Zróbłem rytuał na przyciągnięcie konkretnej osoby jakieś trzy tygodnie temu i kompletnie nic. Znaczy nic widocznego - ona dalej się zachowuje tak samo, zero zmiany w kontakcie, zero inicjatywy z jej strony. Chciałem zapytać, bo nie wiem ile właściwie powinienem czekać zanim stwierdzę że nie zadziałało i można próbować jeszcze raz. Bo słyszałem że ponawianie za szybko może popsuć to co już zostało 'uruchomione', ale nie mam pojęcia czy to prawda czy mit.
Trzy tygodnie to w zasadzie nic, szczególnie jeśli był to rytuał nastawiony na zmianę uczuć czy zbliżenie. Takie rzeczy potrafią ciągnąć się miesiącami zanim cokolwiek drgnęło. Mnie bardziej interesuje co to był za rytuał i w jakiej fazie księżyca go robiłeś - bo to mocno zmienia perspektywę odnośnie czasu oczekiwania.
A właśnie chciałam zapytać o to samo co Gabryś99, bo sama jestem w podobnej sytuacji. Mój rytuał miał już ponad miesiąc i zastanawiam się czy robić coś następnego. To znaczy - skąd wiadomo że rytuał 'pracuje' i tylko jest wolny, a kiedy można powiedzieć że po prostu nie wyszło?
To nie jest kwestia tylko czasu, bo czas sam w sobie nic tu nie mówi. Są rytuały które działają w trzy dni i takie, na które czeka się pół roku. Kluczowe pytanie jest inne - czy cokolwiek się zmieniło, nawet drobiazg? Zmiana energetyczna często zaczyna się od rzeczy śmiesznych: ta osoba nagle pojawia się w rozmowie gdzieś obok, ktoś wspomina jej imię, sam zaczynasz myśleć o niej inaczej. Jeśli nie ma absolutnie żadnego sygnału przez miesiąc, warto się zastanowić nad intencją rytuału, nie nad jego powtórzeniem.
Napisała do ciebie, a wcześniej tego nie robiła? To jest zmiana. Ludzie nie doceniają małych przesunięć, bo patrzą na wielki efekt końcowy zamiast na to co się dzieje po drodze. Rytuały miłosne rzadko działają jak włącznik - częściej jak powolne grzanie wody. Pytanie jest inne: czy ty ze swojej strony też coś robisz, czy tylko czekasz?
Dokładnie, i do tego dochodzi kwestia tego że jeśli zrobisz drugi rytuał za szybko, to wysyłasz sprzeczne sygnały. Słyszałam że optymalne to czekać pełny cykl księżycowy między rytuałami tego samego rodzaju, bo inaczej energetycznie się to znosi. Chociaż różne tradycje mówią różne rzeczy.
Zgadzam się z Dagną w kwestii mitów, ale jest jedna rzecz, o której nie mówisz - stan energetyczny osoby wykonującej. Jeśli ktoś powtarza rytuał z poziomu lęku i desperacji, to niezależnie od tradycji, intencja jest skażona. I to może faktycznie utrudniać manifestację. Nie dlatego że 'zasady' tak mówią, tylko dlatego że wibracja strachu a wibracja miłości to dwie różne rzeczy.
Zaraz zaraz - czyli można robić ten sam rytuał wielokrotnie? Ja myślałam że jeden rytuał to jeden strzał i jak nie wyszło to nie wyszło. Nigdzie nie widziałam żebyś mogła wrócić do tego samego.
No i tutaj właśnie jest sedno tego wątku, bo temat jest o tym kiedy przestać czekać, a wszyscy dyskutujemy o tym czy można powtórzyć. Można. Ale zanim się to zrobi, trzeba uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego pierwszy nie zadziałał. Nie 'może za słaby' albo 'może księżyc nie ten' - tylko naprawdę uczciwa analiza. Czy intencja była czysta? Czy nie było wewnętrznego oporu? Czy cel był realistyczny?
Realistyczny cel to nie chodzi o to że 'on cię pokocha' jest niemożliwe - chodzi o to że nie można wymusić uczucia u kogoś, kto z jakiegoś głębokiego powodu nie jest na ciebie otwarty. Rytuały działają raczej na usuwanie blokad, poprawianie energii przyciągania, otwieranie możliwości kontaktu. Nie są jak pisanie skryptu dla innej osoby.
Trochę nie rozumiem tej dyskusji - znaczy rytuały mają działać na uczucia innych ludzi? To brzmi jak ingerowanie w kogoś bez jego zgody. Nie mówię że nie wierzę w ezoterykę ogólnie, ale to wydaje się etycznie dziwne.
