A wracając do Szarotki, bo trochę odpłynęliśmy. Powiedziałaś że to przeczucie jest teraz słabsze. Ale to słabsze to znaczy że w ogóle odczuwasz że rytuał zadziałał, czy po prostu masz mniejszą pewność że nie zadziałał? Bo to są dwie różne rzeczy.
Hmm. Dobry podział. Chyba to drugie, mam mniejszą pewność że nie zadziałał. Nie mam żadnego sygnału że zadziałał, ale ta cicha pewność że coś poszło nie tak trochę osłabła. Może to po prostu efekt tej rozmowy bo zrozumiałam kilka rzeczy których nie wiedziałam.
To jest ważna obserwacja. Zmiana przekonania pod wpływem nowych informacji to nie to samo co zmiana intuicji. To co opisujesz brzmi bardziej jak aktualizacja wiedzy niż jak ustępowanie sygnału. Tamto pierwsze, że coś poszło nie tak, czy to też się zmieniło, czy tylko siła przekonania?
A mam pytanie bo mnie to ciekawi z innej strony. Skąd w ogóle wiedziałaś że coś poszło nie tak zaraz po rytuale? Był jakiś konkretny moment, jakiś sygnał który cię tknął, czy to było stopniowe?
To co opisujesz, to narastające poczucie przez kilka dni, jest trochę inaczej skalibrowane niż jednorazowy sygnał zaraz po. To bardziej dojrzewanie obserwacji niż instynktowna odpowiedź. Oba mogą być trafne, ale pytanie jakie tu się nasuwa, czy przez te kilka dni były jakieś zewnętrzne okoliczności które mogły to wzmocnić? Coś w kontakcie z tą osobą, o którą chodzi?
To jest ciekawy trop. Oczekiwanie zmiany jako część tego co czujesz po rytuale. Bo jeśli spodziewasz się że coś się wydarzy i nic się nie wydarza, to to 'nic' może być czytane jako sygnał niepowodzenia, nawet jeśli rytuał potrzebuje po prostu czasu. Ile czasu minęło od rytuału do teraz?
Dwa, trzy tygodnie to przy rytuałach miłosnych bywa za wcześnie na jakiekolwiek wnioski. Przy pracy z Wenus czy księżycem pełny cykl to minimum, a niektórzy mówią że trzy cykle. Nie wiem jaki rytuał robiłaś, ale czas to naprawdę zmienna której tu brakuje.
I tu wychodzi kolejny problem który Szarotka ma, bo nie wiadomo w jakim systemie ten rytuał był prowadzony i jakie były jego wewnętrzne założenia co do czasu. Bez tej wiedzy ciężko powiedzieć czy dwa tygodnie to za wcześnie, w sam raz, czy za późno.
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy ktoś tu kiedyś miał sytuację gdzie intuicja mówiła że nie zadziałało, a potem jednak się okazało że zadziałało? Bo mam wrażenie że rozmawiamy głównie o tym jak rozpoznać że nie zadziałało, a nie o tym że przeczucia bywają po prostu mylne w obie strony.
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy ktoś tu kiedyś miał sytuację gdzie intuicja mówiła że nie zadziałało, a potem jednak się okazało że zadziałało? Bo mam wrażenie że rozmawiamy głównie o tym jak rozpoznać że nie zadziałało, a ta druga strona jest zupełnie nieobecna w tej rozmowie.
To jest właśnie to co mnie tutaj gryzie. Nie wiem czy moja cisza to cisza aktywna czy po prostu pustka. I nie mam żadnego sposobu żeby to rozróżnić, przynajmniej nie teraz.
A czy sny w ogóle mogą być sygnałem w tym kontekście? Bo słyszałam o tym ale nie wiem na ile to jest poważnie traktowane, a na ile to jest takie ludowe przekonanie bez żadnej podstawy.
Mam dziennik snów od dobrych kilku lat i powiem szczerze że nawet to nie rozwiązuje problemu bo i tak interpretujesz sen przez pryzmat tego co chcesz zobaczyć. Notowanie jest lepsze niż nienotowanie, ale nie jest obiektywne. Nie wiem czy jest coś co jest tutaj obiektywne w ogóle.
