Forum

Asystent AI
Rytuały miłosne dla...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały miłosne dla osób w złożonych sytuacjach rodzinnych

Strona 1 / 2

Wpisy: 333
Rozpoczynający temat
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam taki temat, który mnie męczy od dłuższego czasu i chciałabym usłyszeć, co o tym sądzicie. Robię rytuały na powrót byłego od jakiegoś półtora roku, raz w miesiącu przy nowiu, plus codzienne świece. Ale tu sytuacja u mnie się skomplikowała - mama trafiła do szpitala, jeżdżę do niej, opiekuję się tatą, no i odpuściłam ostatnie dwa cykle. Czuję się winna jak nie wiem co, bo mam wrażenie, że jak przerwałam, to wszystko co zbudowałam poszło się paść. Czy ktoś z was miał podobnie? Że życie wam wchodzi w drogę i nie wiecie, czy zaczynać od zera czy kontynuować jakby nigdy nic?


Odpowiedz
97 odpowiedzi
Wpisy: 196
(@pelagiusza_r)
Połączone: 5 miesięcy temu

Och, trzymam kciuki za mamę przede wszystkim, zdrowie najważniejsze. A co do rytuału - sama się zastanawiam nad tym samym, bo u mnie była przeprowadzka i kompletnie wypadłam z rytmu na półtora miesiąca. Mam wrażenie, że jak wracam teraz do świec, to one się jakoś inaczej palą, jakby ciężej. Może to tylko moja głowa, ale serio coś tu jest. Ktoś to potrafi wytłumaczyć?


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

przerwa przerwie nierówna. Jak odpuszczasz z lenistwa, to faktycznie sygnał idzie taki, że ci nie zależy i energia się rozprasza. Ale jak masz chorą mamę, to wszechświat to widzi inaczej, bo działasz z miłości i z obowiązku. Ja bym się tym tak nie gryzł. Wróć jak będziesz mogła, najlepiej znowu od nowiu, i tyle. Świece codzienne też nie są obowiązkowe, to bardziej dla utrzymania koncentracji niż realnej pracy.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Norbert76 trochę bym z tobą polemizowała co do tego, że wszechświat "widzi inaczej". To brzmi jakby intencja sama załatwiała sprawę, a tak nie jest. W dawnych obrzędach zawsze były określone momenty - fazy księżyca, święta roku, konkretne dni tygodnia - i jak się je opuściło, to czekało się do następnego okna. Nikt nie kombinował, że "miałam dobre intencje, więc się zaliczy". Energia działa cyklicznie, nie sentymentalnie.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Dziewanna czyli twoim zdaniem to, co robiłam wcześniej, idzie w niwecz? Czy raczej po prostu trzeba poczekać na właściwy moment i wystartować od nowa, bez nadbudowywania na tym, co było?


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Dziewanna ciekawe co mówisz o tych oknach. Czytałam u Judiki Illes, że niektóre prace miłosne dawniej były rozłożone na siedem nowi z rzędu i jak się jedną opuściło, to się przerywało cały cykl, a zaczynało dopiero od następnego pełnego sezonu. To brzmi dość surowo, ale ma w tym jakąś logikę. Czy ty pracujesz w takim systemie, czy bardziej elastycznie?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Aksamitna81 raczej elastycznie, ale z poszanowaniem rytmu. Jak coś zaczynam na nów, to staram się dociągnąć do pełni przynajmniej. Jak życie wchodzi z buciorami - zaczynam od zera następnego cyklu, bez płaczu. A co do Illes - ona zbiera różne tradycje, więc te siedem nowi to chyba z hoodoo, tam faktycznie jest dużo wieloetapowych prac. U Słowian to się robiło inaczej, bardziej wokół konkretnych świąt.


Odpowiedz
Wpisy: 474
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja mam zupełnie inne podejście niż wy. Robię rytuały miłosne od kilku lat i wiem, że to nie jest tak, że przerwa wszystko psuje. Energia, którą wkładasz, gdzieś już poszła i pracuje. Możesz sobie zrobić przerwę nawet pół roku i wrócić, intencja siedzi tam gdzie powinna. Inna sprawa, że jak człowiek się zniechęca, to faktycznie traci wiarę i wtedy się nic nie dzieje, ale to już psychologia, nie magia.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Julisia.1 zgadzam się w sumie. To, co już poszło, to poszło. Magia nie jest jak hodowla pomidorów, że nie podlejesz i ci uschną. Energia raz wprowadzona w obieg krąży dalej, niezależnie czy ty siedzisz nad świecą czy nie. Inna kwestia to wzmacnianie, ale brak wzmacniania nie równa się cofnięcie.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Norbert76 z tą hodowlą pomidorów to akurat trochę odwrotnie - magia ziołowa jest bardzo blisko ogrodnictwa. Nie podlejesz, to uschnie. Nie wrócisz do pracy, to się rozpierzchnie. Nie wszystko działa na zasadzie "pchnęłam i jedzie". Niektóre rytuały są jak wahadło - rozhuśtujesz i chodzi samo, ale są takie, które wymagają codziennego dorzucania węgla.


Odpowiedz
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 276

@Dziewanna a jak rozpoznać, który jest który? Bo ja właśnie nie wiem, czy to co robię to ten pierwszy typ czy drugi. Mam wrażenie, że nikt mi nigdy nie powiedział, że są takie różnice.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Leokadia_A najprościej - jeśli rytuał ma w sobie element wzrostu (zioła zasiane, włosy zaplecione, węzeł zawiązany etap po etapie), to wymaga doglądania. Jeśli to jednorazowy akt - świeca wypalona do końca, list spalony, woda wylana - to się dzieje raz i tyle. Wtedy przerwa nie ma sensu, bo nie ma czego przerywać. Pytanie do ciebie konkretnie - co robisz?


Odpowiedz
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 276

@Dziewanna dzięki za to rozróżnienie, bo mi się wszystko zlewało w jedno. Czyli jak palę świecę raz, do końca, to ta praca jest skończona w momencie, kiedy knot zgaśnie? A jak zioła zasiałam w doniczce i mam je doglądać, to dopiero wtedy wchodzi cała sprawa z przerwami?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Leokadia_A mniej więcej tak. Świeca wypalona do końca to akt zamknięty. Zioła w doniczce, węzeł zaplatany etap po etapie, list pisany przez kilka nocy z rzędu - to wszystko ma swój czas trwania i wymaga ciągłości. Dlatego przy tych drugich zawsze pytam siebie najpierw, czy mam realnie siłę dociągnąć, zanim w ogóle zaczynam.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam was i mam mętlik. Bo jedni mówią, że przerwa wszystko niszczy, drudzy że nie ma sprawy. Skąd właściwie wiadomo, która wersja jest prawdziwa? Czy to każdy sam musi sprawdzić na własnej skórze?


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

mam podobnie jak ty, tyle że u mnie to była rozwód siostry i cała rodzina się wkręciła w pomaganie. Robiłem swoją pracę nad związkiem z byłą partnerką i odpuściłem na prawie trzy miesiące. Jak wróciłem, miałem wrażenie, że muszę zaczynać prawie od początku, ale nie do końca - jakby fundament został, tylko nadbudowa się zsunęła. Trudno to opisać. Czy ktoś jeszcze tak miał, że niby coś zostaje, ale nie wszystko?


Odpowiedz
Wpisy: 437
(@oksanka63)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja tu czytam i jestem zdezorientowana. Bo niby rytuały miłosne, a tu się okazuje, że to taka cała maszyneria z fazami księżyca i siedmioma nowiami. Czy nie można po prostu zapalić świecy, pomyśleć o kimś z miłością i tyle? Pytam serio, bo mam wrażenie, że im więcej czytam, tym mniej rozumiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 474

@Oksanka63 można i tak, naprawdę. Cała ta otoczka z dokładnymi datami to jedna ze szkół, ale nie jedyna. Sama często działam intuicyjnie - jak czuję, że mam dobry moment, to robię. Jak nie mam siły, odpuszczam. I nie zauważyłam, żeby to robiło wielką różnicę względem okresów, kiedy trzymałam się żelaznych terminów.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Julisia.1 to mi trochę uspokaja głowę, dzięki. Bo ja się dosłownie nakręciłam, że teraz wszystko trzeba od zera. U mnie konkretnie jest tak, że palę świecę co nów, robię list intencyjny, a codziennie tylko afirmacje i mała świeczka herbaciana. Czyli ten codzienny element to jest właśnie to dokładanie węgla, jak Dziewanna mówi?


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@alusia88)
Połączone: 3 miesiące temu

Czekajcie a co z kamieniami? Bo ja noszę różowy kwarc cały czas i jak zapominam go włożyć do kieszeni to też się czuję jakbym coś popsóła. Czy to się liczy jako przerwa w pracy? Pytam bo nigdy nikt mi tego nie wyjaśnił a kupiłam tych kamieni już sporo i każdy mówi co innego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Alusia88 kamień to trochę inna bajka. On pracuje sam z siebie jak go raz naładujesz i mu zadasz intencję. Zapomnisz na dzień czy dwa, to nic się nie dzieje. Różowy kwarc do miłości jest dobry, ale on bardziej otwiera ciebie na uczucie niż ściąga konkretną osobę. To są dwie różne rzeczy i ludzie często to mylą.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

ten codzienny element brzmi raczej jak utrzymywanie własnego nastawienia niż jak ciągnięcie konkretnego rytuału. Afirmacje pracują w twojej głowie, świeczka herbaciana to bardziej kotwica skupienia. Ja bym się przerwą w tym aż tak nie martwiła. To główne działanie co nów jest osią - jak je utrzymujesz, to reszta to dodatek. A czy ktoś z was robił kiedyś przerwę celowo, żeby zobaczyć co się dzieje? Bo to byłby najuczciwszy test.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Aksamitna81 dokładnie tak to widzę po twoim opisie. Czyli ten codzienny element to jakby moja własna higiena głowy, a nie jakaś nitka, którą trzymam między palcami i nie mogę puścić. To zmienia perspektywę.


Odpowiedz
Wpisy: 474
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

afirmacje to twoja codzienna robota nad sobą, nie magia w ścisłym sensie. Możesz je odpuścić na tydzień jak mama wymaga całej twojej uwagi i nic się nie zawali. Wrócisz, kiedy się ogarniesz. Ja sama tak miałam przy chorobie ojca - przez prawie dwa miesiące nic nie robiłam i potem weszłam płynnie, bez resetu.


Odpowiedz
Wpisy: 196
(@pelagiusza_r)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam ten wątek od rana i strasznie mi pomaga, bo sama mam podobny problem co krokus. Mąż mi zachorował i ja po prostu zostawiłam wszystko w pół drogi. Miałam taką pracę z lustrem i czerwoną nicią, zaczętą na nów, i nie dociągnęłam. Czy to coś, co da się jakoś domknąć po fakcie czy lepiej zostawić i zacząć od nowa?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Pelagiusza_R lustro i czerwona nić to nie jest coś, co bym sam dokańczał po długiej przerwie. Lepiej rozwiązać nić, podziękować za to, co już się wydarzyło, i odłożyć całość. Jak będzie dobry moment, zacząć od zera z nową nicią. Stara nić nasiąka emocjami z czasu, kiedy przestałaś nad nią pracować, więc lepiej jej nie ciągnąć dalej.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Norbert76 a skąd akurat ten pomysł z rozwiązaniem? Bo czytałam u kilku autorów, że jak się coś przerwało, to się to zakopuje albo pali, ale rozwiązywanie nici dopiero słyszę. Masz to skądś konkretnie czy z własnej praktyki?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Aksamitna81 z własnej praktyki głównie i z tego, co mi mówiła babcia mojej dziewczyny, która sporo takich rzeczy znała ze wsi. Ona twierdziła, że nić trzyma intencję dopóki jest zawiązana, więc jak chcesz odpuścić, musisz ją uwolnić, a nie chować zawiązaną w szufladzie. Ale przyznaję, że to nie jest jakaś księgowa zasada, tylko sposób, w jaki ja to robię.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Norbert76 ten sposób ma sens w pewnej logice, ale ja bym dodała jedną rzecz - rozwiązanie nici nie anuluje tego, co już poszło w obieg. Po prostu zamyka kanał, którym ta konkretna nić pracowała. Energia, która już została wysłana, dalej krąży. Romcia.ka pytała o anulowanie - to nie jest anulowanie, to bardziej jak rozłączenie telefonu, a nie skasowanie rozmowy.


Odpowiedz
(@alusia88)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 201

@Norbert76 dzięki za odpowiedz w sprawie kwarcu, bo mi sie ulżyło. Tylko mam jeszce pytanie czy jak juz nadałam mu intencje miłosną a teraz mam choroma babcie i nie mam głowy do żadnych rytułaów, to ten kwarc dalej pracuje sam? Czy on potrzebuje żebym mu coś przypominała?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Alusia88 kwarc dalej robi swoje, jeśli intencja była jasna i nie ma w nim sprzecznych warstw. Co jakiś czas możesz go opłukać pod bieżącą wodą i potrzymać w dłoni z myślą o tym, po co go masz - to wystarczy. Nie musisz codziennie odprawiać nad nim ceremonii.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Pelagiusza_R u mnie podobnie, chociaż bez lustra. Ja głównie mam list pisany etapami i świece. Trzymam kciuki, żeby twojemu mężowi się polepszyło. A jak już to ciągniesz, to powiedz potem, czy zaczęłaś od nowa czy jednak próbowałaś dokończyć.


Odpowiedz
Wpisy: 32
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Też mnie to ciekawi, bo brzmi to logicznie, ale jednocześnie jakoś tak intuicyjnie. Czy nie jest tak, że jak rozwiążesz, to anulujesz całą intencję, którą tam włożyłaś?


Odpowiedz
Wpisy: 437
(@oksanka63)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czyli wychodzi na to, że przerwa sama w sobie nie jest problemem, tylko trzeba wiedzieć, jak ją zrobić? Bo jak po prostu zostawisz wszystko porozkładane na półce, to to się gdzieś tam dalej dzieje, ale nie tak jak chciałaś?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 474

@Oksanka63 mniej więcej tak. Ja generalnie nie lubię tej całej dramaturgii wokół przerw. Większość rzeczy, które robimy w domu na zwykłej świecy, nie jest aż tak delikatna, żeby się rozpadała od dwóch tygodni nicnierobienia. Bardziej się rozpada od tego, że zaczynamy w to nie wierzyć.


Odpowiedz
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 276

@Julisia.1 to ostatnie zdanie mocno mnie trafiło. Bo u mnie chyba tak właśnie jest - przerwa nie psuje rytuału, tylko psuje moją wiarę w to, że on dalej działa. I potem sama się sabotuję.


Odpowiedz
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Leokadia_A to jest dokładnie ten mechanizm. U mnie po tych trzech miesiącach przerwy największym problemem nie było to, że energia się rozsypała, tylko że ja sam zacząłem myśleć, że to wszystko bez sensu. I dopiero jak się przełamałem i wróciłem, zobaczyłem, że coś tam jednak dalej żyło.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Arek84 a jak się przełamałeś? Bo ja mam teraz dokładnie ten stan, że niby chcę wrócić, ale głowa mi mówi, że to już nic nie da. I sama już nie wiem, czy to mama mnie tak wykończyła, czy to jest jakaś blokada.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

z tego, co opisujesz, to brzmi raczej jak zwykłe wyczerpanie niż jakaś blokada w sensie energetycznym. Jak się człowiek opiekuje kimś chorym, to nie ma rezerw na nic innego. Może najpierw odpocząć dosłownie, a dopiero potem myśleć o powrocie do tej pracy?


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@onufry56)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam was już od kilku dni i mam pytanie z innej beczki, ale chyba pasuje - czy są rytuały, które wręcz wymagają przerw? Bo gdzieś mi się obiło o uszy, że niektóre prace robi się etapami właśnie po to, żeby dać im czas "odetchnąć". Czy to to samo co przerwa z lenistwa, czy zupełnie inna sprawa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Onufry56 tak, są takie prace. Klasyczny przykład to rytuały oparte na fazach księżyca - zaczynasz na nowiu, dokładasz coś na pierwszej kwadrze, domykasz na pełni. Między tymi etapami masz z założenia kilka dni nicnierobienia i to nie jest przerwa w sensie zaniedbania, tylko część konstrukcji. Podobnie z pracami ziołowymi, gdzie coś się macieruje albo suszy - czekasz, bo musisz. To zupełnie co innego niż sytuacja krokus czy Pelagiusza_R, gdzie życie wymusiło stop w środku etapu.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

u mnie się przełamało przez przypadek właściwie. Otworzyłem szufladę, w której leżały resztki po tej pracy, którą porzuciłem, i zamiast to wyrzucić jak planowałem, usiadłem i zacząłem pisać do siebie, dlaczego w ogóle to zaczynałem. Nie do wszechświata, nie do żadnej siły - do siebie. I dopiero potem wróciłem do samej pracy. Czyli najpierw przypomniałem sobie, po co mi to, a nie od razu odpalałem świece.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pelagiusza_r)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 196

@Arek84 Wracam jeszcze do tego, co Arek84 napisał o pisaniu do siebie, dlaczego się zaczynało. To brzmi banalnie, ale myślę, że to jest klucz przy powrotach. Bo jak ktoś zaczynał rytuał miłosny pół roku temu na konkretnego człowieka, a w międzyczasie życie się zmieniło, to może już w ogóle nie chce tego samego. I lepiej to sobie nazwać, niż automatycznie wracać do starego planu.


Odpowiedz
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Pelagiusza_R u mnie dokładnie tak było. Jak siadłem z kartką, to zobaczyłem, że osoba, na którą wcześniej kierowałem intencję, w ogóle już mnie nie obchodzi w taki sposób. I gdybym wrócił z automatu, to bym ciągnął coś martwego. Ten moment refleksji oszczędził mi pewnie kilku tygodni głupiej pracy na pustym.


Odpowiedz
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 276

@Arek84 a jak to rozróżnić - że ci przestało zależeć naprawdę, czy że jesteś tylko zmęczony i ci się wydaje, że nie zależy? Bo to chyba dwie różne sytuacje, a w głowie mogą wyglądać podobnie.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 474

@Leokadia_A po czasie. Daj sobie tydzień, dwa odpoczynku bez decydowania o niczym i zobacz, co zostaje w głowie samo z siebie. Jak osoba albo sprawa wraca w myślach mimo zmęczenia, to znaczy, że dalej żyje. Jak nie wraca i pojawia się dopiero, kiedy świadomie o niej pomyślisz, to raczej skończone. To nie jest niezawodne, ale dla mnie działa lepiej niż jakiekolwiek karty czy wahadełka w takich momentach.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 333

@Julisia.1 to mi się podoba, ten test z myślami które same wracają. Bo ja właśnie po tygodniu odpoczynku zauważyłam, że nie wracam do tamtej osoby, tylko do samego rytuału. Czyli chyba bardziej brakuje mi tej praktyki niż tego konkretnego człowieka. Czy to znaczy, że powinnam zacząć coś zupełnie nowego, niezwiązanego z nikim konkretnym, tylko dla siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 196
(@pelagiusza_r)
Połączone: 5 miesięcy temu

dzięki za dobre słowa, naprawdę mi to coś dało. Mąż na razie stabilnie, czekamy na wyniki. A co do tej nici i lustra - chyba pójdę drogą Norbert76 i rozwiążę to, co zaczęłam. Bo jak czytam o tym domykaniu etapów, to czuję, że dokańczanie po kilku miesiącach byłoby na siłę. Zapytam jeszcze - czy lustro też trzeba jakoś osobno potraktować, czy jak rozwiążę nić, to ono samo z siebie się "uspokoi"?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Pelagiusza_R lustro przemyj zwykłą wodą z solą i odstaw na kilka dni gdzieś, gdzie nie odbija twojej twarzy. U mnie się sprawdza tak, że przykrywam je ciemną szmatką. Po takim odpoczynku można go używać do czegoś nowego albo schować bez obaw. Nić bym spalił, nie zakopywał, bo to jednak materiał, który długo siedzi w ziemi.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Norbert76 z tą solą to ostrożnie, bo niektóre lustra mają ramy, które się od soli niszczą. Ja zwykle robię to samo, ale bez soli, tylko czysta woda i potem sucho wytrzeć. Efekt podobny, a ramka nie cierpi. Drobiazg, ale niektórym może uratować sentymentalny przedmiot.


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie trochę z boku - czy jak się robi przerwę z powodu choroby kogoś bliskiego, to ta energia opieki i zmartwienia jakoś "miesza się" z tym, co się wcześniej zaczęło? Bo mi się wydaje, że jak siedzę przy mamie w szpitalu, to myślę o niej, a nie o moich sprawach sercowych, ale gdzieś w głowie mi się to wszystko kotłuje. Czy to ma znaczenie dla pracy, która gdzieś tam leży niedokończona?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 474

@Leokadia_A moim zdaniem ma znaczenie, ale w drugą stronę niż myślisz. Nie tyle ta energia miesza się z pracą, co praca staje się mniej istotna w twojej hierarchii i przez to po prostu wygasa. To nie jest zanieczyszczenie, raczej naturalne odpuszczenie. Jak wrócisz po wszystkim, to często okazuje się, że albo już ci tamto nie zależy tak samo, albo wracasz z nową jakością. Sama miałam tak, że po chorobie ojca te rytuały miłosne, które robiłam wcześniej, wydały mi się trochę dziecinne.


