Ostatnio zastanawiam się nad czymś, co obserwuję już od jakiegoś czasu przy rytuałach miłosnych i nie wiem, czy to przypadek, czy coś więcej. Chodzi mi o te wszystkie dziwne zbieżności, które pojawiają się po wykonaniu rytuału. Nie efekty bezpośrednie, bo o tych można by pisać osobno, ale właśnie takie 'przy okazji' - na przykład osoba, na którą skierowany był rytuał, nagle pojawia się w zupełnie nieoczekiwanym miejscu, albo ktoś inny zaczyna mówić akurat o niej bez powodu. Mam to skrzętnie zanotowane, bo prowadzę zapiski od kilku lat. I za każdym razem jest jakiś 'sygnał' - tylko nigdy nie wiem, czy to faktycznie odpowiedź energetyczna, czy mój mózg po prostu zaczyna zauważać to, na co i tak już był nakierowany. Znacie to?
Znam to bardzo dobrze i o to 'czy mózg sam dobiera' kłóciłam się tu kiedyś z kimś całkiem zaciekle. Moje zdanie jest takie, że to rozróżnienie jest trochę fałszywe. Nawet jeśli mechanizm jest poznawczy, to pytanie brzmi: dlaczego akurat teraz ten mózg to wyłapuje? Moje najbardziej charakterystyczne zbieżności to nie te 'oczywiste' typu nagle pisze, ale takie trzecioplanowe. Raz po rytuale zadzwonił do mnie ktoś, z kim nie rozmawiałam dosłownie siedem lat, i zaczął rozmawiać o tej samej osobie, nie wiedząc nic o rytuale. To trudno wytłumaczyć 'nakierowaniem uwagi'.
To ciekawe, bo ja trafiałem na podobne opisy w materiałach o synchronicznościach w rozumieniu jungowskim i tam jest właśnie ten problem metodologiczny. Jung sam pisał, że synchroniczność nie jest związkiem przyczynowym, ale znaczącym. To znaczy: nie chodzi o to, że rytuał 'spowodował' ten telefon, ale o to, że te dwa zdarzenia tworzą wspólne pole znaczenia. Tylko że dla sceptyka to zawsze będzie wyglądać jak post-hoc rationalization. Nie mówię, że tak jest, bo sam miałem zbieżności po pracy, które mnie zatrzymały. Ale warto to gdzieś w głowie trzymać.
Ja mam jeden konkretny przypadek, który wspominam zawsze jak myślę o tych anomaliach. Robiłam rytuał z różową świecą i różą, dość prosty, i następnego dnia w pracy koleżanka przyniosła mi różę - dosłownie taką samą, bordowo-różową - mówiąc, że 'coś jej powiedziało, żeby mi ją dać'. Ona w ogóle nie interesuje się takimi tematami, nie wiedziała o niczym. I to nie był żaden wyjątkowy dzień, nie było żadnego powodu. Przez dłuższy czas po tym myślałam o tym co kilka dni.
A jak długo po rytuale zazwyczaj pojawiają się te znaki? Bo czytałem gdzieś, że pierwsza doba jest najważniejsza, ale nie wiem czy to prawda, czy tylko taka zasada, którą ktoś wymyślił. Pytam bo sam próbowałem coś robić i potem obserwowałem może przez tydzień i nic konkretnego nie zauważyłem, ale może za krótko czekałem albo szukałem nie tam gdzie trzeba.
Ale o jakim czasie mówimy, tygodnie? Bo jak efekty mają przyjść po miesiącu to chyba nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to na pewno przez rytuał a nie przez normalne życie. Jak to w ogóle rozróżnić?
Mam pytanie, bo trochę kręcę się wokół rytuałów miłosnych od jakiegoś czasu. Czy te zbieżności, o których piszecie, dotyczą zawsze tej osoby, na którą rytuał był skierowany? Bo u mnie po ostatnim rytuale miałam dziwne sny, ale nie o tej osobie tylko w ogóle o kimś zupełnie innym. I zastanawiam się czy to się liczy jako 'znak'.
Sny to osobna kategoria i tu bym była ostrożna z interpretacją. Sen po rytuale może odzwierciedlać dużo rzeczy: emocje, które sam rytuał wywołał, napięcie oczekiwania, przetwarzanie podświadomości. To nie znaczy, że nie może być znakowy, ale wymaga więcej uważności. Powiedz więcej o tym śnie - była jakaś konkretna symbolika czy po prostu obca osoba?
To co opisujesz ze snem jako 'zastępnikiem' to interesujące. W pewnych tradycjach onirycznych istnieje pojęcie postaci progowej, czyli figury, która pojawia się jako mediator między intencją a jej manifestacją. Nie jest celem samym w sobie, ale 'nośnikiem' energii rytualnej. Nie mówię, że tak jest w tym przypadku, ale takie sny po pracy intencyjnej pojawiają się na tyle regularnie w różnych relacjach, że jest to pewien wzorzec.
Trochę odbiegnę od snów, bo chcę dopowiedzieć do tego co pisałam wcześniej o róży. Tym co mnie w tej zbieżności zatrzymało nie był sam fakt, że ktoś mi dał różę. To był kontekst. Koleżanka powiedziała dokładnie 'coś mi powiedziało' - użyła tego sformułowania. To dla mnie był ten drugi poziom zbieżności, jakby informacja o zbieżności była zakodowana w samym zdarzeniu. Nie wiem jak to inaczej opisać.
Słuchajcie, ja do tych zbieżności podchodzę trochę inaczej i może powiem coś niepopularnego. Pracuję głównie z kartami i tam też mam 'zbieżności' po odczytach, ale nauczyłem się odróżniać te, które są zewnętrzne od tych, które generuję sam przez zmianę zachowania po rytuał. Czyli: rytuał daje mi pewność siebie, ta pewność zmienia jak się zachowuję, ta zmiana zmienia jak reaguje na mnie ta osoba. I efektem jest 'zbieżność', która jest jak najbardziej prawdziwa, ale jej mechanizm jest zupełnie świecki. To nie umniejsza wartości rytuału, ale zmienia pytanie o 'anomalie'.
przsyczam się do watku, bo miałam ostatnio podobne, ale nie wiedzialam jak o tym powiedzieć. robłiam rytuał na zbliżenie i tego samego wieczoru bratowa mi napisała ze jest w okolicach mojego domu i pyta czy moze wpasc - ona ma brata tego na kogo byłam skupiona. ona nie wiedziala o niczym i normalnie tak nie pisze, mamy kontakt ale luźny. nie wiem co z tym zrobić
bo właśnie o to mi chodziło jak zaczełam pisac - ta bratowa to mnie zatkało. bo ona nie mieszka blisko, nie mamy takich relacji żeby wpadała co chwila. i to akurat tego wieczoru? nie wiem co z tym zrobic w głowie.
Mam podobne w notatkach, ze dwa razy coś takiego. Raz pojawił się ktoś z rodziny osoby, na którą rytuał był skierowany, drugi raz wspólna znajoma. Za każdym razem bez wiedzy o rytuale. Zawsze mnie to zastanawiało, czy to jest sygnał potwierdzający, czy przypadkowy szum w danych.
A jak to wygląda u ciebie z częstotliwością? Znaczy - ile robiłaś rytuałów ogółem, a ile razy pojawił się taki 'pośrednik' jak go nazwijmy? Bo to mogłoby dać jakiś obraz, czy to jest coś regularnego czy jednostkowe.
Ale jak wy w ogóle decydujecie, że dane zdarzenie to 'zbieżność po rytuale', a nie po prostu coincydencja? Mam na myśli - jakiś wewnętrzny sygnał, że to jest to? Czy raczej patrzenie na kontekst?
A co z tymi zbieżnościami, które są wyraźnie negatywne? Pytam serio, bo nie słyszałem o tym tutaj - czy po rytuałach miłosnych zdarzają się znaki, które wyglądają jak coś idzie nie tak, a nie potwierdzenie?
Tak, i to nie jest temat, o którym ludzie chętnie piszą. Miałam pracę z osobą, która po rytuale na konkretną osobę dostała niemal natychmiast informację, że ta osoba jest w związku. Nie wiedziała wcześniej. Można to czytać jako blokadę, sygnał że droga jest zamknięta, albo jako informację do pracy z intencją.
To jest coś, z czym sama się zmagałam. Zaczęłam przechodzić od rytuałów na kogoś konkretnego w stronę pracy z otwarciem, i te zbieżności, które pojawiają się po zmianie podejścia, są zupełnie inaczej zbudowane. Mniej precyzyjne jeśli chodzi o osobę, ale jakby szersze.
To co Zodiakla opisuje pasuje do rozróżnienia, które istnieje w niektórych tradycjach magicznych między magią ukierunkowaną a pracą z polem. Pierwsza działa jak strzała - masz cel, mierzysz. Druga działa jak zmiana klimatu wokół siebie - trudniej zmierzyć skutek, ale zmiana może być głębsza i trwalsza.
No ale jak ktoś chce żeby coś się wydarzyło z konkretną osobą to ta 'zmiana klimatu' chyba nie za bardzo pomaga? Bo poczekasz na otwartość a ta konkretna osoba idzie dalej żyć swoim życiem.
Właśnie etyka to osobny temat i ciekawy w kontekście tych anomalii. Bo jeśli zbieżności po rytuale ukierunkowanym na konkretną osobę są 'głośniejsze' i bardziej precyzyjne niż po pracy z otwarciem - co zdarza się według opisów tutaj - to czy to znaczy że magia 'lepiej działa' gdy jest bardziej inwazyjna? To trochę niepokojące pytanie.
Ale właśnie to jest coś, co mnie zawsze ciekawi w tych dyskusjach - czy my w ogóle jesteśmy w stanie ocenić, ile sygnałów nam umknęło? Mam na myśli po każdym typie pracy. Bo jeśli zbieżność się pojawiła ale jej nie rozpoznałaś, to dla ciebie jakby jej nie było.
To trochę brzmi jak problem z tym, że interpretacja jest post factum. Znaczy - najpierw coś się dzieje, potem decydujesz czy to zbieżność. Nie ma żadnego punktu, w którym możesz to zweryfikować wcześniej.
No ale w takim razie czy cały temat tego wątku nie jest trochę z góry skazany na to, że nie dojdziemy do żadnych wniosków? Jeśli każda zbieżność jest interpretowana subiektywnie i wstecz, to możemy wymieniać się historiami ale nic z tego nie wynika ponad 'mi się tak wydawało'.
Moim zdaniem coś z tego wynika, tylko nie w sensie dowodowym. Jak porównuję swoje notatki z kilku lat, to widzę wzorce, które się powtarzają niezależnie od tego, z jaką intencją pracowałam. Na przykład - ta sprawa z osobami z otoczenia, nie bezpośrednio z osobą na którą był rytuał. To mi się zdarzyło kilka razy i za każdym razem w podobnym oknie czasowym. To nie jest dowód na nic, ale jest dla mnie jakimś sygnałem że coś tu działa według jakiejś logiki.
Jakie okno czasowe masz na myśli? Kilka dni od rytuału, kilka tygodni?
