dobra, rozumiem punkt Karneolkaa. może przesadziłam. ale dalej nie jestem pewna czy to tak działa że moja intencja ochronna "narzuca" się komuś - to nie jest klątwia ani rzucanie uroku, to chęć żeby w domu było spokojnie
to brzmi jak argument który mogę odnieść do siebie - bo jak rysowałam tę runę w śniegu to też nie miałam zadnej konkretnej intencji wobec nikogo, to było bardziej... dla siebie? no i miejsca. nie wiem czy to robi roznice w tym co Karneolkaa i Sylweria pisza
galdr to śpiew runiczny, dosłownie, czyli zaklęcia wypowiadane lub śpiewane. seidr to już inna kategoria, bardziej transowa, szamańska. rysowanie run bez spiewu i bez wchodzenia w trans to by było raczej po prostu "stawianie stave" - runa jako znak, nie jako performatywne zaklecie. choć granica jest płynna i zależy od szkoły