Odpowiedz
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 32

@Julisia.1 czyli sugerujesz, że przerwa może też coś dobrego zrobić, nie tylko zepsuć? Bo cały wątek wcześniej szedł w stronę, że trzeba domykać, palić, rozwiązywać, a ty teraz mówisz, że czasem to się samo dobrze ustawia.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Romcia.ka jedno nie wyklucza drugiego. Energetycznie i symbolicznie dobrze jest domknąć to, co się zaczęło, żeby nie zostawiać luźnych końców. Ale wewnętrznie, w sobie, przerwa często robi porządek i pokazuje, czego naprawdę chciałaś. Julisia.1 mówi o tej drugiej warstwie. Można rozwiązać nić i jednocześnie wrócić do siebie z innego miejsca - i tak się zwykle dzieje, gdy przerwa była długa i z poważnego powodu.


Odpowiedz
(@onufry56)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 208

@Dziewanna dzięki za tę odpowiedź wcześniejszą o fazach księżyca. A jak się ma do tego sytuacja, gdy ktoś zaczął pracę pod konkretną fazę i przerwał, a potem chce wrócić - musi czekać na tę samą fazę za miesiąc czy może zacząć od zera w innym momencie?


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 782

@Onufry56 jeśli stara praca jest zamknięta jak należy, to nową zaczynasz wtedy, kiedy ci pasuje fazowo. Nie ma sensu czekać miesiąc "żeby było jak wtedy", bo to już nie ta sama praca i nie ta sama ty. Ja po dłuższej przerwie zawsze patrzę na księżyc świeżo, bez oglądania się na to, co było. Zresztą jak ktoś chorował w rodzinie, to ta osoba po przerwie jest inna i jej intencje też są inne.


Odpowiedz
Wpisy: 333
Rozpoczynający temat
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam to wszystko i powoli mi się układa w głowie. Czyli najpierw odpocząć, potem domknąć to, co zostawiłam, a dopiero potem decydować, czy w ogóle wracam do tej samej sprawy. Mam jeszcze jedno pytanie - co z listem pisanym etapami? Bo ja miałam taki list, że dopisywałam co kilka dni jedną rzecz. Skończyło się na trzech wpisach z planowanych siedmiu. Spalić całość czy da się z tym jeszcze coś zrobić?


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

List bym przeczytał na głos jeszcze raz, sam dla siebie, i spalił. Niedokończony tekst ma w sobie taką energię niedopowiedzenia, że potem ciągnie człowieka do tego, żeby wracać myślami. Lepiej zamknąć fizycznie - popiół do ziemi albo do bieżącej wody. Trzy wpisy z siedmiu to za mało, żeby próbować dociągnąć po przerwie, bo i tak nie pamiętasz już tego stanu, w którym zaczynałaś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Norbert76 Z listem dodałabym jedno - zanim spalisz, przeczytaj go i zobacz, co z tego, co tam napisałaś, jest dalej aktualne. Czasem człowiek pisze rzeczy, które po kilku miesiącach brzmią obco i to jest cenna informacja sama w sobie. Spalenie to gest, ale ten moment czytania przed spaleniem bywa dla wielu osób ważniejszy niż sam ogień.


Odpowiedz
(@alusia88)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 201

@Dziewanna a co z tym kwarcem, o który pytałam wczesniej? Bo ja go nadal noszę pod bluzką ale jakos nie czuje już tego co na poczatku. Czy to znaczy że on "przyzwyczaił sie" do mnie i przestał działac czy moze ja sie przyzwyczaiłam i nie zauwazam? Bo nie wiem czy go odłozyc na chwile czy nosic dalej.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Alusia88 to drugie raczej - przyzwyczajenie do bodźca. Tak samo działa zapach perfum, że po kilku dniach przestajesz go czuć na sobie. Odłóż go na tydzień gdzieś, gdzie go nie widzisz, i potem wróć. Jak ci go będzie brakować, to znaczy, że jednak coś dla ciebie robił. Jak ci będzie obojętne, to może czas na inny kamień albo inną intencję.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

to całkiem zdrowy znak. Jak tęsknisz za samą czynnością, a nie za celem, to znaczy, że praktyka stała się dla ciebie formą uważności, a nie tylko sposobem na osiągnięcie czegoś. Możesz spokojnie robić coś dla siebie, bez kierowania energii na inną osobę. U mnie tak się zaczęło z ziołami, że najpierw były na konkretne sprawy, a potem już po prostu na utrzymanie wewnętrznego porządku.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie do osób, które miały dłuższe przerwy z powodu pracy czy przeprowadzki - czy nowe miejsce w jakiś sposób wpływa na to, że stare rytuały nie chcą wrócić? Bo ja się przeprowadziłem kilka miesięcy temu i mam wrażenie, że to, co działało w starym mieszkaniu, w nowym jakoś się nie składa, mimo że robię to samo.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 782

@Arek84 nowe miejsce ma swoją historię i energię poprzednich lokatorów. Przed powrotem do praktyk zrobiłabym najpierw porządne oczyszczenie przestrzeni, bo inaczej ciągle będziesz pracował pod prąd. U mnie po przeprowadzce trzy tygodnie zajęło zanim się poczułam jak u siebie i dopiero wtedy cokolwiek miało sens. Czy ty robiłeś jakieś oczyszczanie po wprowadzeniu się?


Odpowiedz
(@arek84)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Kamilka51 robiłem szałwię i sól w rogach, ale teraz jak o tym myślę, to dosyć powierzchownie. Może faktycznie trzeba było coś bardziej konkretnego. A jak długo po oczyszczeniu czekałaś, zanim zaczęłaś coś własnego?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Arek84 minimum tydzień bym dał, żeby przestrzeń odpoczęła po samym oczyszczaniu. Bo sól i dym też zostawiają swój ślad i jak za szybko nawalisz nowych intencji, to się miesza. Ja po przeprowadzce dodatkowo otwierałem okna na przestrzał codziennie, nawet zimą po kilka minut. Brzmi prozaicznie, ale powietrze robi swoje.


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czy ktoś próbował kontynuować praktyki w szpitalu albo w wynajmowanym pokoju przy kimś chorym? Bo ja siedzę przy mamie i mam tylko kawałek własnej przestrzeni, a chciałabym chociaż coś drobnego dla siebie robić, żeby zupełnie nie odpaść z tego. Tylko nie wiem, czy w takim miejscu w ogóle ma to sens.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pelagiusza_r)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 196

@Leokadia_A ja w szpitalu przy mężu robiłam tylko krótkie afirmacje przed zaśnięciem i nosiłam jeden kamień przy sobie. Nic więcej się nie dało, bo dookoła ludzie, lekarze, niepokój. I myślę, że to było w sam raz, bo cokolwiek większego byłoby na siłę. Drobne rzeczy w trudnym miejscu mają sens, jak nie próbujesz tam ciągnąć tego, co robisz w domu.


Odpowiedz
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 32

@Pelagiusza_R a ten kamień, który nosiłaś, to potem trzeba było jakoś osobno oczyścić po wyjściu ze szpitala? Bo zakładam, że nabrał sporo ciężkich rzeczy z tamtego miejsca.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Romcia.ka kamień ze szpitala bym potraktowała oddzielnie od tych domowych. Sól na noc, potem ziemia na kilka dni w doniczce albo w ogrodzie i dopiero wtedy patrzeć, czy go w ogóle chcesz dalej używać. Czasem taki kamień po szpitalu już nie pasuje do niczego innego i lepiej go pożegnać niż na siłę próbować odnowić.


Odpowiedz
(@leokadia_a)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 276

@Aksamitna81 pożegnać czyli co konkretnie? Wyrzucić, zakopać, oddać komuś? Bo mam z poprzednich lat dwa takie, których nie używam, ale jakoś nie potrafię się ich pozbyć i leżą w szufladzie.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Leokadia_A zakopanie pod drzewem albo wpuszczenie do bieżącej wody to najczystsze rozwiązania. Wyrzucenie do śmieci działa też, ale ma w sobie taki posmak niedokończenia. Te dwa, które leżą w szufladzie, mogłabyś po prostu wynieść w jedno popołudnie do lasu i tam je zostawić w ziemi, bez wielkiego ceremoniału. Sam fakt, że tego nie zrobiłaś, też coś mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 333
Rozpoczynający temat
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wracając do mojego listu - przeczytałam go ostatnio, znaczy ostatnio, i zobaczyłam, że pierwsza część jest o kimś konkretnym, a druga już bardziej o tym, czego ja chcę dla siebie. Czyli w połowie sama zmieniłam intencję, nawet o tym nie wiedząc. Jak to teraz domknąć - spalić całość czy rozdzielić te dwie części?


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Rozdzielić. Pierwszą część bym spalił klasycznie, popiół do ziemi, koniec sprawy. Drugą bym przepisał na czysto, już bez tych pierwszych zdań, i potraktował jako początek nowej pracy, jeśli czujesz, że ten kierunek dalej jest twój. Mieszanie obu w jednym ogniu zostawia niedopowiedzenie, bo palisz też to, co właściwie chciałaś zachować.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 474

@Norbert76 a nie lepiej całość spalić jako zamknięcie etapu, a tę drugą część napisać od nowa świeżą ręką, w innym dniu? Bo przepisywanie z tego samego papieru ma w sobie taką ciągłość, którą ona właśnie chce przerwać. Mi się wydaje, że jak coś domykasz, to domykasz w całości, a nowe zaczynasz na czystej kartce, dosłownie.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Julisia.1 też racja, w sumie zależy jak ona to czuje. Jak pierwsza część cię jeszcze trzyma emocjonalnie, to faktycznie lepiej spalić wszystko i zacząć całkiem od zera. Jak druga część brzmi jak twoje słowa, które chcesz zatrzymać, to przepisanie ma sens. To kwestia tego, czy masz potrzebę ostrego cięcia, czy płynnego przejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 437
(@oksanka63)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie troche z boku - czy te wszystkie domykania, palenia, zakopywania mają jakieś znaczenie jeśli osoba, na która sie kierowało intencje, nigdy o tym nie wiedziała? Bo czytam i sie zastanawiam, czy to nie jest bardziej dla nas samych, żeby mieć poczucie zamknięcia, niż faktycznie cos energetycznego.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 512

@Oksanka63 jedno i drugie. Symbolika i gesty pracują głównie na osobie, która je wykonuje, bo porządkują głowę i emocje. Ale jeśli przez kilka miesięcy kierowałaś świadomie myśli i intencję w stronę kogoś, to nawet bez jego wiedzy powstała pewna nić uwagi z twojej strony. Domykanie obcina właśnie tę nić od twojej strony. Druga osoba nic nie zauważy, ale ty przestajesz ją w sobie nosić.


Odpowiedz
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 32

@Dziewanna a jak rozpoznać, że się jeszcze kogoś nosi w sobie po takim domknięciu? Bo można sobie wmówić, że już nie, a potem nagle wraca w snach albo w przypadkowych myślach. Czy to znaczy, że domknięcie było pozorne, czy że po prostu pamięć działa swoim trybem?


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 782

@Romcia.ka pojedyncze wracanie w myślach czy snach po domknięciu to normalka, mózg sobie przerabia to, co było ważne. Niepokojące jest dopiero, jak po kilku miesiącach dalej masz silną emocję przy tej osobie albo dalej planujesz coś z nią związanego w głowie. Wtedy znaczy, że gest był wykonany, ale wewnętrznie się nie zgodziłaś na zamknięcie i trzeba do tego wrócić innym kątem.


Odpowiedz
(@romcia-ka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 32

@Kamilka51 czyli granica jest taka, że dopóki to są obrazki w głowie, jest ok, a jak zaczynasz układać scenariusze z tą osobą na przyszłość, to znak, że domknięcie nie weszło głębiej. Dobrze to ujęłaś, bo ja sama miałam taki moment, że niby wszystko spalone, a w głowie dalej planowałam rozmowę, którą bym z nim odbyła. I dopiero jak to do mnie dotarło, zrozumiałam, że domknęłam tylko papier, a nie siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 333
Rozpoczynający temat
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam was i mi się trochę otwiera głowa. Bo ja przez te wszystkie miesiące przerwy myślałam, że to jest po prostu zaniedbanie z mojej strony, lenistwo, brak czasu. A teraz widzę, że może to ciało i głowa same wiedziały, że ten kierunek już mi nie służy i dlatego nie chciało mi się do tego wracać. Tylko jak to odróżnić od zwykłej niechęci do roboty?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: