Zaczęłam ostatnio intensywniej pracować z runami i zastanawiam się, czy powinnam jakoś się chronić energetycznie przed sesjami. Czytałam różne rzeczy, jedni mówią, że runy to ważna magia i bez ochrony możesz ściągnąć na siebie coś niedobrego, inni że to przesada i wystarczy skupienie. Jak wy to robicie? Stosujecie jakieś rytuały ochronne przed odczytem czy po prostu bierzecie runy i działacie?
Oczywiście że trzeba sie chronić, runy to nie są karty tarota gdzie możesz sobie pociągnąć kartę i koniec. Tu mamy do czynienia z energiami germańskimi, prastarymi, i jeśli nie wiesz co robisz to możesz sie napytać biedy. Ja zawsze rysuje krąg ochronny przed każdą sesją i polecam to każdemu.
Ale czy te złe sny po sesji bez ochrony to nie mogło być po prostu zmęczenie albo zwykłe przeziębienie? Zawsze mnie ciekawi jak odróżnić coś co wynika z pracy energetycznej od normalnych rzeczy które by się i tak wydarzyły.
Ja podchodzę do tego tak, że ochrona energetyczna to dobra praktyka w każdej pracy z symbolami czy systemami wróżebnymi, niekoniecznie dlatego że grozi jakieś niebezpieczeństwo, ale dlatego że pomaga mi się skupić i oddzielić czas sesji od reszty dnia. Czy ktoś z was robi coś podobnego, jakiś rytuał zamknięcia po sesji?
Dobra, wracając do mojego pytania, bo mi trochę uciekło. Czyli rozumiem że eksperci mówią, że ochrona nie jest obowiązkowa w sensie że bez niej coś złego się stanie, ale jest pomocna jako rytuał skupienia? Dobrze to interpretuję?
Ja właśnie tak robię, kilka minut ciszy i skupienia przed sesją. Nie znam żadnych formalnych rytuałów i trochę się bałam że to niewystarczające, ale skoro eksperci mówią że intencja jest ważna, to chyba jestem na dobrej drodze?
No więc właśnie, to moje pytanie wisi w powietrzu - czy ktoś nieświadomy jest bardziej narażony niż ktoś świadomy ale bez formalnego rytuału? Bo jeśli intencja robi całą robotę, to chyba nieświadomość jest tym co faktycznie może coś popsuć, nie brak kręgu?
Dokładnie to zauważam. Przy ochronie w każdej pracy rytualnej - nieważne czy runy, karty czy cokolwiek innego - chodzi o to, kto wchodzi w tę przestrzeń i z jakim nastawieniem, nie o to czy jakiś zewnętrzny byt nas atakuje. Kinsia, twoje pytanie było chyba o bezpieczeństwo energetyczne, ale w jakim sensie? Bo to zmienia całą odpowiedź.
A co jeśli to jest za każdym razem trochę, ale przy trudnych tematach bardziej? Nie wiem jak to skategoryzować w takim razie.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale właśnie przez to mi się mylą te dyskusje o ochronie. Jedna szkoła mówi o prawdziwych energiach zewnętrznych, druga o psychologicznym nastawieniu. Jak ktoś się uczy, to nie wie w którą stronę patrzeć.
Czytam ten temat od początku i mam jedno pytanie które mi kręci się w głowie. Wszyscy mówią o tym żeby zamykać sesję, ale czy ktoś wie co zrobić jeśli sesja się urwała w połowie, np. coś przeszkodziło i nie można jej było normalnie zakończyć? Czy to jest jakiś problem?
Słucham tego i zaczynam myśleć, że mój problem z tym uczuciem ciążenia mógł być właśnie tym - sesja była niedokończona w sensie emocjonalnym, nie technicznym. Pytałam o trudną sytuację rodzinną i chyba nie pozwoliłam sobie na to, żeby to po prostu... skończyć. Czy to ma jakiś sens?
No ale hej, możecie tłumaczyć to psychologicznie ile chcecie, ale skoro coś zostaje i przeszkadza to znaczy że nie zostało domknięte, i to jest właśnie argument za rytuałem. Nie ważne czy to psychika czy energia - efekt ten sam, a krąg ochronny działa na obydwa poziomy. Po co się kłucić o teorię skoro metoda jest ta sama?
Przy rytuałach miłosnych mówi się podobnie - nie pytaj kiedy jesteś w środku emocjonalnie tematu. To nie znaczy że temat jest zakazany, tylko że odpowiedź może zamiast pomóc, bardziej ugrzęznąć. Z runami pewnie jest tak samo - nie chodzi o zakaz, chodzi o moment.
A ja uważam że właśnie trudne tematy są po to żeby je pytać. Po co pytać runy o coś banalnego? Chodzi o to żeby wejść głęboko, nie żeby się chronić od prawdy. Ochrona nie powinna być wymówką do pytania o mniej.
To ciekawe, bo zakłada że ochrona to nie jest tylko coś co robisz przed sesją, ale też decyzja kiedy sesję w ogóle zaczynać. Czy to znaczy że właściwy stan wewnętrzny jest ważniejszy niż jakikolwiek rytuał?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że to co opisujecie to jest umiejętność, która przychodzi z czasem, nie coś co można sprawdzić checklistą. Czy to prawda, że ta samoocena po prostu się poprawia z praktyką? Bo to by znaczyło że na początku trochę idziesz na czuja.
Przy rytuałach miłosnych dokładnie to samo mówię - nie pytaj jeśli nie wiesz co zrobisz z "nie". Bo "nie" przy intensywnym pytaniu potrafi wywrócić bardziej niż sama sytuacja. I właśnie dlatego myślę że ochrona to nie jest kwestia kadzideł i kręgów, tylko tej jednej rozmowy z sobą wcześniej.
Zaraz, czy to nie zmienia w ogóle definicji ochrony w tym wątku? Bo zaczęliśmy od pytania czy robić rytuały ochronne, a teraz mówimy że ochrona to głównie stan wewnętrzny. Czy rytuały w ogóle są potrzebne czy po prostu zastępują tę wewnętrzną pracę kiedy ktoś jej nie robi?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie bo nie mogę tego rozgryźć - czy te wszystkie rzeczy o stanie wewnętrznym, gotowości, granicy sesji - to jest specyficzne dla run, czy to dotyczy w ogóle każdej pracy wróżebnej? Bo nie wiem czy runy są pod tym kątem jakieś wyjątkowe.
A co z otwarciem? Bo tutaj rozmawiamy głównie o zamykaniu, ale czy otwarcie jest tak samo ważne? Pytam bo sama zaczynam sesje dosyć spontanicznie, siadam i tyle.
Ale runy mogą kłamać, nie? Znaczy - mogę dostać odczyt który jest kompletnie bez sensu dla sytuacji. Nie wszystko da się wytłumaczyć błędem pytającego. Czasem po prostu odczyt jest chybiony.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że dużo tu o przygotowaniu przed sesją, ale mało o tym co się dzieje kiedy coś pójdzie nie tak w trakcie. Czy jest coś co można zrobić jeśli w połowie odczytu poczujesz że to jest za dużo i chcesz to zatrzymać?
To przekonanie o "otwartych drzwiach" jest bardzo powszechne i rozumiem skąd, ale chcę zapytać - czy ktoś z was miał realny problem po urwaniu sesji w połowie? Nie domysł, tylko konkretne doświadczenie.
Ale ta granica jest ważna dla mnie z praktycznego powodu - jeśli to jest psychologiczne, to może powinnam iść do terapeuty zamiast szukać rytualnego rozwiązania. A jeśli to jest coś innego, to terapia mi nie pomoże. Nie chcę leczyć złej rzeczy złym sposobem.
To jest bardzo rozsądna uwaga. Chyba nigdy tak o tym nie myślałem. Że można w ogóle rozróżnić po to żeby wiedzieć co robić, nie po to żeby udowodnić że runy "działają".
Znam osoby które chodziły do terapeuty i pracowały z runami równolegle i żadna z tych rzeczy drugiej nie wykluczała. Terapeuta o jednym, runy o czymś innym. Ciekawe że my tu rozmawiamy o ochronie energetycznej a dotknęłyśmy czegoś dużo ważniejszego.
