A ja właśnie robiłam to inaczej - zawsze chowałam kamienie po rytuale bo gdzieś czytałam że nie powinny leżeć bez intencji. Teraz nie wiem która wersja ma sens.
Ogromnie dziękuję za to wyjaśnienie Wieszczbita.x, bo ja też zawsze chowałam kamienie i teraz chyba to zmienię. Ale mam pytanie - czy to ma znaczenie po której stronie łóżka leży kamień? Czy jest jakaś strona która jest lepsza przy rytuale miłosnym?
Nigdy o tym nie myślałam a teraz zaczynam 🙂 Serio, te detale mnie zawsze zadziwiają.
To trochę jak rozmowa o tym czy runy działają inaczej w zależności od pory roku. Można zbierać anegdoty latami i zawsze zostają anegdoty. Ale mnie to nie zraża - ja i tak będę patrzyła na księżyc przy rytuale, bo to mnie wewnętrznie porządkuje, nawet jeśli nie ma żadnego kosmicznego mechanizmu za tym stojącego.
A jak sie robi rytuał tuż przed spaneim i sie zaśnie przy świeczce to co wtedy? Jask ona dogara to jakos zamknietym rytuałem czy otwartym? Pytam bo sie boję zasnąc przy ogniu ale kusii mnie ten pomysł z niedokończonym rytuałem.
Dobra, to jakby podsumowując to co dla mnie wynika z tej rozmowy - świecę zapalić, rytuał zrobić, świecę zgasić przed snem, kamień zostawić blisko, intencję nie 'zamykać' w głowie. Dobrze rozumiem? Bo to brzmi już całkiem konkretnie.
No właśnie, bo ja jak coś postanowię to chcę to zrobić od razu, a nie czekać tygodniami na odpowiednią fazę księżyca. Tylko właśnie - czy to w ogóle ma sens robić bez żadnego przygotowania? Czy jest coś co absolutnie trzeba mieć przy sobie żeby zacząć?
A czy można zrobić rytuał jeszcze raz jeśli się czuje że ten poprzedni 'nie działał'? Czy trzeba najpierw coś oczyścić, zatrzymać, cofnąć? Pytam szczerze bo nie wiem jak to technicznie działa.
Ja czytam ten wątek od początku i jedno mnie zastanawia - dużo mówi się o snach jako sygnale że rytuał 'pracuje'. Ale co z osobami które w ogóle nie pamiętają snów? Czy to znaczy że rytuał przed snem jest dla nich bezużyteczny?
Dobra, a wracając do tego kamienia - Wieszczbita wcześniej pisał że różowy kwarc zostawia się blisko łóżka. A jeśli ktoś nie ma różowego kwarcu? Czy zwykły kamień z rzeki coś zastępuje czy to bez sensu?
A wracam do tego kamienia z rzeki bo mnie to nie odpuściło - Wieszczbita pisał że możesz go zaprogramować intencją, ale jak to wygląda w praktyce? Bo dla mnie 'programowanie kamienia' brzmi abstrakcyjnie. Co dokładnie robisz, żeby kamień cokolwiek 'wiedział'?
Właśnie sobie myślę że może dlatego rytuały bez żadnego elementu wyciszenia przed albo w trakcie nie dają tego samego efektu następnego ranka. Jakbyś weszła w rytuał z głową pełną spraw, to chyba nigdy nie wiadomo co tak naprawdę przetworzysz przez noc.
Ja mam pytanie bo czytam tę dyskusję od początku i wciąż nie mam jasności co do jednej rzeczy - czy ktoś robił rytuał miłosny bezpośrednio przed snem, może pięć minut przed zaśnięciem, i czy coś z tego wyszło, albo nie wyszło? Szukam konkretnych historii a nie teorii.
Ja raz robiałam rytuał bardzoo późno, może godzina przed zaśnięciem, i potem śniłam o tej osobie dwa razy przez kilka kolejnych dni. Nie wiem czy to zbieg okoliczności ale przed rytuałem nie śnilam o niej w ogóle przez długi czas.
