A jaki kamień się do tego nadaje? Bo widzę że dużo się o nich mówi, ale nie mam pojęcia czy to ma znaczenie który, czy można wziąć cokolwiek.
tak, wystarczyło w tym sensie że nie zrobiłam z siebie dziwaczki na poczekalni. Ale czy zadziałało w sensie efektu, nie wiem, bo ta sytuacja nie była moja prywatna, byłam tam z kimś innym. Chodziło o skupienie, nie o spektakl.
Ale właśnie tu sie pojawia pytanie które mam od początku tego wątku, czy miejsce w ogóle ma jakies znaczenie czy jest zupełnie obojętne? Bo czytam i raz widzę że łazienka jest dobra bo woda i lustro, a potem ze kamień w dłoni w przychodni i też działa. To może tak naprawdę miejsce jest nieważne?
Mam zapisane z jednego seminarium że rozróżniano miejsca neutralne, naładowane pozytywnie i naładowane negatywnie. Szkoła w tym podziale jest przykładem miejsca o bardzo mieszanej energii, bo jest tam i stres, i emocje zbiorowe dzieci i dorosłych. Przychodnia podobnie. Dlatego część autorów które czytałam odradzała te miejsca, ale nie zabraniała.
To jak rozumiem w takim miejscu jak szkoła albo praca nie można zrobić czegoś większego, tylko takie właśnie dyskretne rzeczy? Czy ktoś próbował jednak czegoś więcej i to miało sens?
A czy ten szum innych ludzi naprawdę przeszkadza? Pytam bo rozumiem że chodzi o skupienie, ale zastanawiam się czy to nie jest bardziej kwestia psychiczna niż coś realnego. Że po prostu nam się wydaje że przeszkadza, bo jesteśmy rozproszeni.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie o to miejsce przy pracy. Jeśli ta osoba którą chcesz przyciągnąć pracuje w tym samym miejscu co ty, to czy ma to znaczenie że jesteście w tej samej przestrzeni? Czy to wzmacnia działanie czegokolwiek co się robi?
Moja sytuacja jest inna, bo ta osoba nie jest z moją pracą ani szkołą związana. Więc te miejsca o których mówi tytuł wątku trochę nie pasują do mnie bezpośrednio. Ale słucham bo może w domu będzie podobna logika, że ważniejsze jest skupienie niż dekoracje.
A ile to w ogóle może trwać zanim coś się zadzieje? Bo czytam o tej dyskrecji, kamieniach, intencjach i wszystko fajnie, ale nie wiem czy mam czekać tydzień czy pół roku.
No właśnie, bo u mnie w bloku łazienka to tranzyt, nie spokojne miejsce. Ktoś zawsze stuka po pięciu minutach. Więc albo jest wieczór i wszyscy śpią, albo w ogóle nie ma opcji żeby tam cokolwiek robić w skupieniu.
To zależy jak do tego podchodzisz. Jeśli traktujesz skupienie jako warunek konieczny, to owszem, hałas przeszkadza. Ale znam ludzi którzy celowo pracują w hałasie, bo twierdzą że to uczy odcinania się. Inna szkoła myślenia, nie mówię że lepsza.
To może mam problem w złym miejscu szukać. Myślałem o pokoju, nie o łazience. Mam swój pokój i zamykam drzwi. Czy to jest w ogóle traktowane jako wystarczająco oddzielona przestrzeń?
Pokój jest jak najbardziej w porządku. Łazienka wzięła się chyba z tego że jest tam lustro i woda, i te elementy są przydatne przy pewnych typach pracy. Ale nie jest to żaden obowiązek. Własny pokój z zamkniętymi drzwiami to i tak więcej niż przychodnia.
Mam pytanie trochę z boku tej rozmowy, ale czy to oczyszczanie miejsca przed rytuałem to nie jest przypadkiem kolejny rytuał który robi się zamiast właściwego? Tzn. jak ktoś się boi że miejsce nie jest idealne, to zaczyna od oczyszczania, a potem coś jeszcze, i nigdy nie dotrze do sedna.
Czyli można w ogóle odpuścić ten cały setup i po prostu to zrobić? Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie że połowa czasu to przygotowania do przygotowań.
