To ciekawe z tą świecą. Pamiętam że gdzieś czytałam - chyba u Cunninghama albo w jakimś starszym tekście z kręgów wiccańskich - że spalona świeca domyka intencję sama w sobie w momencie spalenia. Że ogień jako żywioł transformacji zamyka cykl. Czyli teoretycznie rytuał był już zamknięty w momencie gdy świeca dogasała. Laurencja, a jak to wyglądało - czy świeca spaliła się do końca przy okazji rytuału, czy ją zgasiłaś?
Spaliła się do końca. Celowo tak to zrobiłam, pamiętam że czekałam aż zgaśnie sama. Więc jeśli to co mówisz jest prawdą, to rytuał był zamknięty i to co trwa teraz jest czymś innym? Nie wiem czy mnie to uspokaja czy niepokoi bardziej.
To jest jedna z tych rzeczy gdzie różne tradycje odpowiedzą inaczej i żadna nie ma monopolu na rację. W ceremonialnej magii zachodniej intencja musi być precyzyjnie osadzona w każdym etapie. W folklorze słowiańskim i w wielu tradycjach ludowych liczy się gest, słowo, czas - a nie co czujesz w środku. Więc pytanie co Laurencja stosowała jako punkt odniesienia, bo to zmienia odpowiedź.
A czy ktoś wie jak to wygląda od strony energetycznej jeśli rytuał był zrobiony dawno temu a osoba teraz chce to zamknąć? Mam na myśli - czy to połączenie może z czasem słabnąć samo, czy raczej się stabilizuje i trwa bez zmian? Pytam bo to wydaje mi się ważne dla całej tej rozmowy.
Słucham tej rozmowy od początku i zastanawia mnie jedno. Wszyscy mówimy o tym rytuale jakby był bytem który żyje własnym życiem. A co jeśli to Laurencja jest tym co go podtrzymuje - przez myślenie o tej osobie, przez uwagę którą tam kieruje? Nie wiem czy to ma sens jako pytanie.
Natalie, wychodzi mi to różnie. Są okresy kiedy ta osoba prawie nie pojawia się w moich myślach, i to trwa - czasem kilka tygodni. A potem coś ją przywołuje, kontakt albo nawet nic konkretnego, i znowu jest przez jakiś czas bardzo obecna. Nie wiem co to znaczy w kontekście rytuału, szczerze.
To brzmi bardziej jak zwykły schemat przywiązania niż jak coś podtrzymywanego rytualnie. Takie fale - że ktoś odpływa i wraca w myślach - znam z własnego doświadczenia i tam żadnego rytuału nie było. Nie mówię że u Ciebie na pewno tak jest, ale to co opisujesz nie jest specyficzne dla magii.
I tu wracamy do punktu wyjścia w zasadzie. Czy to w ogóle da się rozstrzygnąć bez próby? Bo można rozmawiać godzinami o tym czy to rytuał, czy przywiązanie, czy coś innego - i nie dojdziemy do wniosku bez jakiegoś działania z jej strony które da obserwowalne dane. Albo zamknięcie, albo te notatki co Wieszczka proponowała wcześniej.
albo moze obie rzeczy naraz? zamknac i robic notatki, nie trzeba wybierac jednego. tylko ze Laurencja chyba nadal nie wie jak to zamknięcie miałoby wyglądac skoro nie ma zadnego fizycznego śladu po rytuale
Alinka, masz rację że nadal nie wiem jak to zamknięcie miałoby wyglądać bez fizycznego elementu. I trochę mnie to kręci w kółko - z jednej strony słyszę że świeca się spaliła więc intencja była zamknięta, z drugiej że to zależy od świadomości w tamtym momencie. A ja szczerze nie pamiętam co czułam kiedy gasła. Pamiętam tylko że patrzyłam jak się dopala i chyba byłam wtedy bardziej skupiona na tej osobie niż na jakimkolwiek zamknięciu.
To jest właśnie ten problem z rytuałami opartymi wyłącznie na jednym elemencie - świeca, zapis, węzeł. Kiedy ten element znika, zostaje pytanie co tak naprawdę zostało. W tradycji hermetycznej mówi się o tym wprost - fizyczny nośnik to tylko zewnętrzna warstwa, a właściwa praca dzieje się na poziomie woli. Jeśli wola nie była skierowana na zamknięcie w momencie zakończenia, to zakończenie było tylko pozorne. Nie twierdzę że tak było u Ciebie, ale to by tłumaczyło dlaczego teraz czujesz że coś jest otwarte.
Laurencja, a czy w tamtym momencie kiedy świeca gasła miałaś jakiekolwiek odczucie - nawet nieświadome - że coś się kończy? Pytam bo czasem ciało wie zanim głowa zdąży przetworzyć. Jeśli było jakiekolwiek odczucie ulgi, zakończenia, czegoś co opada - to może intencja zamknięcia była, tylko nie zwerbalizowana.
Halineczka, naprawdę próbuję sobie przypomnieć i nie jestem pewna. Było coś w stylu - ulga że to zrobiłam, że w ogóle się na to zdecydowałam. Ale czy to było odczucie zamknięcia samego rytuału, czy po prostu ulga po podjęciu decyzji - nie wiem. To mogło być jedno i drugie albo żadne.
Ta ulga po podjęciu decyzji to ważna rzecz i niekoniecznie coś oddzielnego od rytuału. Jeśli rytuał był aktem woli, to moment w którym wola się zrealizowała - czyli decyzja została podjęta i wykonana - mógł być naturalnym domknięciem bez potrzeby osobnego gestu. Pytanie do Ciebie, Laurencja - co według Ciebie miał zrobić ten rytuał? Przyciągnąć tę osobę? Wzmocnić połączenie? Bo to zmienia sposób patrzenia na to czy jest 'otwarty' czy nie.
Franio, tak, to są dwa różne scenariusze i właściwie ta rozmowa trochę płynie między nimi. Jak rytuał zadziałał i jest aktywny, zamknięcie to ingerencja w istniejące połączenie. Jak nie zadziałał ale coś zostało, to bardziej chodzi o oczyszczenie niż cofnięcie. Laurencja chyba sama nie wie do końca w którym jest przypadku - i to jest właściwy problem, bo bez tej diagnozy każda metoda jest strzelaniem po omacku.
A czy jest jakiś sposób żeby to w ogóle odróżnić? Bo słucham i zastanawiam się czy da się sprawdzić z zewnątrz - przez karty, przez jazdę wahadłem, przez cokolwiek - czy to co czuje Laurencja pochodzi z rytuału czy z przywiązania. Czy to w ogóle rozróżnialne?
