Strzaska, to była przeprowadzka do innego mieszkania w tym samym mieście, ale wyrzuciłam wtedy dużo rzeczy. Szczerze to nie potrafię stwierdzić co z tym węzłem - mogło pójść do śmieci, mogło zostać w jakimś pudełku na strychu. To były lata temu i naprawdę nie miałam wtedy świadomości że to ma znaczenie. Myślałam o tym jak o zapomnianym eksperymencie.
jak dlugo temu to bylo? bo podobno jak duzo czasu mija to te polaczenia same sie rozluzniaja, no chyba ze bylo naprawde mocno nakierowane
Alinka, to było dobre kilka lat, może sześć, może więcej. I właśnie to mnie zastanawia - bo z jednej strony powinno się rozluźnić samo, a z drugiej wciąż mam to poczucie które opisywałam wcześniej. Może masz rację że chodziło mi wtedy o to bardzo intensywnie. Byłam skupiona na tym przez długi czas.
Sześć lat to sporo. Zastanawiam się czy to co czujesz to nadal efekt tamtego rytuału, czy raczej wypracowany przez lata wzorzec myślenia o tej osobie. Bo po sześciu latach nawyk emocjonalny może wyglądać identycznie jak 'podtrzymywane połączenie' - a leczenie byłoby inne.
Ale czy to naprawdę jest albo-albo? Bo jeśli rytuał inicjalnie połączył te dwie osoby, a potem przez lata ta osoba sama wzmacniała to skupieniem i myśleniem - to mamy obydwa elementy jednocześnie. I praca powinna uwzględniać oba, nie tylko szukać 'prawdziwego' źródła.
Laurencja - czy robiłaś kiedyś takie ćwiczenie, żeby po prostu zapisywać kiedy to się pojawia? Nie pod kątem magicznym, po prostu żeby zobaczyć schemat?
Wieszczka, nie robiłam tego systematycznie. Ostatnio zaczęłam bardziej świadomie to obserwować, ale bez notatek. Może powinnam. Bo faktycznie nie wiem czy to jest codzienne czy tylko przy okazji kontaktu. Mam poczucie że raczej stałe, ale mogę się mylić w ocenie własnych emocji.
A medytacja nad tym pomogłaby coś zobaczyć? Mam na myśli świadomą medytację z pytaniem do siebie 'skąd to pochodzi', nie żaden rytuał, tylko wewnętrzna obserwacja. Czy to ma sens przy takim temacie?
To co Radoslawa mówi jest ważne. Nasze narracje nas poprzedzają. Jak idziesz do problemu z gotową teorią, to każdy sygnał pasuje do tej teorii. Dlatego czasem lepiej zacząć od opisania samego doświadczenia bez etykiety - nie 'czuję że rytuał działa', tylko 'czuję X, Y, Z w sytuacji A' i dopiero potem patrzeć co z tym zrobić.
Ale to jest dość trudne żeby po sześciu latach odkleić etykietę którą się samemu przykleilo. Laurencja od początku postrzega to przez pryzmat tamtego rytuału i to pewnie kształtuje jak interpretuje całe swoje doświadczenie z tą osobą.
To co Martusia mówi o kimś z zewnątrz - rozumiem tę logikę i właściwie od początku wątpię w siebie jako obserwatora własnej sytuacji. Ale mam pytanie praktyczne: jak w ogóle taki zewnętrzny rzut oka miałby wyglądać? Mówicie o kimś kto zna temat, czy raczej o kimś całkowicie obcym? Bo znam kilka osób które mogłyby popatrzeć, ale wszystkie znają historię z moją perspektywy. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś kto oceni to bez wcześniejszego zabarwienia moją narracją.
Laurencja właśnie to jest ten problem - jak opowiadasz komuś sytuację, to już ją interpretujesz. Nawet w tym wątku - opisałaś to jako 'rytuał który może wciąż działać' i to ustawiło całą rozmowę. Gdybyś napisała 'mam silne emocje do osoby z przeszłości i nie wiem skąd', dyskusja wyglądałaby zupełnie inaczej. Nie mówię że jedno jest prawdziwsze od drugiego, ale warto zauważyć że narracja poprzedza każdą analizę.
Dokładnie to miałem na myśli. I właściwie ta rozmowa mnie zastanawia pod innym kątem - Laurencja, czy ta osoba z tamtego rytuału wciąż jest w Twoim życiu? Mam na myśli jakikolwiek kontakt, nawet sporadyczny? Bo to zmienia sprawę dość istotnie.
