Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Zrobiłam kiedyś rytuał wiązania na pewną relację - nie będę wchodzić w szczegóły, ale to był rytuał z czerwoną świecą, węzłami i imionami. Sprawa się posypała, związek się skończył i teraz zastanawiam się, czy to, że nie rozwiązałam tego rytuału formalnie, może jakoś oddziaływać. Czytałam różne rzeczy, jedni mówią że po prostu wygasa, inni że zostaje aktywne dopóki się go nie zamknie. Czy ktoś miał podobną sytuację albo wie jak to działa od strony praktycznej?
To zależy bardzo od tego, jak ten rytuał był skonstruowany i z jakiej tradycji pochodzi. W praktykach wywodzących się z hoodoo czy tradycyjnej magii ludowej rytuały wiązania mają konkretny 'mechanizm wyjścia' - jeśli go nie wykonasz, energia rzeczywiście nie zostaje po prostu zerwana. Ale nie chodzi o to, że coś strasznego się dzieje, tylko że pewne połączenie energetyczne może nadal istnieć na poziomie subtelnym. Pytanie jest inne - co konkretnie czujesz, że się dzieje? Bo to może pomóc ocenić, czy faktycznie coś zostało aktywne.
Mam notatki z kilku różnych źródeł na ten temat i wychodzi mi z nich obraz dość niejednolity. W Grimorium Verum i podobnych zachodnich tekstach rytuały miłosne w ogóle nie mają przewidzianego odwrócenia - zakłada się że działają do skutku albo nie działają wcale. Natomiast w tradycjach słowiańskich i w praktykach korzeniowych, które opisują np. rosyjscy etnografowie z końca XIX wieku, zawsze był element 'odpuszczenia', bo inaczej wierzono że energia wraca do wykonującego. Nie wiem która interpretacja jest bliższa prawdy, ale ta różnica jest zastanawiająca.
A ile czasu może minąć zanim to wygaśnie samo? Pytam bo też miałem sytuację gdzie coś robiłem i nie wiedziałem że trzeba to formalnie kończyć.
Ja miałam podobną historię z rytuałem z czerwoną nitką - też go nie zamknęłam i przez długi czas czułam jakieś zawieszenie w sprawie. Nie wiem czy to był rytuał, moja głowa czy coś innego, ale jak w końcu przeprowadziłam intencjonalne zamknięcie, to poczułam wyraźną różnicę. Może to efekt placebo, może nie, ale mi pomogło. Co zrobiłam - spaliłam resztki z tamtego rytuału i napisałam krótką intencję puszczenia. Proste, bez ceremonii.
Sny i zbieżności mogę tłumaczyć różnie - ale skoro czujesz że coś wisi, to warto to zamknąć niezależnie od tego czy rytuał 'działa' czy nie. Samo zamknięcie intencji ma sens psychologicznie i energetycznie. Mam pytanie - czy pamiętasz co zrobiłaś z materialnymi elementami rytuału? Świeca, węzły - gdzie to trafiło?
Przepraszam że wchodzę ale mam podobny problem i nie wiem co zrobic. Zrobiłam rytuał z imionami na papirze i świecą różową i ta osoba co robiłam zniknęła z mojego życia kompletnie. Czy to znaczy że rytuał nie wypalił czy ze trzeba go zamknąć żeby ta osoba wróciła? Bo chyba źle rozumiem jak to działa
Muszę powiedzieć wprost - to są dwie zupełnie różne sytuacje i warto je rozróżnić. Laurencja pyta o zamknięcie rytuału który już się skończył, a ty pytasz czy rytuał 'nie wypalił' i czy osoba wróci. To nie działa tak, że jak zamkniesz rytuał, to ktoś wróci. Rytuał miłosny nie jest jak włącznik. Poza tym, robienie rytuałów wiązania bez zrozumienia mechanizmu zamykania to trochę jak zapalanie czegoś bez wiedzy jak to ugasić. Nie mówię tego złośliwie - po prostu dlatego właśnie ten temat jest ważny.
No i właśnie tu jest sedno - każda z tych osób może mieć rację w swojej tradycji. Zakopanie to metoda z praktyk ziemnych, woda bieżąca to rozwiązanie energetyczne rodem z tradycji keltyckich i słowiańskich, spalenie końcowe to domknięcie przez żywioł ognia. Nie ma jednej 'poprawnej' metody, bo to zależy od tego z jakiej tradycji pochodzi oryginalny rytuał. Jeśli nie wiesz z jakiej, to polecam metodę wody - jest uważana za neutralną i bezpieczną jako wyjście domyślne.
Zastanawia mnie jedna rzecz w tym co mówisz, Strzaska. Skoro tradycja determinuje metodę zamknięcia, to co zrobić jak rytuał był sklejką z kilku źródeł? Bo większość ludzi nie robi rytualów z jednej tradycji - bierze elementy z różnych miejsc. Jak to wtedy ogarnąć?
Tak, to jest właśnie kwestia która pojawia się w wielu tradycjach - materialne elementy rytuału są traktowane jako 'nośnik' intencji. Dopóki leżą gdzieś nierozwiązane, formalnie rytuał nie jest zamknięty. Znajdź te węzły. Nie musisz od razu wiedzieć co z nimi zrobić, ale ich znalezienie to pierwszy krok. I nie rób tego z lękiem - to ważne, bo emocja z jaką podchodzisz do zamknięcia ma znaczenie.
Ja miałam kiedyś węzły schowane i ich nie rozwiązałam przez długi czas. W końcu zakopałam je z intencją puszczenia, nawet nie wiem czy to 'prawidłowo', ale tamten okres w życiu po prostu się skończył. Może to zbieg okoliczności.
A jak to jest z czakrami przy zamykaniu rytuałów? Bo gdzieś czytałam że rytuały miłosne szczególnie angażują czakrę serca i sakralną, i że przy zamknięciu warto na nich pracować żeby uwolnić połączenie. Czy to ma sens czy to jest oddzielna sprawa?
Hmm, to jest ciekawa dygresja. Nie jestem ekspertem od czakr, ale widziałam takie połączenie opisane w kontekście kordeksów - czyli energetycznych połączeń między ludźmi. Rytuał wiązania mógłby teoretycznie wzmacniać taki kordecks. I wtedy owszem, praca z czakrą serca przy zamknięciu miałaby sens. Ale to już inna warstwa tej samej kwestii.
Dobra ale wracając do mojego pytania - naprawdę nikt nie wie ile czasu zajmuje samoistne wygaśnięcie? Mam wrażenie że wszyscy mówią o zamykaniu a nikt nie mówi wprost co się dzieje jak się nic nie zrobi.
Franio, odpowiem wprost, bo to ważne pytanie, które gdzieś tu utonęło. Nikt nie powie ci konkretnej liczby miesięcy czy lat, bo to zależy od tego jak bardzo intensywny był rytuał, co zostało użyte, i czy materialne elementy nadal istnieją. Rytuały z przedmiotami fizycznymi, wiązaniem, woskiem - te mają tendencję do trwania znacznie dłużej niż sama intencja wymówiona na głos. Ale 'samoistne wygaśnięcie' jako pojęcie jest trochę mylące, bo w wielu tradycjach ono po prostu nie istnieje w formie automatycznej.
To znaczy że jak nic nie zrobię, to może wisieć w nieskończoność? Bo to brzmi niedobrze. Mój był dość prosty, bez węzłów, tylko świeca i kartka z imieniem.
To ciekawe co mówi Martusia o intensywności rytuału jako czynniku wpływającym na trwanie. Zastanawiam się czy to nie jest trochę podobne do intencji astrologicznej - im bardziej osadzona w konkretnym momencie, z konkretnymi planetami i aspektami, tym więcej energii niesie i tym trudniej ją po prostu 'odwołać'. Nie wiem czy to dobre porównanie, ale jakoś mi się łączy.
Słyszę co mówi Radosława i zaczynam rozumieć dlaczego moje próby 'zamknięcia' nie dają mi poczucia że coś się skończyło. Robiłam różne rzeczy po kolei, ale nie myślałam o tym że to były warstwy. Mój rytuał miał kilka elementów - świeca, węzły, zdjęcie. I zamknęłam tylko świecę, a węzły leżą gdzieś zapakowane. Więc to jakby pół zamknięcia?
Laurencja, to co opisujesz brzmi właśnie jak niekompletne zamknięcie. Mnie bardziej ciekawi to zdjęcie - co się z nim stało? Zdjęcia w rytuałach są specyficzne, bo to fizyczna reprezentacja osoby, nie tylko symbol. W części tradycji traktuje się je podobnie jak kukłę - są bezpośrednim połączeniem.
To jest właśnie ten typ szczegółu o którym rzadko ktoś mówi wprost. Jak robiłam swój rytuał z nitką, nikt mi nie powiedział że nitka nadal 'pracuje' dopóki jest nienaruszona. Myślałam że skoro mam ją schowaną, to jest neutralna. A to było jakby zostawić otwarte drzwi. Ciekawe czy ktoś ma konkretne wskazówki co z takim zdjęciem zrobić - niszczyć, zakopać, spalić?
A co z energią która pozostała w miejscu gdzie rytuał był robiony? Jeśli robiłaś go w konkretnym pokoju, to czy przestrzeń też powinna być oczyszczona? Pytam bo czytałam że miejsca 'pamiętają' rytuały i że samo zabranie przedmiotów nie wystarczy.
Szczerze, nie. Nie czułam nic specyficznego w pokoju. Bardziej te sny i te nieoczekiwane spotkania z tą osobą. Zrobiłam to parę lat temu i naprawdę zrobiłam to dość odruchowo, bez zbytniej wiedzy o co w tym chodzi. Teraz czuję że wróciłam do czegoś niedokończonego.
mam pytanie bo mi to siedzi w glowie - jak macie wrazenie ze rytuał 'nie skonczyl sie' to jak to czujecie? bo ja nie wiem jak odroznic ze to rytuał cos robi czy ze po prostu o tej osobie myslę bo mi zalezy
Alinka zadała w sumie jedno z ważniejszych pytań w tym wątku. Jak to odróżnić. Mam w notatkach że niektórzy mówią o 'sygnaturze emocjonalnej' - czyli jeśli myśli o osobie przychodzą nagle, bez wyraźnego powodu, w sposób który czujesz jako zewnętrzny, to może sygnalizować aktywne połączenie. A jeśli myślisz o kimś bo oglądasz coś co cię kojarzy, albo bo rozmawiałaś z kimś kto go zna, to raczej normalne myślenie. Ale to bardzo subtelne rozróżnienie i nie jestem pewna czy zawsze działa.
Ja myślę że to jest trochę jak ze swoją stroną emocjonalną. Mam wrażenie że rytuał który sama wykonałam stworzył w mnie jakiś haczyk - że ja sama trzymam to połączenie, a nie jakiś zewnętrzny mechanizm. Nie wiem czy to ma sens.
To co mówi Radosława jest ważne, bo przesuwa ciężar z pytania 'co zrobić z przedmiotami' na pytanie 'jaka jest moja intencja teraz'. Ale mam wątpliwość - co z rytuałami robionymi przez kogoś innego, na czyjąś prośbę albo bez wiedzy osoby? Tam trudno mówić o 'twoim' haczyk.
