Dobra ale jak to się ma do czasu? Bo chyba o to chodzi w tym wątku - dlaczego czasem efekty są szybko a czasem latami czekamy. Jeśli rytuał tylko 'świadomie porządkuje' to co może zajść naturalnie, to może szybkość zależy od tego jak daleko natura sama by doszła bez niego?
Tylko skąd wiadomo że 'nic by nie zaszło bez'? To jest klasyczny problem przyczynowości - nie masz wersji kontrolnej własnego życia w której nie zrobiłaś rytuału.
Właśnie chciałam się dopytać - bo słyszę tu dużo o szybkości, ale czy ktoś zauważył może jakiś wzorzec w tym co dotyczy TREŚCI intencji? Znaczy czy chodzi o 'wróć do mnie' kontra 'poznaj mnie' kontra coś w stylu 'otwórzmy się na siebie' - bo to są jednak różne prośby i może właśnie ta różnica wpływa na czas?
Hej, bo siedzę i czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam pytanie które mnie nurtuje - czy ktoś z was próbował robić rytuał w trybie jakby to powiedzieć - bez konkretnej osoby? Czyli ogólna intencja na miłość, bez wskazywania kogoś z imienia. I czy to działało szybciej albo wolniej niż kiedy była konkretna osoba?
A mnie zastanawia coś innego - w numerologii mamy pojęcie roku osobistego i cykli życiowych. Rok czwarty to budowanie, rok piąty zmiany, rok dziewiąty zamknięcia. Słyszałem że są szkoły które mówią że rytuały miłosne w roku zamknięcia albo transformacji są po prostu skazane na dłuższe oczekiwanie bo cykl życia samej osoby nie sprzyja nowemu wejściu. Czy ktoś patrzył na swoje przypadki pod tym kątem?
OK ale to brzmi trochę jak tłumaczenie z góry dlaczego coś nie zadziałało. 'Nie wyszło, bo zły rok.' Mam wrażenie że można zawsze znaleźć jakiś cykl albo fazę która to wyjaśni wstecznie.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że ciągle gdzieś uciekamy od jednego pytania - czy jest cokolwiek co osoba robiąca rytuał może zrobić żeby zwiększyć szansę na szybszy efekt? Albo przynajmniej żeby wiedzieć że zrobiła co mogła? Bo wszystko o czym mówimy - cykle, typ intencji, istniejące połączenia - to są rzeczy które albo są albo ich nie ma. Ale co z tym co mamy pod kontrolą?
Ale jak właściwie 'puścić intencję' po rytuale? Serio pytam, bo to brzmi prosto ale w praktyce nie wiem jak to zrobić. Czy chodzi o to żeby nie myśleć o tym potem, nie sprawdzać ciągle czy coś się dzieje?
I to ma wpływać na czas efektów? Że jak ktoś jest spokojny to szybciej a jak obsesyjnie sprawdza to wolniej? Brzmi jak self-help a nie magia.
Mam wrażenie że ta dyskusja trochę zsunęła się na pytanie 'jak robić rytuały' a pytanie było o czas - czemu raz szybko a raz latami. I chcę wrócić do tego co mówiłam wcześniej o tranzytach, bo Sebek powiedział że to brzmi jak tłumaczenie wsteczne. Ale jest jedna rzecz której nie powiedziałam - jeśli ktoś jest w bardzo wyraźnym tranzytowym oknie otwierającym się na relacje, to te same działania zewnętrzne dają efekty w tygodniach. Poza tym oknem identyczna intencja, identyczny rytuał może nie dawać nic przez rok. I to nie jest tłumaczenie post factum jeśli sprawdzasz swój chart przed rytuałem, nie po.