No i właśnie te notatki mogłyby dać konkretny obraz. Bo 'myślę często' to jedno, a jak zaczniesz zapisywać - to może okazać się że przede wszystkim myślisz o tej osobie po tym kontakcie, albo przy jakichś konkretnych okolicznościach. Albo że to rzeczywiście codzienne i bez wyraźnego wyzwalacza. Te dwie sytuacje wyglądają zupełnie inaczej.
A jeśli okazałoby się że to jednak jest po kontakcie głównie - to co to zmienia? Bo spotkanie osoby z rytuałem miłosnym może akurat wzmacniać połączenie, nie?
Laurencja - mam jedno pytanie, może trochę z innej beczki. Czy ta osoba zachowuje się wobec Ciebie jakoś inaczej, coś co zwróciło Twoją uwagę, jakiś schemat w jej zachowaniu? Bo rytuały miłosne działają na oboje, nie tylko na osobę która go robiła. Jeśli tamto połączenie wciąż jest aktywne, ta osoba też powinna to jakoś odczuwać.
To że ona odzywa się pierwsza to może być masa różnych rzeczy, ale ciekawe jest że to zauważyłaś i że Ci to zostało w pamięci. Czasem takie szczegóły - które pamiętamy, a które nie - mówią coś o tym co jest dla nas istotne.
ale jak ona odzywa sie pierwsza to chyba znaczy ze miedzy wami cos jest, czy ona wie o rytuale? bo jakby wiedziala to moze sama cos czuje i nie umie tego nazwac
Laurencja, a ta osoba wie że cokolwiek robiłaś? Mam na myśli - czy jest świadoma że był jakiś rytuał? Pytam bo gdzieś czytałam że część tradycji traktuje świadomość osoby której rytuał dotyczy jako istotny czynnik - chociaż szczerze nie wiem na ile to ma znaczenie praktyczne.
Celestyna, nie wie. To było coś co robiłam sama, bez jej wiedzy. I właśnie to jest część tego co mi nie daje spokoju - robiłam coś na inną osobę bez jej zgody. Wtedy nie myślałam o tym w tych kategoriach, po prostu chciałam żebyśmy były bliżej siebie. Ale teraz jak na to patrzę, to mam z tym dyskomfort niezależnie od całej reszty.
Ten dyskomfort który opisujesz - to jest już coś innego niż kwestia techniczna 'czy rytuał działa'. To jest etyczna warstwa tej sprawy i myślę że warto ją oddzielić od magicznej. Możesz rozwiązać rytuał, a dyskomfort etyczny zostanie. I odwrotnie - możesz przepracować etykę, a pytanie o połączenie energetyczne zostanie otwarte. To nie są naczynia połączone.
Nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym że rytuał to jedno a poczucie winy to drugie i że jedno nie rozwiązuje drugiego. Chyba zakładałam że jak się coś odpuści to wszystko się układa.
To co Martusia napisała o tej warstwie etycznej - myślę że to jest właśnie sedno. Bo Laurencja pytała na początku o odwrócenie rytuału, a teraz widzę że to pytanie ma dwie zupełnie różne odpowiedzi w zależności od tego co chcemy odwrócić. Jeśli chodzi o samą energetyczną strukturę - to jest jedna rozmowa. Jeśli chodzi o to poczucie które opisujesz, że robiłaś coś bez czyjejś zgody - to jest zupełnie inna.
Kasjan, chyba masz rację i trochę sama mieszałam te dwie sprawy przez całą tę rozmowę. Szłam z pytaniem o technikę, a gdzieś po drodze wyszło że mnie bardziej gryzie to drugie. Nie wiem czy to dobre czy złe, ale przynajmniej wiem teraz że szukałam odpowiedzi na złe pytanie.
I to jest akurat uczciwe wobec siebie. Ale chcę zapytać - co teraz zamierzasz z tym zrobić? Bo możesz to sobie świetnie poukładać w głowie, zrozumieć warstwę etyczną i magiczną osobno, i nadal siedzieć w miejscu. Czy masz jakiś pomysł na krok? Dosłownie jeden, niekoniecznie wielki.
A ja wróciłbym do tematu bo mi trochę umknęło - czy padła jakaś konkretna metoda zamknięcia? Bo słyszałem że przy rytuałach ze świecą można spalić coś co symbolizuje intencję, ale nie wiem czy to działa przy starych rytuałach, zrobionych dawno temu.
Strzaska, nic nie zostało. Użyłam świecy i ona się doszczętnie spaliła, nie było żadnych przedmiotów do przechowywania, żadnych węzłów. Może właśnie dlatego samo zamknięcie wydaje mi się takie abstrakcyjne - nie ma czego fizycznie rozwiązać.
