Notes przy łóżku, zapisane. Coraz dłuższa ta lista, ale chyba lepiej za dużo niż za mało. Tylko zaczynam się martwić że jak będę tyle rzeczy ogarniać w głowie, to nie skupię się na samej pracy bo będę cały czas myślała czy o czymś nie zapomniałam.
Dlatego przygotowania kończysz przed, nie w trakcie. Jak zaczynasz pracę, lista powinna być zamknięta i odłożona. Jak ci coś wpadnie do głowy w trakcie że zapomniałaś czegoś drobnego, odpuść i kontynuuj. Drobiazgi nie zepsują pracy, ale myślenie o nich w połowie tak.
Czyli wychodzi na to że jak raz zaczęłaś to musisz dojść do końca nawet jak czujesz że coś nie tak idzie? Bo to mi się wydaje ryzykowne, jakbyś coś czuła że źle to chyba lepiej zatrzymać.
Za pierwszym razem pewnie nie wyłapiesz i to jest normalne. U mnie różnica jest taka, że techniczne nieudanie się to taki rodzaj pustki, nic nie idzie, myśli uciekają, czujesz że gadasz do ściany. A to drugie to raczej coś co cię uciska, robi się duszno, ręce zaczynają drżeć bez powodu albo masz nagle ochotę wstać i wyjść. Jak masz to drugie, to faktycznie lepiej domknąć szybciej i posprzątać, ale nie przerywać w połowie zdania.
To duszenie się o którym piszesz to się zdarza częściej przy konkretnych typach pracy czy losowo? Pytam bo czytałem gdzieś że są rytuały które bardziej obciążają wykonującego niż inne i ciekawi mnie czy to się da z góry przewidzieć przed zaczęciem, czy dopiero w trakcie wychodzi.
