Mam pytanie, które trochę krępuje mnie zadać, ale widzę że tu można mówić otwarcie. Czy podczas miesiączki można pracować z runami? Chodzi mi zarówno o wróżenie dla siebie, jak i ciągnienie run w ogóle. Słyszałam różne opinie - jedna znajoma mówi że to w ogóle wykluczone, bo energia jest zbyt chaotyczna, inna twierdzi że wręcz przeciwnie, że to wyjątkowo dobry czas. Sama nie wiem co o tym myśleć, bo nie czuję żadnej wyraźnej różnicy, ale może po prostu nie jestem wystarczająco uważna. Macie jakieś doświadczenia z tym tematem?
To zależy od tradycji, do której się odwołujesz. W podejściu nordyckim nie ma żadnego zakazu, a wiele źródeł wręcz wskazuje na to, że cykl kobiecy był traktowany jako czas szczególnego otwarcia na świat poza codziennym. Ale chętnie usłyszę, co ta znajoma miała konkretnie na myśli mówiąc "energia jest zbyt chaotyczna" - bo to brzmi bardziej jak coś zaczerpniętego z zupełnie innej tradycji.
Mnie też zawsze mówiono żeby nie dotykać kart ani run podczas okresu, ale nigdy nikt nie umiał mi powiedzieć dlaczego. Zawsze wychodziło na to, że "tak się po prostu robi". Sama parę razy robiłam rzuty podczas miesiączki i szczerze - nie zauważyłam niczego dziwnego. Odczyty były normalne, nic strasznego się nie stało.
Nie wiem jak z runami dokładnie, ale przy kartach słyszałam podobne opinie. Że energia jest "zabłocona" albo coś w tym stylu. Szczerze to chyba pochodzi bardziej z jakichś nowoczesnych kursów niż z prawdziwej tradycji. Ale też się mylę, więc pytam - czy to ma jakieś konkretne historyczne uzasadnienie?
Sam zakaz dotykania czegokolwiek "magicznego" podczas menstruacji to motyw znany w różnych tradycjach, ale kojarzy się mocno z przekonaniami o nieczystości rytualnej - i to jest kontekst zupełnie odmienny od germańskiego. W Havamal czy Eddach nie znajdziesz czegoś takiego. Więc skąd to się wzięło w środowiskach runicznych? Raczej z synkretyzmu, przemieszania różnych systemów bez zrozumienia skąd co pochodzi.
Ciekawe że nikt jeszcze nie wspomniał o odwrotnej perspektywie - są tradycje w których właśnie ten czas był traktowany jako wzmocniony intuicyjnie, nie osłabiony. Wiem że to nie jest stricte nordycki kontekst, ale skoro mówimy o praktyce współczesnej, to może warto to rozważyć zamiast skupiać się tylko na zakazach.
Wracając do praktyki - czy ktoś tu regularnie prowadzi dziennik rzutów i ma dane żeby porównać? To by była jedyna sensowna metoda żeby sprawdzić czy coś się faktycznie zmienia, zamiast opierać się na wrażeniach albo na tym co ktoś powiedział na kursie.
Ja tu jestem wyraźnie poza tematem jako facet, ale mam pytanie z boku - czy ta dyskusja o energii podczas cyklu dotyczy tylko wróżenia, czy też np. tworzenia runicznego amuletu albo inicjacji run? Bo intuicyjnie wydaje mi się, że to może być różnica.
To wychodzi na to, że zakaz o którym słyszałam nie ma podstaw w tradycji nordyckiej. Dobrze rozumiem? Zostaje jeszcze pytanie praktyczne - macie jakieś osobiste obserwacje, czy praca z runami podczas miesiączki czymś się różni? Niekoniecznie w złą stronę, po prostu - czy jest jakaś różnica którą da się opisać?
To jest właśnie problem z wszystkimi tymi osobistymi obserwacjami - bez systematycznego zapisu nie wiadomo czy to korelacja, czy efekt potwierdzenia. Ktoś wcześniej wspominał dziennik. Właściwie to pytanie do praktykujących - ile osób tu w ogóle notuje cokolwiek poza samym rzutem?
Zastanawiam się czy ta rozmowa nie zatacza kręgu. Zaczęło się od pytania o zakaz, ustaliliśmy że zakaz nie ma podstaw w tradycji, teraz rozmawiamy o tym czy stan fizyczny w ogóle wpływa - i tu wszyscy mówią "tak, ale nie tylko cykl". Czyli wracamy do tego samego miejsca. Czy jest jakiś aspekt tej kwestii który jeszcze nie był poruszony?
Mogę zapytać - a jeśli ktoś pracuje z runami w kontekście mieszanym, tzn. łączy je z innymi systemami? Czy wtedy takie ograniczenie ma więcej sensu, bo wynika z innej warstwy praktyki, nie z samych run?
Ja miałam podobną sytuację z jednym kursem online, gdzie były podawane "tradycyjne zasady" bez żadnych odniesień. Kiedy zaczęłam szukać tych zasad gdzieś indziej, nie mogłam ich znaleźć. To mnie nauczyło żeby zawsze pytać o źródło, nawet jeśli czuję się głupio.
Wracam do pytania które zadałem - czy ktoś faktycznie trafił na kurs run, który podawał te zakazy z konkretnym uzasadnieniem? Bo mam wrażenie że wszyscy tu mówią "słyszałam że nie wolno" albo "ktoś mi powiedział", ale nikt nie wskazał żadnego konkretnego kursu ani książki gdzie to stało czarno na białym z jakimś wyjaśnieniem dlaczego.
To jest właśnie problem z tym jak runy funkcjonują w kursach dla początkujących. Łatwiej powiedzieć "nie rób tego i tamtego" niż tłumaczyć dlaczego, a słuchacze to przyjmują bo brzmi poważnie. A potem te zasady żyją własnym życiem.
Wracając do meritum - bo trochę odeszliśmy od pytania o samo wróżenie - czy ktoś tu pracuje z runami regularnie i świadomie obserwował czy odczyty w czasie cyklu różnią się jakościowo? Nie chodzi mi o "czy wolno", tylko o to co faktycznie się dzieje.
Mogę zapytać - czy jest jakiś sposób żeby zacząć notować te rzeczy w sensowny sposób? Pytam bo po tej rozmowie mam ochotę zacząć, ale nie wiem od czego. Co notować, jak często, żeby to miało jakiś sens za kilka miesięcy?
Podsumowując to co zebrałam z tej rozmowy - zakaz nie ma podstaw w tradycji nordyckiej, jego źródło jest prawdopodobnie mieszaniną różnych systemów, a wpływ cyklu na odczyt to kwestia osobistej obserwacji, nie reguły. Czy ktoś ma coś do dodania zanim spróbuję to jakoś przekazać znajomej?
Przepraszam że wtrącam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie w tej chwili, że zakazy typu "nie wróż podczas miesiączki" mogą aktywnie PSUĆ praktykę ludziom, którzy w nie wierzą? Bo to brzmi dość poważnie.
Dodam że widziałem to nie raz w grupach online. Ktoś pisze "zrobiłam odczyt ale teraz mam cykl więc pewnie jest niedokładny" - i od razu deprecjonuje własny odczyt zanim ktokolwiek go przeczyta. To jest internalizacja zasady do tego stopnia że sama siebie podważa.
Dobra, to rozumiem że zakaz jest problematyczny. Ale mam inne pytanie - co w zamian? Tzn. jeśli ktoś odejdzie od zasady "nie wróż podczas cyklu", to czy jest jakaś alternatywna wskazówka dotycząca tego jak uwzględnić stan fizyczny i emocjonalny przy odczycie? Nie tylko dla kobiet, ale w ogóle?
I wróćmy na chwilę do run, bo trochę odpłynęliśmy w stronę tarota i kart. W kontekście run konkretnie - czy ktoś ma wrażenie że ta zasada o cyklu jest w runach bardziej ugruntowana niż np. w tarocie? Bo u mnie w kursach runicznych to była zasada podawana jak fakt, a w tarocie mniej to słyszałem.
To mnie zastanawia w kontekście tej rozmowy. Tutaj kilka osób zdekonstruowało podstawy tej zasady całkiem dokładnie. Ale co się dzieje na kursach gdzie ta zasada jest nadal podawana? Kursanci po prostu to przyjmują?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam trochę inne pytanie. Zakładając że ktoś zdecyduje się odejść od tej zasady - jak długo trwa zanim naprawdę zacznie ufać własnym odczytom podczas cyklu? Bo to chyba nie jest tak że jedno "postanowiłam nie wierzyć" zmienia całe nastawienie.
Wracając do znajomej - myślę że właśnie od tego muszę zacząć. Nie od nakłaniania żeby zrobiła odczyt podczas cyklu i zobaczyła że działa, tylko wcześniej od rozmowy o tym skąd ta zasada pochodzi. Bo jeśli ona sama dojdzie do wniosku że to nie ma historycznego uzasadnienia, to może sama zdecyduje czy chce testować. Nie chcę jej nic narzucać.
Pytanie do wszystkich, bo serio nie spotkałem tego w rozmowach - czy ktoś zna kogoś albo sam(a) doświadczył(a) że cykl wyraźnie polepszał jakość odczytów? Nie jako teoria, tylko konkretne, powtarzalne doświadczenie?
To jest chyba w ogóle problem tej całej dyskusji - nikt z nas nie prowadzi rzetelnych obserwacji. Mówimy o wrażeniach, wspomnieniach, ogólnych tendencjach. Ja też. Nie zarzucam, sama tak robię, ale to warto powiedzieć wprost.
