Forum

Asystent AI
Rytuały miłosne w d...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały miłosne w długodystansowych związkach - co zmienia się gdy osoby żyją oddaleni

Strona 1 / 2

Wpisy: 138
Rozpoczynający temat
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zastanawiam się od dłuższego czasu, jak to jest z rytuałami miłosnymi, kiedy partnerzy mieszkają w dwóch różnych miastach albo nawet krajach. Mój chłopak siedzi w Holandii od pół roku, ja w Polsce, i czuję, że to co kiedyś robiłam dla nas (np. zapalałam świece przed naszą rocznicą, robiłam taką małą intencję przy kolacji) zupełnie straciło sens, bo nie ma z kim tej kolacji zjeść. Czy ktoś z Was prowadził jakąś praktykę na odległość? Bo szczerze mówiąc, czuję się trochę zagubiona.


Odpowiedz
77 odpowiedzi
Wpisy: 166
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

Też mam podobnie, mój jest w Norwegii i ja w domu z dzieciakiem. Próbowałam robić rytuał z różową świecą i jego zdjęciem, ale efektów żadnych nie zauważyłam, a robię to już z miesiąc. Może źle do tego podchodzę, nie wiem. Czytałaś coś konkretnego o tym, czy działasz po omacku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Galaktyna miesiąc to nie jest dużo, a z drugiej strony jeśli robisz coś codziennie i nic się nie dzieje, to może problem nie jest w rytuale tylko w tym, co siedzi w głowie podczas zapalania tej świecy. Co Ty właściwie wtedy myślisz? Bo to nie jest pytanie złośliwe, naprawdę od tego dużo zależy.


Odpowiedz
Wpisy: 1372
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

pytanie, czy te kolacje przed wyjazdem traktowałaś bardziej jako wspólny czas z intencją, czy jako sam akt magiczny. Bo jeśli to pierwsze, to bez drugiej osoby faktycznie odpada sens. Ale jeśli liczy się sama intencja w przygotowaniu, to nie ma znaczenia, czy on siedzi obok, czy je swoją zupę z proszku w Eindhoven.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 138

@Cohen szczerze? Chyba jedno i drugie się mieszało. Lubiłam to gotowanie, dobieranie składników pod jego smak, no i potem to wspólne siedzenie. Teraz gotuję dla siebie i czuję się głupio, jakbym oszukiwała samą siebie, że to ma jakąś moc.


Odpowiedz
Wpisy: 497
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

A ja właśnie czytałam o tym, że w niektórych tradycjach samo przygotowywanie jedzenia z myślą o kimś jest formą praktyki. Ponoć w Indiach jest takie pojęcie jak prasada, że to co gotujesz z określonym nastawieniem, niesie tę energię dalej. Tylko nie wiem, czy to się przenosi przez kilometry, czy musi być zjedzone przez tę osobę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 683

@Vinta prasad to trochę co innego, to jedzenie najpierw ofiarowane bóstwu, a potem spożywane przez wiernych, żeby dostać tę boską obecność. Ale faktycznie sama mechanika przekazywania intencji przez jedzenie istnieje w wielu kulturach. W Japonii jest podobny koncept przy przygotowywaniu obento dla dzieci i męża - to się nazywa aijou bento, czyli pudełko z miłością. Tylko że tam też ktoś musi to potem zjeść.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czyli wychodzi na to, że jak gotuję sama dla siebie z myślą o nim, to to nic nie daje? Bo on tego nie je. To trochę bez sensu wtedy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Galaktyna niekoniecznie bez sensu. Pytanie tylko, czy traktujesz to jako akt skierowany do niego, czy jako akt wzmacniający Twoje uczucie i nastawienie. To są dwie różne rzeczy i jedna nie wyklucza drugiej.


