To ma sens. Widziałam opisy sytuacji gdzie ktoś robił rytuał żeby 'przyciągnąć' konkretną osobę i sam popadał w coraz głębsze skupienie na tym jednym człowieku - codzienne sprawdzanie znaków, interpretowanie każdego snu, każdej liczby. A ta druga osoba żyła normalnie i nawet nie wiedziała że istnieje problem.
Ale to nie wyklucza efektu po drugiej stronie, prawda? Znaczy te dwa mechanizmy mogą działać jednocześnie - jeden wewnętrzny, drugi zewnętrzny.
I właśnie to jest to co mnie zawsze trochę kręci w takich rozmowach - że nieraz nie można odróżnić efektu rytuału od efektu tego że ktoś po prostu bardzo mocno skupił na czymś energię i zmienił swoje zachowanie. Ale dla osoby która to czuje na sobie różnica może być totalna, bo ona nie wie co było przyczyną.
A jak ta diagnostyka wyglądała w praktyce? Tzn. co konkretnie robiono żeby sprawdzić czy to jest 'naturalne' uczucie czy coś narzuconego z zewnątrz?
Ciekawe że to kryterium nagłości pojawia się też we współczesnych opisach - na różnych anglojęzycznych forach gdzie ludzie opisują podejrzewane love magic. Nagłość, nieracjonalność, brak historii uczucia przed jakimś konkretnym momentem. Oczywiście to może być po prostu zakochanie ale ludzie szukają tego co je odróżnia.
No dobra ale to nadal nie rozwiązuje tego co mówiłem wcześniej - że nagłość zakochania jest normalna i ludzie się zakochują bez historii kontaktu. Czy istnieje w ogóle coś co WYRAŹNIE odróżnia efekt rytuału od zwykłego zakochania? Bo z tej rozmowy wynika że nie.
No właśnie, i to jeszcze ciekawsze jak się patrzy na to że wiele rytułów miłosnych wymaga powtarzania - nie robi się raz i zapomina. Są takie które mają trwać przez kilka kolejnych faz księżyca albo określoną liczbę dni. Każde powtórzenie to kolejna porcja skupienia na tej osobie. Serio nie wiem jak ktoś może to robić i nie wyjść z tego z głową pełną tylko tego jednego człowieka.
A właściwie to jest dobry punkt Nebularia - co się dzieje psychologicznie z osobą która robi rytuał i nie widzi efektów? Znam opisy sytuacji gdzie to nakręcało kolejne rytuały, coraz intensywniejsze. Jakby porażka pierwszego była dowodem że trzeba mocniej a nie że może warto odpuścić.
W starszych tradycjach zresztą było mocne przekonanie że magia miłosna 'wraca' do wykonującego - różne formy tego przekonania znajdziesz w folklorze słowiańskim, ale też w materiałach z Grecji czy południa Włoch. Nie chodzi o karmę w nowym rozumieniu, ale o konkretny obraz: że cokolwiek uruchomisz w sobie żeby to zrobić, nie wróci do poprzedniego stanu. Coś zostaje pobudzone i zostaje.
Słuchajcie, ta rozmowa poszła w kierunku który mnie bardzo zaskakuje - i dobrze. Bo ja pytałam o obsesję u drugiej osoby, a wychodzi na to że cały czas mówimy o tym że ta obsesja może równie mocno dotyczyć osoby wykonującej. Czuję że to jest ważniejszy wątek niż myślałam. Czy to oznacza że rytuał miłosny jest bardziej niebezpieczny dla tego kto go robi?
Ja się zastanawiam nad czymś innym w sumie - mówimy dużo o mechanizmach i ryzyku, ale co z sytuacją kiedy ta 'druga osoba' zaczyna się zachowywać dziwnie i sama to zauważa? Znam historię gdzie ktoś nagle poczuł się bardzo przyciągnięty do osoby z przeszłości bez żadnego powodu i sam był tym przestraszony. I nie wiedział skąd to.
I to 'nie moje' jest bardzo ważne moim zdaniem. Bo większość z nas potrafi rozpoznać swoje uczucia jako własne, nawet jeśli są silne lub nielogiczne. A ten opis - że coś przychodzi z zewnątrz, że jest obce - to jest jakościowo inne przeżycie. Czy to musi oznaczać że ktoś coś robił? Nie wiem. Ale jest wystarczająco osobliwe żeby pytać.
To 'nie moje' o którym pisałaś Stasia - ja miałam kiedyś podobny opis od kogoś bliskiego i on dosłownie mówił że 'coś go ciągnie' do tej osoby wbrew własnej logice. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale był przekonany że to nie jest jego własna decyzja emocjonalna. Brzmi to trochę jak dysocjacja uczuć od siebie.
Ale czy ktoś może mi powiedzieć wprost - jeśli ktoś czuje to 'nie moje' uczucie, to czy w ogóle da się sprawdzić czy to rytuał czy po prostu taka forma zakochania? Bo ta rozmowa kręci się w kółko i nadal nie ma żadnej odpowiedzi na to pytanie.
I właśnie to mnie zastanawiało od początku tego tematu - czy obsesja jako taka, jeśli w ogóle się pojawia po rytuałach, ma jakiś charakterystyczny przebieg. Bo zwykłe zakochanie ma swoją dynamikę, narasta, opada, zmienia się. A te opisy które pojawiają się w wątku brzmią jakby to było coś bardziej płaskiego - ciągłe, monotonne, bez naturalnych wahań.
