Co do samego momentu nad wodą, Eufemia, czy macie już jakąś porę dnia którą bierzecie pod uwagę? Bo to też dużo zmienia, inaczej wygląda brzeg rano kiedy nikogo nie ma, inaczej po południu kiedy jest pełno biegających i rowerzystów.
Myślałam o wczesnym popołudniu bo on nie jest ranny i raczej nie wyciągnę go o szóstej rano nad Wisłę. Ale rzeczywiście wtedy będzie pełno ludzi i może to mu przeszkadzać w skupieniu, on lubi spokój. Może wieczorem, jak już słońce zachodzi i ludzi mniej.
wieczór nad Wisłą jest naprawdę inny niż dzień, byłam tam ostatnio o tej porze przy moście i było prawie pusto, tylko parę osób z psami. Klimat zupełnie inny, woda inaczej wygląda, dźwięki są wyciszone. Może to nawet lepiej zadziała na niego niż południe.
A czy ma znaczenie jakaś faza księżyca przy czymś takim, czy to akurat nie jest istotne? Pytam bo czytałam że przy rytułach z wodą niektóre osoby zwracają uwagę na to, ale nie wiem czy to tu pasuje czy nie.
A jak już jesteście przy porze, to ja bym sprawdziła wcześniej ten brzeg o tej godzinie którą planujecie. Bo można zaplanować zachód słońca i przyjść na miejsce gdzie akurat ktoś robi grilla albo wędkarz siedzi z radiem. Lepiej pojechać raz wcześniej samej i zobaczyć jak to wygląda o tej porze.
To dobry pomysł, nie pomyślałam żeby pojechać tam najpierw bez niego. Mam takie miejsce trochę dalej od mostu gdzie zwykle mniej ludzi chodzi, ale rzeczywiście nie wiem jak tam jest wieczorem. Mogę w ten weekend wyskoczyć sama i zobaczyć.
jak pojedziesz sama, to przy okazji posiedź tam chwilę, nawet bez niczego konkretnego. Zobacz jak się czujesz w tym miejscu sama, czy ci pasuje, czy coś cię uwiera. Bo jak ty się tam nie czujesz dobrze, to z partnerem też nie zadziała, niezależnie od pory.
Ja bym jeszcze patrzył na to z której strony wieje wiatr o tej porze, bo nad rzeką wieczorem często idzie chłodniej od wody i jak stoicie tyłem do wiatru, to inaczej niż przodem. Drobiazg, ale jak komuś zimno to nie ma głowy do niczego.
Trochę mi się wydaje że robicie z tego operację specjalną. Wiatr, kurtka, godzina, rekonesans wcześniej. Czy to nie ma być coś naturalnego między dwojgiem ludzi, a nie wyprawa z listą kontrolną?
U mnie z mężem działało dokładnie tak, jak byłam spięta to on stał obok jak kołek i nie wiedział gdzie ręce podziać. Jak ja byłam spokojna, on automatycznie się odprężał. To nie była żadna magia, po prostu ludzka reakcja na drugiego człowieka.
To mnie trochę poucza, bo zawsze myślałam że to on musi być w odpowiednim nastroju, a ja tylko prowadzę. A wychodzi że to ja powinnam być przede wszystkim spokojna i wtedy on za mną pójdzie. Tylko jak to zrobić jak człowiek z natury się stresuje przed czymś nowym.
Pomaga to o czym mówiła wcześniej Nagietka, czyli wcześniejszy rekonesans, ale też proste rzeczy. Nie jeść ciężko przed wyjściem, nie pić kawy godzinę wcześniej, mieć ze sobą wodę. Ciało spokojne, głowa też spokojniejsza. Brzmi przyziemnie ale działa.
Trochę wracając do samego pomysłu Eufemii, czy ten kamień i woda mają być wzięte razem w jednym momencie, czy najpierw jedno potem drugie? Bo nie do końca zrozumiałam jak to ma wyglądać po kolei nad tym brzegiem.
