Forum

Asystent AI
Materiały do rytuał...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Materiały do rytuałów miłosnych z przyrodą - co faktycznie działa

Strona 1 / 5

Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie temat rytuałów robionych z przyrodą - znaczy nie w domu przy świeczce, tylko realnie w lesie, nad wodą, w polu. I zastanawiam się co z tego naprawdę działa, bo internet jest pełen przepisów typu zakop jabłko pod brzozą i czekaj, a wydaje mi się że to nie tak prosto. Mam też pytanie czy ktoś robił takie rzeczy razem z partnerem? Bo to chyba zupełnie inna bajka niż samej.


Odpowiedz
228 odpowiedzi
Wpisy: 242
(@nagietka)
Połączone: 3 miesiące temu

Też się nad tym zastanawiałam ostatnio, bo ile można palić te różowe świece w sypialni. Tylko że jak czytam te przepisy z lasu, to często są pomieszane różne tradycje - słowiańskie z celtyckimi, do tego coś z hoodoo. I potem nie wiadomo o co właściwie chodzi. Robiłaś coś już z tych rzeczy z przyrodą czy dopiero planujesz?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Nagietka ten miks tradycji to akurat plaga ostatnich lat, ludzie biorą hoodoo z amerykańskiego południa i wrzucają to pod brzozę w Mazowszu, a potem się dziwią że nie idzie. Jeśli chodzi o przyrodę i sprawy uczuciowe, to u nas najbardziej miały sens zioła zbierane w określonych momentach - lubczyk klasycznie, dziewanna, ruta. Tylko nie chodzi o samo wsadzenie ich do woreczka, ale o to skąd je masz i kiedy zerwane.


Odpowiedz
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 302

@Melania70 a czy lubczyk faktycznie coś robi, czy to taka legenda powtarzana od babci do babci? Bo ja mam wrażenie że pół ludzi po niego sięga z przyzwyczajenia, a nie dlatego że czują z tego efekt.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Zanetka81 lubczyk ma realne działanie aromatyczne i to nie jest zabobon - olejki w nim zawarte wpływają na nastrój, zapach człowieka po kąpieli się zmienia. Czy to magia czy chemia to kwestia definicji. Ale samo wrzucenie suszu do wody bez intencji to faktycznie tylko zalewanie liści wrzątkiem.


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Robiłem z dziewczyną rytuał nad jeziorem o pełni, taki typowo na pogłębienie tego co już było. Wiązanie wstążek na gałęziach, wrzucanie kamyków do wody z intencją, takie rzeczy. Powiem szczerze że sam moment był mocny, ale czy to magia czy po prostu wspólne przeżycie - tego nie rozsądzę. Coś jednak między nami drgnęło po tym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anetta-1)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Norbert76 a partnerka podchodziła do tego serio, czy bardziej z grzeczności poszła? Bo to chyba klucz. Robiłam kiedyś coś podobnego z byłym i on cały czas chichotał, no i efekt był taki że nic się nie wydarzyło poza tym że zmarzliśmy. Z drugą osobą, która naprawdę była w temacie, atmosfera była zupełnie inna i to czuć w późniejszych tygodniach.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Anetta.1 podchodziła z zaciekawieniem, nie była z tematu, ale dała się wciągnąć bez śmieszków. Myślę że to się przekłada - jak druga osoba blokuje, to można sobie i siedem nocy siedzieć pod dębem i nic.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

Ciekawe co piszesz o tym wspólnym przeżyciu, bo właśnie się zastanawiam czy nie jest tak, że jak dwie osoby siedzą razem w lesie i robią coś poważnie, to już samo to działa, niezależnie od rytuału. Tylko jak wtedy odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
Wpisy: 919
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dla mnie kluczowe jest miejsce, nie składniki. Bo można mieć najlepszy lubczyk i wodę z siedmiu źródeł, ale jak się to robi na zadeptanej polance koło ścieżki rowerowej, to nie ma o czym mówić. Szukam zwykle miejsc gdzie czuć że ludzie tam rzadko zaglądają, gdzie las jest stary. To słychać i widać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziewanka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 354

@Pelagiusza_J a jak rozpoznajesz takie miejsca? Bo ja chodze po lesie i wszedzie wygląda mi to samo, mech, drzewa, krzaki. Jest jakis znak ze to dobre miejsce czy to bardziej czucie?


