Kilkanaście minut do godziny to spora rozpiętość. Bo to trochę zmienia sytuację logistyczną. Jeśli siostra Kometkaa wychodzi na dwie godziny, to godzinny rytuał plus ogarnięcie miejsca po tym to całkiem napięty grafik.
Właśnie o to mi chodzi. Ona wychodzi i nie wiem dokładnie kiedy wróci, więc zawsze mam z tyłu głowy że za chwilę ktoś wejdzie. Czy to w ogóle nie rozkłada skupienia? Bo ja w takich momentach myślę bardziej o czasie niż o samym rytuale.
To jest chyba jeden z bardziej realnych problemów przy robieniu czegokolwiek w domu z innymi ludźmi. Mnie też to rozpraszało na początku. Z czasem nauczyłam się ustawiać sobie coś w stylu mentalnego timera, jakiś określony fragment na który mam czas, i skupiać się tylko na tym. Nie wiem czy to ortodoksyjne, ale działało.
To zamknięcie rytuału to w ogóle osobna kwestia. Bo jeśli ktoś wejdzie w trakcie, to co, zostawia się wszystko? Pytam serio, bo sama miałam sytuację gdzie mama weszła bez pukania i po prostu zgasiłam świecę i udawałam że coś szukam w szufladzie. Ale zostało mi takie dziwne poczucie że nic nie skończyłam.