Wracając do Szarotki, bo jej sytuacja jest tu konkretna a my zaczęliśmy odpływać w stronę filozofii snów. Powiedziałaś że ta pewność że nic się nie wydarzy osłabła. Ale nadal nie masz żadnego pozytywnego sygnału. Czy rozmawiałaś z kimś kto ten rytuał przeprowadzał, jeśli to ktoś inny to robił? Bo to byłoby pierwsze oczywiste miejsce po które sięgnąć.
a możesz w ogóle powiedzieć co to był za rytuał? Nie szczegóły, ale chociaż ogólnie, na czym polegał, czy był z użyciem świec, sigilów, czegoś innego? Bo to zmienia trochę odpowiedź na pytanie co robić dalej.
Zanim Szarotka odpowie, chcę wrócić do tego co powiedział Glifomistrz54 na początku tej strony. To pytanie o przypadki gdzie intuicja mówiła nie, a okazało się tak, jest według mnie kluczowe dla całego tematu tego wątku. Bo jeśli mamy tylko przykłady gdzie intuicja ostrzegała i miała rację, to budujemy fałszywy obraz jej skuteczności. A ta rozmowa może nieświadomie iść w tę stronę.
Ten efekt ma nawet swoją nazwę, to jest bias potwierdzenia połączony z selektywną pamięcią. Ale zaraz, nie chcę sprowadzać całej rozmowy do debunkingu, bo to nie o to tu chodzi. Myślę że można to pogodzić. Intuicja może być realnym sygnałem i jednocześnie być podatna na zniekształcenia. Te dwie rzeczy nie wykluczają się nawzajem.
Ale jeśli jest podatna na zniekształcenia, to jak z niej w ogóle korzystać? Skąd wiesz kiedy słuchać a kiedy nie? To jest pytanie które mnie blokuje od początku tej rozmowy.
Świece i papier z intencją to dość otwarta forma, dużo zależy od tego jak była sformułowana intencja i w jakim stanie emocjonalnym to robiłaś. Nie pytam żebyś to tu ujawniała, ale to są zmienne które naprawdę wpływają na to co potem czujesz po rytuale. Jeśli intencja była rozmyta albo ambiwalentna, to może właśnie ta cisza którą opisujesz to echo tej ambiwalencji, nie sygnał niepowodzenia.
Szarotka, świece i papier z intencją to forma która nie ma wyznaczonego końca w sensie energetycznym, tzn. nie ma w niej momentu zamknięcia który byłby wyraźny tak jak np. zakopanie czy spalenie całości. Zastanawiam się czy po tym rytuale cokolwiek zrobiłaś żeby go świadomie zamknąć, czy po prostu skończyłaś i tyle.
Nie, nic nie zamknęłam. Nie wiedziałam że to jest potrzebne. Myślałam że samo wykonanie wystarczy.
A da się w ogóle rytuał zamknąć po czasie? Jak to się robi jeśli już minęło kilka dni od wykonania?
Zgadzam sie z Nokturniną. Robiłam kiedyś podobny błąd, otworzyłam coś i zostawiłam bez zamknięcia bo myślałam że to samo dogra. Potem przez długi czas miałam takie dziwne wrażenie jak gdyby coś wisiało w tle. Nie złego, po prostu niedokończonego. Jak zostawiona w połowie książka.
A skąd w ogóle wziął się ten pomysł że rytuały wymagają zamknięcia? Z jakiej tradycji to pochodzi? Bo nigdzie wcześniej się z tym nie zetknąłem tak wprost.
Analogia do medytacji jest tu ciekawa, bo tam też istnieje pojęcie zamknięcia praktyki, nie wychodzi się z głębokiej medytacji nagle, jest czas na wydobycie się, na ugruntowanie. Może to jest podobny mechanizm, ale działający na innym poziomie.
Słuchajcie, a jeśli spróbuję teraz zamknąć ten rytuał, to czy to może mu w jakiś sposób zaszkodzić? Bałam się że jak cokolwiek zmienię to zepsuje coś co może być w trakcie.
To jest uzasadniony lęk i rozumiem go, ale z mojego doświadczenia, zamknięcie to nie jest anulowanie. To bardziej zakończenie fazy aktywnej. Intencja już poszła, zamknięcie nie cofa jej, tylko mówi że twoja część jest wykonana i oddajesz to dalej. Ale Nokturnina pewnie powie to lepiej ode mnie.
