Zastanawiam się nad zrobieniem rytuału na powrót byłego i wszędzie czytam, że trzeba uważać, bo to zabiera siły. Ale konkretnie co to znaczy? Bo jedni piszą, że po prostu człowiek jest zmęczony, inni straszą, że można się rozchorować. Ktoś to realnie odczuł na sobie?
U mnie po świecowym rytuale na zgodę z chłopakiem padłam jak kłoda na trzy dni, bolała mnie głowa i nie mogłam się skupić w pracy. Chyba każdy tak ma, prawda? Robiłaś już cokolwiek wcześniej czy to ma być pierwszy raz?
jeśli to faktycznie inwokacja do bóstwa, to nie chodzi tylko o zmęczenie. Tam płaci się uwagą tej istoty przez kolejne tygodnie i czasem trzeba potem coś oddać, jakieś podziękowanie, ofiara, cokolwiek. Sama świeca to drobiazg, ale otwierasz drzwi i potem nie zawsze umiesz je zamknąć.
Czyli rozumiem, że gorzej jak coś obiecam i nie dotrzymam, niż jakbym po prostu zrobiła rytuał i nic nie obiecywała? Bo w tej instrukcji którą mam są takie słowa "oddam ci serce moje na zawsze" i teraz się boję to mówić.
ja bym takich słów nie wypowiadała bez zastanowienia. "Na zawsze" to bardzo długo, a serce to nie jest pusta metafora w kontekście rytualnym. Możesz zmienić formułę na coś w stylu "oddam ci cześć i wdzięczność za pomoc w tej sprawie" i to już brzmi zupełnie inaczej.
A czy to nie jest tak, że jak się zmienia tekst to rytuał przestaje działać? Bo wszędzie piszą żeby trzymać się dokładnie tego co napisane, słowo w słowo. Sama chciałam coś robić na chłopaka i miałam ten sam problem, że formuła mi nie pasowała.
Czyli wychodzi na to, że im bardziej rytuał celuje w drugą osobę, tym więcej kosztuje wykonawcę? Bo to jakby pożyczać siłę z siebie, żeby wepchnąć ją w kogoś, kto tego nie chce. Tak to można rozumieć?
zabezpieczenie to nie jest jedna formuła, raczej kilka rzeczy razem. Po pierwsze odpocznij przed rytuałem, najlepiej kilka dni bez stresu i bez kontaktu z tematem. Po drugie zjedz coś konkretnego wcześniej, nie rób tego na głodno bo wtedy ciało samo zaczyna oddawać. Po trzecie wyznacz sobie granicę czego nie oddasz, np. zdrowia dziecka, pracy, relacji z rodziną. To brzmi banalnie, ale jak nie nazwiesz tego sobie wcześniej, to potem nie masz argumentu.
A czy te ograniczenia nie osłabiają samego rytuału? Bo skoro mówisz "nie tknij mi pracy", to bóstwo czy co tam wzywasz może uznać, że skoro stawiasz warunki, to nie warto się angażować. Trochę jak negocjacje, gdzie jedna strona z góry odpada.
jeśli czujesz że temat z siostrą siedzi ci w głowie, to przesuń. Faza księżyca wróci, a ty wejdziesz w rytuał z dziurą i z myślami nie tam gdzie trzeba. Lepiej później i czysto, niż na czas i połowicznie.
To jak się rozróżnia czy odpuściłam bo mi przeszło, czy odpuściłam bo się boję? Bo to brzmi podobnie z zewnątrz, a w środku to dwie różne sprawy. Ktoś ma sposób żeby to sobie sprawdzić?
ja czekałam pół roku aż sam zatęskni i się nie doczekałam, dlatego w końcu sięgnęłam po rytuał. Ale teraz jak czytam co tu piszą o kosztach, to sama nie wiem czy dobrze zrobiłam. Może to czekanie jednak nie było takie złe.
Czego konkretnie żałowałeś? Bo czytam tu i każdy mówi o jakimś koszcie, ale mało kto pisze co dokładnie u niego się posypało. Chciałabym wiedzieć na co się piszę, a nie tylko że "będzie ciężko".
U mnie poszło zdrowie, konkretnie żołądek. Pół roku chodziłem po lekarzach, badania nic nie wykazywały, a brzuch mnie bolał codziennie. Po jakimś czasie odpuściłem temat tej dziewczyny i bóle ustąpiły. Nie mówię że to na pewno przez rytuał, ale zbieżność była.
Mnie zastanawia jedna rzecz w tym wszystkim. Czy ten koszt energetyczny da się jakoś rozłożyć w czasie, czy on zawsze spada w jednym momencie? Bo jak czytam, to u jednych zdrowie poszło od razu, u innych dopiero po tygodniach.
To jak mam się przygotować na te dwa tygodnie po? Bo widzę że temat z siostrą powinnam najpierw domknąć, ale chciałabym też wiedzieć co po. Mam wziąć wolne w pracy, czy raczej normalnie funkcjonować i się nie wycofywać z życia?
Wolne nie jest złym pomysłem na pierwsze parę dni, ale nie izoluj się całkowicie. Najgorzej jest siedzieć samej i mielić w głowie "czy zadziała, czy nie zadziała". Praca albo jakieś normalne obowiązki trzymają cię w rzeczywistości, a to akurat jest pomocne.
Czyli wychodzi na to, że ten koszt to nie jest jednorazowa zapłata, tylko taki ciągnący się ogon przez parę tygodni. Trochę zniechęcające jak się to wszystko zbierze do kupy.
Czytam to wszystko i mam pytanie z boku. Czy ten koszt jest taki sam jak rytuał robi się na siebie, w sensie na otwarcie się na miłość ogólnie, czy tylko gdy się celuje w konkretną osobę? Bo to chyba dwie różne sprawy.
Czyli jak dobrze rozumiem, praca na siebie to bardziej taka terapia z dodatkiem rytuału, a praca na konkretną osobę to już wchodzenie komuś w głowę. Trochę to zmienia perspektywę, bo część osób reklamuje to jako jedno i to samo.
Wracając do mojego tematu, bo trochę odjechaliśmy. Domyślam się że u mnie miałaby być praca celowana, nie na otwarcie. Jak rozumiem koszt będzie pełny. Pytanie czy ktoś robił rytuał na osobę z którą ma niedomknięte sprawy rodzinne w tle, bo u mnie siostra i były wspólny znajomy.
Sprawy rodzinne w tle to dodatkowy ciężar, bo nie wyciągasz jednej osoby, tylko szarpiesz cały układ. Robiłam coś podobnego parę lat wstecz, sytuacja z byłym kolegi mojej kuzynki. Skończyło się tak, że pokłóciłam się z kuzynką na pół roku, a z facetem i tak nic nie wyszło.
To brzmi jak coś, co powinno się mówić na samym początku, a nie dopiero gdy ktoś zapyta. Bo Roksana mogła w ogóle nie pomyśleć, że jej relacja z siostrą może oberwać. A widać że w takich konfiguracjach to jest typowe.
Można to zminimalizować jeśli przed pracą zrobisz osobny rytuał na ochronę bliskich. Świeca biała, sól, imię siostry zapisane na karteczce schowanej pod świecznikiem. To nie eliminuje ryzyka, ale rozprasza część fali idącej w jej stronę.
A czy nie jest tak, że jak Roksana ma już napiętą relację z siostrą, to ta siostra będzie najsłabszym ogniwem i tam pójdzie najwięcej? Tam gdzie już są pęknięcia, łatwiej się rozłazi. To by tłumaczyło dlaczego u Filomeny poszło w kuzynkę.
To w sumie pytanie, czy nie powinnam najpierw pogodzić się z siostrą po ludzku, normalnie spotkać się i pogadać, a dopiero potem ewentualnie myśleć o rytuale. Bo jeśli to pójdzie po pęknięciach, to teraz byłoby najgorsze możliwe okno.
Brzmi rozsądnie. Domknięcie po ludzku tego co da się domknąć po ludzku, zawsze przed pracą. Inaczej zostawiasz furtki, którymi koszt ucieknie tam gdzie nie chcesz. A ile czasu trzeba odczekać po takiej rozmowie z siostrą, zanim zaczniesz cokolwiek - to już zależy jak rozmowa pójdzie.
