Mam pytanie do osób, które robią u siebie jakieś prace na uczucie, ale pracują na etacie i nie mogą tego pokazać. Zauważyliście, że jak coś już zaczyna działać, to w pracy dzieją się dziwne rzeczy, których nie da się logicznie wytłumaczyć? Mam na myśli takie drobne sygnały, że coś się ruszyło, ale nikt z otoczenia nie wie, że w ogóle coś robicie. Ostatnio mam serię takich sytuacji i nie wiem, czy to przypadek, czy efekt tego, co odpalilam w domu.
Też mam etat w korpo i u mnie pierwszy znak był taki, że nagle ludzie zaczeli mnie zaczepiać bez powodu. Koleżanka z innego piętra, której prawie nie znam, przyszła pogadać o niczym. Faceci z działu IT zaczeli częsciej wpadać. To nie było tak, że nagle wszyscy się we mnie kochają, tylko że jakby ludzie mnie bardziej zauważali. Wcześniej byłam niewidzialna.
To, o czym piszecie, to dosyć typowe zjawisko. Praca emanuje z ciebie, nie z miejsca, gdzie postawiłaś świecę. Energia, którą generujesz przez intencję, idzie z tobą wszędzie i ludzie nieświadomie ją wyczuwają. Pierwsze tygodnie to często faza, w której otoczenie reaguje silniej niż osoba, na której ci zależy, bo ta osoba zwykle jest emocjonalnie bardziej zablokowana. Otoczenie reaguje pierwsze, bo nie ma oporu.
U mnie znak był w fabryce, gdzie robię. Zaczęłam zauważać, że co rano mijam tego samego faceta z innej zmiany, którego wcześniej widywałam może raz w miesiącu. To trwa już dłuższy czas i on zaczął się uśmiechać. Nie chodzi o niego, prace robiłam na kogoś innego, ale jakby cała energia wokół mnie się przesunęła. Czy to normalne, że obce osoby reagują, a nie ta właściwa?
Słuchajcie a jak wy w ogóle ukrywacie to, że coś robicie? Bo ja mam męża sceptyka i jakbym mu powiedziała, że palę świecę z intencją to bym usłyszała wykład. A w pracy mam open space i nawet jakbym chciała mieć przy sobie cokolwiek, to nie ma jak.
A ile to zazwyczaj trwa, zanim coś zaczyna się dziać? Bo ja czekam już kilka tygodni i czuję, że tracę cierpliwość. Robiłem wszystko podług instrukcji, ale poza jednym snem nic konkretnego.
Wracając do tematu znaków w pracy, u mnie najdziwniejsze było to, że zaczęłam dostawać maile od ludzi, którzy zniknęli z mojego życia kilka lat temu. Nie chodziło tylko o tę jedną osobę. Jakby cały krąg byłych znajomych nagle sobie o mnie przypomniał. Czytałam, że to się nazywa porządkowaniem pola, ale nie wiem czy wierzę w tę nazwę. Wy też mieliście coś takiego?
A czy w pracy nie jest tak, że jak ktoś robi rytuał, to powinien się odciąć od pracy, żeby nie mieszać energii? Czytałam gdzieś, że biuro to najgorsze miejsce, bo tam jest pełno cudzych emocji.
Tak na marginesie tego, co mówicie o pracy, mam pytanie czy ktoś z was zauważył, że jak praca zaczyna działać, to wam się zmienia sposób ubierania nieświadomie? Bo ja ostatnio złapałam się na tym, że codziennie wybieram inne kolory niż wcześniej, bardziej żywe, i sama nie wiem kiedy to się zaczęło. Czuję, że to ma związek, ale może za bardzo doszukuję się znaczeń.
o matko, dokładnie to samo mam. Zawsze chodziłam w czarnym i szarym, a od jakiegoś czasu wyciągam z szafy bordo i butelkową zieleń. Mąż się nawet zapytał czy idę gdzieś, a ja po prostu szłam do roboty. Nie kojarzyłam tego z pracą jaką robię, dopiero teraz jak piszesz to mi się układa.
U mnie się zmieniły perfumy. Nie kolory, tylko zapach. Kupiłam sobie coś słodszego niż zwykle nosiłam i dopiero po kilku dniach skumałam, że to nie przypadek. W fabryce zresztą i tak chodzimy w odzieży roboczej, więc tam tego nikt nie widzi.
Czyli wy mówicie że jak nie widzę zmian w sobie, to praca jeszcze nie ruszyła? Bo ja nadal czuję się tak samo, ubieram się tak samo, jem to samo. Tylko ten jeden sen i tyle. Zaczynam myśleć że coś popsułem przy wykonaniu.
Wracając do tematu pracy w biurze, mam jeszcze jedną obserwację. Odkąd zaczęłam swoją praktykę, w pracy zaczęli mnie zauważać ludzie z innych działów. Nie chodzi o flirty, tylko o to, że nagle ktoś zaprasza mnie na kawę, ktoś inny pyta o opinię w sprawie projektu. Jakbym była bardziej widoczna. Czy ktoś to zna?
A czy świece muszą być specjalne? Bo czytam o czerwonych, różowych, świecy z imieniem, a ja mam w domu zwykłe ze sklepu. Boję się że zrobię coś źle i efekt będzie odwrotny niż chciałam.
A wracając do tych ubrań i zapachów, jeszcze jedno mi się przypomniało. Zaczęłam inaczej mówić. Mam wrażenie, że w pracy mój głos brzmi spokojniej, niżej. Wcześniej często wpadałam w piskliwy ton, jak się stresowałam, a teraz jakoś nie. Czy to też może być z tym związane?
Głos to bardzo dobry trop. On idzie z gardła, a gardło jest ośrodkiem ekspresji. Jak praca na uczucie naprawdę ruszy, to często odblokowuje też mówienie. Ludzie zaczynają cię słuchać uważniej, bo brzmisz inaczej. To jest jedna z tych zmian, które otoczenie wyłapuje szybciej niż ty sama.
U mnie sny też były na początku, ale jakoś szybko mi się przestały śnić. Za to przyszły te zmiany w ciele i ubraniu o których pisałam. Zastanawiam się czy to się przesuwa, najpierw jeden kanał potem drugi, czy każdy ma swój sposób na całe życie.
Przesuwa się, dokładnie tak. Zaczyna od tego co masz najbardziej otwarte, a potem szuka kolejnych dróg. Jak komuś łatwo idzie zapamiętywanie snów, to tam pójdzie pierwsze. Jak ktoś jest cielesny, to przez ciało. Z czasem te kanały się rozszerzają, ale rzadko działają wszystkie naraz.
A jak rozpoznać te sygnały z ciała? Bo ja chyba nic nie czuję, ale nie wiem czy nie czuję, czy nie umiem zauważyć. W biurze cały dzień siedzę przy komputerze i o ciele zapominam totalnie do wieczora.
Ale jak ktoś siedzi w open spejsie to nie bardzo ma jak się zatrzymać, każdy widzi. U mnie ledwo idę do łazienki żeby chwilę odetchnąć. Jak wy to robicie żeby kolegów z pracy nie wkurzać dziwnym zachowaniem?
U mnie w fabryce nie ma jak. Hala, hałas, brygadzista patrzy. Zacząłem to robić w drodze do pracy w samochodzie, jak stoję w korku. Tylko że wtedy jestem już często spięty bo się spieszę i nic nie czuję.
A czy ktoś z was zauważył że jak zaczyna działać to się zmienia apetyt? Bo ja ostatnio mam ochote na zupełnie inne rzeczy niż zwykle, dużo słodkiego i ciepłego, a wczesniej leciałam na słone. Nie wiem czy to zima czy coś innego.
Apetyt też mi się zmienił, zapomniałam o tym wspomnieć. Przestałam pić tyle kawy ile wcześniej, a zaczęłam herbatę z miodem. Dla mnie to jest dziwne bo bez kawy rano nie wstawałam. W pracy koleżanki już komentują że jestem inna.
Komentarze z otoczenia to dla mnie zawsze najmocniejszy sygnał, mocniejszy niż własne obserwacje. Bo siebie można oszukać, można sobie wmówić zmianę albo jej nie zauważyć. Ale jak kilka różnych osób niezależnie zaczyna coś dostrzegać, to znaczy że coś się naprawdę przesunęło na zewnątrz.
U mnie szefowa zwróciła uwagę że jestem spokojniejsza, ale powiedziała to z takim podtekstem jakby pytała czy nie szukam innej pracy. Śmiesznie wyszło bo nic takiego nie planuję, po prostu inaczej się czuję od kiedy zaczęłam swoje praktyki przed snem.
Czyli wychodzi że nawet jak nikomu nie mówisz o tym co robisz w domu, to ludzie i tak wyłapują różnice i sobie dorabiają teorie. Trochę mnie to niepokoi, bo nie chcę żeby w pracy ktoś sobie wyobrażał że ja coś knuję, jak po prostu pracuję nad sobą.
A ja mam wrażenie, że im więcej człowiek pracuje w ciszy, tym mocniej wychodzi to na zewnątrz. U mnie po kilku tygodniach praktyk koleżanka z działu sama zaczęła mi się zwierzać z problemów z mężem, choć wcześniej w ogóle nie rozmawiałyśmy o prywatnych sprawach. Czy to też taki znak, że coś się otwiera?
