Mam pytanie do wszystkich, którzy pracują z runami w momentach gdy coś się zmienia - praca, związek, przeprowadzka, cokolwiek. Zastanawiam się, czy wyciągacie jedną runę na orientację, czy robicie pełniejszy rzut? Bo mam wrażenie, że okresy przejściowe to specyficzny czas i runy zachowują się wtedy inaczej. Znaczy - te same runy mogę wyciągnąć miesiąc po miesiącu i wszystko jest czytelne, a w momencie kiedy coś realnie wisi w powietrzu, nagle interpretacje mi się rozjeżdżają. Ktoś ma podobne doświadczenia? I mam jeszcze jedno pytanie w tle - bo dostałam wiadomość od osoby, która pisze że jej wahadło daje sprzeczne odpowiedzi co kilka minut. Wiem, że wahadło to nie runy, ale podejrzewam że chodzi o to samo zjawisko - o tę niestabilność energetyczną przed zmianą. Jak wy to rozumiecie?
Rozjeżdżające się interpretacje przed zmianą to nie błąd odczytu, to informacja sama w sobie. Jak wyciągam Hagalaz albo Nauthiz w takim momencie i nie wiem co z nimi zrobić, to właśnie ta dezorientacja jest odpowiedzią. Ale powiedz mi więcej o tym wahadle - te sprzeczne odpowiedzi to były na to samo pytanie zadane kilka razy z rzędu? Bo to kompletnie inna sytuacja niż zadawanie różnych pytań.
Też chcę wiedzieć więcej o tym wahadle. Bo jeśli ktoś pyta kilka razy o to samo, to już sam ten impuls do ponownego pytania mówi, że nie akceptuje pierwszej odpowiedzi. Wahadło to wtedy tylko tyle co liczba rzutów kostką, które nam odpowiadają. A runy mają tę przewagę, że zmuszają do siedzenia z symbolem, nie tylko z tak/nie.
Przepraszam że się wtrącam, ale ja nie rozumiem - jak runy mogą 'zachowywać się inaczej' w trudnych momentach? Runy to przecież fizyczne kamyczki albo drewienka, nie? Coś je porusza inaczej w zależności od okoliczności? Serio pytam, bo chcę zrozumieć.
robiłem pojedyncze runy, bez układu. Może to był błąd. Bo bez kontekstu Sowilo może być i 'idź' i 'zatrzymaj się i doładuj'. Dopiero potem, jak już decyzja była podjęta, zrobiłem trójkę i wtedy miało to ręce i nogi.
Mam pytanie do całej dyskusji - czy mówicie o runach w sensie wróżenia jednorażowego, czy o jakiejś regularnej pracy, powiedzmy tygodniowej albo miesięcznej? Bo to robi ogromną różnicę. W tarocie widzę ten sam problem - jeśli ktoś co dwa dni wyciąga karty na tę samą sytuację, karty zaczynają 'kłamać', bo pytający jest w ciągłym ruchu emocjonalnym. Zakładam że z runami jest analogicznie?
Prowadzę notatki z odczytów od jakiegoś czasu i zaobserwowałam coś ciekawego - okresy kiedy moje runy były 'niespójne' prawie zawsze pokrywały się z momentami gdy Saturn robił coś ciekawego w moim horoskopie. Nie mówię że to jedyne wyjaśnienie, ale za każdym razem kiedy wracam do zapisków, to się potwierdza. Czy ktoś śledzi układy planet w połączeniu z pracą z runami?
Wracając do wahadła z pierwszego posta - to ważne rozróżnienie, które gdzieś nam uciekło. Sprzeczne odpowiedzi wahadła w odstępie kilku minut to niekoniecznie ten sam problem co niejednoznaczne runy. Wahadło reaguje na mikroruchy mięśni, które są bezpośrednim odzwierciedleniem stanu układu nerwowego. Jeśli ktoś jest w środku zmiany życiowej i jest pobudzony emocjonalnie, wahadło będzie niestabilne nie dlatego że 'coś nie działa', ale dlatego że ciało jest dosłownie w rozterce. Runy działają inaczej - tam jest element losowości przy wyciąganiu, więc niestabilność musi być interpretowana inaczej. Czy autor pierwszego posta w ogóle pracuje równolegle z runami, czy tylko z wahadłem?