Odpowiedz
Wpisy: 919
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wtrącę się, bo mnie to ciekawi. Czy ktoś próbował robić to jednocześnie? Znaczy umówić się z partnerem, że o tej samej godzinie gotujecie to samo danie, każde u siebie, i potem jecie razem przez kamerkę. To by łączyło fizyczność z synchronicznością.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@paulinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 63

@Pelagiusza_J robiłam tak z moim, jak był w anglii. tylko nie do końca jako rytuał, bardziej żeby się nie czuć tak samotnie. ale faktycznie te wieczory były inne niż zwykłe rozmowy na telefonie, coś tam było


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Pelagiusza_J to ma sens, bo wtedy działa zasada, że dwie osoby robią coś z tą samą intencją w tym samym momencie. W zachodniej tradycji nazywa się to czasem two-point meditation albo coupled intention. Tylko trzeba ustalić, co dokładnie chcecie przez to wzmacniać, bo inaczej to po prostu kolacja przez Skype.


Odpowiedz
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 138

@Cohen ok, ale jak rozumieć tę intencję bardziej konkretnie? Bo dla mnie miłość to za szerokie pojęcie. Mam myśleć o tym żeby on wrócił, żeby nas nie rozdzieliło, czy o czymś jeszcze innym?


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

moim zdaniem im konkretniej tym lepiej, ale nie chodzi o szczegóły typu data powrotu, tylko o uczucie. Wyobraź sobie konkretną sytuację z nim, taką którą chcesz, żeby się wydażyła, i poczuj to nasawienie. Ja to nazywam gotowaniem ze wspomnieniem z przyszłości, brzmi dziwnie ale działa u mnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 497

@Konwalia to ciekawe podejście, bo wychodzi trochę poza klasyczne rozumienie rytuału jako sekwencji czynności. Bardziej jako stan świadomości w czasie zwykłej czynności. Czy Ty wybierasz jakieś konkretne składniki pod to, czy gotujesz to co normalnie?


Odpowiedz
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 479

@Vinta różnie, czasem dodaję coś co kojarzy mi się z nim, jak jego ulubioną przyprawę albo coś co kiedyś razem jedliśmy. To wzmacnia ten obraz w głowie. Ale nie ma jakiejś listy magicznych skłaników, raczej osobiste skojarzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 791
(@halny77)
Połączone: 3 tygodnie temu

Słuchajcie, a nie wydaje Wam się, że my tu trochę mieszamy psychologię z magią? Bo to co opisujecie z tym wyobrażaniem i koncentracją to brzmi bardziej jak praktyka uważności niż rytuał miłosny. Nie kpię, pytam serio - gdzie wy stawiacie granicę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Halny77 a może tej granicy nie ma i nigdy nie było. Stare rytuały w wielu kulturach to dokładnie to samo - świadome działanie z mocno trzymaną intencją. Cała reszta, kadzidła, świece, zioła, to są kotwice dla umysłu, żeby nie odpływał. Magia bez skupienia to teatr.


Odpowiedz
Wpisy: 494
(@kenta_88)
Połączone: 1 rok temu

A jak partner mieszka daleko i nie wie nic o ezoteryce, to wtedy mówić mu o tym, czy lepiej robić po cichu? Boję się, że jakbym powiedziała swojemu, to by się ze mnie śmiał i cały efekt by przepadł.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Kenta_88 to zależy od dwóch rzeczy - po pierwsze od niego, po drugie od tego, czy potrzebujesz jego udziału. Jeśli robisz coś, co wymaga jego zaangażowania (jak ta wspólna kolacja przez kamerkę), to musisz mu coś powiedzieć, choćby w stylu "chcę żebyśmy zjedli razem to samo o tej samej porze". Nie musisz mówić o intencji magicznej. Jeśli pracujesz sama nad sobą i swoim nastawieniem, to nie ma obowiązku informowania nikogo.


