Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Robiłam rytuał na powrót uczuć z byłym, dość prosty, ze świecami i listem intencyjnym. Po jakichś trzech tygodniach faktycznie się odezwał, było fajnie przez chwilę, a potem nagle wszystko się urwało, jakby ktoś wcisnął stop. Zastanawiam się czy rytuał może się tak cofnąć, jakby energia zawróciła. I czy mogę go po prostu powtórzyć po jakimś odpoczynku, czy to już nie ma sensu.
To nie tak działa, że rytuał się cofa jak film. Raczej intencja przestaje mieć podparcie w realu, bo coś się posypało po drodze. Jak wyglądał ten list intencyjny, spaliłaś go od razu czy trzymałaś gdzieś przez jakiś czas?
to, co opisujesz, brzmi bardziej jak naturalny kurs sytuacji niż jakieś cofnięcie. Ludzie wracają, sprawdzają grunt, a potem znikają, bo nic się u nich nie zmieniło wewnętrznie. Rytuał uruchamia możliwości, ale nie nadpisze drugiej osobie jej życiowych decyzji. Pytanie jest takie: czy ty sama też byłaś gotowa na powrót, czy raczej tęskniłaś za wizją, którą sobie zbudowałaś.
A ja słyszałem, że jak rytuał się odwróci, to robi się gorzej niż przed nim. Czy to prawda, czy raczej takie straszenie?
Ja mam inne podejście. U mnie po nieudanym rytuale zawsze pomagało powtórzenie po pełnym cyklu księżyca, ale z lekką modyfikacją intencji. Marzanka, ile czasu minęło od twojego rytuału do tego momentu, kiedy się urwało?
zanim cokolwiek powtórzysz, sprawdziłabym, czy nie nosisz w sobie żalu albo pretensji do niego. Bo jak robisz rytuał na otwarcie drogi, a w środku masz zaciśnięte pięści, to ta energia idzie w dwie strony jednocześnie i się neutralizuje. Pracowałaś jakkolwiek nad sobą w międzyczasie, czy całe skupienie było na nim?
A skąd właściwie wiadomo, że trzeba odpocząć między rytuałami? Czy jest jakiś konkretny czas, czy każdy to czuje po swojemu?
te sny mówią dość jednoznacznie. Pierwszy to obraz jego unikania, drugi to obecność fizyczna bez kontaktu emocjonalnego. Twoja podświadomość już wtedy widziała, jak to się skończy. Gdybyś czytała te sygnały na bieżąco, pewnie nie zaskoczyłoby cię urwanie kontaktu. To nie rytuał się cofnął, tylko sytuacja pokazała swój prawdziwy kształt.
Czytam was i mam pytanie z innej strony. Czy jak ktoś powtarza rytuał kilka razy z rzędu, to ta intencja się wzmacnia, czy raczej rozmywa? Bo widziałam w sieci porady, że trzeba robić co kilka dni, aż zadziała.
Spaliłam, zakopałam i poszłam spać. Nie robiłam żadnego konkretnego zamknięcia, nie wiedziałam, że trzeba. Co to dokładnie znaczy zamknięcie?
Zamknięcie to świadomy gest, że oddajesz sprawę dalej i przestajesz ją trzymać. U mnie to jest najczęściej krótka modlitwa albo zdanie typu: zrobiłam, co miałam zrobić, resztę zostawiam. Plus fizyczne umycie rąk, czasem prysznic. Bez tego nosisz rytuał w sobie jeszcze przez tygodnie i każda myśl o tej osobie podtrzymuje pętlę.
A jak długo trzeba się tak pilnować? Bo szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie nie sprawdzać telefonu przez miesiąc, jeżeli czekam na konkretną osobę.
Miałam jeden sen, gdzie staliśmy na przystanku autobusowym, autobus przyjechał, on wsiadł, a ja zostałam. Obudziłam się z poczuciem dziwnego spokoju, nie smutku. Co o tym myślicie?
spokój po takim śnie to często znak, że na poziomie głębszym już to puściłaś, nawet jeśli świadomie jeszcze czujesz tęsknotę. Autobus to ruch, jego droga, w którą ty nie wsiadasz. Gdybym była tobą, zastanowiłabym się dwa razy, zanim powtórzysz rytuał na tę samą osobę.
i właśnie ta druga część robi rytuały. Pierwsza część jest gotowa puścić. Jakbyś zrobiła teraz rytuał ponownie, to byłabyś jednocześnie nogą w drzwiach i nogą za drzwiami. Energetycznie to się rozjeżdża i potem dziwimy się, że nic nie wychodzi.
Dorzucę coś z innej strony. Niezależnie od samego rytuału, sprawdziłbym, w jakim okresie astrologicznym był wykonywany i co dzieje się teraz. Jeżeli ktoś robił pracę na otwarcie w czasie, gdy Wenus szła w cień przed retrogradacją, to potem urwanie się kontaktu jest dość przewidywalne. Marzanka, pamiętasz mniej więcej, w którym miesiącu to było?
Rytuał robiłam jakieś dwa miesiące temu, więc to byłby okres pod koniec lata. Nie patrzyłam na żadne tranzyty, robiłam tylko pod księżyc.
Sam księżyc to za mało, jeśli pracujesz na konkretną relację. Wenus i Mars są tu istotniejsze niż faza księżyca. Jeśli powtórzysz rytuał, sprawdź najpierw, czy żadna z tych planet nie cofa się ani nie wchodzi w trudne aspekty z twoim natalnym Słońcem. Inaczej powtórzysz tę samą lekcję, tylko z większym kosztem.
Wracając do mojej sytuacji, jeśli faktycznie ten sen z autobusem był naturalnym zamknięciem, to czy ja w ogóle mam moralne prawo robić rytuał ponownie? Bo tak jakby coś się we mnie kłóciło, jedna część mówi puść, druga ciągnie z powrotem.
nie chodzi o prawo moralne, tylko o skuteczność. Jeśli twoja głębsza część już to puściła, a ty świadomie ciągniesz z powrotem, to robisz rytuał przeciwko sobie. Energia idzie w jedną stronę, twoja podświadomość w drugą. Efekt zwykle taki, że nic się nie dzieje albo dzieje się odwrotnie, niż chciałaś.
A jak właściwie rozpoznać, co mówi to ciało? Bo ja na przykład nie umiem stwierdzić, czy to, co czuję, to tęsknota, czy przyzwyczajenie. Jest jakiś sposób, żeby to rozróżnić?
to jest właściwie odpowiedź sama w sobie. Jak człowiek manipuluje kartami pod swój scenariusz, to znaczy, że decyzję już podjął, tylko szuka potwierdzenia. Tylko pytanie, którą decyzję, bo z twoich wcześniejszych słów wynika, że nie jesteś pewna nawet, czego naprawdę chcesz.
Ja bym jeszcze zapytała o jedno. Marzanka, jak myślisz o nim teraz, to widzisz konkretnego człowieka ze wszystkimi wadami, czy raczej wyidealizowany obraz, taki klip najlepszych chwil? Bo to też zmienia obraz tego, na kogo właściwie robiłaś rytuał.
to jest klasyczny moment, w którym rytuał miłosny powinien zostać przemianowany na rytuał na własny spokój. Bo ty nie ściągasz człowieka, ty próbujesz ściągnąć stan, w którym kiedyś byłaś. A ten stan i ten człowiek to nie są te same rzeczy, choć w głowie zlepiły się w jedno.
Zapisuję sobie tę wymianę, bo to dobry przykład na to, dlaczego prowadzę dziennik. Marzanka, gdybyś miała notatki z dnia rytuału, ze snu z autobusem i z tych ostatnich tygodni, to teraz patrzyłabyś na to jak na czyjąś historię i widziała wyraźniej, co się dzieje. Bez notatek wszystko miesza się z emocjami i ciężko cokolwiek ocenić.
Zapisuję wszystko po kolei. Sam rytuał z dokładną datą, godziną, fazą księżyca, składnikami i własnym samopoczuciem tuż przed i po. Potem codziennie krótka notka, dwa, trzy zdania, jaki nastrój, co się śniło, czy był jakiś znak, czy pojawiła się myśl o tej osobie. Po kilku tygodniach takich zapisków widać wzorce, których w głowie się nie wychwytuje, bo pamięć wybiórczo wybiera tylko to, co pasuje do naszej tezy.
właśnie dlatego mówimy o notatkach. Bez nich po kilku tygodniach masz mgłę i tylko ogólne wrażenie, że coś było albo nie było. A diabeł zwykle siedzi w jednym konkretnym zdarzeniu, które przeoczyłaś, bo wydawało się przypadkowe.