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Dziewanka bardziej czucie, ale są też wskazówki - stare drzewa, brak śmieci nawet daleko od ścieżek, cisza która nie jest pusta tylko taka pełna. Zwierzęta się nie boją tak bardzo. Czasem znajdziesz miejsce gdzie samo ciało reaguje - włosy na karku, ciepło. Trzeba kilka razy wrócić, żeby się upewnić, że to nie złudzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 792
(@tatarak)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie do osób które robiły rytuały w parze - czy ustalaliście wcześniej dokładnie co robicie krok po kroku, czy bardziej improwizacja? Bo wyobrażam sobie że jak dwie osoby mają nawet lekko inne wyobrażenie o tym co się dzieje, to potem wychodzi chaos.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Tatarak u mnie zawsze było ustalane wcześniej, ze szczegółami, łącznie z tym kto co mówi i kto co trzyma. Improwizacja brzmi pięknie, ale w praktyce kończy się tym że jedno czeka aż drugie coś zrobi i wychodzi z tego cisza. Inna sprawa że samo ustalanie tego po drodze do lasu to już część przygotowania.


Odpowiedz
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 302

@Melania70 czyli rozumiem że bardziej skrypt niż wczucie się w moment? A co jak w trakcie czujesz że trzeba coś zmienić, dorzucić coś czego nie planowałaś?


Odpowiedz
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Zanetka81 skrypt jest szkieletem, ale jak w trakcie coś przychodzi to się dorzuca, oczywiście. Tylko z partnerem trzeba mieć wcześniej ustalone, że obie strony mogą tak zrobić, żeby drugie nie wypadło z rytmu. To trochę jak taniec - kroki znasz, ale w środku jest miejsce na coś własnego.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@domowik)
Połączone: 4 miesiące temu

Wtrącę się trochę z boku, bo czytam i mam pytanie - czy te rzeczy robione w parze to musi być koniecznie nocą, przy pełni i tak dalej, czy można w dzień? Bo mi się wydaje że całe to nocne chodzenie po lesie to jest też po prostu klimat, a niekoniecznie sedno sprawy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Domowik dzień ma swoje zalety, zwłaszcza wschód i zachód słońca - te momenty graniczne są mocne i bez całej tej teatralności pełni. Noc kojarzy się ludziom z magią głównie przez kulturę, a nie przez to że faktycznie tylko wtedy coś idzie. W tradycjach ludowych pełno jest rytuałów porannych, świtowych, południowych nawet.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

To mnie zaskakuje, bo zawsze myślałam że nocą i już. A jak jest ze świtem konkretnie - to chodzi o sam moment kiedy słońce wychodzi, czy szerzej, taką godzinę graniczną?


Odpowiedz
Wpisy: 1053
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpadam tu okazjonalnie, bo runy to nie do końca temat o miłości, ale w kontekście przyrody dorzucę jedno - jak robicie cokolwiek z drzewami, to nie traktujcie ich jak rekwizytów. U mnie się to wyklarowało dopiero jak zaczęłam najpierw siedzieć po prostu pod konkretnym drzewem, kilka razy, bez żadnego celu. Potem dopiero cokolwiek robić. Inaczej to jest jakbyś weszła do czyjegoś domu i od razu zaczęła czegoś chcieć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nagietka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 242

@Kadula to o tym siedzeniu pod drzewem zanim się cokolwiek zrobi mocno mi siedzi w głowie, bo ja zawsze leciałam od razu do roboty - świeca, zioła, intencja. A teraz się zastanawiam ile razy drzewo było mi po prostu obojętne, a ja chciałam żeby działało.


Odpowiedz
Wpisy: 1372
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

świt to nie tylko sam moment wyjścia słońca, to szerzej - od pierwszego światła do momentu kiedy słońce jest już całe nad horyzontem. W tradycjach europejskich to się nazywało godziną między psem a wilkiem, taki czas kiedy granice są cieńsze. Konkretnie dla spraw uczuciowych ciekawszy bywa moment tuż przed, kiedy jest jeszcze ciemno ale ptaki już śpiewają.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tatarak)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Cohen ta godzina między psem a wilkiem to akurat odnosi się bardziej do zmierzchu we francuskim oryginale, nie do świtu. Ale sens łapię. Tylko mam pytanie - czy ktoś z was robił coś w parze właśnie o świcie? Bo to wymaga żeby obie osoby chciały wstać o trzeciej rano, a to selekcjonuje partnerów dość brutalnie.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Tatarak robiłem raz, ale to było latem jak świt jest około piątej, więc nie aż taka tragedia. Powiem szczerze że było zupełnie inaczej niż nocą - mniej teatralnie, bardziej spokojnie, mniej tego pompowania nastroju. Może nawet bardziej czysto, bo nie ma się tej całej otoczki strachu i ciemności która sama z siebie podnosi tętno.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@lelum)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam to wszystko i mam wrażenie że wy robicie z tego cały projekt na pół roku przygotowań. Czy nie da się tego prościej? Bo jak ktoś chce żeby związek się ułożył to chyba nie musi siedzieć trzy tygodnie pod dębem najpierw.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Lelum można prościej, tylko wtedy efekt jest taki jak z prostego podejścia - czyli żaden albo przypadkowy. Jak chcesz coś zrobić byle jak to po co w ogóle. Ale rozumiem niecierpliwość, sama tak miałam na początku, chciałam wszystko szybko. Z czasem to przechodzi albo człowiek odpada od tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

A co konkretnie się robi w tym okresie przygotowań? Bo dla mnie to brzmi mgliście - siedzenie pod drzewem, czucie miejsca. Ale czy tam się coś konkretnie ćwiczy, czy bardziej po prostu bywa?


Odpowiedz
Wpisy: 1053
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Bywanie to też ćwiczenie, choć brzmi banalnie. Chodzi o to żeby twoje ciało zaczęło rozpoznawać miejsce, a miejsce ciebie. Czasem siadam i nic nie robię przez godzinę, czasem mówię na głos co mnie sprowadziło, czasem zostawiam coś drobnego - garść kaszy, łyk wody z butelki. Bez teatralności. Po jakichś pięciu, sześciu wizytach człowiek zaczyna czuć różnicę między byciem tam a byciem gdziekolwiek indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziewanka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 354

@Kadula a co jak nie czuje sie nic po tych pieciu wizytach? Bo ja chodze regularnie do jednego zagajnika i jest po prostu las, drzewa, czasem komary. Robie cos zle czy ten zagajnik nie jest dla mnie?


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Dziewanka czasem miejsce po prostu nie jest twoje i tyle, nie ma w tym nic złego. Spróbuj zmienić, najlepiej dalej od domu, gdzie nie znasz okolicy. Czasem to co znamy jest tak osłuchane że nic nie przebije. Mnie kiedyś otworzyło dopiero miejsce do którego musiałam jechać godzinę i pieszo iść kawałek.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@anetta-1)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wracając do rytuałów w parze - chciałam dorzucić jedno spostrzeżenie. U mnie wyszło, że jak partner robi coś z grzeczności to lepiej żeby w ogóle nie uczestniczył fizycznie. Robiłam sama, on wiedział i akceptował, i to działało lepiej niż jakbym go ciągnęła pod drzewo. Bo opór drugiej osoby, nawet ukryty, jest słyszalny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 302

@Anetta.1 a jak rozróżnić opór od zwykłego onieśmielenia? Bo nie każdy od razu się czuje swobodnie z takimi rzeczami, ale to nie znaczy że jest przeciw. Mój chłopak na początku był sztywny, a potem się rozluźnił w połowie.


Odpowiedz
(@anetta-1)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Zanetka81 onieśmielenie mija po chwili jak osoba widzi że nic strasznego się nie dzieje, opór nie mija - tylko się chowa. Po rytuale taka osoba jest zmęczona w dziwny sposób, drażliwa, albo zaczyna żartować żeby zatrzeć wrażenie. Onieśmielony człowiek raczej milczy i jest skupiony. Różnica jest, tylko trzeba ją wyłapać.


Odpowiedz
Wpisy: 227
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Pytanie z innej beczki - czy w ogóle te rzeczy z przyrodą działają jak ktoś mieszka w mieście i ma dostęp tylko do parku miejskiego? Bo nie każdy ma las pod nosem, a wszyscy tu piszecie o tych głębokich miejscach gdzie nikt nie chodzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1372

@Heniek park miejski bywa mocniejszy niż się wydaje, zwłaszcza stare parki z drzewami które mają po sto kilkadziesiąt lat. Drzewo nie wie że obok jest blok. Inna sprawa że trzeba znaleźć w parku miejsce gdzie ludzie rzadko zaglądają - takie zwykle są, każdy park ma swoje zakątki. Cmentarze stare bywają zaskakująco dobre, choć to już temat na inną rozmowę.


Odpowiedz
Wpisy: 437
(@oksanka63)
Połączone: 6 miesięcy temu

Cmentarze do spraw uczuciowych? To brzmi trochę dziwnie, zawsze mi się kojarzyły raczej z innymi sprawami. Można rozwinąć dlaczego akurat one?


Odpowiedz
Wpisy: 592
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Stare cmentarze, zwłaszcza opuszczone albo półzaniedbane, to są miejsca o specyficznej ciszy i bardzo starych drzewach. Nie chodzi o pracę ze zmarłymi w sprawach uczuciowych, broń Boże, tylko o sam charakter miejsca. Ale to nie dla każdego, trzeba mieć z tym dobrze poukładane w głowie i raczej nie polecam tego komuś kto dopiero zaczyna.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

To akurat mnie odpycha, nie wyobrażam sobie tam iść z czymś co dotyczy miłości. Wolę zostać przy lesie i wodzie. Mam za to inne pytanie - czy ktoś robił coś przy strumieniu albo nad rzeką? Bo gdzieś czytałam że woda płynąca ma inne właściwości niż stojąca, a sama miałam okazję obserwować że nad rzeką dziwnie się myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 611
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Woda płynąca i stojąca to są różne energie, generalnie płynąca jest dobra do puszczania czegoś dalej - intencji, sytuacji którą chcesz wypuścić, próśb które mają iść w świat. Stojąca, jezioro, staw, to bardziej do tego co ma się ustabilizować, pogłębić, zostać. Dlatego do pogłębiania relacji częściej idzie się nad jezioro, a do rozpoczynania czegoś nowego nad rzekę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Norbert76 ten podział brzmi schludnie ale w praktyce bywa różnie, bo nie każda rzeka jest taka sama i nie każde jezioro. Górski potok jest inny od leniwej rzeki nizinnej, a głębokie jezioro polodowcowe inne od stawu wykopanego trzydzieści lat temu. Generalizacje typu płynąca-stojąca są punktem wyjścia, ale po jakimś czasie człowiek zaczyna patrzeć na konkretne miejsce, nie na kategorię.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

To prawda, kiedyś nad jednym potokiem górskim siedziałam i miałam wrażenie że ta woda się ze mnie śmieje, taka była rwąca i niecierpliwa. A nad wolną rzeką na Mazurach było coś zupełnie odwrotnego, jakby czas się rozciągał. Czyli sama woda płynąca to za mało, trzeba patrzeć jaka konkretnie. Tylko jak wybrać do sprawy uczuciowej - szybką czy wolną?


Odpowiedz
Wpisy: 1372
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Do spraw uczuciowych raczej wolniejsza, bo szybka woda zmywa wszystko i nie daje sytuacji się zakorzenić. Górskie potoki są dobre jak chcesz coś odciąć albo się czegoś pozbyć, ale jak chcesz coś budować to potrzebujesz czegoś co ma cierpliwość. Stara nizinna rzeka albo strumień który płynie przez łąkę bez pośpiechu - to się lepiej nadaje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nagietka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 242

@Cohen a co z miejscem gdzie strumień wpada do większej rzeki albo do stawu? Bo czytałam że takie połączenia wód mają jakieś znaczenie szczególne, ale nie wiem czy to nie było zmyślone.


Odpowiedz
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Nagietka miejsca łączenia się dwóch wód faktycznie były od dawna traktowane jako szczególne, na Bałkanach do dziś chodzi się do takich miejsc po wodę do różnych celów. Logika jest taka że to próg, dwie rzeczy stają się jedną, więc dla spraw związanych z łączeniem dwojga ludzi to ma jakiś sens symboliczny. Tylko trzeba uważać żeby nie potraktować tego jak gotową receptę, bo każde takie miejsce trzeba odczuć osobno.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@domowik)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, a czy ktoś z was łączy to z porami dnia? Bo wcześniej była mowa o świcie, ale przy wodzie chyba też ma znaczenie czy to południe, zmierzch czy noc. Czy nad rzeką w południe w ogóle ma sens cokolwiek robić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 919

@Domowik nad wodą południe nie jest najgorsze wbrew temu co się czasem czyta, bo woda odbija słońce i tworzy się coś specyficznego, takie mocne oświetlenie z dwóch stron. Tylko trudniej się skupić, więcej ludzi, więcej rozproszeń. Zmierzch i wczesny ranek dają większą prywatność i miejsce samo się ucisza. Robiłam i tak, i tak, w południe wychodziło bardziej konkretnie a o zmierzchu bardziej miękko.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Pelagiusza_J ciekawe co mówisz o tym odbiciu słońca, bo ja zawsze unikałem południa nad wodą myśląc że to za mocno wybija z nastroju. Ale chyba miałem uprzedzenie po prostu. Spróbuję następnym razem, mam takie miejsce nad starym korytem rzeki gdzie i tak nikt nie chodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 302
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

A jak partner ma iść z wami nad tę wodę, to jak go w ogóle do tego przygotować? Bo to nie to samo co las, gdzie można udawać że się po prostu spaceruje. Nad wodą jak siedzicie godzinę w jednym miejscu to widać że coś robicie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anetta-1)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Zanetka81 my z partnerem chodziliśmy zwykle z kocem i termosem, żeby wyglądało jak zwykłe wyjście. Część osób się śmieje z takiej konspiracji, ale jak masz miejsce gdzie chodzą inni ludzie to lepiej nie ściągać uwagi. A samo siedzenie i milczenie nad wodą nie jest dziwne, ludzie tak robią po prostu na odpoczynku.


Odpowiedz
Wpisy: 120
Rozpoczynający temat
(@eufemia)
Połączone: 3 miesiące temu

To dobry pomysł z tym kocem, bo wcześniej kombinowałam jak to ogarnąć żeby nie było teatru. A wracając do samego siedzenia we dwoje - czy wtedy się rozmawia, czy lepiej milczeć? Bo nie wiem czy słowa nie psują tego co się ma wydarzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 1053
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Rozmowa nie psuje jak jest o sprawie, psuje jak ucieka w plotki albo w sprawy codzienne. Jak siedzicie nad wodą i mówicie sobie coś istotnego, czego normalnie byście nie powiedzieli, to woda to bierze i niesie. Cisza też jest dobra, ale niewygodna cisza między ludźmi którzy nie wiedzą o czym milczeć - to już szkodzi. Lepiej rozmawiać prawdziwie niż milczeć ze skrępowania.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@heniek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 227

@Kadula a co to znaczy że woda "bierze i niesie"? Bo to brzmi ładnie ale nie do końca łapię. To metafora czy uważasz że dosłownie coś się dzieje fizycznie?


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1053

@Heniek dla mnie to jedno i drugie naraz. Jest warstwa symboliczna - mówisz coś przy płynącej wodzie i to dosłownie odpływa, więc twoja głowa to inaczej zapisuje. I jest warstwa której nie umiem nazwać, gdzie coś się przy tym dzieje co nie sprowadza się do psychologii. Nie będę udawać że mam na to wytłumaczenie, po prostu kilka razy widziałam efekty których sam koc i termos by nie dał.


Odpowiedz
(@tatarak)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Kadula to co mówisz o rozmowie przy wodzie ma sens, bo to też wykorzystywano w starych zwyczajach śląskich - wypowiadanie tego co cię gnębi do nurtu rzeki było robione całkiem świadomie, nawet jako forma uspokojenia bez nadbudowy magicznej. U was na runach pewnie to wygląda inaczej, ale tutaj akurat się chyba zgadzamy.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@dziewanka)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy mozna isc nad woda samej najpierw, zeby poznac miejsce, a dopiero pozniej z partnerem? Bo czytam to wszystko i mysle ze chyba lepiej najpierw się oswoić zanim sie kogos zabiera.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@melania70)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 592

@Dziewanka zdecydowanie lepiej, sama bym tak zrobiła i tak robię. Idziesz kilka razy sama, sprawdzasz czy to miejsce w ogóle z tobą gada, czy nie ma tam czegoś czego nie chcesz mieszać w sprawy uczuciowe, dopiero potem przyprowadzasz drugą osobę. Inaczej możesz przyciągnąć kogoś bliskiego do miejsca które ci nie służy, a wtedy on od razu poczuje że coś jest nie tak, nawet jeśli sam nie wie co.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@lelum)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czyli najpierw trzy tygodnie pod dębem, potem pięć razy sam nad rzeką, potem dopiero partner. To już mamy dwa miesiące samych przygotowań nim się cokolwiek zacznie. Wy serio tak robicie czy to teoretyczne maksimum?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 611

@Lelum nie zawsze tyle, czasem miejsce się otwiera szybciej a czasem w ogóle. Ja nad rzekę nad którą teraz chodzę przyzwyczajałem się jakieś trzy razy zanim cokolwiek tam zrobiłem konkretnego, ale to nie były specjalne wyprawy, tylko przy okazji rowerem. Nie musisz tego planować jak ekspedycji. Po prostu jak jesteś w okolicy to wpadasz, siadasz, patrzysz.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: