i niezwiazanym.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Celinki jest zasadne, ale myślę że zakłada pewien model ciągłości - że tradycja musi mieć wyraźną linię od punktu A do punktu B. Tymczasem wiele systemuw działa inaczej. runy na przykład nie były przekazywane przez nieprzerwany łańcuch - były zapisywane, gubione, odkrywane na nowo, interpretowane przez kolejne osoby z różnych kontekstów kulturowych. I nikt poważny nie twierdzi że to je zdyskredytowało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Rena07 to jest dla mnie nowe spojrzenie bo ja myślałam o ciglosci jako o warunku. A ty mówisz że nawet historyczne systemy jej nie miały i jakoś dzialaja. To zmienia trochę moje podejscie do własnych lekow o to co sie z moją praktyka dzieje


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

No nie wiem eee, ale wróćmy na chwilę do samego emigracyjnego kontekstu bo mam wrażennie że troche odeszlismy. czy ktos próbował świadomie budowac rytualy zwiazane z nowym miejscem - nie adaptowac stare, tylko tworzyc nowe zakorzenione w tym gdzie teraz jest? Mnie interesuje czy to w ogóle ma sens jako strategia, czy jset to jakies obejcśie problemu.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Próbowałam. I to jest trudniejsze niz sie wydaje bo nowe miejsce nie ma dla ciebie historii którą ty pamiętasz. Miejsce ma swoją historię, ale ona jest cudza. więc budowanie rytuału \"z miejsca\" oznacza albo wchodzenie w tradycje lokalne, albo budowanie czegoś zupełnie osobistego. I jedno i drugie ma swoje komplikacje


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Ostroika a co to były za komplikacje w twoim przypadku? Pytam bo mnie tez to dotyczyło i przez długi czas czulam sie jakbym coś przywłaszczała, robiąc rytualy z uzyciem roslin czy symboli z nowego miejsca jakby to nie bylo moje.


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Apolonia.x dokładnie to. W miejscu gdzie się znalazłam było bardzo wyraźne poczucie lokalnej tozsamosci wśród tamtejszych ludzi i ich własnych praktyk. i wchodzenie w to z zewnątrz czułam jako coś niejednoznacznego. Z jednej strony chciałam się zakorzenić, z drugiej wiedziałam że jestem gościem. W końcu doszłam do czegoś co można by nazwać postawą obserwatora - pozwoliłam temu miejscu na mnie działać, bez przywłaszczania form.


Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Ostroika To co opisuje brzmi jak bardzo swiadoma pozycja. mnie samemu zajelo troche czasu zeby w ogólle zobaczyc że jest cos do zaobserwowania w nowym miejscu. Na poczatku byłem tak skupiony na tym co straciłem z poprzedniego miejsca że nowe zupełnie do mnie nie docierało to jak chdzić z zasłoniętymi oczami i narzekać że ciemno.


Odpowiedz
(@rena07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 139

@Ostroika Ale nie mówiła o czekaniu zamiast działania, tylko o tym że działanie z miejsca wymaga najpierw zrozumienia miejsca. To jest różnica. Budowanie rytuału bez znajomości kontekstu to jak wycinanie run w drewnie którego właściwości się nie zna - technicznie możliwe, ale coś ważnego wtedy odpada.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

no dobra ale czy mówicie że trzeba czekać aż miejsce jakoś na nas zadziała? To brzmi bardzo pasywnie. Zawsze myślałem że praktyka polega na aktywnym działaniu, nie na czekaniu. Nie rozumiem tej logiki.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@filomena-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 303

@Dzikitaurus aktywne i pasywne to nie jest zero-jedynkowy podział. o matko, obserwacja i uważność to też jest działanie - w wielu tradycjach jest to zresztą jedno z ważniejszych ćwiczeń. Ale mam inne pytanie do ciebie - co według ciebie konkretnie miałoby być tym aktywnym działaniem w nowym miejscu?


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Filomena.1 no, rytuały, praktyki budowanie przestrzeni. Nie siedzenie i czekanie aż coś zadziala. Rozumiem że obserwacja jest potrzebna ale nie może byc cala odpowiedzią na problem.


Odpowiedz
Wpisy: 317
(@bogumil74)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do Mieszka bo zaintrygował mnie ten obraz z zasłoniętymi oczami. Kiedy poczułeś że zaczynasz widzieć nowe miejsce? Był jakiś konkretny moment czy to był stopniowy proces? Bo mnie to właśnie teraz dotyczy i nie wiem czy w ogóle dobrze rozpoznam kiedy to nastąpi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Bogumil74 u mnie był jeden konkretny moment, ale to nie znaczy że tak musi być. Pamiętam że stalem w pewnym miescu na otwartej przestrzeni i po raz pierwszy miałem myśl o tym terenie, a nie o tym co mi brakuje. coś jak pierwsze zdanie które nie zaczyna się od porownania. Małe, ale wyraźne. nie wiem czy to był jakis próg czy po prostu coś co zapamiętałem bardziej niz inne chwile.


Odpowiedz
Wpisy: 402
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zapisuję to - pierwsze zdanie które nie zaczyna się od porównania. To jest bardzo dobry opis i coś co mogłabym rozpoznać. Mnie się zdażało mieć takie chwile ale nie wiedziałam że to może być znaczące 🙂 Myślałam że to tylko zmęczenie tęsknotą.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@nikoletta73)
Połączone: 2 lata temu

no ale, sluchajcie, chce zadac pytanie może naiwne ale - czy ktos z was mial problem z tym że nowe srodwoisko w ogole nie rozumie tego co robisz? Mam na myśli nie tylko rytuały, ale samo podejście do swiata. Przeprowadzilam sie do miejsca bardzo mocno zsekularyzowanego i czuje się jak z innej planety kiedy cokolwiek probuje zrobić z tą częścią siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Nikoletta73 o tak i to jest osobny ciezar do niesienia. Ja rozwiazalam to przez zupłeną prywatność - przestałam o tym mówić w nowym otoczeniu i to mialo dwie strony: z jednej spokoj, z drugiej izolacja tej czesci siebie. Pytanie czy nie szkodzi praktyce to że jest zupełnie ukryta.


Odpowiedz
(@celinkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Apolonia.x a czy ta izolacja nie sprawiła że rytuały nabrały jakiegos innego charakteru? Jak coś jest bardzo prywatne i ukryte to zmienia się też relacja do tego - staje się bardziej intymne, albo odwrotnie, bardziej samotne. eh, Zastanawiam sie jak to na ciebie działało praktycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 616
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ta izolacja zrobiła z tego coś dziwnie podwojnego. Z jednej strony rytuały stały się bardziej skupione, bo robiłam je tylko dla siebie, bez żadnego kontekstu społecznego. z drugiej - zaczelam sie zastanawiać czy nie robię czegos co traci sens bez świadka, bez wspólnoty. Bo część tego co robilam wcześniej w Polsce miala charakter zbiorowy, albo przynajmniej wiedzialam że gdzies obok są inne osoby ktore rozumieja. A tu - zero tego. i to naprawde coś zmienia ale nie jestem pewna czy na gorsze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 402

@Apolonia.x a to co mówisz o świadku - czy chodzi ci o dosłowną obecność fizyczna, czy o coś bardziej jak poczzucie że ktoś rozumie co robisz? Bo to by były dla mnie dwie różne straty. Jedna do zastąpienia przez internet, druga chyba nie


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ojej, to pytanie Kunisi jest dla mnie ważne bo sama długo myślałam że to jedno i to samo. a potem odkryłam że bardzo różne. Fizyczna obecność w rytuale - szczególnie takim który ma zakorzeniony w miejscu charakter - jest czyms czego żadne foum nie zastapi. Natomiast poczucie zrozumienia można zbudować przez sieć jeśli się znajdzie właściwe miejsca. Ja miałam szczęście że trafiłam na kila osób online których praktyki miały podobny charakter. Ale do rytualnej przestrzeni fizycznej - tęsknię.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: