Forum

Asystent AI
Liczba powtórzeń ry...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Liczba powtórzeń rytuału - czy wielokrotne wykonanie to lepiej czy gorzej

Strona 2 / 3

Wpisy: 134
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, to ja zacznę od siebie, bo Kornelka ma rację że to pytanie wisi. Miałam raz sytuację gdzie wybrałam 7 powtórzeń kompletnie intuicyjnie, bez żadnego odniesienia do tradycji. Po czasie przeczytałam coś o siedmiodniowych cyklach księżycowych i trochę mnie to zdziwiło. Ale uczciwie nie wiem czy to był przypadek czy nie. Pewnie nigdy się nie dowiem.


Odpowiedz
Wpisy: 263
(@tadek)
Połączone: 4 miesiące temu

To ciekawe bo ja się interesuję numerologią i siódemka to jedna z tych liczb które pojawiają sie wszędzie. Ale właśnie nie wiem czy ona ma taką wartość bo ludzie ją stosują, czy stosują ją bo ma wartość. Trochę jajko i kura.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 670

@Tadek to jest pytanie o które filozofowie kłócą się od wieków, serio. Czy liczby mają znaczenie same w sobie, czy my im to znaczenie nadajemy. Jung pisał o synchroniczności, czyli że pewne zbieżności mogą być znaczące bez związku przyczynowego. Może to samo dotyczy liczb - że siódemka trafia się nam częściej właśnie wtedy, kiedy jesteśmy na nią uwrażliwieni.


Odpowiedz
Wpisy: 76
Rozpoczynający temat
(@baska)
Połączone: 2 lata temu

Ale to trochę zmienia temat z 'ile razy robić rytuał' na 'skąd bierzemy te liczby'. Co nie jest złe, ale mam pytanie do osób które wybierają własne cykle - czy wy do tego wracacie po czasie i oceniacie czy to miało sens? Czy po prostu robicie i idzie dalej?


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@lumina_f)
Połączone: 3 lata temu

Ja wracam. Prowadzę taki zeszyt i zapisuję co robiłam i kiedy i czy cokolwiek się zmieniło. Nie zawsze jest jednoznacznie ale przynajmniej mam z czego wyciągać wnioski. Choć nie wiem czy to jest dobre podejście czy za bardzo analityczne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@janeczka68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 147

@Lumina_F a dlaczego analityczne miałoby być złe? Serio pytam, bo widzę że sama w to wątpisz. Zapisywanie obserwacji to jedna z najstarszych form praktyki magicznej, grimoiry i dzienniki magiczne mają długą historię. Kelley i Dee prowadzili notatki z seansów, różokrzyżowcy dokumentowali eksperymenty. To nie odbiera czegoś z praktyki.


Odpowiedz
(@lumina_f)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 49

@Janeczka68 no bo czasem mam wrażenie że jak za dużo analizuję to jakby wyłączam to 'coś', nie wiem jak to inaczej powiedzieć. Jak rytuał staje się projektem excelowym to trochę zabija klimat.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

To jest napięcie które rozumiem. Ale czy to nie zależy od tego co zapisujesz? Bo jedno to suche 'zrobiłam 7 razy, brak efektu'. A drugie to 'podczas piątego powtórzenia poczułam coś innego niż zwykle'. Pierwsze faktycznie może chłodzić, drugie moim zdaniem wzmacnia świadomość intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 275
(@astrolożkaa)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie, i to się wiąże z tym co Ceniek mówił wcześniej o japie - że liczba jest strukturą, a nie gwarancją. Dziennik rytuałów może być właśnie takim zapisem tej struktury wewnętrznej, nie tylko zewnętrznej. Co czułaś przy każdym powtórzeniu, jak się zmieniało twoje nastawienie. To może być ważniejsze niż sam wynik.


Odpowiedz
Wpisy: 13
(@bronislawa)
Połączone: 2 lata temu

Ja też mam taki notatnik i bardzo mi pomagał na początku, bo bez niego gubiłam się co i kiedy robiłam. Ale mam pytanie do was - co robicie jak zauważacie że po którymś powtórzeniu coś się wyraźnie zmienia? Czy to jest sygnał żeby skończyć, czy kontynuować?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Bronislawa to zależy co masz na myśli przez 'zmienia się'. Bo zmiana która przychodzi w trakcie cyklu może być częścią procesu, nie jego końcem. W medytacyjnych tradycjach mówi się że pewne etapy pracy wyglądają jak regres zanim nastąpi przełom. Więc samo poczucie zmiany nie jest jeszcze informacją czy zatrzymać czy iść dalej.


Odpowiedz
(@nelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 38

@Ceniek86 to jak w takim razie w ogóle rozpoznać że czas skończyć? Bo jak nie po zmianie to po czym?


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Nie ma jednej odpowiedzi, niestety. Jedni mówią o poczuciu domknięcia, inni o tym że intencja przestaje być żywa, że robisz to mechanicznie. Ale są też tradycje które mówią że zakończenie cyklu bez wyraźnego znaku jest równie ważne co jego kontynuacja - że akt zakończenia sam w sobie czegoś dopełnia.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Mnie w tym wszystkim zastanawia jedno - czy wy w ogóle czujecie różnicę między sytuacją kiedy sami decydujecie kiedy skończyć, a kiedy macie z góry narzuconą liczbę? Bo ja mam wrażenie że jak sama decyduję, to potem dłużej się zastanawiam czy zrobiłam dobrze. A jak mam plan na 21 dni, to po prostu kończę i tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 76
Rozpoczynający temat
(@baska)
Połączone: 2 lata temu

Tak, dokładnie to samo. Własna decyzja daje wolność ale też niepewność. Gotowy schemat zdejmuje decyzje z głowy ale wtedy jest to trochę jak gotowanie z przepisu, a nie z intuicji. Chyba że ktoś jest na etapie gdzie mu gotowy schemat po prostu pasuje i nie dusi.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja akurat wolę własne cykle i zupełnie nie rozumiem tej tęsknoty za schematami. Jeśli ktoś musi mieć podaną liczbę żeby wiedzieć kiedy skończyć, to może jeszcze nie czuje tej praktyki dostatecznie. Nie mówię tego złośliwie, ale dla mnie to sygnał że jest jeszcze jakiś element do przepracowania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@janeczka68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 147

@Mistique to trochę generalizujesz. Schematy nie są dla tych co 'nie czują' - w tradycjach tantrycznych, sufickich czy chrześcijańskich mistycznych też są precyzyjne cykle i liczby, a praktykują je osoby z ogromnym doświadczeniem. Strukturyzacja praktyki nie wyklucza głębokiego przeżycia, czasem wręcz je umożliwia przez to że głowa nie zajmuje się logistyką.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 204

@Janeczka68 okej, może zbyt pochopnie to ujęłam. Ale jednak czuję że jest różnica między kimś kto świadomie wybiera strukturę jako wsparcie, a kimś kto jej potrzebuje bo bez niej nie wie co robi.


Odpowiedz
Wpisy: 537
(@selenka)
Połączone: 2 tygodnie temu

No ale ta różnica którą opisujesz nie zawsze jest oczywista z zewnątrz. Jak po samej liczbie powtórzeń masz stwierdzić czy ktoś 'świadomie wybrał strukturę' czy 'potrzebuje schematu'? Trochę to brzmi jakbyś oceniała intencje na podstawie techniki.


Odpowiedz
Wpisy: 35
 Bolo
(@bolo)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie sobie myślę że ta rozmowa wróciła do sedna tematu Baski i mam pytanie które mnie nurtuje od początku - czy ktoś z was miał tak, że zrobił za dużo powtórzeń i jakoś to poczuł negatywnie? Czy to w ogóle jest możliwe żeby przesadzić?


Odpowiedz
Wpisy: 35
 Bolo
(@bolo)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie sobie myślę że ta rozmowa wróciła do sedna tematu Baski i mam pytanie które mnie nurtuje od początku - czy ktoś z was miał tak, że zrobił za dużo powtórzeń i jakoś to poczuł negatywnie? Czy to w ogóle jest możliwe żeby przesadzić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Bolo tak, i to nie jest rzadkość. W praktyce energetycznej mówi się o czymś w stylu 'przepracowania' intencji - kiedy wracasz do niej zbyt często, zaczyna działać przeciwko sobie, bo cały czas potwierdzasz że jej brakuje, zamiast że już istnieje. To szczególnie dotyczy rytuałów miłosnych, gdzie emocje są mocno zaangażowane. Im bardziej czujesz się pod presją efektu, tym bardziej ta presja wchodzi w rytuał.


Odpowiedz
 Bolo
(@bolo)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 35

@Ceniek86 czyli rozumiem że problem nie jest w samej liczbie tylko w tym co za tą liczbą stoi? Tzn. że możesz zrobić 21 powtórzeń z luz em a jedno z desperacji i to jedno jest gorsze?


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

To co Ceniek mówi zgadza się z tym co słyszałem o różnicy między modlitwą prośby a modlitwą wdzięczności - w wielu tradycjach ta druga jest uważana za skuteczniejszą właśnie dlatego że nie zakłada braku. Nie wiem czy to przekłada się 1:1 na rytuały miłosne, ale logika jest podobna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 147

@Mieszko to jest akurat nieźle udokumentowane w badaniach nad praktyką kontemplacyjną - Masaru Emoto to inna bajka i jego badania są mocno kwestionowane, ale samo rozróżnienie między intencją opartą na lęku a intencją opartą na zaufaniu pojawia się niezależnie w różnych tradycjach. W sufizmie jest pojęcie tawakkul, zaufanie Bogu bez przywiązania do wyniku, które jest warunkiem skuteczności dua. Czy to magia, mistyka czy psychologia - mechanizm jest podobny.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Ale to rodzi pytanie praktyczne - jak w ogóle masz sprawdzić w środku rytuału czy działasz z pozycji spokoju czy z pozycji lęku? Ja przynajmniej nie zawsze umiem to od razu ocenić. Czasem myślę że jestem spokojna a potem widzę po wynikach że coś było nie tak.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@astrolożkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 275

@Kornelka50 to jest naprawdę trudne do oceny z wewnątrz. W praktyce tarotowej pracuje się z tym w ten sposób, że przed rytuałem robi się coś w rodzaju 'sprawdzenia stanu' - nie musi to być karta, może być po prostu chwila obserwacji ciała. Czy jest napięcie w klatce, czy oddech jest swobodny. To brzmi banalnie ale naprawdę daje sygnał. Jeśli czujesz się jak przed egzaminem to prawdopodobnie nie jest dobry moment.


Odpowiedz
(@lumina_f)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 49

@Astrolozkaa o tej obserwacji ciała - czy to jest coś co robisz przed każdym powtórzeniem w cyklu czy tylko przed pierwszym? Bo zastanawiam się czy przy dziewiątym powtórzeniu też warto się zatrzymać czy to już przerywa flow.


Odpowiedz
(@astrolożkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 275

@Lumina_F to zależy od tego jak zbudowany jest twój cykl. Jeśli każde powtórzenie jest oddzielnym rytuałem - tak, ma sens zatrzymać się przed każdym. Jeśli to jeden ciągły rytuał rozłożony na dni to raczej sprawdzasz na początku całego cyklu, nie przed każdą iteracją. Ale nie ma tu jednej odpowiedzi, to bardziej kwestia tego co ty czujesz że służy twojej praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 76
Rozpoczynający temat
(@baska)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to co Ceniek mówił o przepracowaniu intencji - to jest dokładnie moja obawa z tym wielokrotnym powtarzaniem. Że za każdym razem wracając do rytuału trochę bardziej wbijam się w przekonanie że to jeszcze nie zadziałało. Czy ktoś ma sposób żeby temu przeciwdziałać poza zmianą podejścia mentalnego, bo to jest łatwe do powiedzenia?


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

jedna rzecz która pomaga to zmiana formy intencji między powtórzeniami. Tzn. zamiast wracać dokładnie do tego samego sformułowania, za każdym razem formulujesz to jakby to już było - przeszły czas, dziękowanie za coś co istnieje, nie prośba o coś czego brakuje. Niektórzy wokaliści mantry robią to instynktownie, inni świadomie. To nie jest tylko językowy trik, to zmienia strukturę całego działania.


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@nelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę ale zastanawiam się - jak masz robić rytuał w przeszłym czasie jeśli to co chcesz osiągnąć jeszcze nie istnieje? To nie jest trochę takie... kłamanie sobie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 670

@Nelka to jest stary filozoficzny problem, można na to patrzeć przez pryzmat platonizmu - że forma istnieje zanim zaistnieje jej realizacja w świecie materialnym. Albo przez pryzmat Junga i przestrzeni archetypów. W obu przypadkach działanie tak 'jakby' ma uzasadnienie inne niż zwykłe kłamstwo, bo odwołujesz się do czegoś co w pewnym sensie już jest, tylko nie na tym poziomie rzeczywistości.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Nie wiem czy aż taki filozoficzny wywód jest potrzebny - to jest po prostu technika wizualizacji. Mózg nie rozróżnia bardzo dobrze między wspomnieniem a wyobrażeniem przyszłości, co jest dość dobrze znane w psychologii sportu. Sportowcy wizualizują wygrane zanim je osiągną. Nie mówią że kłamią sobie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 147

@Mistique no tak, ale pytanie Nelki było chyba nie o technikę tylko o etykę. Czy nie ma w tym czegoś sprzecznego. I na to Gnostyk odpowiedział sensownie - że zależy jak rozumiesz co jest 'prawdziwe'. Psychologia sportu to dobre porównanie, ale tam nie ma intencji magicznej, jest tylko mentalne przygotowanie. Tutaj pytanie głębsze.


Odpowiedz
Wpisy: 537
(@selenka)
Połączone: 2 tygodnie temu

Chcę wrócić do pytania Baska o to co robić żeby nie wpaść w pułapkę powtarzania z lęku. Bo sama mam z tym problem i żadna ze strategii które próbowałam nie działa za każdym razem. Ceniek mówił o zmianie formy intencji, Astrolożkaa o obserwacji ciała przed - czy to się łączy jakoś w jeden system czy to są oddzielne podejścia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Selenka to są oddzielne techniki ale można je łączyć. Obserwacja ciała przed to diagnoza - sprawdzasz z jakiego miejsca wychodzisz. Zmiana formy intencji to korekta - budujesz rytuał tak żeby nie wzmacniał lęku. Można robić jedno i drugie w ramach jednego cyklu, nie wykluczają się. Pytanie czy ty potrzebujesz obu czy wystarczy jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 13
(@bronislawa)
Połączone: 2 lata temu

Dziękuję że to tak wyjaśniliście, bo naprawdę mi to pomogło zrozumieć czemu moje poprzednie próby chyba szły nie tak. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy jeśli w połowie cyklu zorientujecie się że robicie to z lęku to lepiej przerwać i zacząć od nowa, czy dokończyć i dopiero potem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

@Bronislawa myślę że to zależy od tradycji w której pracujesz. W niektórych podejściach przerwanie w połowie jest gorsze niż dokończenie z mniej idealnym nastawieniem, bo chodzi o dopełnienie formy. W innych ważniejsza jest jakość każdego momentu niż ukończenie cyklu. Nie ma tu jednej reguły.


Odpowiedz
Wpisy: 76
Rozpoczynający temat
(@baska)
Połączone: 2 lata temu

I tutaj wracamy do pierwszego pytania które zadałam - czy więcej znaczy lepiej. Bo może odpowiedź brzmi: zależy od tego co wnosisz w każde powtórzenie. Jedno powtórzenie z pełną obecnością może być więcej warte niż dwadzieścia zrobionych automatycznie, bez względu na to co mówi tradycja o liczbach.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, Baska to podsumowała chyba najcelniej z całej tej dyskusji. Jedno świadome powtórzenie kontra dwadzieścia na autopilocie. Ale mam pytanie do tego - czy ktoś z was próbował kiedyś celowo ograniczyć liczbę powtórzeń, żeby sprawdzić czy to zmienia coś w jakości? Tzn. zamiast robić tyle ile 'wypada' według jakiegoś systemu, zrobić mniej, ale z pełną uwagą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selenka)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 537

@Ceniek86 ja tak robiłam, ale nie z wyboru tylko dlatego że brakowało mi czasu na pełny cykl. I szczerze? Nie wiem czy to był efekt skróconej formy czy po prostu innego nastawienia w tamtym momencie. Trudno oddzielić jedną zmienną od drugiej.


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@gnostyk)
Połączone: 3 tygodnie temu

To jest właściwie problem metodologiczny który pojawia się w każdej próbie oceny skuteczności rytuału. Nie możesz zmieniać dwóch rzeczy jednocześnie i wiedzieć co zadziałało. W tradycjach hermetycznych jest dlatego taki nacisk na precyzyjne trzymanie się formy - żeby w ogóle można było cokolwiek porównywać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

@Gnostyk ale czy rytuał miłosny to w ogóle coś co poddaje się takiej standaryzacji? To nie jest protokół laboratoryjny. Każda sytuacja jest inna, każda osoba zaangażowana jest inna. Wydaje mi się że analogia do metodologii naukowej tu trochę kuleje.


Odpowiedz
(@janeczka68)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 147

@Mieszko masz rację w tym że kontekst osobowy jest zmienny, ale Gnostyk chyba mówił o czymś innym - o tym żeby trzymać stałą formę rytualną właśnie po to żeby ta jedna zmienna którą kontrolujesz, czyli intencja i stan wewnętrzny, mogła się ujawnić. Nie chodzi o laboratorium, tylko o minimalizowanie szumu.


Odpowiedz
Wpisy: 35
 Bolo
(@bolo)
Połączone: 2 lata temu

Hej, trochę siię zgubiłem - czy mówicie teraz o tym że trzeba zawsze robić rytuał identycznie za każdym razem, bo inaczej nie ma sensu? Bo to trochę brzmi jakby forma była ważniesza od treści.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@astrolożkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 275

@Bolo nie do końca. Forma i treść nie są tu przeciwstawne. Stała forma działa jak pojemnik - trzyma intencję w miejscu. Jak zmieniasz pojemnik za każdym razem to trudniej ocenić co się w nim mieści. Ale to nie znaczy że forma jest ważniejsza, tylko że ułatwia pracę z tym co w środku.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@kornelka50)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, ale wracając do głównego pytania Baska - ile razy powtarzać. Mamy już dość dużo o jakości, ale liczba też chyba coś znaczy, nie? Bo tradycje jednak nie wpadły losowo na trójki, dziewiątki czy dwudziestki jedynki. Musi za tym coś stać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Kornelka50 tak, i to warto rozpakowac. Trójka to trójdzielność - zamierzenie, działanie, domknięcie. Dziewiątka to trzy razy trzy, czyli pełny cykl w cyklu. Dwudziestka jedynka to trzy tygodnie księżycowe, jeden pełny obrót w konkretnej fazie. To nie są przypadkowe liczby, tylko systemy oparte na tym że pewne procesy mają naturalną długość.


Odpowiedz
(@lumina_f)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 49

@Ceniek86 czyli jak robię rytuał przez siedem dni bo gdzieś tak wyczytałam, to ta siódemka też skądś pochodzi? Bo zawsze myślałam że po prostu tak sie utarło.


Odpowiedz
(@ceniek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Lumina_F siódemka to dni tygodnia i ich powiązania planetarne - każdy dzień ma swojego regenta. Siedem powtórzeń to jeden pełny cykl przez wszystkich siedmiu. W rytuałach miłosnych najczęściej zaczyna się w piątek bo to Wenus, i kończy po siedmiu dniach z powrotem w piątek. Wtedy ta liczba ma sens, bo zamykasz okrąg.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: