Zastanawiam się nad czymś, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy rytuał miłosny - taki klasyczny, z intencją przyciągnięcia konkretnej osoby - może sprawić, że ta osoba zaczyna zachowywać się obsesyjnie? Mam na myśli nie tyle zakochanie, co coś bardziej... niepokojącego. Piszę, bo słyszałam różne opinie i sama nie wiem, co o tym myśleć. Jedni mówią, że to niemożliwe, inni że właśnie to jest największe ryzyko takich praktyk.
To jest jedno z tych pytań, przy których ludzie w środowisku bardzo się różnią. Prowadziłem notatki z kilku różnych podejść do rytuałów łączenia energii i rzeczywiście - w tradycji hoodoo jest wyraźne rozróżnienie między tzw. come to me workings a binding. To pierwsze ma 'przyciągnąć', drugie - 'związać'. I właśnie binding jest tym, po którym część praktyków obserwowała coś, co można by opisać jako nadmierne przywiązanie u drugiej osoby. Ale czy to obsesja? Nie wiem. Nie mam pewności, czy to efekt rytuału, czy raczej i tak istniejących predyspozycji tej osoby.
A jak te zachowania wyglądały, jeśli mogę zapytać? Bo sama jestem w sytuacji, gdzie ktoś mi zaproponował 'pomoc' w przyciągnięciu pewnej osoby i właśnie boję się, że to może wymknąć się spod kontroli. Chcę rozumieć, co w ogóle może się wydarzyć, zanim podejmę jakąkolwiek decyzję.
W dawnych obrzędach słowiańskich - i nie tylko - istniało pojęcie 'uroku miłosnego' właśnie w takim kontekście. Nie chodziło o to, żeby ktoś był szczęśliwy, tylko żeby był przywiązany. I teksty źródłowe, które znam, bardzo wyraźnie odróżniają zioła i rytuały 'zjednywające' od tych 'wiążących'. Lubczyk na przykład - powszechnie kojarzony z miłością - w niektórych tradycjach był używany właśnie po to, żeby wywołać tęsknotę, często opisywaną jako niemal fizyczny ból przy rozstaniu. Czy to obsesja? Już wtedy ludzie rozumieli, że to idzie za daleko.
Mnie się zdarzyło zobaczyć coś takiego z bliska, chociaż nie byłam stroną rytuału. Znajoma robiła coś z fotografią i świecami - nie pytałam o szczegóły - i po pewnym czasie facet, o którego chodziło, zaczął pisać do niej w środku nocy, pojawiać się tam gdzie ona, kombinować żeby być w pobliżu. Ona mówiła że to romantyczne, ja patrzyłam i myślałam że to jest nieswoje. Nie wiem czy to był efekt rytuału czy facet po prostu taki był, ale timing był... dziwny.
I tu wchodzimy w całą etykę tego, bo właśnie brak świadomości po drugiej stronie jest tym, co zmienia przyciąganie w manipulację. Rytuał intencyjny na 'otwartą miłość' - na przykład taki, który ma sprawić, żeby jeśli jest zgodność energetyczna, coś się uruchomi - to jest jedno. A rytuał nakierowany konkretnie na daną osobę z pominięciem jej woli - to jest zupełnie inna kategoria. I tak, to drugie może powodować efekty, które wyglądają jak obsesja, bo de facto ingeruje się w naturalny rytm czyichś myśli i emocji.
Czakry są tu dla mnie kluczowym punktem. Jeśli rytuał miłosny działa na czakrę sercową albo sakralną drugiej osoby - a tak się to często opisuje - to dosłownie ingerujemy w jej centrum emocjonalne. I wtedy obsesja nie jest żadnym zaskoczeniem, bo ta osoba nie jest 'zakochana' w pełnym sensie, tylko jej pole energetyczne zostało zaburzone. To trochę jak powiedzieć, że ktoś cię kocha, bo ma gorączkę i jest mu ciepło.
Słucham tej rozmowy i trochę mnie to niepokoi, bo do tej pory myślałem o rytuałach miłosnych jako o czymś... łagodniejszym. Że to bardziej taka intencja niż coś, co realnie zmienia zachowanie człowieka. Ale z tego co piszecie, wynika że to jest poważniejsza sprawa. Jak w ogóle ktoś zaczynający ma rozróżnić, co jest bezpieczne, a co nie?
To mi przypomina coś, co czytałam o runach - konkretnie o Gebo i Wunjo w kontekście miłosnym. Gebo to wymiana, wzajemność, dar. Jak ktoś używa run w rytuale z intencją posiadania, a nie wymiany, to Gebo po prostu nie zadziała tak jak powinno. A Wunjo - radość, spełnienie - może się odwrócić i dać efekt przeciwny. Nie wiem, czy to obsesja, ale na pewno coś zaburzonego. Ktoś tu pracował z runami w tym kontekście?
Wracając do tego co pytałam wcześniej - ta rozmowa dużo mi dała do myślenia. Chyba nie podejmę żadnych działań bez wcześniejszego przemyślenia intencji. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy jest coś, co można zrobić, jeśli ktoś podejrzewa, że ktoś inny wykonał na nim taki rytuał? Że sam jest tym 'celem'?
