To ciekawe że mówisz o zakopaniu albo spaleniu jako zamknięciu. Bo ja raz zostawiłam rzeczy z rytuału po prostu w szufladzie i nigdy tego nie domknęłam. I teraz zastanawiam się czy to miało jakiś wpływ na to że nic się nie wydarzyło.
Ta szuflada to coś, co mnie zastanawia od kiedy to napisałaś. Ja też mam podobnie i nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślałam że to po prostu pamiątka albo drobiazg, a nie że trzymam coś aktywnego.
Ale to znaczy że te rzeczy w szufladzie cały czas coś robią? Tzn. intencja nadal chodzi, bo nie ma zamknięcia? Czy to działa tylko jeśli ty tak uważasz, czy samo z siebie?
Dobra ale wracając do mojej sytuacji bo trochę odpłynęliśmy. Napisałem do niej krótko, ona nie odpowiedziała. Minęło już jakiś czas. I właśnie tutaj jest moje pierwotne pytanie - kiedy to milczenie po odpowiedzi jest jeszcze normalną ciszą, a kiedy już sygnałem że nic z tego?
To nie jest pytanie o czas, to jest pytanie o to co czujesz kiedy o tym myślisz. Jeśli cisza sprawia że coraz bardziej się spinasz i szukasz pretekstu do kolejnego ruchu - czy to rytuału czy sms-a - to odpowiedź jest taka sama w obu przypadkach: poczekaj. Nie dlatego że czas robi swoje, ale dlatego że działanie z tego miejsca rzadko daje to czego naprawdę chcesz.
A wracając do mojego pytania sprzed kilku postów, bo nie dostałam odpowiedzi - jak odróżnić że rytuał nadal trwa od tego że po prostu nie zadziałał? Pytam serio, bo siedzę z tym od dawna i nie wiem jak to ocenić.
Mam pytanie do ogólnej dyskusji - czy ktoś sprawdzał karty po rytuałach żeby ocenić gdzie jest sprawa? Nie żeby wróżyć przyszłość, tylko właśnie po to żeby zobaczyć czy coś się ruszyło energetycznie. Robiłam tak kilka razy i wydawało mi się że to daje jakiś obraz sytuacji.
Wracając do Gabrysia i jego ciszy po odpowiedzi - to co opisujesz brzmi jak sytuacja gdzie obie strony czekają na ruch tej drugiej. I energetycznie to jest bardzo nieefektywne, bo tworzy się rodzaj zawieszenia, gdzie żadna z intencji nie może się zrealizować. Nie mówię żeby pisać znowu, ale żeby sprawdzić czy twoja uwaga jest przy tej osobie cały czas, bo to właśnie blokuje przepływ, nie cisza sama w sobie.
To jest akurat szczery i ważny powód żeby nie robić rytuału. Jeśli motywacja to 'zająć czymś ręce' zamiast rzeczywistej potrzeby energetycznej, to rytuał staje się substytutem działania, a nie działaniem. To trochę jak pisanie kolejnego sms-a żeby poczuć się że się coś zrobiło - efekt jest odwrotny do zamierzonego.
A co gdyby zamiast rytuału zrobić coś żeby się oderwać od tej sytuacji na jakiś czas? Nie wiem, brzmi banalnie, ale po tym co tu piszecie chyba właśnie o to chodzi?
No właśnie, bo to jest pętla. Przestaję czekać, to przestaję myśleć, to przestaję czekać, to zaczynam myśleć, to znowu czekam. I co, robię rytuał żeby wyjść z pętli czy siedzę dalej?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie że wszyscy kręcimy się wokół jednego punktu, który nikt wprost nie nazywa. Gabryś zrobił rytuał, napisał do tej osoby, nie dostał odpowiedzi i teraz zastanawia się czy robić drugi. Ale tu jest pytanie poprzedzające: co ten drugi rytuał ma zmienić w stosunku do pierwszego, jeśli zewnętrzna sytuacja jest dokładnie taka sama?
No właśnie nie wiem. Może nic. Ale pierwszy wydawał mi się za słaby, za mało intensywny. Robiłem go trochę z dystansem, nie byłem w tym do końca.
Czekaj, to jest ważna informacja. Mówisz że robiłeś go z dystansem. To skąd bierzesz się przekonanie że był za słaby - z obserwacji efektów czy z poczucia że sam w niego nie wszedłeś?
I tu jest clue całej sprawy. Jeśli rytuał był słaby bo ty byłeś w nim rozbity, to robiąc drugi w tym samym stanie dostaniesz ten sam wynik. Pytanie nie jest kiedy, tylko co zmieni się w tobie między jednym a drugim.
Czyli według was zanim ktoś zrobi drugi rytuał, to powinien właściwie przepracować siebie? To brzmi jak sporo zachodu jak na coś co miało być pomocą.
Mam pytanie do Dagny albo Zaklinaczki - bo mam podobną sytuację co Gabryś i zastanawiam się nad tym samym. Czy jest jakaś różnica między powtórzeniem tego samego rytuału a zrobieniem czegoś zupełnie innego? Tzn. czy lepiej wzmocnić to co było, czy podejść z innego kąta?
