Zastanawiam się nad czymś, co mi nie daje spokoju od jakiegoś czasu. Robiłam kilka rytuałów miłosnych i efekty były bardzo różne - raz coś zadziałało naprawdę szybko, właściwie w ciągu kilku dni zaczęły się dziać rzeczy, których się nie spodziewałam. Innym razem zrobiłam niemal identyczny rytuał, podobna faza księżyca, podobne składniki, a cisza kompletna. Minęły miesiące i nic. Czy ktoś ma jakieś przemyślenia, dlaczego tak się dzieje? Bo ja już trochę się pogubiłam w tym wszystkim.
To jest jedno z tych pytań, na które nie ma jednej odpowiedzi i szczerze mówiąc każdy, kto twierdzi że ma - trochę upraszcza. Ale żeby nie być gołosłowną: moim zdaniem duże znaczenie ma to, co dzieje się z energią między tobą a osobą, której rytuał dotyczy. Jeśli w momencie rytuału między wami jest jakiś naturalny ruch - coś się w tej relacji już porusza, nawet nieświadomie - rytuał może to zwielokrotnić i efekty są szybkie. Jeśli natomiast między wami jest kompletna stagnacja albo co gorsza jakiś energetyczny 'mur', to rytuał musi najpierw przez to przebić, co może trwać miesiącami. Ale to tylko jedna z możliwych przyczyn.
To brzmi dla mnie jak psychologia bardziej niż magia, nie obrażam się, bo po prostu tak to odbieram. Jak jestem spokojna, to mam oczekiwania, jestem cierpliwa, więc może sama działam inaczej i to zmienia sytuację. Skąd wiadomo, że to rytuał coś zrobił, a nie po prostu zmiana zachowania tej osoby, która go robiła?
A możecie mi powiedzieć, czy w ogóle ma znaczenie, czy ta druga osoba wie o rytualne? Bo zastanawiam się, czy energia tej osoby jako takiej też ma jakiś wpływ na to, jak szybko coś zadziała albo czy w ogóle zadziała.
Właśnie to mnie najbardziej zastanawia - bo w obu przypadkach, o których pisałam, między mną a tą osobą coś było. Tzn. nie robiłam rytuału na kompletnie obcą osobę. A jednak raz zadziałało szybko, raz cicho. Może chodzi o coś jeszcze innego?
Ja bym tu zwróciła uwagę na coś, o czym rzadko się pisze, a co pojawia się w starszych źródłach - timing rozumiany nie tylko jako faza księżyca, ale jako szerszy kontekst astrologiczny i numerologiczny danego momentu. Podobna faza księżyca to nie znaczy ten sam moment energetyczny. Pełnia w Skorpionie i pełnia w Byku to dwa zupełnie różne klimaty. Nie twierdzę, że to jedyna zmienna, ale może być jedną z pomijanych. Słyszałam też, że niektórzy praktycy patrzą na to, czy Venus jest w ruchu prostym, bo to ma znaczenie dla rytuałów związanych z relacjami.
Hej, nie jestem specjalistą od tych rzeczy, ale z tego co piszecie wynika, że jest tyle zmiennych, że w zasadzie nigdy nie wiesz co zadziałało, a co nie. To brzmi jak coś, czego nie da się powtórzyć w kontrolowanych warunkach. Nie zarzucam, po prostu zastanawiam się jak wy to rozkładacie na czynniki pierwsze po fakcie, jak już zadziała albo nie.
Przepraszam że wchodzę trochę z boku, ale chciałam zapytać o te przedmioty używane do rytuałów. Czy to prawda, że jakość czy rodzaj świecy, kamienia albo oleju ma wpływ na to, jak szybko coś zadziała? Bo czytałam, że np. różowy kwarc przyciąga inaczej niż różowa świeca i nie do końca rozumiem dlaczego, skoro oba są różowe i oba mają symbolikę miłości.
Dobra, ale wracając do pytania z początku - bo trochę odpłynęliśmy - czy jest jakiś sposób żeby przyspieszyć efekty? Bo to latami to jest nieakceptowalne, po co w ogóle robić rytuał jeśli czekasz lata.
A czy księżyc naprawdę robi taką różnicę? Pytam serio, bo słyszałam różne zdania. Jedni mówią że pełnia jest najlepsza, inni że nowiu, a jeszcze inni że liczy się tylko twoja intencja i moment nie ma znaczenia.
Właśnie, mnie się to raz przydarzyło i do dziś nie mam pewności co zadziałało. Znaczy robiłam oczyszczenie, mówiłam że dla spokoju, a efekt był taki że tamten rytuał miłosny nagle 'odpalił'. Nie wiem czy to korelacja czy przyczyna, ale się zastanawiam.
No ale to brzmi jak racjonalizacja po fakcie. Skoro nie wiesz, to równie dobrze możesz powiedzieć że zadziałał los. Nie czepiám się, po prostu ta pętla logiczna mnie zawsze zatrzymuje.
Tygodnie?? No to trochę inaczej to sobie wyobrażałem. Mówicie o puszczaniu, obojętności, oczyszczaniu - to jest lista rzeczy do zrobienia przed rytuałem, w trakcie, po rytuałe? Bo mi się już kręci w głowie od tych warstw.
A skąd wiadomo, że jest się w kryzysie emocjonalnym, który blokuje, a nie po prostu w silnym pragnieniu? Bo chyba rytuały miłosne robi się właśnie kiedy się bardzo czegoś chce, nie kiedy jest się spokojnym. Trochę to sprzeczne.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do tych co mają doświadczenie - czy był kiedyś przypadek, że efekt przyszedł ale nie taki jaki chciałaś? Tzn. zadziałało, ale nie tak jak planowałaś?
A czy typ rytuału ma znaczenie jeśli chodzi o tę precyzję intencji? Bo czytałam że np. rytuały z użyciem imion i dat urodzin działają inaczej niż te bardziej ogólne. Czy to prawda czy mit?
Ale to znowu wygląda jak coś z psychologii pozytywnej, nie z magii. Wizualizuj cel, nie drogę do celu - to jest standard w każdym kursie motywacyjnym. Nie mówię że źle, ale skąd wiadomo że to nie jest po prostu efekt placebo i samoprogramowania?
Wracam do pytania Perydotki bo to mnie też dotyczy - robiłam rytuały raczej ogólne, bez imion, bez dat. I teraz zastanawiam się czy właśnie dlatego jeden zadziałał a drugi nie. Może ten który zadziałał miałam silniej sprecyzowane uczucie, nawet jeśli słownie było ogólnie?
A co z sytuacją kiedy nie znasz daty urodzenia osoby? Pytam bo miałam taki przypadek - wiedziałam kim jest, widziałam ją często, ale nie znałam żadnych danych. Czy to od razu dyskwalifikuje niektóre rytuały?
No ale jak chaos magick podchodzi do intencji? Bo słyszałam tę nazwę ale nie bardzo wiem co to jest poza tym że brzmi złowrogo.
Gnoza jako zmieniony stan świadomości - to brzmi jak opis transu medytacyjnego. Czytałem że w tradycjach szamańskich też chodzi o wejście w taki stan podczas pracy. Czy rytuały miłosne wymagają takiego transu, czy można je robić 'na trzeźwo' tak to ujmę?
Mam pytanie do tych co mają więcej doświadczeń - czy byłoby możliwe że rytuał zadziałał z dużym opóźnieniem, ale wydarzenie zewnętrzne uruchomiło go dopiero po czasie? Tzn. coś jak zapalnik który czekał.
To mnie bardzo zastanawia w kontekście tego wątku właśnie. Bo pytałam na początku dlaczego raz szybko a raz długo - i teraz patrzę na całą tę rozmowę i mam wrażenie że nie ma jednej odpowiedzi. Jest stan emocjonalny, jest faza księżyca, jest precyzja intencji, jest kwestia przywiązania do wyniku, jest kontekst życia osoby. To jakby splot wielu rzeczy naraz, a nie jeden przełącznik.
To pytanie o wzorzec jest sensowne. Jak patrzyłam na różne relacje - nie tylko swoje, też innych - to jeden element który się powtarza przy szybkich efektach to jest brak rozdzielenia między wykonaniem rytuału a emocją. Tzn. osoba nie 'robi rytuału' i 'czuje emocję' osobno, tylko jedno i drugie jest tym samym momentem. Nierozerwalne.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy można w ogóle sprawdzić czy jesteśmy w tym właściwym stanie przed rytuałem? Jakiś sygnał z ciała, coś co mówi że teraz tak, a teraz jeszcze nie?
No ale to dalej jest coś subiektywnego i niemierzalnego. Mam wrażenie że każda próba uchwycenia co sprawia że rytuał działa szybciej kończy się na 'coś poczułam w środku'. Jak to weryfikować?
Mam takie pytanie z boku - czy ktoś kiedykolwiek robił dwa identyczne rytuały, w tych samych warunkach, i raz wyszło a raz nie? Bo to by chyba coś mówiło o tym co jest zmienną.
