szczerze? troche mnie to przytlacza ale w dobrym sensie. mam wrazenie ze watek o runach stal sie watkiem o mnie i nie wiem czy to smieszne czy wlasnie o to chodzi 🙂 ale jesli mam powiedziec cokolwiek sensownego, to chyba blizej mi do tego co Azalia mowi - ze nie szukam obiektywnego przekazu, szukam czegoś co mi pomoze sie ruszyc z miejsca. czy to jest naiwne?
naiwne to nie jest, ale warto wiedziec ze 'ruszenie sie z miejsca' tez wymaga ze ty cos zrobisz. runa moze byc iskra ale drewno musisz podlozyc sama. i przepraszam ze wchodze tak pozno w watek, ale czytalam i mam wrazenie ze ktos powinien to powiedziec wprost zamiast okrazac
mam jedno pytanie ktore mnie nurtuje od jakiegos czasu w tym watku - kilka osob mowilo o tym zeby siedziec z jedna runa przez dluzszy czas. ale jak dlugo to za dlugo? bo boje sie ze bede siedziec z Hagalaz przez miesiac i nic sie nie wydarzy i poczuje ze zawalam kolejna rzecz
okej to jeszcze jedno pytanie bo Ewunia napisała 'jak co chwile cos nowego sie odkrywa to zostaj' - ale co to znaczy ze cos sie odkrywa? bo ja siede z runa i... mysle. mysle ze moze to znaczy to, a moze tamto, a moze w ogole wymyslam. skad wiem ze odkrywam cos prawdziwego a nie po prostu produkuje myśli bo mam tendencje do nadmyslenia wszystkiego?
Lidzia to jest moje pytanie od poczatku tego watku tylko inaczej postawione 🙂 bo ja tez nie wiem czy to co czuje przy Hagalaz to jest 'wglad' czy po prostu strach przed zmiana ubrany w symbolike runistyczna. i chyba nie ma tu dobrej odpowiedzi. ale wiesz co, ta rozmowa zrobiła mi cos czego runa sama by nie zrobiła - mam wrazenie ze wiem lepiej CO mnie paralyżuje, nawet jesli nie wiem co zrobic. moze to jest ten 'punkt zaczepienia' o ktorym Ewunia pisala
