To trochę pocieszające, bo myślałam, że jak nie usiądę codziennie, to wszystko się sypie. A okazuje się, że odpuszczenie też jest częścią tego.
Codzienność jest fajna, ale tylko jak jest naturalna. Jak siadasz z myślą, że musisz, bo inaczej zepsujesz całość, to już sama intencja jest złamana. Lepiej trzy razy w tygodniu z uwagą niż codziennie z poczuciem obowiązku.
U mnie sygnałem zawsze jest kamień. Jak go biorę i nic nie czuję, to wiem, że muszę odłożyć temat na jakiś czas. Wcześniej próbowałem przez to przechodzić siłą i kończyło się tym, że potem tygodniami nie miałem do niego ręki.
To brzmi rozsądnie, bo ja zawsze miałam wątpliwości, czy można cokolwiek robić pod kogoś, kto o tym nie wie. A skoro skupiamy się na sobie, to się zgadza z tym, co tu padło wcześniej, że to bardziej praca nad własną gotowością niż nad drugą osobą.
A wracając do tej pracy pod kogoś bez popędu, bo trochę mi to umknęło, to jak ktoś nie odczuwa pociągu w ogóle, to taka osoba w ogóle szuka relacji czy nie? Pytam, bo nie do końca rozumiem, o co chodzi z tą aseksualnością.
Bardzo różnie to wygląda u różnych osób, czytałam o tym sporo. Niektórzy szukają bliskości emocjonalnej i związku, tylko bez tej warstwy fizycznej, inni nie szukają nikogo w ogóle. To nie jest jedna grupa, tylko bardzo szeroki zakres.
To mi przemawia, bo mam właśnie ten problem, że jak siadam coś układać, to wychodzi mi taki śpiewnik. A potem powtarzam i nic nie czuję, bo to nie są moje słowa.
Wracając jeszcze do tej osoby aseksualnej, bo nie chcę, żeby nam to umknęło, to czy ktoś z was układał już taki rytuał konkretnie pod bliskość bez fizyczności? Bo czytam, czytam, ale nigdzie nie widzę opisu od kogoś, kto faktycznie to robił.
Robiłam, ale nie dla siebie, tylko pomagałam ułożyć znajomej. Wyszło tak, że zamiast słów o przyciąganiu daliśmy słowa o byciu rozumianą i o tym, żeby ktoś chciał z nią po prostu spędzać czas. Efekt był taki, że poznała kogoś po kilku miesiącach, ale czy to przez tę pracę, czy przez to, że w międzyczasie sama się otworzyła na ludzi, tego nie wiem.
A jak ktoś mieszka z rodziną i nie może sobie zgasić światła kiedy chce, bo ktoś co chwilę wchodzi? Bo u mnie jest tak, że nawet jakbym chciała coś dla siebie zrobić, to za chwilę ktoś otwiera drzwi i pyta, czy będę jadła kolację.