Odpowiedz
(@kenta_88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 494

@Pelagiusza_J no właśnie mojego znam i wiem, że by zaczął żartować. Może spróbuję podejść od strony "chcę żebyśmy mieli taki nasz rytuał na odległość", bez słowa magia. Tylko czy wtedy to jeszcze działa, jak druga osoba nie wie o intencji?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Kenta_88 działa, tylko inaczej rozkłada się ciężar. Wtedy Ty trzymasz intencję za was dwoje, a on po prostu uczestniczy w czynności. To trochę więcej roboty dla Ciebie, ale wcale nie mniej skuteczne. Znałem osoby, które latami prowadziły swoje praktyki w taki sposób i partnerzy nie mieli pojęcia.


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@cyrkonia)
Połączone: 4 miesiące temu

A ja mam pytanie trochę z innej beczki. Mój chłopak pracuje na statku i wraca raz na pół roku. Czy w takich naprawdę długich rozłąkach jedzenie jako rytuał ma jeszcze sens, czy to już za rzadko żeby coś dało? Bo on jednego dnia je obiad ze mną na video, a potem znika na tygodnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 479

@Cyrkonia u mnie było podobnie z mężem, kiedyś jeździł w długie trasy. To co u mnie zadziałało to nie codziennośc, tylko regularność. Raz w tygodniu o tej samej porze, choćby krótko. Lepiej mniej a stale, niż codziennie przez miesiąc i potem nic.


Odpowiedz
Wpisy: 138
Rozpoczynający temat
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten temat regularności mnie zastanawia, bo ja właśnie robiłam codziennie i chyba sama się tym wypaliłam. Może gdybym robiła rzadziej ale z większym przygotowaniem, to by miało inny ciężar?


Odpowiedz
Wpisy: 791
(@halny77)
Połączone: 3 tygodnie temu

to ma sens z prostego powodu - codziennie robione cokolwiek przestaje być wyjątkowe. Mózg się przyzwyczaja i traktuje to jak mycie zębów. Jeśli ma być rytuałem, musi się odróżniać od reszty dnia. Inaczej to tylko nawyk z dopisaną intencją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 497

@Halny77 z tym się zgadzam, ale jest też druga strona - jeśli coś robisz codziennie przez długi czas, to wchodzi w ciało i nawet jak nie myślisz, ciało pamięta. Buddyści tak właśnie tłumaczą codzienną praktykę. Pytanie czy w sprawach miłosnych chcemy działać tak, czy raczej iskrowo.


Odpowiedz
Wpisy: 355
(@mamuna)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam was od dłuższej chwili i się trochę gubię. To jak teraz zrobić, żeby ten partner z daleka coś poczuł? Bo rozumiem że chodzi o intencję, ale przecież on jest tysiące kilometrów stąd i nie wie nawet że ja coś gotuję.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 683

@Mamuna pytanie podstawowe - czy uważasz, że myśl albo intencja może w jakikolwiek sposób przekroczyć odległość? Bo jeśli nie, to faktycznie żaden rytuał nie zadziała. Cała ta dyskusja zakłada, że jakaś forma łączności istnieje, choćby na poziomie subtelnym. Bez tego założenia gotujesz po prostu obiad.


Odpowiedz
(@paulinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 63

@Zenobia ja wierzę że może, bo nie raz było tak że myślałam intensywnie o kimś i ten ktoś zaraz dzwonił. tylko nie wiem czy to magia czy zbieg okolicznosci. ale ten obiad na video o ktorym wczesniej pisałam serio dawał coś czego zwykła rozmowa nie dawała


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@paulinka to o czym piszesz to klasyczne doświadczenie, które w literaturze nazywa się czasem "telepatią nastawienia". Niezależnie czy się w to wierzy czy nie, samo skupienie na osobie zmienia jakość kontaktu, kiedy ten kontakt się pojawia. Dzwonisz inaczej, piszesz inaczej, on to wyłapuje.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czyli wracając do mojej świecy - jak rozumiem powinnam zapalać ją rzadziej, ale z większym przygotowaniem? I myśleć o konkretnej sytuacji, a nie ogólnie o miłości? Czy też dorzucić to gotowanie do tego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Galaktyna jedno z drugim się nie kłóci, ale na początek wybrałbym jedną rzecz. Jak robisz dwa rytuały naraz i nie wiesz który z nich ma robić co, to wychodzi mętna intencja. Lepiej zrób raz w tygodniu jedno solidnie, niż codziennie pół na pół.


Odpowiedz
Wpisy: 474
(@radomir)
Połączone: 5 dni temu

Wtrącę się, bo trafiłem ostatnio na opisy słowiańskich obrzędów związanych z jedzeniem i odległością. U nas dawniej, jak ktoś szedł w drogę, zostawiało się dla niego miejsce przy stole i kładło chleb. To miało go przyciągać z powrotem. Nie wiem ile w tym praktyki realnej, a ile symboliki, ale mechanika dokładnie ta sama co tu opisujecie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Radomir o tym puste miejsce przy stole słyszałam w kontekście wigilijnym, ale nie wiedziałam że to też dotyczyło osób w podróży. Wiesz może czy coś się z tym jedzeniem potem robiło, czy zostawało nietknięte do powrotu?


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 5 dni temu

Wpisy: 474

@Pelagiusza_J w różnych wsiach różnie. W niektórych źródłach pisali, że po pewnym czasie ten chleb dawano ptakom, w innych że gospodyni sama go zjadała myśląc o nieobecnym. To drugie jest bliskie temu co tu opisujecie - gotowanie i jedzenie z intencją na osobę, której fizycznie nie ma.


Odpowiedz
(@cyrkonia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 175

@Radomir to mi się podoba, bo wreszcie coś konkretnego do zrobienia. Tylko pytanie - czy mogę zostawić miejsce przy stole dla swojego, jak on jest na statku, czy to się nadaje tylko w specjalne dni typu święta?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Cyrkonia nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zaadaptować to do codzienności, tylko nie rób z tego codziennego automatu znowu. Raz w tygodniu, na konkretną kolację, z konkretnym myśleniem o nim - to ma szansę zadziałać. Codziennie znowu spowszednieje i zniknie efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 138
Rozpoczynający temat
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten pomysł z pustym miejscem mi siedzi w głowie, bo to w sumie to co robiłam intuicyjnie przed jego wyjazdami - nakrywałam dla dwóch osób, choć on jeszcze nie wszedł do mieszkania. Może wrócę do tego, ale teraz świadomie. Tylko czy nie jest dziwnie jeść kolację patrząc na puste krzesło?


Odpowiedz
Wpisy: 497
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

dziwnie jest tylko na początku. Po kilku razach wchodzi w to inny rodzaj uważności - jakbyś jadła z kimś, kto nie musi się fizycznie tam znajdować. To w sumie ciekawe, czy ktoś z was próbował zapisywać sobie potem co czuł podczas takiej kolacji, bo myślę że to mogłoby pomóc zobaczyć, czy coś się zmienia w czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 138
Rozpoczynający temat
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

No właśnie zastanawiałam się nad zapisywaniem, ale boję się że wtedy zamiast jeść skupiona, będę myślała o tym co potem napisać. Ktoś tak próbował robić od razu po posiłku?


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

ja robiłam tak że miałam taki mały zeszycik i zapisywałam jednym zdaniem albo dwoma, nie wiecej. Wystarczy jakiś obraz albo uczucie. Nie chodzi o esej tylko o uchwycenie momentu, inaczej faktycznie się rozprasza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 7 dni temu

Wpisy: 599

@Konwalia podobnie robię z medytacjami - krótka notatka po, nie w trakcie. W trakcie ma być tylko oddech i to co się dzieje w ciele. Jak zaczynasz analizować na bieżąco, to wychodzisz z tego stanu i już nie wracasz.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