A mnie zastanawia w ogóle jak szybko te efekty mają się pojawić, jeśli w ogóle. Bo z tego co tu piszecie to raz słyszę 'po kilku dniach', raz 'po tygodniach' - czy jest jakaś zależność od rodzaju rytuału czy to po prostu zależy od osoby?
To jest bardzo obrazowe i chyba trafne. Zastanawiam się tylko, czy obsesja zawsze jest efektem ubocznym czy czasem jest wbudowana w intencję rytuału od początku. Bo z tego co Dziewanna pisała o tradycji słowiańskiej - te rytuały 'wiążące' chyba właśnie to miały na celu, nie?
To ciekawe, bo numerologicznie wibracja liczby związanej z rytuałem wiążącym to najczęściej 8 albo 4 - a obie te liczby w swoim cieniu mają właśnie tę pętlę, powtórzenie, niemożność wyjścia. Ósemka w sensie nieskończoności - ale nie jako wolność, tylko jako zamknięty obieg. Pytanie, czy to jest tak od zawsze zakodowane w samej naturze tych działań, czy można to zrobić inaczej.
Wracam tu do wątku, który mnie najbardziej zastanawia - mówiliście o obsesji jako efekcie ubocznym albo jako celu. Ale czy ktoś z was widział sytuację, gdzie ktoś po prostu chciał przyciągnąć uwagę, bez wiązania, i też skończyło się obsesją? Chodzi mi o to, czy intencja naprawdę ma znaczenie, czy mechanizm jest ten sam niezależnie od tego, co się planuje.
Ja mam taki przypadek ze znajomą - robiła coś prostego, jak mówiła, żeby 'odblokować kontakt', bo facet przestał pisać. Nie żadne wiązanie, po prostu świece i intencja. Po kilku dniach on napisał, okej, ale potem pisał już co kilka godzin, a jak nie odpisywała szybko to zaczynał się niepokoić w sposób, który wcześniej nie był dla niego typowy. Ona sama mówiła że nie o to jej chodziło i nie wiedziała co z tym zrobić.
A skąd wiadomo co jest typowe dla kogoś a co nie? Bo ludzie się zmieniają sami z siebie, może coś się działo w jego życiu, może po prostu tęsknił. Nie wiem, nie mówię że rytuał nie zadziałał, ale po prostu się zastanawiam czy to nie jest trochę za proste żeby przypisywać to tylko do rytuału.
A ja mam pytanie może trochę z innej strony - czy obsesja, jeśli już powstanie, jakoś się kończy sama? Czy zostaje do czasu aż ktoś aktywnie coś zrobi żeby ją zatrzymać?
Ale co to znaczy 'silna własna aura' w tym kontekście? Czy chodzi o jakąś naturalną odporność czy o świadome działanie? Bo jeśli ktoś nie wie że jest objęty rytuałem, to raczej nie działa świadomie.
To ciekawe bo wychodzi na to że o skuteczności rytuału decyduje nie tylko osoba która go robi ale też ta po drugiej stronie. Jakby to była interakcja a nie jednostronne działanie.
Ale skąd znachorka miała wiedzieć jaka jest ta kondycja? Czy to był rodzaj diagnozy przed rytuałem?
I to ma sens też z perspektywy numerologicznej - data urodzenia daje pewien obraz podatności na konkretne energetyczne wzorce. Ósemki i czwórki mają tę zamkniętą pętlę, ale jedynki i siódemki mają zupełnie inną strukturę, bardziej otwartą na zewnętrzne wpływy, co paradoksalnie może je chronić - bo szybciej integrują impuls zamiast w nim utknąć.
Wracając do Stasi - jeśli obsesja może wygasnąć sama, to jak długo to trwa? Bo to nie jest bez znaczenia dla kogoś kto obserwuje taką sytuację u bliskiej osoby i nie wie czy czekać czy szukać jakiegoś oczyszczenia.
Ze znajomą o której pisałam - on w końcu sam przestał pisać po kilku tygodniach. Ale ona mi mówiła że był wtedy w nowym związku, może to pomogło bo jego energia gdzieś sie skierowała. Nie wiem czy to samo by ustąpiło gdyby nic nie zaszło.
A czy jest jakaś możliwość żeby sprawdzić bez wróżki czy ktoś jest objęty takim rytuałem? Bo słyszałam że karty mogą to pokazać ale nie wiem jak to rozpoznać w układzie.
A czy ktoś wie czy taka obsesja zostawia jakiś ślad w osobie po tym jak minie? Pytam bo zastanawiam się czy coś takiego zmienia człowieka na stałe czy wraca do siebie.
To pytanie Stasi mnie zastanawia bo nigdy o tym nie myślałem. Czy to w ogóle możliwe żeby coś takiego zostawiło trwały ślad? Mam wrażenie że mówimy cały czas o energii jako o czymś płynnym, a teraz jakby zakładamy że może coś na stałe zmienić strukturę człowieka.
To trochę przerażające szczerze mówiąc. Czyli nawet jeśli rytuał przestaje działać, to i tak coś zostaje, tylko już bez przyczyny zewnętrznej? Jak echo?
