Zakopanie w ziemi to coś czego nie słyszałem wcześniej przy rytuałach miłosnych. Przy runach się to przewija ale myślałem że to specyficzne dla pewnych tradycji. To jest powszechna metoda?
A jeśli ktoś mieszka na piątym piętrze bez dostępu do ogrodu to zakopanie odpada. Co wtedy? Doniczka z ziemią w pokoju to to samo?
Skrzyżowanie to coś co słyszałam w kontekście duchów i odpędzania złego, a nie miłości. Skąd to się wzięło przy rytuałach miłosnych?
Dobra, ale wróćmy na chwilę do mieszkania z rodzicami bo to jest ten temat, a mi wciąż nie jest jasne jedno. Jeśli ktoś robi saszetkę i chowa ją w pokoju, to gdzie dokładnie? Pod materacem to klasyka ale czy to ma znaczenie że jest pod tobą, czy możesz wziąć i zabrać ze sobą do torebki?
Dwie saszetki to brzmi jak podwójna robota, ale jednocześnie rozumiem logikę. Tylko skąd brać tyle składników żeby to miało sens i żeby to nie było zbyt drogie? Pytam serio bo widziałam ceny niektórych ziół i kryształów online i to potrafi boleć.
To jest dobre pytanie bo ja też patrzyłem na te zestawy sprzedawane jako gotowe do rytuałów i koszt bywa absurdalny jak na kilka suszonych liści i kawałek kamienia. Czy musi być to kupione jako zestaw do rytuału czy można po prostu pójść do sklepu zielarskiego?
A kryształy? Bo słyszałam że do saszetki dodaje się różowy kwarc i tu już nie jest tak tanio jeśli chcesz coś przyzwoitego.
Dobra, bo trochę odpłynęliśmy w kierunku zakupów, a mam pytanie bardziej praktyczne. Jeśli robię cokolwiek w swoim pokoju u rodziców i ktoś nagle wejdzie w środku, to co z rytuałem? Przerywasz go i zaczynam od nowa potem czy on po prostu przepada?
A co faktycznie robić jak ktoś wejdzie? Udawać że śpisz, że czytasz coś, czy po prostu zamrozić się i czekać aż wyjdzie? Bo wejście mamy bez pukania to u mnie norma i to mnie najbardziej blokuje przed w ogóle zaczęciem.
Mam dokładnie ten sam problem. Rodzice wchodzą kiedy chcą i to nie jest kwestia złej woli, po prostu taki dom. Próbowałem zasuwać drzwi na coś ciężkiego ale to od razu wzbudza podejrzenia, bo wcześniej tak nie robiłem.
Najbardziej naturalne wyjście to mieć coś na czym możesz skupić uwagę gościa kiedy wejdzie. Książka obok, telefon, cokolwiek co sprawia że wygląda to jak zwykłe siedzenie. Świecę możesz mieć jako 'lubię zapaloną świecę', kryształ jako 'ładny kamień'. Nie musisz tłumaczyć nic jeśli nie ma widocznych oznak.
A co ze świecą która jest zapalona i nagle trzeba zrobić wrażenie że to nic? Rodzice mogą zapytać po co pali się świeca w środku dnia albo wieczorem skoro masz lampkę.
Zapachowe to klasyka, ale trzeba uważać żeby nie kolidowało z tym co jest w rytualne. Jeśli rytuał wymaga konkretnej barwy lub zapachu, a ty masz świecę waniliową jako przykrywkę, to może to już nie ta sama energia. Nie każdy o tym myśli na początku.
Biała świeca jako zamiennik to pierwsze co słyszę. Przy runach też się to pojawia że biały jest neutralny, myślałem że to specyfika run. Ciekawe że to się powtarza w różnych systemach.
Dobra, ale wracając do tego nagłego wejścia. Co z samym rytuałem, czy można go dokończyć po tym jak rodzic wyjdzie? Czy przerwa to koniec i trzeba zacząć od nowa innego dnia?
To trochę ulga szczerze. Myślałam że każde przerwanie to katastrofa i trzeba wszystko powtarzać. To chyba jeden z powodów dla których się boję zacząć, bo zakładałam że nie uda mi się skończyć bez przerwy.
Ta obawa przed przerwaniem to chyba jedna z najpowszechniejszych blokad przy robieniu czegokolwiek w domu z innymi ludźmi. Ja przez długi czas robiłam wszystko późno w nocy kiedy wszyscy spali, ale to ma swoje wady bo jest się zmęczoną i skupienie przychodzi z trudem.
A kiedy jest najlepsza pora w nocy? Słyszałam o północy ale to chyba nie zawsze realistyczne jeśli rano wstajasz wcześnie, no i w miłosnych chyba jest inna godzina nie?
Co to jest godzina wenusjańska? Nigdy nie słyszałam tego pojęcia poza kontekstem astrologii i to w innym znaczeniu.
Nie wiedziałem że coś takiego w ogóle istnieje. Przy runach nikt o tym nie wspomina, bardziej mówi się o dniach tygodnia, ale bez tej całej struktury godzinowej. Anastazy, te aplikacje co wspomniałeś, to są dedykowane do tego czy jakiś ogólny kalkulator astrologiczny?
To właśnie jest mój problem w tym wszystkim. Czytam że trzeba piątek, godzina ta i ta, pełnia albo nów, i zaczynam myśleć że u mnie nigdy nie będzie tych warunków naraz. A do tego jeszcze kwestia prywatności w domu. Trochę to zniechęca zanim w ogóle się zacznie.
Dobra, to skoro tyle możnna odpuścić z tych warunków, to jak to wygląda od strony samego przygotowania miejsca? Mam pokój który dzielę z siostrą, ona wychodzi w weekendy, ale nie zawsze. Czy jest jakiś sposób na zrobienie przestrzeni w pokoju który jest wspólny i który trzeba po wszystkim wyglądać tak jak przed?
To jest osobny temat i nie taki prosty. Ja przez długi czas robiłam wszystko na biurku, bo biurko wygląda jak biurko niezależnie co na nim jest. Świeca, coś do pisania, kamień, i wszystko można zebrać w ciągu minuty do szuflady. Ołtarz stały to inna sprawa, ale przy wspólnym pokoju to faktycznie nie jest opcja.
Ja też to gdzies czytałam, że wschód jest do nowych pocątków a zachód do zamykania czegoś. Nie wiem czy to prawda czy tylko jedna z tych rzeczy które wszyscy powtarzają bo ktoś to kiedyś napisał.
Ale serio, czy to nie jest trochę przesadzanie z detalami? Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że do prostego rytuału potrzeba kalendarza, kompasu i szczegółowej znajomości geografii własnego pokoju. Rozumiem że szczegóły mają znaczenie ale gdzieś chyba jest granica.
Może chodzi o to żeby wybrać kilka rzeczy na których ci zależy i resztę odpuścić? Jak dla mnie ważne jest skupienie i że nikt nie wejdzie, a czy to piątek czy środa to mniej. Każdy ma chyba inne priorytety w tym.
A jak już jest ten moment spokoju i nikt nie wejdzie, to ile czasu taki rytuał zajmuje? Pytam bo nigdy nie miałam pojęcia, wyobraźnia podpowiada mi że godziny, ale może to tylko filmowe wyobrażenie.
