Zastanawiam się nad czymś, czego nigdzie nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Wyobraźcie sobie sytuację, gdzie dwie osoby robią rytuał miłosny na siebie nawzajem, w tym samym czasie albo niezależnie od siebie. Co wtedy? Czy te intencje się nakładają, czy wzmacniają, czy może coś się kłóci? Pytam bo naprawdę nie wiem co o tym myśleć.
To jest jedno z tych pytań, które mnie samą kręci już od jakiegoś czasu. Prowadzę notatki z różnych rytuałów i zastanawiam się, czy kiedy dwie osoby kierują energię ku sobie jednocześnie, to ta energia gdzieś 'zderza się' czy po prostu tworzy pętlę. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi, ale mam wrażenie, że coś się w takich sytuacjach dzieje inaczej niż normalnie.
Z mojego doświadczenia to jest jeden z ciekawszych scenariuszy, jaki może się przydarzyć. Jeśli obie osoby naprawdę kierują intencję ku sobie, to efekt bywa nieprzewidywalny. Widziałem przypadki gdzie relacja rozwinęła się bardzo szybko, ale też takie gdzie doszło do dziwnego 'przepięcia' i wszystko się posypało. Nie sądzę, że da się to ująć w jedną regułę.
Chcę tu dorzucić coś, o czym rzadko się mówi. W tradycjach hoodoo i rootwork istnieje pojęcie 'crossing of works', czyli skrzyżowania działań magicznych. Kiedy dwie niezależne intencje dotyczą tych samych dwóch osób, może dojść do czegoś, co jedni opisują jako chaos energetyczny, a inni jako efekt lustrzany. To znaczy, że efekty bywają odwrócone, opóźnione albo skumulowane do takiego stopnia, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Oczywiście to nie jest pewnik, ale w tej tradycji traktuje się to poważnie.
Ja się zatrzymuję na tym, co Runmistrz napisał o obsesji. To ważna kwestia, bo przy rytuałach miłosnych ogólnie jest ryzyko wejścia w pętlę emocjonalną - a jeśli dwie osoby ją tworzą jednocześnie na siebie, to ta pętla może zamknąć się bardzo mocno i żadna ze stron nie będzie wiedziała dlaczego czuje to co czuje.
Czytam i zastanawiam się - czy ktoś z was miał to na własnej skórze albo zna kogoś, kto przechodził przez coś takiego? Teoretycznie to brzmi sensownie, ale ciekawa jestem jak to wygląda w praktyce.
Ja znam jedną historię z drugiej ręki, więc nie będę jej przedstawiać jako pewnik. Ale ogólnie to, o czym mówicie, zgadza się z tym, czego się nauczyłam - podwójna intencja między dwiema osobami to nie jest po prostu 'podwójna siła'. To jest coś jakościowo innego. Można to porównać do sytuacji, gdzie dwa ognie płoną naprzeciwko siebie - mogą się spotkać i wybuchnąć, albo jeden może zdominować drugi, albo oba zgasną przez brak tlenu.
A co jeśli jeden rytuał jest zrobiony z miłości, a drugi bardziej z kontroli albo lęku przed utratą? Czy to zmienia dynamikę? Bo wydaje mi się, że intencja za rytuałem ma tutaj ogromne znaczenie i te dwie energie niekoniecznie są 'równorzędne'.
Zastanawiam się też nad tym, co się dzieje z wolną wolą w takim układzie. Przy jednym rytuale już jest pytanie, czy to nie naruszenie granic drugiej osoby. Przy dwóch jednoczesnych skierowanych na siebie nawzajem - czy to w ogóle jeszcze jest naruszenie, skoro obie strony 'chcą' tego samego?
Wolna wola to temat rzeka i rozumiem, że można go tu poruszyć, ale myślę, że to nie jest takie proste jak 'obie chcą, więc ok'. Chcieć kogoś poprzez rytuał to nie to samo co chcieć tej konkretnej osoby w realnym kontakcie. Energetycznie możesz tworzyć coś, czego żadna ze stron nie byłaby w stanie przewidzieć ani kontrolować.
Sygnałów jest kilka, ale nie ma jednego pewnego. Jedni mówią o bardzo intensywnych snach z drugą osobą po obu stronach jednocześnie, inni o nagłym poczuciu obsesyjnego myślenia, które pojawia się bez wyraźnego powodu. Ja zwracałabym uwagę na to, czy uczucia nagle eskalują w sposób, który nie ma logicznego uzasadnienia w realnym kontakcie.
Warto też wspomnieć, że niektóre tradycje magiczne mówią o tzw. 'echo spell', czyli efekcie echa. Jeśli dwie osoby uruchamiają podobne intencje ku sobie, to energia może odbijać się między nimi jak między dwoma lustrami - narastając coraz bardziej, zanim w ogóle cokolwiek się zdarzy w fizycznej rzeczywistości. Stąd te opisywane przypadki nagłej, bardzo intensywnej zmiany.
Okej, czyli to bardziej robocze określenie. Zastanawia mnie, czy w takim 'echu' możliwe jest, żeby obie strony jednocześnie poczuły jakiś przełom albo zmianę - jak zsynchronizowane, mimo że działają niezależnie. Czy spotkałeś się z czymś takim?
