Ciekawi mnie jedno: czy ktoś z was rozmawiał z kimś kto jest w terapii poznawczo-behawioralnej i używa run równolegle? 😀 Bo terapii poznawczo-behawioralnej jest dość ustrukturyzowane, myślę że mogłoby się to albo bardzo dobrze uzupełniać albo wchodzić w konflikt, zależy jak terapeuta podchodzi do metafor.
hm, nie bardzo rozumim czemu terapeuta miałby mieć coś przeciwko?? no runa to chyba nie jest gorsze niż czytanie horoskopu rano, a tego chyba nikomu nie zabraniają 🙂
Tu właśnie Simargl ma rację,muszę przyznać. Widziałam kogoś kto do tego dochodził powoli, zaczęło sie od codziennej runy, potem konsultował każdą ważniejszą decyzję, potem bez runy w ogóle nie mógł zasnąć. To nie jest wina runy jako takiej, ale brak granic w praktyce robi swoje. Myślę ze intencja z jaką się zaczyna ma tu naprawdę znaczenie.
Chce tu powiedziec jedna rzecz, bo widze ze rozmowa kreci sie wokol ryzyka i niebezpieczenstw. To jest wazne, ale nie jedynne. Runy sa systemem kosmologicznym, nie tylko zestawem symboli do medytacji. Kiedy pracujesz z runa jak z lustrem, rezygnujesz z glebszej warstwy. Dla terapii i refleksji to moze wystarczyc. Ale nie nazywajmy tego praca z runami w pelnym sensie. To jest praca z obrazem, nie z sila.
to rozróżnienie Zenith jest dobre i ważne, ale mnie zastanawia cos innego. Czy osoba która jest w terapii i przychodzi po czytanie run, musi w ogóle wiedzieć o tej różnicy? Tzn. czy ona potrzebuje rozumieć warstwy systemu, czy wystarczy że dostaje to czego potrzebuje w danym momencie?
wracajac troche do tego co pisalam wczesniej o runie jako pomocy przed sesja terapeutyczna, probowalam tego u siebie ostatnio i musze powiedziec ze cos w tym jest. Wyciagnelam Isa przed rozmowa z terapeuta i od razu wiedzialam ze bede mowic o tym zastyganiu w miejscu ktore czuje od tygodni. Bez runy pewnie bym krazyla i nie umiala powiedziec od czego zaczac. 😉
Kurcze, kubus, juz znalam znaczenie, tak. Ale nie wiem czy to zmienia cokolwiek - tzn. moze wlasnie dlatego ze znalam, to od razu "kliknelo". Wczesniej Isa kojarzyla mi sie dosc negatywnie, z blokadom, z czyms nieprzyjemnym. A tamtego ranka jakos zrozumialam ze to nie jest wyrok, tylko opis. Opis tego co jest. I z tym poszlam na sesje.
To co Felicja opisuje to jest dokładnie to o czym myślałam słuchając Zenith. ta Isa nie zadziałała jako "siła" w sensie kosmologicznym, zadziałała jako skrót do czegoś co juz było w środku. Może to jest ta granica między lustrem a głębią? Felicja użyła runy żeby zobaczyć siebie, nie żeby cos uruchomić na zewnątrz.
No ale Plejadka, czy to naprawdę ważne rozróżnienie dla osoby która ma z tego praktyczny pożytek? Felicja miała dobra sesję terapeutyczną, coś jej kliknęło, poszła dalej. Czy naprawdę potrzebuje wiedzieć czy to był kosmos czy lustro? Trochę to akademickie.
mam pytanie może trochę z boku, ale wciąż o tym samym - czy ktoś z was miał sytuację gdzie runa przed terapią coś pokomplikowała zamiast pomóc?? tzn. wyciagnęłaś coś nieoczekiwanego i zamiast wejść na sesję z jasną głową, weszłaś z nowym kłębkiem? bo mnie to zastanawia od początku tej dyskusji :/
To właśnie mnie zastanawia od początku tego wątku - gdzie jest ten punkt przy którym runa zamiast otwierać, zaczyna komplikować? I czy to zależy od runy, od osoby, od momentu, czy od wszystkich trzech naraz? Bo Felicja miała dobrą Isa, ta z Bernadetki miała trudną Thurisaz i efekty były różne. 🙂
dobra, przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem ale o tej Thurisaz już kilka razy tu padło, i nie rozumiem czemu to taka "trudna" runa? czy to znaczy że jest zła? bo mam wrażenie że wogóle nie rozumiem tego systemu
Thurisaz jest runa progu. Nie "zla", nie "ostrzezeniem" w banalnym sensie. oznacza moment w ktorym cos starego musi zostac rozbite zeby moglo przyjsc cos nowego. W kontekscie terapii - to morze byc bardzo dokladny opis tego co sie dzieje w srodku. Problem pojawia sie kidey ktos czyta ja powierzchownie jako "uwazaj, bedzie zle" zamiast "cos sie rozbija, i dobrze".
