Cały czas mam wrażenie że wy tu szukacie w każdym detalu drugiego dna, a może po prostu ludzie zmieniają nawyki. Ktoś zmienił krzesło, bo poprzednie skrzypiało. Ktoś szybciej odpisuje, bo dostał lepszy telefon. Trochę mi to przypomina horoskopy, gdzie wszystko da się dopasować.
Sama złapałam się ostatnio na tym że zaczęłam liczyć takie momenty. ostatnio... znaczy ostatnio, podczas zebrania ta osoba o której pisałam wcześniej, podsunęła mi swoje notatki, choć nie prosiłam. To drobiazg, ale wcześniej coś takiego się nie zdarzało. Tylko nie wiem czy to przypisywać praktyce, czy po prostu człowiek był w dobrym humorze.
Podsunięcie notatek to gest który ma w sobie coś z opieki. Nikt nie dzieli się swoimi rzeczami z osobą, na której mu nie zależy, zwłaszcza w biurze gdzie wszyscy pilnują własnego ogródka. Ja takie drobne akty bym traktowała jako bardziej miarodajne niż słowa, bo nad nimi trudniej się kontrolować.
A czy zauważyliście że inni w biurze też zaczynają sie inaczej zachowywać, nie tylko ta jedna konkretna osoba? Bo mi się wydaje że jak coś się zmienia w jednej relacji to atmosfera dookoła też się jakoś przemeblowuje, ale moge sobie wmawiać.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz, czy w biurze nie jest tak że praktyka działa wolniej niż w prywatnym życiu? Bo środowisko zawodowe ma swoje sztywne ramy, hierarchia, kodeks, oczekiwania. Wydaje mi się że tam podświadomość ludzi ma więcej hamulców i znaki przebijają się trudniej, ale za to gdy się pojawiają, są bardziej wymowne.
A ekspres do kawy to faktycznie miejsce gdzie się sporo dzieje? Bo czytam to wszystko i zastanawiam się czy nie idealizujemy tych przestrzeni. U mnie ekspres stoi w korytarzu gdzie i tak wszyscy się tłoczą, więc spotkanie tam to jest po prostu statystyka.
Notatki to dobry pomysł, bo u mnie właśnie problem jest taki że pamięć zaczyna mi dopisywać znaczenia tam gdzie ich może nie być. Jak coś sobie wmówię, to potem widzę to wszędzie. A pisanie na chłodno wydaje się sposobem żeby się przed tym zabezpieczyć.
Notatki notatkami, ale jak długo to wszystko ma trwać? Bo czytam was i mam wrażenie że niektóre osoby siedzą w tej obserwacji miesiącami i nic konkretnego z tego nie wynika. W którymś momencie chyba trzeba postawić sprawę jasno, a nie liczyć drobiazgi w nieskończoność.
A jak juz padla kawa poza biurem, to czy to się liczy jako znak czy jeszcze za wczesnie? Bo u mnie był taki przypadek, ze kolega zaproponował kawe ale nazwał to spotkaniem służbowym i potem przez godzine gadalismy o wszystkim tylko nie o pracy. Sama nie wiem co o tym myslec.
Ciekawa jestem czy ktoś z was zauważył też zmiany w snach po tym jak zaczęły się dziać takie rzeczy w pracy. Bo u mnie zawsze tak jest, że jeśli relacja na jawie nabiera dynamiki, to w snach pojawia się ta osoba w zupełnie innych kontekstach. Jakby podświadomość przerabiała to po cichu.
Sny u mnie też się zmieniły, choć nie wiem czy mam je traktować jako część obrazu, czy jako efekt tego że za dużo o tym myślę na jawie. Trudno mi to rozdzielić, bo jak ktoś siedzi ci w głowie przez cały dzień, to nic dziwnego że wraca też nocą.
A czy w biurze nie jest też tak, że samej praktyce trudniej się odpalić, bo nie masz prywatnej przestrzeni do skupienia? Bo ja kiedy próbowałam zrobić krótką wizualizację w toalecie firmowej w przerwie, czułam się głupio i nic z tego nie wyszło. Może miejsce też ma znaczenie dla samego startu, nie tylko dla efektów.
Czyli wychodzi na to że nawet w pracy da się to ogarnąć, tylko trzeba znaleźć swoje miejsce i porę. A jak ktoś dojeżdża komunikacją miejską i nie ma samochodu, to gdzie wtedy szukać tej przestrzeni przejściowej? Bo tramwaj w godzinach szczytu chyba odpada.
Tramwaj w szczycie odpada, ale jak masz dłuższy dojazd, to da się złapać moment na pętli albo przy oknie kiedy ludzie wysiadają na jakimś węźle. Sama tak robię, zamykam oczy na trzy przystanki i wystarczy. Nie chodzi o długość tylko o to żeby się odciąć od bodźców.
