weź ze sobą psa albo udawaj że karmisz kaczki, to maskuje wszystko. Mówię serio, ja kiedyś robiłem coś podobnego nad rzeką i miałem przy sobie chleb dla ptaków, żeby mieć alibi gdyby ktoś podszedł. Nikt nie podszedł, ale spokojniej się robi.
A czy ta woda musi być nabrana razem z partnerem czy moze być osobno? Bo jak Eufemia będzie sama nabierać, to czy to nadal jest wspólne czy już jej własne? Pytam bo to chyba zmienia całą sytuacje.
Czyli wracamy do tego że muszę z nim porozmawiać zanim cokolwiek zrobię. Pomysł Dzidki81 z wcześniejszego posta o sprawdzeniu gruntu rozmową o tęsknocie wydaje mi się najbezpieczniejszy. Pytanie tylko czy on w ogóle pojmie o co mi chodzi, bo on jest z tych co kupują kwiaty na urodziny i tyle.
Kwiaty na urodziny to nie jest mało, to jest właśnie ten sam rodzaj myślenia, tylko bardziej oswojony społecznie. On już robi rytuały, tylko ich tak nie nazywa. Pokaż mu że to co proponujesz jest tym samym, tylko z innym przedmiotem niż róże, i może załapie szybciej niż myślisz.
Tylko czy taki pragmatyczny facet który robi kwiaty na urodziny się zgodzi nosić butelkę z wodą jak będzie wyjeżdżał? Bo to już jest dla niego krok dalej niż kwiaty raz w roku. Trzeba realnie ocenić ile on jest gotów zrobić, a nie zakładać że pójdzie do końca.
To prawda, jednorazowy gest jest realniejszy. Ja sobie zostawiam tę butelkę u siebie, on wraca do swojego miasta i nie musi nic robić, a sam moment nabrania jest tym co nas łączy. Im dłużej o tym myślę tym bardziej mi się to składa w głowie.
a jak on potem wyjedzie i będzie w swoim mieście, to nie chciałabyś żeby on miał coś od ciebie w drugą stronę? Bo inaczej to znowu wraca to o czym wcześniej była mowa, że ty masz pamiątkę a on nic. Wymiana w obie strony chyba lepiej buduje to wspólne.
A czy ta sama woda rozdzielona na dwie buteleczki nadal jest tą samą wodą? W sensie energetycznie, bo fizycznie wiadomo że to ten sam płyn rozlany na pół. Pytam bo gdzieś czytałem że jak się dzieli coś co miało jedną intencję, to każda część dalej ma w sobie tę całość.
To porównanie ze świecą trafia do mnie najbardziej z tego co tu padło. Czyli jakbyśmy nabrali jedną butelkę i potem w domu rozlali na dwie, to dalej jest to jedno źródło tylko w dwóch miejscach. Muszę tylko wymyślić jak mu to zaproponować żeby się nie spłoszył.
nie proponuj od razu dwóch buteleczek, bo wtedy on widzi że to jest jakiś plan. Zaproponuj jedną wspólną, a potem przy okazji rozlej i daj mu jak będzie wyjeżdżał. Niespodzianka działa lepiej niż propozycja na zimno.
A jak ten facet powie wprost że to dla niego głupota i nie chce się w to bawić, to co wtedy? Bo czytam tę całą dyskusję i nikt nie bierze pod uwagę najprostszego scenariusza, że on po prostu odmówi.
Boję się tego scenariusza ale chyba macie rację że lepiej teraz. On nie jest osobą która by mnie wyśmiała, raczej powiedziałby że nie czuje tego ale niech ja robię. Tylko że wtedy to wraca do punktu wyjścia, ja sama z butelką.
Jest też trzecia droga między tym że oboje robicie z intencją a tym że tylko ty. On może być obecny fizycznie, wiedzieć co robisz, ale sam nie wkładać w to nic poza akceptacją. To nadal jest wspólne, bo jego obecność i zgoda są częścią tego momentu, nawet jak on sam nie szepcze żadnych słów w środku.