Dobrze, ale skoro można to zrobić w pokoju, w łazience, podobno nawet w przychodni to gdzie NIE można? Czy jest jakieś miejsce które naprawdę odpada?
Miejsca głębokiej żałoby, miejsca po traumach, miejsca gdzie czujesz dosłowny dyskomfort i nie możesz się skupić. Nie chodzi o teorię, raczej o to co czujesz na miejscu. Jeśli gdzieś jest ci ciężko fizycznie, to nie jest dobry moment na cokolwiek intencjonalnego.
A słyszałam kiedyś o pracy w aucie. Zaparkowane auto jest takie pośrednie, nie dom ale nie publiczne. Czy ktoś to stosował i czy ma to jakiś sens jako przestrzeń?
Mam wrażenie że cały ten wątek zmierza w kierunku jednej rzeczy, tylko nikt tego nie powie wprost. Czyli że liczy się stan osoby, nie miejsce. Wszystkie te przykłady, auto, łazienka, przychodnia, biuro, to są tylko różne poziomy trudności dla skupienia się. Samo w sobie żadne z nich nie jest złe albo dobre.
Właściwie to jest odpowiedź na to co mnie nurtowało od początku. Bo ja właśnie jestem w tej sytuacji że moje skupienie jest niestabilne, jak to Gustlik ujął. I dlatego pytam o bezpieczne miejsce, bo czuję że jak coś mnie rozproszy w połowie to cały wysiłek idzie w nic. Czy tak to w ogóle działa, że przerwanie w połowie coś psuje?
Przerwanie w połowie to nie jest jakiś wypadek który coś niszczy bezpowrotnie. Raczej chodzi o to że nie dochodzi do zamknięcia, do tej końcowej chwili gdzie dajesz sobie sygnał że to koniec, a nie że coś mnie wyrwało. Różnica jest taka że jedno to twój wybór a drugie zewnętrzne zdarzenie. Nie znaczy to że trzeba zaczynać od nowa, ale najlepiej dokończyć w spokoju nawet skróconej wersji.
To jest ciekawe bo przy pracy z kamieniami też o tym mówią, że bez zamknięcia zostajesz w jakimś pośrednim stanie. Nie niebezpiecznym, ale takim rozmytym. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu kwestia psychologiczna, że nasz umysł lubi domknięte rzeczy i bez tego czuje niedokończoność.
przeczytałam całe to i mam pytanie trochę z tyłu. jak ktoś robi rytuał w miejscu publicznym to jak to w ogole wygląda fizycznue? siedzi i co? ma zamknięte oczy? trzyma coś w ręce? bo nie wyobrażam sobie jak to mozna zrobić tak zeby nikt nie zauważył że się dzieje coś dziwnego
no własnie, bo ja zawsze wyobrażałam sobie że do rytuału potrzeba świec i kadzideł i jakiś stół i że to niemożliwe poza domem. ale jak czytam że mozna po prostu siedzieć i mieć zamknięte oczy to trochę mi to zmienia perspektywę. to znaczy że właściwie nikt nigdy nie wie że coś robisz?
To mnie właśnie zastanawia od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy intencja wysłana w tłumie, gdzie jest dużo innych energii naraz, nie gubi się jakoś? Tzn. fizycznie analogia to mówienie coś ważnego do kogoś na głośnym koncercie. Słowa lecą ale czy docierają?
Mam pytanie do tego co Geranium pisała o zamknięciu, bo to mnie bardzo interesuje przy czakrach. Czy to zamknięcie które opisujesz działa podobnie do uziemienia po medytacji? Bo przy medytacji zawsze mówią żeby nie wstawać od razu, żeby dać sobie chwilę na powrót. Zastanawiam się czy to jest ten sam mechanizm.
W moich notatkach mam wypisane kilka miejsc z krótkimi ocenami i szkoła wychodzi najgorzej pod względem właśnie tej zmienności. Nie chodzi o hałas jako taki, bo do hałasu można się dostosować. Chodzi o to że w szkole nie wiesz kiedy ktoś cię zaczepi. W przychodni siedzisz i wiesz że masz te kilkanaście minut zanim wywołają twoje nazwisko. To jest inna jakość oczekiwania.