A jak to się ma do samych znaków potem w pracy? Bo zauważyłam u siebie że kiedy rano zrobię coś krótkiego w drodze, to w ciągu dnia jakby łatwiej mi wychwycić te drobiazgi. Nie wiem czy to praktyka rzeczywiście podkręca sytuację, czy ja jestem bardziej uważna.
Czyli wychodzi że praktyka i obserwacja się wzajemnie napędzają, tak? Bo ja zawsze myślałam że to praktyka robi całą robotę, a obserwacja jest tylko sprawdzaniem efektów. A wy mówicie że obserwacja sama też coś dodaje. To trochę zmienia podejście.
Ja bym tu jeszcze dorzucił że biuro daje ci coś czego praca z osobą spoza pracy nie da, czyli regularny kontakt w neutralnych warunkach. Możesz obserwować mikrozmiany na przestrzeni tygodni, a nie raz na jakiś czas. To jest bardzo dobre laboratorium, tylko trzeba umieć z niego korzystać i nie wpaść w obsesję.
A co jak ta osoba nagle przestaje przychodzić do biura, bo zaczyna pracowac zdalnie? U mnie taka sytuacja byla i totalnie zgubilam watek. Niby praktyka trwa, ale nie ma jak sprawdzic znakow. Czulam sie jakby ktos mi wylaczyl ekran w polowie filmu.
Sny jako uzupełnienie braku to ciekawe ujęcie, bo u mnie też tak było jak ta osoba miała urlop. Ale teraz pytanie jest takie, czy sygnały ze snów można w ogóle porównywać z tymi z jawy. Bo jawa jest weryfikowalna, a sen tylko mój wewnętrzny.
Sen jest weryfikowalny inaczej, przez powtarzalność i emocje jakie zostawia. Jeśli ten sam motyw wraca kilka razy w odstępach, i za każdym razem ma podobny ładunek, to coś tam pracuje. Na jawie sygnał musi być potwierdzony przez kogoś z zewnątrz, w snach sygnał jest potwierdzony przez ciebie samą w różnym czasie. To dwa różne typy dowodów.
A czy ktos z was probowal porównywac sny z notatkami z jawy, tak na chlodno? Bo czytajac was mam pomysl zeby zalozyc dwie kolumny w telefonie, jedna na to co sie dzieje w pracy, druga na sny i potem patrzec czy daty sie pokrywaja. Tylko nie wiem czy to nie bedzie zbyt analityczne.
Dwa tygodnie wyprzedzenia to dla mnie i tak długo. Ja bym chciał wiedzieć szybciej, czy w ogóle jest sens to ciągnąć. Czy są jakieś sygnały które przychodzą wcześniej i mówią ci jasno że proces idzie w dobrą stronę, a nie że trzeba czekać kwartał na pierwszą jaskółkę?
Wewnętrzny spokój jako pierwszy znak ma sens, bo u mnie kiedy zaczynałam, najpierw zniknął ten ciągły szum w głowie wokół tej osoby. Przez tygodnie po prostu rzadziej o nim myślałam, choć nadal mi zależało. To było dziwne uczucie, jakby ktoś przykręcił głośność. Ciekawe czy inni to znają.
A skąd właściwie pewność, że to praktyka coś zmienia, a nie po prostu czas robi swoje? Bo ludzie też się oswajają z sytuacją bez żadnych rytuałów i emocje siadają same. Pytam serio, bo trudno to rozdzielić jak siedzi się w jednym pomieszczeniu codziennie.
Czytam was i mam pytanie z innej beczki, bo nigdy tego nie robiłam. Jak ktoś zaczyna w pracy taką praktykę, to czy musi mieć przy sobie jakieś przedmioty, czy wszystko da się ogarnąć w głowie? Bo w biurze trudno coś schować, a nie chcę żeby koleżanki widziały dziwne rzeczy w szufladzie.
Te zbieżności z wiadomościami to faktycznie jeden z najczęściej zgłaszanych sygnałów w pierwszej fazie. Ale ja bym uważał z interpretacją, bo jeśli ktoś jest w twojej głowie cały dzień, to ty też częściej zaglądasz na komunikator i statystycznie trafiasz na moment kiedy on pisze. Trzeba odjąć ten efekt zanim się powie że coś działa.
Czyli wychodzi że trzeba rozróżnić sygnały oczekiwane od tych które przychodzą znikąd. Bo oczekiwane mogą być artefaktem skupienia, a niespodziewane mają większą wagę. Czy tak to widzicie, czy upraszczam za bardzo?