Wracam do tematu bo nie chcę żebyśmy za bardzo odpłynęli. Jeśli chodzi o runy w okresach przejściowych - widzę dwa podejścia w tej dyskusji. Jedno: runy są niestabilne bo my jesteśmy niestabilni. Drugie: ta niestabilność sama jest informacją. Czy można pogodzić oba podejścia? Bo mam poczucie że Blanka i Pustelka mówią właściwie to samo, ale z różnych stron.
mówię to samo co Pustelka, tylko ja nie uznaję tego za problem. Dla mnie moment gdy interpretacje się rozjeżdżają, to sygnał żeby zmienić pytanie, nie żeby przestać pytać. Zamiast 'co się wydarzy' pytam 'co teraz we mnie dominuje'. I wtedy runa nabiera sensu nawet jeśli jest niejednoznaczna.
Mam może naiwne pytanie, ale - czy jest w tradycji runicznych coś co określa które runy są 'runami przejścia'? Bo w numerologii mamy lata osobiste, które oznaczają zakończenie i nowy początek, i da się to jakoś przewidzieć. Czy runy mają coś podobnego, jakiś klucz do rozpoznania że właśnie jesteśmy w takim momencie?
Słuchałam do tej pory i mam jedno pytanie do Rydwanki i Blanki - czy przy pracy z runami w takim niestabilnym czasie zalecacie jakiś konkretny układ, czy lepiej właśnie te pojedyncze runy? Bo czytałam że układy trójkowe dają więcej kontekstu, ale zastanawiam się czy w chaosie nie za dużo naraz do interpretowania.
Przepraszam że znowu się wtrącam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Ten układ co Kacperek opisuje - to znaczy że losujecie trzy oddzielne runy i każda odpowiada na inną część pytania? Czy coś innego?
Wracam do pytania Blanki, bo to ważne. To rozróżnienie między 'ja w sytuacji' a 'między mną a sytuacją' - moim zdaniem właśnie o to chodzi w periodach przejściowych. Ta środkowa pozycja to jakby strefa tarcia. Kiedy zmiana już się zaczęła, to właśnie tam dzieje się największy ruch. Kacperek, czy pamiętasz jaką runę dostałeś na tej środkowej?
Ten przykład z Hagalaz jest świetny, bo dotyka sedna problemu z odczytem w trudnych momentach. W tarocie mam podobnie z Wieżą - ludzie widzą ją i od razu katastrofa. A w tarocie i w runach jest ten sam mechanizm: im bardziej jesteś naładowany emocjonalnie, tym bardziej interpretujesz przez filtr lęku. Rydwanka, czy masz jakiś sposób żeby to obejść zanim zaczniecie odczyt?
To co Rydwanka powiedziała jest bardzo ważne i myślę że niedoceniane. Świadomość tego co powinniśmy robić i faktyczne robienie tego to dwie różne kompetencje. W pracy ze snami obserwuję podobnie - wiem że powinnam zapisywać sny od razu po przebudzeniu, a w połowie przypadków i tak nie sięgam po notes. Przy runach pewnie jest jeszcze trudniej, bo sięgamy po nie właśnie wtedy gdy jesteśmy poza sobą.
Mam pytanie które może być głupie, ale czy ktoś z was miał tak, że runa którą wyciągnął przed zmianą, nabrała sensu dopiero kilka miesięcy po zmianie? Pytam bo w numerologii rok osobisty często interpretujemy z dużym opóźnieniem i zastanawiam się czy runy mają ten sam problem.
Słucham tej dyskusji i myślę o tym jak podobnie działają sny w momentach zmiany. Też często nie rozumiemy ich od razu i dopiero po czasie widzimy że nas uprzedzały. Zastanawiam się czy jest coś specyficznego dla run - coś co sprawia że właśnie ten system jest lepszy albo gorszy do czytania progów, w porównaniu z innymi metodami. Rydwanka, co ty o tym myślisz?
To co powiedziałaś o Dagaz mnie zatrzymało. Znaczenia run są szerokie, bo muszą być - ale czy to nie jest czasem problem? Sny też są niejednoznaczne i właśnie to sprawia, że możemy je wygiąć w dowolnym kierunku. Gdzie jest granica między 'runa daje przestrzeń na niepewność' a 'runa znaczy tyle co nic, bo każda interpretacja pasuje'?
Wracam do wątku głównego, bo ta rozmowa jest ważna, ale trochę nas poniosło. Pytanie z opisu tematu - sprzeczne odpowiedzi wahadła w odstępie kilku minut - to jest dokładnie ten moment o którym mówimy. Przed zmianą. Kiedy układ jest niestabilny. I teraz - czy wahadło albo runy wyciągane w takim momencie mogą dawać sprzeczne odpowiedzi nie dlatego że coś jest nie tak, ale dlatego że sytuacja naprawdę jest niezdecydowana?
Przepraszam że przerywam, ale mam pytanie do tej rozmowy o wahadle. Czy te same zasady dotyczą run? To znaczy - czy runy wyciągane kiedy jesteś w środku emocjonalnego bałaganu też mogą odbijać ten bałagan zamiast sytuacji? Bo jeśli tak, to kiedy w ogóle można ufać odczytowi?
Mam takie pytanie do Pustelki i ogólnie do tej dyskusji. Mówicie dużo o stanie emocjonalnym przed odczytem, ale czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić po fakcie, że odczyt był wiarygodny? W numerologii rok osobisty albo się sprawdza albo nie, to można porównać. Czy w runach jest coś podobnego?
Dorzucę coś co może być niepopularne. Historycznie runy jako system diwinacyjny w kształcie jaki dziś znamy to w dużej mierze konstrukt XIX i XX wieczny. Staroskandynawskie źródła nie opisują losowania run z woreczka jak to robimy dziś. To nie znaczy że praktyka jest bezwartościowa, ale warto wiedzieć że pracujemy z czymś co jest żywą tradycją, nie odtworzeniem czegoś starożytnego.
To co Wajdelota mówi zmienia trochę pytanie Trzygłowa. Bo jeśli runa nie jest obiektywnąwyrocznią, to 'wiarygodność' to może nie jest właściwe słowo. Pytanie brzmiałoby raczej: czy ten odczyt coś mi dał? Czy zmienił mój sposób myślenia o sytuacji? To można ocenić nawet przed podjęciem decyzji.
Zostaje mi jedno pytanie otwarte do was wszystkich i nie wiem czy ma dobrą odpowiedź. Czy są takie momenty przejściowe, w których w ogóle nie powinno się ciągnąć run? Nie dlatego że technika jest zła, ale dlatego że człowiek jest w takim stanie, że cokolwiek wyciągnie, to i tak wejdzie w to z projekcją i wyjdzie bardziej skręcony niż wszedł?
Pytanie Rydwanki jest naprawdę trudne i nie chcę go zbagatelizować. Myślę że są takie stany, w których cokolwiek wyciągniesz, będziesz interpretować przez pryzmat lęku albo desperacji. I wtedy runa nie tyle coś mówi, co staje się ekranem do projekcji najgorszych scenariuszy. Znam to z obserwacji własnych i z rozmów. Ale jak odróżnić taki stan od po prostu trudnego momentu, w którym runy jednak mogą pomóc? To jest dla mnie wciąż otwarte.
Mam na to jedno praktyczne kryterium, choć wiem że nie wszyscy się zgodzą. Jeśli przed wyciągnięciem runy już wiesz jaką odpowiedź chcesz dostać, to jest sygnał żeby się zatrzymać. Nie dlatego że to jakaś reguła, ale dlatego że w takim stanie każda runa będzie pasować do tego czego chcesz albo będziesz ją naginać. Pytanie do Rydwanki: czy w tym co opisujesz ze sprzecznymi odpowiedziami wahadła, miałaś poczucie że jedno z tych wskazań było tym 'właściwym' zanim sprawdziłaś?