Myślałam że razem, w tym sensie że stoimy oboje, każde wybiera swoje i potem chwilę razem trzymamy w rękach zanim schowamy. Ale teraz jak to mówię na głos to nie jestem pewna czy to nie jest za sztywne. Może lepiej żeby każde robiło to we własnym tempie i nie czekało na drugiego.
drugie podejście jest bliższe temu o czym mówiliśmy wcześniej, że oboje bierzecie co innego z tego samego brzegu. Jak każde działa we własnym tempie, to potem zejście się tych dwóch rzeczy razem w domu ma więcej sensu, bo nie jest wymuszone na miejscu. A czy on potrzebuje czegoś od ciebie w tym momencie, jakiegoś znaku że może zacząć, czy raczej sam zobaczy kiedy?
On wie ogólnie że się tym interesuję i raz mi powiedział że niech robię co chcę, byle go nie zmuszać do dziwnych rzeczy. Więc myślę że jak powiem prosto, że chciałabym żebyśmy razem wzięli coś z brzegu na pamiątkę, to nie będzie problemu. Tylko nie nazywałabym tego przy nim rytuałem.
Dobrze że tak podchodzisz. Jak ktoś nie wchodzi w te tematy, to słowo rytuał od razu mu się kojarzy z czymś dziwacznym i się zamyka. A "weźmy coś z brzegu na pamiątkę naszego spaceru" to jest coś co każdy zrozumie i nikogo nie spina.
A jak by mąż sam zapytał czemu ten kamień zabierasz do domu, to co mu powiedzieć? Bo czasem chłopaki dopytują nie wprost a potem same wyciągają wnioski.
Najprościej będzie powiedzieć prawdę, że lubię mieć drobiazgi z miejsc gdzie byliśmy razem. To akurat nie kłamstwo, mam kilka takich rzeczy w szufladzie z różnych wyjazdów. Tylko on może nie wiedział że to dla mnie znaczy więcej niż pamiątka.
I tu właśnie jest siła tego co robisz. Ty wkładasz w to znaczenie, on widzi tylko kamień. Ale ten kamień jest z chwili kiedy byliście razem nad wodą i to się zapisuje w obu was, nawet jak on nie ma o tym pojęcia. Pamięć ciała działa bez świadomej zgody.
U mnie z mężem to samo działało z muszelką znad morza. Leży na półce w łazience od lat, on jej nie rusza, ale jak kiedyś ją przesunęłam do innego pokoju, to pierwszy zauważył że czegoś brakuje. Sam siebie zaskoczył.
A gdzie ten kamień ma potem leżeć w domu? Bo jak go schowa do szuflady to się traci ten efekt o którym Dzidka mówi. A jak położy na widoku w salonie to mąż będzie pytał skąd.
Sypialnia mi pasuje, mam tam małą komodę przy oknie gdzie i tak trzymam parę drobiazgów. Tylko teraz mam inne pytanie, co z tą wodą? Bo kamień to wiem gdzie postawić, ale wody w słoiku przy łóżku trzymać chyba nie wypada.
Woda nie musi stać latami, ona ma inną rolę niż kamień. Można nią po kilku dniach podlać kwiatek który macie razem w domu, albo dolać do wazonu z kwiatami. Wtedy ona idzie dalej w coś żywego, a nie stoi i nie pleśnieje. Tylko upewnij się że to roślina która was oboje cieszy, nie taka co stoi z obowiązku.
A ten kwiatek to musi być jakiś konkretny? Bo mam fikus w salonie którego od lat nie ruszam, i mam storczyki w kuchni które mi mąż kupił na rocznicę. Chyba storczyki bardziej pasują skoro to od niego.
Storczyki jak najbardziej, tym bardziej że to od niego prezent. Tylko z nimi uważaj na ilość wody, one nie lubią przelania. Lepiej dolej parę łyżek do podstawki niż wprost do ziemi. Reszta wody może iść do fikusa albo wylej na trawnik pod blokiem, nie ma sensu trzymać jej do końca.
Dobra, słoiczek po musztardzie mam pusty w kuchni, wezmę go. A jeszcze jedno mi się nasunęło, czy ta woda którą biorę powinna być z miejsca gdzie usiądziemy, czy może być z dowolnego miejsca brzegu? Bo czasem rzeka w jednym miejscu jest spokojniejsza a kawałek dalej leci szybciej.
