Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale chciałam zapytać - czy są jakieś konkretne symbole w snach, które tradycyjnie łączono właśnie z miłością albo z rytuałami miłosnymi? Bo czytałam różne sennniki i jest tam tyle sprzecznych rzeczy, że nie wiem co jest wiarygodne.
Ale jak w ogóle odróżnić co jest znaczące w śnie, a co to po prostu tło, które mózg sobie dopełnił? Bo jak mam sen i jest w nim stół, to nie analizuję stołu. Skąd wiadomo, że woda zasługuje na uwagę bardziej niż cokolwiek innego?
Zastanawiam się nad tym co Melanijka opisuje - że spodziewała się tej osoby w śnie, a jej nie było. Czy tutaj nie wchodzi w grę po prostu mechanizm odwrotny? Im bardziej czekasz na konkretny obraz, tym mniej prawdopodobne że mózg go wygeneruje, bo to nie jest tak że śnimy na zamówienie.
Wracam do pytania Thalii o rozróżnienie elementów znaczących - bo to mnie od dawna interesuje metodologicznie. W praktyce stosuje się coś zbliżonego do tego co Kalikst opisał, ale jest też inny test: jeśli po przebudzeniu dany element śnie zostaje w głowie bez szukania, to zazwyczaj jest istotny. Woda Melanijki została. Stół z przykładu Thalii pewnie by nie został.
ale tu chyba chodzi o to ze te emocje wlasnie SA tym znaczeniem, nie? jakby nie rozdzielalbym sensu od uczucia które temu towarzyszy. w tarocie tez nie patrzysz tylko na kartę ale na to co czujesz kiedy na nia patrzysz
Jest badanie Deirdre Barrett z lat 90. o incubation dreams, gdzie uczestnicy celowo kładli się spać z konkretnym pytaniem. Większość tych którzy skupili się na pytaniu emocjonalnym, a nie technicznym, zapamiętywała sny bardziej wyraziście i opisywała je jako związane z tematem. Nie twierdzę że to dowód na działanie rytuału, ale sugeruje że intencja przed snem faktycznie coś robi - przynajmniej z tym jak potem sen pamiętamy i opisujemy.
hmm ale to by znaczyło ze rytuał działa bardziej na to jak odebramy sen niz na sam sen. co niekoniecznie jest złą rzeczą, tylko jest inne od tego czego sie spodziewa wiele osób
A jak w ogóle wyglądały te starsze rytuały żeby wywołać konkretny sen? Bo słyszałam o ziołach, ale nie wiem czy to było coś konkretnego czy po prostu ogólne 'weź ziółka'?
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam pytanie do całej rozmowy - czy ktoś z was robił kiedyś rytuał miłosny bez żadnego nastawienia na sny, a sen i tak przyszedł wyraźny? Tzn. nie skupiałaś się na tym żeby śnić, po prostu zrobiłaś rytuał, i nagle coś się pojawiło w nocy bez zapraszania?
To pytanie Meli jest naprawdę kluczowe dla tej całej dyskusji o nastawieniu. Jeśli sen przychodzi bez świadomego oczekiwania na sen - to usuwa ten jeden argument o efekcie inkubacji. Zostaje pytanie co go wywołuje i czy cokolwiek go wywołuje, czy to po prostu zbieżność.
Wróćmy może do pytania Meli bo trochę odpłynęliśmy - ona pyta czy ktoś miał wyraźny sen bez nastawienia. Ja miałam raz coś takiego. Nie robiłam niczego intencjonalnie przed snem, po prostu rytuał był kilka godzin wcześniej, a sen był tego samego wieczoru i był dziwnie spokojny i jasny. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy.
W kontekście starszych tradycji - ten opis 'ciszy w głowie' pojawia się w tekstach związanych ze snami proroczymi. Nie były opisywane jako dramatyczne, wręcz przeciwnie, źródła słowiańskie i greckie zgodnie wskazują że sen 'prawdziwy' był często prostszy, mniej chaotyczny niż zwykły. Chaos był przypisywany snom bez znaczenia.
no i tu dotykamy sedna - bo czy to co robimy z takim snem ma w ogóle sens jeśli nie wiemy skąd pochodzi? jak interpretujesz cos jezeli nie wiesz czy jest sygnałem czy szumem
A czy ktoś próbował porównywać sny z różnych faz księżyca w kontekście rytuałów miłosnych? Bo czytałam że część tradycji mocno wiąże te dwa elementy i zastanawia mnie czy to robi jakąkolwiek różnicę w tym co śnimy.
Cieszę się że tyle osób miało podobne doświadczenia. Moje pytanie wynikało właśnie z tego że nie wiedziałam czy to co miałam to 'normalne' czy jakaś wskazówka. Sen był po rytualne wykonanym po południu, nie przed snem. Przez to jeszcze bardziej byłam zdezorientowana - bo nikt nie mówi żeby robić rytuał w środku dnia i czekać na sny wieczorem.
Mela, to że rytuał był po południu a nie przed snem faktycznie może robić różnicę. Nie chodzi o czas zegarowy, tylko o to ile przetworzeń emocjonalnych zdążyło się wydarzyć zanim zasnęłaś. Rytuał po południu to kilka godzin na to żeby intencja 'osiadła', nie leżałaś z nią jeszcze gorącą w głowie. Ciekawi mnie czy ten sen był wczesną nocą czy raczej w drugiej połowie nocy?
mi sie wydaje ze dla mnie tez ma znaczenie czy jestem zmeczona przed snem czy nie. raz zrobilam rytuał dosłownie 20 minut przed polozeniem sie i nic nie pamietam z tej nocy w ogole, a innym razem bylo wczesniej i sen byl dlugi i dosc dziwny. ale czy to zwiazek z rytuałem czy ze byłam mniej wyczerpana tego dnia, to nie wiem
Czytam to i mam pytanie które może być głupie - czy w ogóle zakładacie że sen po rytuale jest w jakiś sposób 'inny' z założenia, czy raczej szukacie dowodów że tak jest? Bo to dość istotna różnica w podejściu. Jeśli zaczynasz z założeniem że będzie inaczej, to interpretacja idzie za tym.
Ale eliminuje tylko ten jeden mechanizm. Zostaje jeszcze efekt torowania - to że zrobiłaś rytuał, choćby bez myślenia o śnie, mogło sprawić że mózg był 'nastrojony' na pewien rodzaj treści. To zjawisko dość dobrze opisane, po silnym przeżyciu emocjonalnym mózg wraca do tematu w nocy nawet bez świadomego zamiaru.
Wróćmy chwilę do tego co Mela napisała - że sen był po rytualne popołudniowym i czuła się zdezorientowana bo nie wiedziała jak go zaklasyfikować. Mela, a co było w tym śnie? Nie musisz szczegółów, ale czy był w ogóle powiązany tematycznie z intencją rytuału?
To co Mela opisuje brzmi jak sen który działa na poziomie nastroju a nie narracji. I to jest chyba najczęstszy typ snów po rytuałach miłosnych o ile w ogóle się pojawiają - nie scenariusz z odpowiedzią, tylko rodzaj emocjonalnego tła które zostawia jakiś ślad. Nie da się go zinterpretować słowami bo nie miał słów. Pytanie do Meli i do innych - czy to uczucie z tego snu zostało na dłużej po przebudzeniu, czy wyparowało zanim skończył się poranek?
To co Tekla opisuje - sen jako nastrój a nie narracja - to mi siedzi w głowie od jakiegoś czasu. Bo zastanawiam się czy my nie szukamy za bardzo czegoś konkretnego. Jakby oczekiwanie na odpowiedź w formie scenariusza było domyślnym ustawieniem i przez to przepuszczamy przez sito właśnie te sny które działają inaczej.
Właśnie o to mi chodziło kiedy pisałam że nie wiedziałam jak to zaklasyfikować. Nie miałam punktu odniesienia. Ten sen nie był nieprzyjemny, nie był też szczególnie euforyczny. Był taki... zakończony? Jakby coś się zamknęło. I to uczucie zostało ze mną przez kilka godzin po przebudzeniu.
przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem ale czemu w ogóle zakładamy że sen po rytuale coś 'znaczy'? Bo mogło być po prostu tak że Mela była zmęczona, zrobiła coś emocjonalnego wcześniej i dobrze spała. Skąd pewność że to nie to?
Wróćmy do tego co Mela powiedziała - poczucie 'zakończenia'. Bo to jest konkretny jakościowy opis, nie tylko 'było spokojnie'. Czy ktoś jeszcze miał podobne wrażenie po rytuale? Nie pytam o treść snu, tylko o to uczucie domknięcia.
Słucham tej rozmowy i próbuję rozgryźć jedną rzecz - czy możliwe że to co opisujecie jako efekt rytuału to jest po prostu efekt samego procesu snu na emocje? Wiemy że sen konsoliduje emocje, przetwarza stres. Może intencja zrobiona przed snem daje mózgowi konkretny materiał do przetworzenia i stąd to poczucie 'zakończenia' rano - nie dlatego że rytuał zadziałał, tylko że mózg odrobił zadanie domowe?
Dokładnie. I tu jest moim zdaniem pułapka w tej dyskusji - szukamy czy rytuał działa 'mimo' neurologii albo 'ponad' nią, jakby jedno wykluczało drugie. A to mogą być po prostu opisy tego samego na różnych poziomach.