No właśnie, sny. Mnie to szczególnie interesuje, bo ostatnio mam bardzo intensywne sny i zastanawiam się czy to może być coś takiego. Czy jest jakiś sposób, żeby to w ogóle ocenić - czy sny wynikają z przypadku, z własnych emocji, czy z czegoś więcej?
Ja bym tu była ostrożna, bo umysł jest bardzo dobry w wypełnianiu luk. Szczególnie jeśli myślimy o kimś intensywnie, nasz mózg może 'symulować' tę osobę w snach na podstawie niewielkich obserwacji. To jest znane ze zwykłej psychologii, nie tylko z ezoteryki. Nie mówię, że to przekreśla inne interpretacje, ale warto to mieć z tyłu głowy.
Zgadzam się z Ewunią w tej kwestii. Właśnie dlatego przy podwójnym rytuale trudno stwierdzić, co jest efektem 'echa', a co efektem własnej obsesji myślowej. Mam nawet notatki z kilku przypadków, które opisywały mi osoby - i w każdym było to nierozdzielne.
Czyli niezależnie od tego, czy w to wierzymy magicznie czy nie - sam fakt że dwie osoby skupiają się na sobie mocno, może zmienić jak się zachowują, jak reagują na siebie?
I tu dochodzimy do sedna tego, co mnie zawsze przy takich dyskusjach zastanawia. Granica między psychologicznym a energetycznym wytłumaczeniem jest w praktyce prawie niewidoczna. Obie narracje opisują podobny efekt, tylko innymi słowami. W hoodoo nie rozdziela się tych rzeczy tak twardo jak w zachodnim myśleniu - działasz na rzeczywistość przez intencję i przez realne działanie naraz.
Właśnie. I myślę, że wracając do pytania Jozia - scenariusz dwóch niezależnych rytuałów skierowanych ku sobie jest jednym z tych, gdzie ta granica zaciera się najmocniej. Bo obie osoby zmieniają równocześnie swoje nastawienie i zachowanie, tworząc realnie zmienioną dynamikę. A do tego dochodzi warstwa energetyczna jeśli w nią wierzysz.
A mnie się nasuwa pytanie - co jeśli jednej osobie idzie 'lepiej' niż drugiej? Tzn. jedna robi rytuał bardziej doswiadczona a druga pierwszy raz w życiu. Czy to wpłwa na efekt? Sorki za literówki
To jest coś, co pojawia się w różnych miejscach - że szczerość intencji jest ważniejsza niż technika. Słyszałam to wielokrotnie i sama widzę to w tym, co obserwowałam. Ale Dagmarka pyta o coś innego - czy nierównowaga między stronami zmienia jakościowo to, co się między nimi tworzy. I na to nie mam gotowej odpowiedzi.
Ja bym podejrzewała, że tak - że ta nierównowaga może tworzyć coś asymetrycznego. Tzn. jedna strona pcha mocniej w jednym kierunku, a druga w innym, i to nie sumuje się ładnie. Ale to spekulacja z mojej strony, nie wiem czy ktoś ma tu konkretniejsze obserwacje.
Słucham tego wszystkiego i mam z tyłu głowy jeszcze jedno pytanie, bo nie wróciłem do czegoś wcześniejszego - Malachitka wspomniała o pętli emocjonalnej, która może się zamknąć. Jak to wygląda kiedy już się zamknie? Czy jest jakaś możliwość jej przerwania czy to zaczyna żyć własnym życiem?
I tu jest właśnie punkt, który z perspektywy praktycznej wydaje mi się kluczowy przy podwójnym rytuale. Jeśli obie strony wchodzą w pętlę równocześnie - żadna nie jest 'na zewnątrz', żeby pociągnąć drugą. To jest sytuacja, w której obie osoby tkwią w środku i obie mają poczucie, że druga coś do nich wysyła. Przerwanie tego od wewnątrz jest bardzo trudne, bo każda intencja przerwy jest natychmiast interpretowana jako sygnał przez drugą stronę.
Dodam do tego, że przy podwójnym rytuale przecięcie jest trudniejsze, bo nie działa jednostronnie. Jeśli jedna strona aktywnie pracuje nad wyjściem, a druga nadal wysyła, to jest jak wychodzenie z wody pod prąd. Nie twierdzę, że niemożliwe - ale wymaga znacznie więcej niż standardowe czyszczenie przestrzeni. Znam przypadki, gdzie jedna osoba robiła długie rytuały ochronne i to pomagało, ale nie od razu.
A co to jest to czyszczenie przestrzeni? Słyszałem to pojęcie kilka razy, ale nie bardzo rozumiem co konkretnie się robi i czy to ma sens robić profilaktycznie, zanim w ogóle coś się 'zamknie'.
Czyszczenie przestrzeni to szeroki temat, ale w uproszczeniu chodzi o usunięcie energetycznych śladów - zarówno z otoczenia fizycznego, jak i z siebie. Można to robić przez spalanie ziół, sól, dym, dźwięk, wodę z solą. Profilaktycznie ma sens, ale bardziej jako higiena niż jako ochrona przed czymś konkretnym. Problem polega na tym, że jeśli pętla już istnieje, sama higiena przestrzeni nie wystarczy.