Swieczkę różową, kawałek papieru z imieniem i trochę siedzialem w ciszy myśląc o tej osobie. Nic skomplikowanego. Ale robiłam to spokojnie, bez pośpiechu, nie tak że hop i do łóżka.
Mam poczucie że ta rozmowa o wyciszeniu przed rytuałem jest ważniejsza niż dyskusja o świeczkach i kamieniach. Bo możesz mieć najlepiej dobrany rytuał i robić go o idealnej porze, ale jeśli wchodzisz w to z głową pełną chaosu, to sam rytuał jest tylko gestem bez treści.
To co Judytka i Wandalena opisują brzmi jakby sam rytuał był w porządku, a decyduje to co jest wokół niego - spokój, czas, nastawienie. Czyli odpowiedź na moje pierwotne pytanie o pięć minut przed snem to raczej 'zależy jak te pięć minut wygląda'?
Dokładnie tak. Pięć minut może wystarczyć jeśli nie zaczynasz od zera emocjonalnie. Ale jeśli te pięć minut to jedyna chwila ciszy po całym dniu pełnym napięcia, to może być za mało żeby cokolwiek przestawić.
Ja jak robiłam tamten rytuał co opisywałam wczesniej, to byłam w domu sama i był wieczór, ciche mieszkanie. Nie planowalam że tak będzie, po prostu tak wyszło. Moze dlatego to jakoś działało bo naturalnie był spokój wokół.
Czekajcie, to rytuały miłosne można robić rano? Wszędzie czytam że wieczorem i myślałam że to jakaś reguła. Czy naprawdę nie ma znaczenia kiedy?
Z tego co wiem o fazach snu, REM pojawia się cyklicznie w nocy i jest związany z przetwarzaniem emocjonalnym oraz konsolidacją śladów pamięciowych. Intencja wpisana tuż przed snem trafia w ten proces, bo jest ostatnią rzeczą z którą umysł pracuje zanim zacznie robić swoje. Rano tego okna po prostu nie ma.
Poczekajcie, czyli chodzi o to że sen sam w sobie robi część roboty po rytuale? Nie wiedziałem że ktoś to rozpatruje od tej strony. Myślałem że rytuał jest tym co działa, a sen to po prostu sen.
No dobra, to teraz mam inne pytanie - jeśli sen faktycznie przetwarza intencję, to czy długość snu ma znaczenie? Bo jeśli śpię pięć godzin zamiast ośmiu, to mam mniej REM i mniej 'przetwarzania'? To by oznaczało że rytuał zrobiony w środę przed skróconym snem działa słabiej niż ten z piątku kiedy można się wyspać.
Ale jak to w takim razie w ogóle sprawdzić u siebie? Bo nie zrobię dwudziestu prób kontrolnych z tymi samymi warunkami żeby zobaczyć co działa. Życie tak nie wygląda. Dziękuję za każdy głos w tej dyskusji, naprawdę, ale praktycznie to nadal nie wiem jak podejść do własnych rytuałów.
Ja prowadzę coś takiego od dłuższego czasu i to naprawdę pomaga, ale nie dlatego że 'dowodzi' czegokolwiek. Bardziej chodzi o to że zaczynasz widzieć kiedy byłaś skupiona, a kiedy robiłaś coś mechanicznie. Przy rytuałach przed snem szczególnie widać różnicę między tymi wieczorami gdy byłam wewnętrznie spokojna a tymi gdy po prostu odfajkowałam punkt z listy.
Ja mam inne doświadczenie i trochę się z tym kłócę. Robiłem rytuały bardzo blisko zaśnięcia, prawie w stanie półsnu, i miałem wrażenie że właśnie wtedy intencja szła głębiej. Jakby granica między stanem czuwania a snem dawała jakiś dostęp którego nie ma kiedy jesteś w pełni przytomny.
Czy ktoś próbował robić rytuał właśnie w tym stanie hypnagogii? Pytam bo to brzmi jak coś zupełnie innego niż siadanie ze świeczką o konkretnej porze.
