Czyli siostra w sumie nie ma dobrego miejsca w tej pracy? Bo cokolwiek jej dam, to albo będzie za trudne, albo zrobi to bez zaangażowania. Zaczynam mieć wrażenie że to się nie spina w ogóle.
Nie chodzi o to, że się nie spina, tylko że trzeba dopasować jej rolę do tego co ona naprawdę potrafi udźwignąć. Może wcale nie musi być w samej pracy, tylko obok. Czyli pomaga ci wcześniej, np. przygotować przedmioty, posprzątać, ustawić wszystko, a potem zostaje w pokoju obok i tylko trzyma intencję dla ciebie. To też się liczy jako wspólne działanie, a koszt energetyczny się rozkłada.
A czy nie jest tak że jak siostra siedzi obok i nie wie nic, to ona później może mieć skutki uboczne nie wiedząc skąd? Bo jak nie była świadoma, to nie skojarzy że jej coś gorszego samopoczucia po takim dniu wzięło się z tego.
No to się robi coraz bardziej skomplikowane. Bo właśnie myślałam że może opcja z siostrą w kuchni będzie kompromisem, a teraz wychodzi że to też nie jest neutralne. Może faktycznie powinnam ją uczciwie zapytać czy chce wiedzieć dokładnie, czy woli zostać z boku.
To jest dokładnie ta rozmowa o której pisałam wcześniej. Nie musisz jej zalewać wszystkim, ale powiedz jej że robisz coś dla siebie, że ona może albo być w środku, albo poza, i że każda opcja ma swoje skutki. Niech ona wybierze ile chce wiedzieć. Wtedy odpowiedzialność za jej decyzję spada z ciebie.
Szczerze to nie wiem. Nigdy z nią o tym nie rozmawiałam wprost. Wiem że nie wyśmiewa, bo jak kiedyś wspomniałam o kartach to się dopytała, ale nigdy nie ciągnęła tematu. Czyli neutralna, ale bez zaangażowania.
Neutralna to dobry punkt startowy w sumie. Gorzej jakby od razu odrzucała, bo wtedy każda twoja próba rozmowy spalałaby na panewce. Tylko pamiętaj że neutralność też ma swoją cenę, bo ona ci nie pomoże energetycznie tak jak ktoś naprawdę zaangażowany. Wtedy koszt znowu wraca głównie na ciebie.
Czyli najlepiej byłoby żeby siostra po prostu nic nie robiła, tylko była w mieszkaniu? Bo z każdym kolejnym postem mi się ta jej rola zmniejsza i zastanawiam się czy w ogóle ma sens ją w to mieszać.
Sens jest taki że ona już tam mieszka, więc nie chodzi o to żeby ją w coś mieszać, tylko żeby nie weszła ci w sam środek pracy nieświadomie. Inaczej możesz mieć sytuację że ona wpadnie do pokoju w połowie, bo czegoś szuka, i wtedy to dopiero będzie problem.
Drzwi się zamykają, ale faktycznie ona czasem wchodzi bez pukania jak chce coś szybko spytać. Nie pomyślałam o tym w ogóle. Czyli muszę jej powiedzieć żeby przez te ileś godzin mnie nie zaczepiała, a do tego potrzebuję jakiegoś powodu.
powód nie musi być wymyślny. Powiedz że masz coś ważnego do przemyślenia i potrzebujesz spokoju przez wieczór. To jest na tyle uniwersalne że nie wzbudza pytań, a jednocześnie nie kłamiesz, bo faktycznie potrzebujesz spokoju.
A skąd właściwie wiadomo gdzie kończy się obciążenie energetyczne pracy a zaczyna zwykłe życie? Bo czytam to wszystko i mam wrażenie że ludzie tu mówią o tym z dużą pewnością, ale dla mnie to wciąż mgliste.
U mnie to bardziej w żołądku siedzi po takich rzeczach, jakby coś tam ciężko leżało. Nie mogę nic zjeść do późna mimo że niby głodny jestem. Ale zgadzam się że to inna jakość niż zwykłe wykończenie.
A czy to zmęczenie po rytuale można jakoś ograniczyć z góry, czy po prostu trzeba je przyjąć i odespać? Bo jeśli to ma trwać kilka dni, to muszę sobie tak ułożyć kalendarz żeby później nie mieć żadnych ważnych spraw.
ograniczyć się da, ale nie zlikwidować całkiem. Po pierwsze nie pracuj na pusty żołądek ale też nie po obiedzie, bo trawienie zabiera energię której potrzebujesz. Po drugie zadbaj o sen przed, nie po. Wyspana wchodzisz, to mniej ci zabiera. Po trzecie nie planuj nic ważnego przez dwa, trzy dni po.
Dodałbym jeszcze że woda. Dużo wody przed i w trakcie, jak się da. Nie kawa, nie herbata, woda. To nie jest mistyczna porada, po prostu ciało lepiej znosi obciążenie jak jest nawodnione, a rytuał obciąża ciało nie tylko głowę.
Ok to robi mi się powoli lista rzeczy do przygotowania. Sen, jedzenie, woda, siostra uprzedzona, drzwi zamknięte. Czy jest coś jeszcze o czym typowo się zapomina przy pierwszym razie, a potem ludzie żałują?
Telefon. Wycisz, schowaj, najlepiej zostaw w innym pokoju. Nic tak nie psuje skupienia jak dźwięk albo wibracja w połowie pracy. I nie chodzi tylko o przerwanie, ale o to że potem przez pół godziny myślisz kto pisał i dlaczego.
Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym szczerze. Myślałam że w ciszy, ale jak teraz piszesz to mam wątpliwości, bo cisza w bloku to też nie do końca cisza, słychać sąsiadów, windę, wszystko. Może coś delikatnego w tle byłoby lepsze niż udawanie że jest cicho jak nie jest.
Ja bym jednak postawił na ciszę, ale taką przygotowaną. To znaczy nie udajesz że jest cicho jak nie jest, tylko zatykasz to co możesz. Stopery do uszu na przykład, albo szum biały z aplikacji bardzo cicho, taki na granicy słyszalności. Muzyka z melodią ciągnie myśli za sobą, nawet jak myślisz że nie.
Ja akurat pracuję czasem z bardzo cichym bębnem w tle, ale to jest specyficzne i nie polecałabym tego komuś kto robi coś pierwszy raz. Roksana, na pierwszą pracę lepiej trzymaj się prostoty, dodawanie elementów to coś co dochodzi z czasem jak już wiesz co ci pomaga a co nie.
Czyli minimum elementów, rozumiem. A jak długo to mniej więcej trwa u was takie pełne przygotowanie plus sama praca? Pytam bo chcę wiedzieć ile godzin sobie zarezerwować, żeby nie patrzeć na zegarek w trakcie.
Zarezerwuj sobie cały wieczór i nie planuj nic na następny dzień rano. U mnie samo przygotowanie to jest godzina, czasem więcej, bo trzeba się wyciszyć, ustawić wszystko, sprawdzić czy nic nie zapomniałam. Sama praca może być krótsza niż przygotowanie, ale to po niej potrzebujesz czasu na zejście, i to jest część której ludzie nie liczą.
Czytam to wszystko i mam pytanie którego pewnie nikt nie zada, ale jednak. Skąd wiadomo że to zmęczenie po rytuale to faktycznie skutek pracy, a nie po prostu efekt tego że siedziałaś półtorej godziny w skupieniu i emocjach? Bo skupienie samo w sobie też wykańcza, a jak jeszcze dochodzi nadzieja i strach że się uda, to mózg ma co robić.
U mnie też się to nakłada i nie zawsze umiem rozdzielić. Ale jest taka różnica że po samej koncentracji śpię dobrze, a po pracy mam dziwne sny albo budzę się o trzeciej rano bez powodu. To dla mnie znak że to było coś więcej niż skupienie.
Dziwne sny w sensie związane z osobą której rytuał dotyczy, czy w ogóle dziwne?
Różnie. Czasem o tej osobie, czasem o zupełnie czymś innym ale w takim klimacie że się budzisz z poczuciem że coś się działo. Trudno to opisać, ale jak to przeżyjesz to wiesz o co chodzi.