Ja miałam podobną sytuację - robiłam rytuał, czekałam, nic. Po mniej więcej sześciu tygodniach stwierdziłam że spróbuję inaczej i zamiast powtórzyć ten sam, zrobiłam pracę nad sobą - afirmacje, wizualizacje, skupienie na tym co chcę czuć, nie na tym co chcę żeby on zrobił. I wtedy zaczęło się coś dziać. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale zmieniło się coś w dynamice między nami.
Dodam jeszcze jedną rzecz, bo nikt tego nie powiedział wprost. Czas oczekiwania na efekty to nie jest stały parametr, który możesz sprawdzić w jakimś poradniku. On zależy od stopnia złożoności sytuacji, od tego jak bardzo energia danej osoby jest 'dostępna', od twojego własnego stanu i od tego czy po rytuale w ogóle puściłeś intencję czy cały czas mentalnie ciągniesz za nią jak za sznurek. To ostatnie - ciągłe sprawdzanie, analizowanie, oczekiwanie - potrafi blokować bardziej niż nieodpowiednia faza księżyca.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, bo jakoś mi umknęło w dyskusji - ile właściwie czasu minęło od rytuału Gabrusia? Bo widzę że piszesz o niej, że napisała raz, ale nie wiem kiedy był sam rytuał.
Pięć tygodni i jeden kontakt, który oceniasz jako neutralny. Okej, ale pytanie jest takie - czy przed rytuałem w ogóle był jakiś regularny kontakt? Bo jeśli wcześniej też milczała, to każde odezwanie się jest zmianą, niezależnie od treści.
Dwa miesiące przerwy, potem rytuał, potem kontakt po trzech tygodniach. To nie jest neutralna sytuacja, szczerze. Pytanie czy ona miała w ogóle powód żeby pisać, czy napisała bez konkretnego powodu.
To jest właśnie ten sygnał, o którym mówiłem wcześniej. Kontakt bez konkretnego powodu po długiej przerwie to jeden z tych małych sygnałów, które ludzie mają tendencję zbywać. Nie mówię że to gwarancja czegokolwiek, ale to że napisała akurat do ciebie, a mogła do kogoś innego, nie jest przypadkowe.
Albo jest przypadkowe i tyle. Nie każdy kontakt ma znaczenie energetyczne. Czasem ludzie po prostu piszą i nie ma za tym nic głębszego.
Właśnie - i to jest sedno całej tej dyskusji, do którego ciągle wracamy. Gabryś99 pyta o moment działania, a odpowiedź nie jest jedna. Zależy czy energia w ogóle ruszyła, czy stoi. Jeden kontakt bez powodu po długiej przerwie to ruch, nie stagnacja.
A co jeśli ktoś nie ma żadnego kontaktu i żadnego sygnału? Bo ja na przykład nie dostałam dosłownie nic przez cały ten czas. Ani wiadomości, ani przypadkowego spotkania, absolutnie nic. Wtedy co?
Ta granica między 'rytuał zadziałał wewnętrznie' a 'po prostu czas' jest w praktyce prawie niemożliwa do wyznaczenia, i myślę że warto to przyjąć jako fakt zamiast szukać pewności. Co nie zmienia tego że spokój wewnętrzny jako efekt jest jak najbardziej realnym wynikiem.
Dobra, ale mam pytanie z zupełnie innej strony - czy jeśli rytuał działa 'wewnętrznie', to po co w ogóle liczyć na cokolwiek zewnętrznego? Trochę to zmienia cel, nie?
Czyli można nie dostać tego czego się chciało, a rytuał i tak 'zadziałał'? To trochę jak z życzeniami od dżina, gdzie zawsze jest haczyk.
Ja miałem podobnie. Robiłem rytuał, czekałem długo, nic konkretnego się nie stało z zewnątrz, ale po jakimś czasie stwierdziłem że ta osoba w sumie mnie nie interesuje jak kiedyś. I nie wiem do tej pory czy to rytuał to zmienił czy ja sam.
Dobra, wracam do tego co pisała Geranium83 i Kacperek.2, bo to mnie zastanawia. Jeżeli po rytuale zainteresowanie tą osobą samo odpada, to czy to w ogóle był rytuał miłosny, czy raczej jakiś rytuał oczyszczający? Bo z zewnątrz wygląda tak samo, ale chyba cel jest zupełnie inny?
Właśnie tutaj mam problem. Jak niby rozpoznać czy to co dostaję jest efektem, czy jest zupełnie niezwiązane z rytuałem? Pytam serio, bo czuję że kręcę się w kółko z tym samym pytaniem i nadal nie mam odpowiedzi.
Albo po prostu zbiegło się w czasie i tyle. Nie wszystko co dzieje się po rytuale ma z nim związek. Ludzie mają tendencję do szukania wzorców tam gdzie ich nie ma.