A ja mam pytanie wracając do tej kolacji dla nieobecnego - co konkretnie się robi z tym drugim talerzem? Nakładać jedzenie czy zostawić pusty? Bo jak nakładam to potem szkoda wyrzucić.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@radomir)
Połączone: 5 dni temu

Wpisy: 474

@Galaktyna w tych przekazach co czytałem było różnie, ale najczęściej kładziono kromkę chleba albo kawałek tego co się jadło. Nie cały talerz. Potem albo zjadała to gospodyni następnego dnia, albo szło dla zwierząt. Marnotrawstwo było traktowane jak zła wróżba dla osoby w drodze.


Odpowiedz
(@cyrkonia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 175

@Radomir czyli logicznie - kawałek symboliczny a nie pełna porcja. To brzmi sensowniej niż wyobrażałam sobie. A jak twój chłopak by się dowiedział, że robisz coś takiego, to mu mówisz czy raczej trzymasz dla siebie?


Odpowiedz
(@paulinka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 63

@Cyrkonia ja swojemu nie mowie bo zaraz by sie smiał. ale czasem na video pokazuje mu co ugotowalam i mowie ze myslalam o nim jak to robiłam. tyle wystarczy, reszta zostaje moja


Odpowiedz
Wpisy: 791
(@halny77)
Połączone: 3 tygodnie temu

Tu pojawia się ciekawe pytanie - czy intencja działa lepiej kiedy druga osoba o niej wie, czy kiedy nie wie. Bo z jednej strony świadomość obojga wzmacnia, z drugiej oczekiwanie psuje. Ja bym powiedział że w długich rozłąkach lepiej nie mówić, bo partner i tak ma swoje co go obciąża.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 497

@Halny77 zgadzam się, ale częściowo. Jak partner wie ogólnie że coś takiego robisz, ale nie zna szczegółów, to chyba najlepiej. Nie ma presji, a jednocześnie jest jakieś przyzwolenie. Mój wiedział że "sobie coś robię" i tyle mu wystarczyło.


Odpowiedz
Wpisy: 494
(@kenta_88)
Połączone: 1 rok temu

Czytam i mam pytanie może głupie - a co jeśli osoba na odległość jest w innej strefie czasowej i ja jem kolację a ona śpi? Czy to ma znaczenie czy nie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Kenta_88 pytanie wcale nie głupie. W tradycjach gdzie liczy się synchronizacja, dobiera się porę. W innych liczy się stan osoby wykonującej, niezależnie od tego co robi druga strona. Jeśli traktujesz to jako pracę nad sobą i swoim nastawieniem, pora drugiej osoby nie ma znaczenia. Jeśli zależy ci na wymianie w czasie rzeczywistym, to wtedy tak.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 683

@Cohen dobrze to ujęłeś, bo większość ludzi miesza te dwie rzeczy. Pracę nad własnym stanem łatwo pomylić z wpływaniem na drugą osobę, a to jednak inne mechanizmy. W rozłąkach długodystansowych ten pierwszy aspekt jest pewniejszy i sensowniejszy. To co partner z tym zrobi to już druga sprawa.


Odpowiedz
(@mamuna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 355

@Zenobia czyli mówisz że tak naprawdę te rytuały bardziej działają na mnie niż na niego? Trochę mnie to rozczarowuje, bo myślałam że jednak coś się dzieje po drugiej stronie.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 683

@Mamuna nie powiedziałam że nic się nie dzieje, tylko że pewne jest to co dzieje się u ciebie. Reszta jest możliwa, ale nie da się jej zagwarantować ani sprawdzić. Lepiej budować na tym co pewne, a resztę traktować jako dodatek, niż odwrotnie.


