Mam taką sytuację, że chciałbym zrobić pewien rytuał, ale mieszkam z rodzicami i w domu totalnie nie mam przestrzeni dla siebie. Zastanawiam się, czy da się coś sensownego zrobić np. w pracy albo nawet w toalecie w przychodni, bo tam przynajmniej jest zamknięta kabina i nikt nie wchodzi. Czy ktoś próbował czegoś w miejscach publicznych? Jak to w ogóle działa, skoro nie ma się własnej przestrzeni?
Toaleta publiczna to akurat jedno z klasyczniejszych miejsc, serio. Cabina zamknięta, chwila prywatności, nikt nie pyta co robisz. Widziałam gdzieś, że w tradycji hoodoo wręcz zaleca się wykonywanie niektórych działań w toaletach zakładu pracy, jeśli chodzi o sprawy związane z przełożonymi albo współpracownikami. Logika jest taka, że jesteś fizycznie w ich przestrzeni, co wzmacnia intencję. Dla spraw miłosnych to trochę inaczej, ale zasada pozostaje.
Ale zaraz, bo nie rozumiem tej logiki z byciem w przestrzeni. Chodzi o to, że jeśli rytuał dotyczy kogoś z pracy, to lepiej go robić w pracy niż w domu? To ma sens czy to tylko mit?
To nie jest mit. W różnych tradycjach magicznych bardzo mocno podkreśla się znaczenie fizycznej bliskości i miejsca. Jeśli rytuał ma dotyczyć osoby, którą widuje się codziennie w biurze, to przeprowadzenie go w tym samym budynku ma swoje uzasadnienie energetyczne. Ale uwaga, bo to działa w dwie strony. Miejsca publiczne są naładowane energią wielu ludzi i to może rozpraszać, a nie pomagać. Dlatego ważne jest, żeby mieć naprawdę chwilę skupienia.
Chodzi o to, żeby maksymalnie uprościć cały rytuał do formy kieszonkowej. Nie musisz mieć przy sobie świec ani nic dużego. Wystarczy mały skrawek papieru, coś napisanego, może kamień albo zioło wsunięte do kieszeni wcześniej. W miejscach publicznych liczy się szybkość i dyskrecja, nie ceremoniał.
Mam notatki z różnych źródeł na ten temat i powiem tyle: różne tradycje mają różne zdanie. W Wicca rzeczywiście kładzie się ogromny nacisk na przygotowanie przestrzeni, oczyszczenie, koło i tak dalej. Ale już w ludowych praktykach słowiańskich albo we wspomnianym hoodoo bardzo wiele działań było wykonywanych w biegu, w pracy, na ulicy, i to były skuteczne zaklęcia. Babcia nie stawiała ołtarza, żeby rzucić urok na sąsiadkę.
No właśnie, Stokrotunia dobrze mówi. To bardzo eurocentry czne myślenie, że rytuał musi wyglądać jak ceremonial w Hollywood. Szamanizm syberyjski, magia afrykańska, jopa, limpia w tradycji latynoskiej, to wszystko dzieje się w przestrzeni, wśród ludzi, nie w izolowanej komnacie. Pytanie do Areka, bo jakby wiedział czego dokładnie szuka, to można by powiedzieć coś konkretniejszego o tym, gdzie i jak.
Ale jeśli ta osoba nie pracuje z tobą, to po co ci w ogóle rytuał w pracy? Można zrobić to w domu, nawet w łazience wieczorem, nikt z rodzicami nie widzi co robisz o 23 w zamkniętej łazience 🙂 Pytam bo trochę się zgubilam w tym co piszesz.
Przychodnia może mieć sens, jeśli ktoś idzie tam z osobą, na której mu zależy. Poczekania, wspólne oczekiwanie, to moment kiedy można dyskretnie trzymać w dłoni coś przygotowanego wcześniej i skupić się przez chwilę. Szkoła podobnie, jeśli ktoś chodzi z kimś do tej samej klasy. To wszystko kwestia kontekstu i tego, gdzie ta druga osoba przebywa.
To ciekawe bo właśnie o tym chciałam powiedzieć. Dyskretność w takich miejscach wymaga naprawdę minimalnego zestawu. Pamiętam jak czytałam o praktykach romskich i tam często wystarczyło dotknięcie, szept, coś ukrytego w dłoni. Żadnego widocznego rytuału. W przychodni albo szkole to jedyna opcja.
Ale nie macie wrażenia, że robienie czegokolwiek w miejscu, gdzie są inni ludzie, jest ryzykowne energetycznie? Nie dlatego, że ktoś zobaczy, ale dlatego że wszystkie te obce energie, obcy ludzie, mogą to po prostu zaburzyć? Albo co gorsza przyciągnąć coś czego się nie chce?
Dobra, bo rozumiem że dla mnie sytuacja z pracą odpada, skoro ta osoba nie ma z moją pracą nic wspólnego. Ale łazienka w domu wieczorem, to realne. Macie jakieś wskazówki co do tego co można dyskretnie przygotować i zrobić właśnie tam, żeby miało sens, a nie żeby tylko odgrywać jakiś teatr?
Łazienka ma zresztą swoją symbolikę w wielu tradycjach. Woda, lustra, progi. To nie jest przypadkowe miejsce. Powiem tyle: najprostsze co można zrobić dyskretnie to papier z imieniem, woda i chwila skupionej intencji. Bez żadnych rekwizytów, które trzeba tłumaczyć rodzicom. Ale Arek, zanim cokolwiek zaczniesz robić, zastanów się czy wiesz dlaczego ta osoba się oddaliła, bo żaden rytuał nie zastąpi zrozumienia przyczyny.
No dobra, łazienka wieczorem brzmi realnie. Ale mam jedno pytanie do Areka, bo nie złapałam wcześniej, czy ta osoba w ogóle wie że istniejesz? Bo to robi różnicę jeśli chodzi o to co ma sens robić.
Też mnie to ciekawi bo wcześniej pisałeś że straciliście kontakt, ale nie wiem czy to było dobre zakończenie relacji czy po prostu życie was rozdzieliło. Bo to chyba zmienia podejście do całej sprawy, nie?
Wie że istnieję, jasne. Byliśmy bliżej jakiś czas temu, potem kontakt sam z siebie urwał. Nie było żadnej kłótni ani dramatu, po prostu przestaliśmy pisać. I chciałbym żeby ta osoba sama się odezwała, nie chcę pisać pierwszy jako setny raz.
To brzmi jak klasyczna sytuacja pod rytuały przyciągające, nie odwracające. I tutaj łazienka ma sens, bo to twoja przestrzeń, znasz ją, czujesz się tam swobodnie. Kartomanta dobrze powiedział o wodzie i lustrach, ale dodam jedno: lustro w łazience działa inaczej niż dekoracyjne. Jest codziennym odbiciem, a to ma znaczenie w praktykach, gdzie chcesz żeby ktoś myślał o tobie.
To zależy od tradycji szczerze mówiąc. W folklorze słowiańskim lustra kojarzono głównie z przepowiednią i kontaktem z tym co niewidzialne, niekoniecznie z rytuałami miłosnymi. Ale w nowszych praktykach, choćby w różnych gałęziach współczesnej magii ceremonialnej, lustro służy do wizualizacji i wzmacniania intencji. Pytanie co komu leży bliżej.
W notatkach które mam z jednej z anglojęzycznych grup praktykujących mam zapisane coś o mirror work w kontekście przyciągania, ale tam chodziło o pracę z własną energią najpierw, nie o skupianie się na konkretnej osobie. Ciekawa różnica.
Ale czy przypadkiem taki rytuał skupiony na konkretnej osobie to nie jest ingerowanie w jej wolę? Pytam serio, bo gdzieś czytałem że to jest granica której nie powinno się przekraczać. Czy to ma znaczenie w tych tradycjach o których mówicie?
Mnie to pytanie o wolę też trochę zatrzymuje, ale z drugiej strony, czy myślenie o kimś i chcenie żeby się odezwał to już ingerowanie? Ludzie modlą się za innych bez pytania ich o zgodę i nikt nie mówi że to złe.
Napisane imię na papierze, woda z kranu albo przygotowana wcześniej z solą morską, chwila przy lustrze z wyobrażeniem tej osoby. To nie musi trwać godziny. Takie rzeczy w wielu tradycjach ludowych robiło się dosłownie przy okazji, przy myciu, przy gotowaniu. Sacrum nie wymagało specjalnej scenografii.
Sól ma bardzo długą historię jako substancja oczyszczająca i ochronna, niezależnie od kultury. W Europie, Azji, tradycjach semickich. Woda ze solą to symbolicznie woda oczyszczona, a oczyszczenie przestrzeni lub intencji przed rytuałem to po prostu dobra praktyka żeby nie wnosić do tego rozproszenia czy resztek czego innego z dnia.
To znaczy że przed każdym rytuałem powinienem czyścić przestrzeń? Bo w łazience to chyba łatwo, woda jest na wyciągnięcie ręki. Ale zastanawiam się czy to nie jest zbyt uproszczone myślenie.
A wracając do tytułu wątku, bo Arek na początku pytał o miejsca takie jak przychodnia czy szkoła. Rozumiem że dla niego to już nieaktualne, bo ta osoba nie ma z nimi związku. Ale czy jest ktoś kto faktycznie robił coś dyskretnie w takim miejscu i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce?
Ja raz byłam w sytuacji gdzie czekałam z kimś w przychodni i dyskretnie trzymałam w dłoni mały kamień, który wcześniej przygotowałam z konkretną intencją. To było wszystko. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wiedział. Skupienie trwało może dwie minuty. Nie wiem czy to zadziałało bo ta relacja i tak się skończyła, ale samo wykonanie było proste.
Kamień w dłoni to nie jest żaden symbol, to fizyczny punkt skupienia uwagi. Jak masz coś w ręku, twoje myśli idą w konkretnym kierunku. Geranium zrobiła dokładnie to co trzeba, żeby w miejscu publicznym nie robić z siebie widowiska. Dwie minuty skupienia z jasną intencją to więcej niż pół godziny nieskupionego zamieszania w domu przy świecach.