Pytanie czy ona mu w ogóle powie wcześniej co planuje, czy na miejscu. Bo to chyba też ma znaczenie, czy on idzie do parku wiedząc po co, czy dowiaduje się dopiero przy wodzie.
Myślałam żeby powiedzieć wcześniej, w domu, przy kawie. Bez patosu, po prostu że chciałabym żebyśmy zrobili coś takiego razem nad Wisłą jak będzie u mnie ostatnio mówił że wpadnie. Żeby miał czas to przetrawić a nie reagować pod presją.
to dobra kolejność. Decyzja podjęta przy kawie ma inną wagę niż decyzja podjęta nad wodą gdy już stoicie z butelką. Jak on się zgodzi w domu, to nad rzeką już nie ma elementu zaskoczenia, tylko realizacja czegoś co oboje wcześniej ustaliliście.
Tylko jak on doda kamień a ona ma wodę, to czy te dwie rzeczy się ze sobą łączą czy zostają osobno? Bo to są dwa różne żywioły. Pytam serio bo nie wiem czy to ma jakieś znaczenie w takich połączonych rzeczach.
Kamień jest dobrym pomysłem bo on lubi takie konkretne rzeczy. Coś co można wziąć do ręki i obejrzeć działa na niego lepiej niż butelka wody, która dla niego pewnie wygląda jak butelka wody. Może rzeczywiście dam mu wybrać co weźmie a sama wezmę swoje.
to jest dobry kierunek. Jak każde z was bierze co innego z tego samego miejsca, to oboje macie własne odniesienie a jednocześnie ten sam punkt początkowy. I nikt nie czuje że robi czyjś pomysł.
Ciekawe czy ktoś tu próbował czegoś takiego z partnerem który dopiero potem zrozumiał o co chodziło. Bo wszystko brzmi sensownie na etapie planowania, ale realnie ludzie reagują różnie i czasem dopiero po jakimś czasie do nich dociera co się stało.
Z tego co czytam tutaj coraz bardziej mi się wydaje że milczenie partnera nie musi być odrzuceniem. U mnie z mężem podobnie było jak robiłam pierwszy raz coś nad jeziorem, on stał za mną i nic nie mówił, myślałam że się nudzi. Potem przyznał że nie wiedział czy może coś powiedzieć żeby mi nie przerwać.
To mnie trochę uspokaja bo mój też raczej milczy jak nie wie co powiedzieć. Czyli nie powinnam tego odbierać jako brak zaangażowania, tylko jako jego sposób bycia obok. Tylko jak ja mam wtedy poznać że on rzeczywiście jest w tym momencie a nie myślami gdzieś indziej?
Po ciele to widać. Człowiek który jest naprawdę obecny stoi inaczej, oddycha inaczej, nawet patrzy inaczej. Jak ktoś jest myślami przy pracy to ma napięte ramiona i wzrok rozproszony. Jak jest tu i teraz, to ciało się rozluźnia. Spojrzyj na niego kątem oka i będziesz wiedzieć.
Wracając do pomysłu Eufemii z tym że oboje biorą co innego z tego samego brzegu, czy nie powinniście jeszcze przed wyjściem ustalić co z tymi rzeczami potem? Bo można je trzymać razem w jednym miejscu w domu, można osobno, każde u siebie. To chyba też zmienia całe znaczenie.
Nie pomyślałam o tym w ogóle. Pewnie bym automatycznie schowała wszystko u siebie do szuflady w której trzymam takie rzeczy. Ale to chyba nie jest dobre, bo wtedy on nie ma do tego dostępu i nawet jak by chciał wrócić do tego wspomnienia, to musiałby mnie pytać.
Najprostsze rozwiązanie to półka albo miska na widoku, gdzieś gdzie oboje chodzicie codziennie. Nie ołtarz, nie ukryte miejsce, po prostu coś co macie pod ręką. Wtedy każde z was może na to spojrzeć kiedy chce i nie musi nikogo pytać o pozwolenie.
Czyli teraz wychodzi że musi być jeszcze rytuał odkurzania kamienia raz w miesiącu? Trochę się to rozrasta od pierwszego pomysłu z butelką wody, nie uważacie?