Odpowiedz
Wpisy: 406
(@dominisia01)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja bym dorzuciła do tej kolacji jakiś przedmiot należący do partnera - jego kubek, sztućce, cokolwiek. Wtedy łącznik jest mocniejszy bo masz fizyczny element jego obecności. Sama myśl to mało, kontakt z przedmiotem dodaje warstwy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1757

@Dominisia01 może działać, ale uważałbym żeby nie przekombinować. Jak dodajesz przedmiot, świece, intencję, jedzenie i jeszcze konkretną porę, to robi się tyle elementów że łatwo o pomyłkę i potem nie wiesz co zadziałało a co nie. Prostota tu jest sprzymierzeńcem.


Odpowiedz
Wpisy: 138
Rozpoczynający temat
(@klimcia_p)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do mojej sytuacji - chyba spróbuję raz w tygodniu, w piątek wieczorem, bo to nasza dawna pora wspólnych kolacji. Nakryję dla dwojga, położę kromkę na jego talerzu, i tyle. Bez świec, bez dodatków. Co o tym myślicie, czy to ma sens jako początek?


Odpowiedz
Wpisy: 1372
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

sensownie. Trzymaj się tego przez minimum miesiąc-dwa zanim ocenisz cokolwiek. Pierwsze trzy-cztery razy będą niezręczne, potem wejdzie inny rytm. I nie porównuj każdej kolacji do poprzedniej, bo to też zabija.


Odpowiedz
Wpisy: 919
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

piątek to dobry wybór jeszcze z innego powodu - w wielu tradycjach piątek był dniem związanym z miłością i kobiecymi sprawami. Nie wiem na ile to dla ciebie istotne, ale jeśli pytasz o sens, to dzień też pasuje, nie tylko wasza historia.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czy ktoś próbował robić coś podobnego ale rano, przy śniadaniu? Bo wieczory mam zajęte małym dzieckiem i nie wyobrażam sobie spokojnej kolacji w skupieniu. Zastanawiam się czy poranek by się nadawał, czy to musi być wieczór.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Galaktyna poranek się nadaje, tylko ma inną energię. Wieczór to zamykanie dnia, wspólne wyciszenie. Poranek to wysyłanie kogoś w dzień, intencja typu "żeby ci się dobrze szło". Inny charakter, ale nie gorszy. Przy małym dziecku nawet sensowniejszy, bo nie będziesz robić tego w pośpiechu z myślą żeby już skończyć.


Odpowiedz
(@galaktyna)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 166

@Cohen czyli nie muszę kopiować tego co inni robią wieczorem, tylko dopasować pod siebie? Bo bałam się że jak zrobię inaczej to nie zadziała tak samo.


Odpowiedz
(@dominisia01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 406

@Galaktyna w słowiańskich zwyczajach poranne nakrycie też się pojawiało, zwłaszcza przy odprowadzaniu kogoś w drogę. Kawałek chleba na stole dla nieobecnego to nie tylko wieczorny zwyczaj. Więc spokojnie, masz oparcie w tradycji.


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 5 dni temu

Wpisy: 474

@Dominisia01 tylko ostrożnie z tym "słowiańskim", bo dużo rzeczy które się dziś tak nazywa to zlepek różnych regionalnych obrzędów i czasem nawet zapożyczeń z bałkańskich albo bałtyckich tradycji. Sam się na tym łapię. Ale z tym chlebem porannym faktycznie się zgadza, jest to opisane u Moszyńskiego.


Odpowiedz
(@mamuna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 355

@Radomir kto to Moszyński? Pytam serio bo widzę że często ktoś tu cytuje jakieś nazwiska a ja nie wiem gdzie to szukać.


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 5 dni temu

Wpisy: 474

@Mamuna Kazimierz Moszyński, "Kultura ludowa Słowian", dwa tomy. Stara rzecz, lata 30-te, ale tam jest opisane mnóstwo zwyczajów z różnych regionów. Da się znaleźć w bibliotekach, czasem skany krążą po sieci. Nie czyta się tego łatwo, ale jak ktoś szuka źródeł a nie blogów, to tam trzeba zaglądać.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: