To jest pytanie które każdy musi postawić sobie sam, ale mam wrażenie że ty pytasz o konkretną liczbę, a ona nie istnieje. Patrzyłabym raczej na to, czy przez te kilka tygodni cokolwiek eskaluje, czy stoi. Jeden sygnał i potem absolutna cisza przez kolejne tygodnie - to inaczej wygląda niż jeden sygnał, a potem powolne drobne zmiany.
Mam pytanie do Chalcedonki. Mówiłaś o zmianach wewnątrz tej drugiej osoby, niewidocznych z zewnątrz. Ale jak długo można czekać na coś co jest z zasady nieweryfikowalne? W którymś momencie to trochę przypomina sytuację bez wyjścia.
Trochę się gubię. Zaczęliśmy od pytania Gabrysia o to kiedy wykonać kolejny rytuał, a teraz rozmawiamy głównie o tym czy w ogóle jakikolwiek efekt jest rzeczywisty. Czy ktoś w ogóle powiedział mu żeby czekał z tym powtórzeniem?
Bardziej chodzi o intencję niż o energie per se. Jeżeli pierwszy rytuał wysłał impuls i on pracuje, to drugi - zrobiony z niecierpliwości - często komunikuje coś w rodzaju braku wiary w pierwszy. To nie jest tylko kwestia symboliki, ale też twojego własnego stanu podczas drugiego rytuału. Wykonujesz go z lęku czy z desperacji, a nie ze spokojnej intencji. I to się czuje w pracy.
Dodałabym do tego jeszcze jeden wymiar. Jeśli ktoś robi kolejny rytuał w krótkim czasie, często wnosi do niego te same nierozwiązane blokady co do pierwszego. I zamiast postępu, wchodzi w pętlę. Dlatego zanim ktoś zdecyduje się na powtórzenie, warto sprawdzić czy coś wewnętrznego zmieniło się od poprzedniego razu. Jeśli nie - to kolejny rytuał może dać identyczny efekt.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie. Mówicie o czekaniu, sygnałach, blokadach - ale jak to wygląda u kogoś, kto zrobił rytuał i potem... po prostu zapomniał o nim na jakiś czas? Czy to jest lepiej czy gorzej niż codzienne analizowanie każdego sygnału?
Właśnie o to mi chodziło, dzięki Otylka. Bo miałam wrażenie, że jak przestałam myśleć o rytuale po jakimś czasie, to zrobiłam coś złego. A podobno nie.
To 'podobno' jest tu kluczowe. Oderwanie uwagi od rytuału działa inaczej niż zapomnienie o nim z powodu rozproszenia. Jedno to świadome puszczenie, drugie to po prostu życie wciągnęło i rytuał gdzieś przepadł. Efekty mogą być różne w zależności od tego, z jakiego miejsca się odeszło.
Dobra, wracając do mojej sytuacji. Ten jeden sygnał który opisałem wcześniej - pojawił się i po nim cisza. Tydzień minął. Nic. Mam wrażenie że mogłem go sobie wyobrazić albo nadinterpretować. I nie wiem czy to powód żeby ruszyć z kolejnym rytuałem czy właśnie żeby jeszcze poczekać.
To co opisujesz - tydzień ciszy po jednym sygnale - to nie jest jeszcze cisza. To jest przerwa. Sygnały w rytuale miłosnym rzadko chodzą seriami na początku. Jeden, potem spokój, potem ewentualnie coś więcej. Taki rytm jest dość standardowy przynajmniej w mojej praktyce.
To że sygnał był jeden i potem cisza - mnie bardziej zastanawia co to był za sygnał. Bo jeśli to był sygnał ze strony tej drugiej osoby, to jest zupełnie inny kontekst niż sygnał czysto wewnętrzny, np. sen, poczucie, zmiana nastroju. Gabryś, co to konkretnie było?
No to zdecydowanie nie powtarzałabym teraz rytuału. To jest konkretny ruch z jej strony i on potrzebuje czasu żeby się rozwinąć albo nie. Wchodzenie z kolejnym rytuałem w to okno to jak dorzucanie drew do ognia zanim wiadomo czy ten w ogóle płonie.
Słucham i mam pytanie do Zaklinaczki. Skąd wiadomo że pierwszy rytuał 'pracuje' w momencie gdy ona napisała? Może napisała zupełnie niezależnie, a ty i tak przypiszesz to rytuałowi?
Mnie bardziej zastanawia co Gabryś czuje teraz, po tej wiadomości. Bo jeśli jest w miejscu napięcia i niecierpliwości - to rytuał zrobiony teraz będzie przesiąknięty tym właśnie stanem. Lękiem przed brakiem odpowiedzi, presją. I to może rzeczywiście namieszać, nie z powodu 'nakładania rytualów', ale dlatego że intencja będzie pogmatwana.
No i to jest odpowiedź na twoje pytanie o timing. Nie chodzi o liczenie tygodni, tylko o to w jakim stanie wchodzisz do kolejnego rytuału. Teraz jesteś naładowany oczekiwaniem. To nie jest dobry grunt.
Ale czy można w ogóle dojść do stanu spokoju jeśli czeka się na coś co bardzo się chce? Mnie się wydaje że to jest trochę niemożliwe do spełnienia - jakby rytuały były zarezerwowane tylko dla osób które już im na danej rzeczy nie zależy.
To co Gabryś opisał - napisała po ciszy, krótko, potem znowu nic - to jest dokładnie ten moment kiedy presja wewnętrzna robi się największa. I rozumiem to, bo sama przez to przechodziłam. Ale właśnie dlatego pytanie o timing kolejnego rytuału jest tu trochę mylące. Bo problem nie leży w tym kiedy, tylko w tym z czym wchodzisz.
Mam podobną sytuację do Gabrysia, tylko u mnie nie było żadnego sygnału, w ogóle. I właśnie zastanawiam się czy brak sygnału to znaczy że rytuał nie zadziałał, czy że jeszcze trwa. Skąd w ogóle wiadomo kiedy rytuał jest 'skończony' a kiedy po prostu jeszcze pracuje?
Wracając do Gabrysia, bo mi się wydaje że tu jest konkretniejszy problem niż ogólne pytanie o timing. Ona napisała. To jest zmiana stanu. Przed rytuałem był kontakt czy nie było?
No to jest właśnie ta różnica o której mówiłam wcześniej. To nie jest 'sygnał wewnętrzny' ani sen, tylko realna zmiana w zachowaniu drugiej osoby po kilku miesiącach ciszy. W takiej sytuacji kolejny rytuał byłby wchodzeniem w otwarte drzwi z wiertarką.
Ale co to znaczy 'wchodzić z wiertarką'? Przecież rytuały miłosne nie działają tak że jeden blokuje drugiego. Można robić kilka intencji jednocześnie.
Nie da się tego rozstrzygnąć i to jest właśnie pułapka szukania 'dowodów' na działanie rytuału. Zawsze możesz powiedzieć że napisała z własnej woli. Zawsze możesz powiedzieć że to rytuał. To są dwa niesprawdzalne twierdzenia. Ważniejsze jest co Gabryś z tym teraz zrobi.
A co w ogóle można zrobić gdy ktoś napisał, ale tak krótko i potem znowu cisza? Czekać na jego ruch? Odpisać? Pytam bo mnie też kiedyś spotkało coś podobnego i kompletnie nie wiedziałam co robić.
Odpisałem. Krótko też. I teraz cisza z obu stron. Tzn. piłka jest po jej stronie, ale nie wiem czy ona o tym wie 🙂
I właśnie w tym momencie, kiedy siedzisz i czekasz na jej ruch, stan wewnętrzny jest kluczowy - nie dlatego że wpływa na nią bezpośrednio, tylko dlatego że jeśli zrobisz rytuał teraz, to ta czekająca energia pójdzie razem z intencją. I to nie jest dobra kombinacja.
Czytam to i mam głupie pytanie - czy te rytuały miłosne w ogóle mogą coś zepsuć? Tzn. co najgorszego może się stać jak ktoś ich użyje za często albo w złym momencie?
Nie ma jednej odpowiedzi bo to zależy od podejścia. W tradycjach hoodoo na przykład - a tam rytuały miłosne mają długą historię - wielokrotne powtarzanie tej samej pracy bez zamknięcia poprzedniej jest uznawane za rozpraszanie intencji, nie wzmacnianie. W wicca z kolei kładzie się nacisk na 'harm none', więc kwestia etyczna jest ważniejsza niż techniczna. 'Psucie' to zbyt mocne słowo, ale rozmycie - tak.
