Wracając do pytania Jozia o dwie nieświadome strony - z perspektywy energetycznej taki układ tworzy sprzężenie, które nie ma moderatora. Przy jednej stronie aktywnej jest jakiś kierunek przepływu. Przy dwóch wzajemnych, ale bez świadomości - jest obieg zamknięty. Energia krąży między nimi, ale nigdzie nie odpływa i nic nie wchodzi z zewnątrz. To może tworzyć bardzo silne poczucie więzi, które nie przekłada się na żaden realny ruch w relacji.
Ale jak ktoś z zewnątrz miałby w ogóle rozpoznać, że to jest właśnie ten scenariusz, a nie po prostu dwie osoby, które się lubią i nic z tym nie robią? Bo z opisu wynika, że objawy są podobne do normalnej silnej chemii.
A co jeśli te dwie osoby w końcu wchodzą w relację? Tzn. rytuały były, potem się ze sobą związały - to te pola w jakiś sposób wygasają, czy nadal działają równolegle do normalnej relacji?
To jest pytanie, które naprawdę ma kilka odpowiedzi w zależności od tego, co rozumiemy przez 'wygasanie'. Jeśli intencja była utrzymywana aktywnie - np. ktoś regularnie wracał do rytuału, odświeżał go - to bez świadomego zamknięcia zostaje w tle. Relacja 'realna' nałoży się na to, co było budowane rytualnie, i nie zawsze te dwie warstwy będą ze sobą spójne. Czasem ludzie opisują, że coś w ich związku jest jakby podwójne - jedno powierzchniowe, drugie głębsze, trudne do nazwania.
Ale skąd wiadomo, że to nie jest po prostu zależność emocjonalna bez żadnego kontekstu rytualnego? Tzn. dużo osób tak ma i nikt nie robił żadnych rytuałów.
Wracając do pytania Jozia o dwie aktywne strony - chcę zapytać o coś konkretnego. Jeśli oboje robią rytuał na siebie, ale jeden robi to w tradycji, powiedzmy, hoodoo, a drugi zupełnie inaczej - jakiś synkretyczny zestaw bez wyraźnej tradycji - to te dwa pola w ogóle się znajdą? Czy będą działać niezależnie?
Z perspektywy pracy z polem energetycznym powiedziałbym, że dwie różne tradycje to dwie różne częstotliwości. Pytanie, czy się zsumują, czy będą ze sobą w dysonansie. Widziałem przypadki, gdzie bardzo różne podejścia energetycznie 'szumiały' zamiast ze sobą współgrać. Ale to przy pracy grupowej - przy wzajemnym rytuale między dwiema osobami mechanizm może być inny.
Czy ktoś miał w snach cokolwiek, co można by powiązać z takim wzajemnym oddziaływaniem? Pytam, bo w kontekście rytualnym sny są dla mnie jednym z pierwszych sygnałów, że coś 'wchodzi' w pole - i zastanawiam się, czy przy dwóch aktywnych stronach sny byłyby bardziej intensywne, czy bardziej chaotyczne.
A jak długo coś takiego może trwać? Tzn. jeśli żadna ze stron nie przerwie ani nie zamknie tego świadomie, to ile czasu takie wzajemne oddziaływanie utrzymuje się samo z siebie?
I tu się zamykamy chyba w kółku - bo jeśli sama silna emocja podtrzymuje pole, to czy w ogóle możemy mówić o rytuałach jako czymś oddzielnym od intensywnego przeżywania kogoś? Tzn. gdzie jest granica między 'zrobiłam rytuał' a 'myślałam o kimś intensywnie przez miesiąc'?
To jest pytanie, które mnie też nie opuszcza przy takich rozmowach. I szczerze - nie sądzę, żeby dało się to odróżnić z zewnątrz. Od środka, jeśli ktoś wie, że robił rytuał, ma pewien punkt odniesienia. Ale sama intensywność emocji nie jest dowodem na nic konkretnego. Widziałam pary, które miały błyskawiczne połączenie bez żadnego kontekstu rytualnego, i pary, gdzie ktoś pracował rytualnie miesiącami, a efektu nie było żadnego.
To sprawia, że zastanawiam się, czy ludzie w ogóle formułują intencje w rytuałach miłosnych konkretnie. Bo jak słyszę od innych, jak to robili - to zazwyczaj jest właśnie to ogólne 'chcę być z kimś' albo 'chcę, żeby ta osoba mnie kochała'. Rzadko kto pisze sobie scenariusz.
Słuchajcie, gubiłam się trochę w tej dyskusji, ale jedno mnie zastanawia praktycznie. Powiedzmy, że ktoś nie wie, że druga osoba też robiła rytuał. Czy w ogóle można to jakoś wyczuć? Czy jest jakiś moment, sygnał, że 'tu działa coś z obu stron'?
Przepraszam że się wtrącę - czytam ten watek od jakiegoś czasu i mam pytanie troche z boku. Czy ktoś wie, czy przy rytuałach miłosnych wzajemnych może dojść do sytuacji, że oboje zaczynają śnić sie sobie nawzajem ale żadne nie wie, że to obustronene? Tzn. oba mają sny o tej drugiej osobie ale nikt nikomu nie mówi?
To właśnie jest to, co mówiłam wcześniej o niemożności weryfikacji. Nie da się od środka odróżnić snu wywołanego przez intensywne myśli od snu, który jest czymś więcej. Chyba że w tym śnie jest coś konkretnego - szczegół, który nie mógłeś wiedzieć z własnego umysłu.
Wracając do pytania Dagmarki - mam w notatkach jeden przypadek, który opisywała mi znajoma. Oboje śnili się sobie tej samej nocy, żadne nie wiedziało o rytuałach drugiego, a sny miały podobny motyw - spotkanie w jakimś miejscu, którego żadne z nich nigdy nie widziało, ale opisali je potem bardzo podobnie. Nie mam jak tego zweryfikować inaczej niż przez ich słowa, ale to był dla mnie jeden z tych przypadków, przy których trudno machać ręką.
Ale nawet jeśli pominiemy kwestię weryfikacji - samo pytanie Dagmarki jest warte przemyślenia w kontekście tego wątku. Jeśli dwa pola rytualne są aktywne jednocześnie i działają na te same dwie osoby, to sen byłby przestrzenią, gdzie te dwa pola faktycznie mogą wchodzić w kontakt bez żadnych barier racjonalnych. Niekoniecznie mówię, że tak jest - ale jest to wewnętrznie spójna hipoteza.
Dobra, ale mam pytanie praktyczne bo trochę mi się to wszystko rozmywa. Zakładamy, że dwie osoby robiły rytuały, zaczęły się sobie śnić, potem weszły w relację. W którym momencie te pola przestają działać? Bo mam wrażenie, że cała ta rozmowa kręci się wokół tego, co jest 'w trakcie', a mało kto mówi o tym, co jest 'po'.
To jest analogiczne do tego, co w numerologii nazywamy cyklem bez domknięcia. Jeśli coś zostało otwarte bez określonego punktu końcowego, to krąży dalej, nawet jeśli cel został osiągnięty. I to może tłumaczyć, czemu niektóre relacje po rytuałach mają w sobie to dziwne napięcie nawet gdy wszystko jest dobrze - pole wciąż pracuje, bo nie dostało sygnału, żeby przestać.
Czyli rozumiem, że jak dwa rytuały działają na siebie nawzajem i żadne z nich nie jest domknięte - to te dwie osoby mają de facto ciągle aktywne pola między sobą, nawet jak już są razem i po kilku latach? I to nikt im o tym nie powie, bo nie wiedzą, że w ogóle coś takiego powinno zostać zamknięte?
