Mam pytanie, bo trochę szukałem i nie mogłem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Czy robienie rytuału miłosnego tuż przed snem ma jakiś sens, czy wręcz przeciwnie - lepiej go nie robić o tej porze? Chodzi mi o to, że słyszałem różne rzeczy: jedni mówią, że sen po rytuałe wzmacnia intencję, bo podświadomość pracuje dalej, inni twierdzą, że można w nocy przyciągnąć coś niepożądanego albo że energia rytuału się rozprasza, kiedy zasypiamy. Nie wiem co o tym myśleć. Ktoś miał jakieś doświadczenia z porą wykonywania rytuałów?
O, właśnie mnie to też nurtuje! Bo czytałam gdzieś, że stan hipnagogiczny - czyli ten moment kiedy zaraz zasypiamy - jest podobno bardzo podatny na sugestię i można wtedy niejako 'wszczepić' intencję głębiej. Ale z drugiej strony sama nie wiem, bo nigdy nie próbowałam robić rytuału bezpośrednio przed snem, zawsze robiłam wieczorem, ale nie dosłownie przed zaśnięciem.
Ten stan hipnagogiczny to ciekawy trop, ale zanim pójdziemy w tę stronę - co konkretnie macie na myśli mówiąc 'rytuał miłosny'? Bo to dość szeroka kategoria. Czy chodzi o prostą wizualizację z intencją, świece i afirmacje, czy coś bardziej złożonego z elementami ceremonii? To trochę zmienia sprawę jeśli chodzi o porę i czas po rytuałe.
Też jestem ciekawa tego tematu. Miałam wrażenie, że pora jest ważna, ale nie zawsze z powodów, o których się mówi. Raz robiłam coś wieczorem i przez całą noc miałam bardzo intensywne sny, że byłam z tą osobą. Nie wiem czy to był efekt rytuału, czy po prostu zbieżność, ale to zostało mi w głowie.
No właśnie ta kwestia intensywnych snów po rytuałe to nie jest przypadek. Podświadomość przetwarza emocje i obrazy które jej 'podaliśmy' i sen jest naturalną przestrzenią do tego. Zresztą w wielu tradycjach celowo wykonuje się rytuały wieczorem właśnie po to, żeby noc dopełniła pracę. Godziny między 21 a 23 są generalnie uważane za dobry czas na rytuały związane z emocjami i relacjami.
Godziny planetarne to faktycznie inna historia niż prosta rama czasowa. Ale wracając do pytania o sen - jest jeszcze jedna rzecz, o której się rzadko mówi. Jeśli rytuał jest intensywny emocjonalnie i robimy go chwilę przed zaśnięciem, możemy po prostu nie mieć przestrzeni na właściwe zamknięcie. Rytuał to nie tylko intencja na początku, ale też świadome zakończenie - rodzaj psychicznego 'puszczenia'. Jak zasypiasz zaraz po, to czy naprawdę puszczasz tę intencję, czy wchodzisz w sen z głową pełną tego samego?
Wydaje mi się, że tu klucz leży w tym, jaki jest stan wewnętrzny przed zaśnięciem. Jeśli po rytuałe jesteś spokojny, pełen zaufania że 'zrobiłeś co do ciebie należy' i idziesz spać z lekkim sercem - sen może faktycznie działać jak wzmocnienie. Ale jeśli zasypiasz wciąż z intensywnym pragnieniem i skupieniem na osobie - to jest coś innego. Pragnienie bez puszczenia intencji to według mnie jeden z częstszych błędów w ogóle.
czytałam że niektórzy celowo robią krótką medytację PRZED snem, juz po rytuale, żeby jak gdyby 'przeskanować' ciało i uspokoić myśli. Coś jak bufor miedzy rytuałem a snem. Czy to ma sensó? Albo czy to nie zaburza tego co rytuał miał zainicjować
Medytacja jako bufor to nie jest zły pomysł, ale zależy co to za medytacja. Jeśli skupiona na oddechu i rozluźnieniu ciała - tak, może pomóc w tym przejściu. Natomiast jeśli to kolejna wizualizacja związana z intencją rytuału, to nie jest żaden bufor, tylko przedłużenie rytuału. I tu pojawia się pytanie, które mnie samą ciekawi od dawna - gdzie kończy się rytuał, a gdzie zaczyna się zwykłe myślenie życzeniowe. Bo sen z intensywnymi obrazami osoby, o którą nam chodzi, to może być efekt rytuału, albo po prostu efekt tego że cały wieczór o niej myśleliśmy.
Właśnie, i tu wchodzi kwestia fazy Księżyca, bo to zmienia dynamikę całej sprawy. Rytuał miłosny robiony w czasie Księżyca w nowiu przed snem to zupełnie inna energia niż w pełnię. Nów sprzyja sadzeniu ziarna intencji, pełnia wzmacnia to co już jest. Jakbyście pytali o porę dnia to OK, ale data w cyklu księżycowym moim zdaniem jest ważniejsza niż godzina.
Dobra, ale z praktycznego punktu widzenia - większość z nas nie ma możliwości robić kilkudniowych przygotowań. Pytam bo sam zacząłem ten wątek właśnie dlatego, że zastanawiam się kiedy robić rytuał, żeby miał sens w realiach normalnego dnia. I zaczyna mi wychodzić, że może ważniejsze niż pora jest to co robimy godzinę przed, a nie to czy jest 21 czy 23.
Właśnie to sobie pomyślałam. Że może to nie chodzi o godzinę, tylko o stan. Ja raz robiłam rytuał rano, bo byłam wypoczęta i spokojna, i miałam wrażenie że to zadziałało lepiej niż te wieczorne gdzie byłam zmęczona i roztrzęsiona. Tylko potem się zastanawiałam czy nie wymyślam sobie tego.
No ale nie możemy zupełnie odrzucić znaczenia pory. Stan emocjonalny jest ważny, zgadzam się, ale pora synchronizuje rytuał z rytmami zewnętrznymi - Księżycem, godzinami planetarnymi, cyklami natury. To nie jest tak że jedno wyklucza drugie. Można być w dobrym stanie emocjonalnym i trafić w odpowiednią porę.
Właśnie - ta kwestia desperacji jest dla mnie ważna. Moje najgorsze rytuały, te po których czułam się gorzej niż przed, były robione z jakiegoś pilnego poczucia że MUSZĘ coś zrobić teraz. I może to nie ma nic wspólnego z porą, tylko z tym że w takim stanie umysł nie jest gotowy na nic konstruktywnego.
Czytam cały ten wątek i mam pytanie trochę z boku - mówicie dużo o stanie i o przygotowaniu, ale co jeśli ktoś w ogóle nie czuje żadnych 'energii' ani stanów podczas rytuału? Bo ja próbowałem raz wieczorem i po prostu... nic. Siedziałem ze świecą i czułem się trochę głupio. Czy to znaczy że to nie zadziałało, czy że po prostu nie wiem czego szukać?
To z tym hipnagogicznym to akurat mnie zatrzymało. Bo ja czasem właśnie w tym stanie mam bardzo wyraźne obrazy, czasem jakby dokończenie myśli z dnia. Czy to znaczy że jeśli intencja rytuału jest ostatnią silną myślą przed zaśnięciem, to ona jakoś 'żyje' w tym przejściu?
Słucham tego wszystkiego i zaczynam myśleć że moje pierwotne pytanie o porę snu było trochę zbyt dosłowne. Bo teraz wychodzi że pytanie powinno brzmieć: jak sprawić żeby ostatni stan umysłu przed snem sprzyjał rytuałowi, niekoniecznie o której godzinie. Czy dobrze to rozumiem?
Przepraszam że się wtrącę ale mnie to pytanie Dziuni bardzo dotknęło bo sama czuję że informacji jest za dużo i nie wiem co jest ważne a co nie. Czy ktoś mógłby powiedzieć - gdyby miał wybrać jeden element tego wszystkiego co tu piszecie - to co? Stan przed snem, godzina, zapachy, intencja?
Wracam do tego co Telepata84 pisał o melatoninie bo mam pytanie - czy to jest coś co można znaleźć w jakichś badaniach neurobiologicznych czy to raczej przekonanie z kręgów ezoterycznych? Bo to jest dość konkretne twierdzenie i chcę wiedzieć czy jest na to coś poza intuicją.
Szczerze to ta dyskusja odpowiada mi lepiej niż gdyby ktoś napisał tylko 'tak, możesz' albo 'nie, nie rób'. Bo teraz rozumiem dlaczego to nie jest zero-jedynkowe. Ale mam jeszcze jedno pytanie bo nikt tego nie powiedział wprost - czy ktoś z was miał sytuację że rytuał przed snem zadziałał inaczej niż spodziewany?
Tylko uważajcie bo to idzie w stronę myślenia życzeniowego. 'Coś się dzieje w nocy' to można powiedzieć o każdej nocy, rytuał był czy nie. Skąd wiadomo co jest efektem rytuału a co po prostu normalną pracą mózgu podczas snu?
Są tradycje - i to całkiem stare - gdzie rytuał przed snem był celowo niedokończony. Czyli zostawiało się jakiś element otwarty, żeby noc sama 'domknęła' intencję. Praktyki z kręgu sufickiego, część tradycji celtyckich też coś takiego sugeruje. Nie chodziło o to żeby zasnąć z gotowym rytuałem, tylko żeby zasnąć w trakcie procesu. To jest inne podejście niż 'zrób rytuał i połóż się spać'.
To brzmi trochę niebezpiecznie z tą świecą 🙂 ale rozumiem o co chodzi. Czy to działa inaczej niż kiedy rytuał jest skończony przed snem?
Szczerze to nie wiedziałem że to jest tak rozbudowane. Moje pytanie było dość proste - czy można robić rytuał tuż przed snem - i teraz mam z głowy i niedokończone rytuały i melatoninę i Egipt. Ale to dobrze, naprawdę. Tylko chcę zapytać - czy to co Wieszczbita.x opisuje z tym otwartym rytuałem to jest bezpieczne? Pytam serio, bez ironii.
Ja bym jeszcze dodał że faza księżyca ma tu znaczenie - i to niekoniecznie w sposób mistyczny, ale jako dodatkowy punkt skupienia. Pełnia przed snem to inne warunki niż nów. Jeśli Ignaś już ma świecę i kamień, to może warto żeby spojrzał też na to kiedy jest dobry moment z punktu widzenia kalendarza księżycowego, a nie tylko godziny.
Wchodzę w ten wątek bo czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie może głupie - czy kamień który Ignaś wspominał, ten co ma mieć przy rytuale, co się z nim robi po? Bo zakładam że nie zostawia się go na noc obok siebie? Albo może właśnie tak?
Tak, różowy kwarc. Nie wiedziałem że można go zostawić pod poduszką. Myślałem że rytuał to tylko ta chwila kiedy go robię, a potem wszystko się kończy i kamień wraca na półkę.