Chce wrocic na chwile do tego co Simargl powiedzial o sprawczosci. to jest centralny temat w pracy terapeutycznej: kto jest autorem mojego zycia. I tutaj runy moga byc albo bardzo wspierajace, albo bardzo szkodliwe, w zaleznosci od tego jak sa uzywane. jesli osoba w terapii uzywa run zeby "sprawdzic co bedzie", to wzmacnia unikanie. Jesli uzywa ich zeby "zobaczyc co teraz czuje", to wzmacnia kontakt z soba. To jest gigantyczna roznica
a wiecie, mnie to przypomina stare przysłowie że mądry po szkodzie. w temacie run i lęku to naprawde trzeba pare razy sie sparzyc żeby wiedzieć kiedy ta runa jest lustrem a kiedy wróżbą na którą czekasz. sam mialem takie sytuacje że ciągnąłem dwa razy jak mi nie pasowało, no i co z tego wychodziło - nic dobrego. dopiero jak przestałem szukac potwierdzenia a zacząlem słuchać co mi sie z tym wąże, to zaczęło cos znaczyć
Pereplut.x i Bernadetka, to co mówicie o tym "ciągnięciu drugi raz" to jest coś co chyba każdy zna, i to jest chyba najlepszy wskaźnik że szukamy potwierdzenia a nie wglądu. Ciekawe czy ktoś z was ma jakis sposob na to żeby w ogóle nie wpaść w tę pętlę, nie dopiero wychodzić z niej po fakcie?? :/
hej, może głupie pytanie, ale jeśli runa "mierzy" stan osoby któóra ją wyciąga to czy nie jest tak że zawsze dostajemy runę którą "zasłużyliśmy" w tym momencie? nie wiem jak to lepiej powiedzieć. tzn. czy nie jest tak że dobra runa to zawsze ta która padła, bo padła wlasnie WTEDY?
no wiecie co, ja tu trochę gubię wątek bo rozmawiamy już prawie filozoficznie o tym co mierzy runa, a Jowitka pytała chyba o coś bardziej praktycznego - jak nie wpaść w tę pętlę ciągnięcia po raz drugi. i nikt na to konkretnie nie odpowiedział 🙂 Bernadetka wspomniała o zasadzie "trzy zdania i koniec", macie może inne triki?
a to co Bernadetka opisuje to jest trochę jak praca z intencją przed rytuałem. ta zasada jednego zdania brzmi prosto ale wyobrażam sobie że sformułowanie tego uczciwego pytania to jest osobna umiejętność. jak odróżnić uczciwe pytanie od pytania które już ma wbudowaną odpowiedź, bo tego bym się chciała nauczyć.
ok ale mam pytanie do Joli i Bernadetki - co robicie jak wyciągniecie runę i ona po prostu nic nie mówi? tzn. siadacie, ładne pytanie, wyciągnęłyście i... cisza, żadnego skrzypienia, żadnego wglądu. czekasz? szukasz dalej? odkładasz na bok? bo dla mnie to jest ten moment w którym zaczynam ciągnąć po raz drugi, bo "może tamta była nieważna"
No to tak, ta "cisza" po wyciagnieciu runy to jeden z ciekawszych momentow w pracy z nimi. czesto znaczy ze pytanie bylo trafne, ale odpowiedz jeszcze nie ma gdzie sie ukorzenic. runa nie jest natychmiastowa. dalam sobie kiedys zasade: jesli po wyciagnieciu nic nie czuje, odkladam na co najmniej kilka godzin i wracam. zdziwisz sie co sie zmienia gdy masz troche oddechu.
to jest dobre pytanie Estragonki i myślę że tu jest sedno całego tego wątku. runa przed terapią w stanie ostrego lęku to po prostu zły timing. nie złe intencje, nie zła runa - zły timing. może zamiast pytać "jak ciągnąć runę w stanie lęku żeby nie wpaść w pętlę", powinniśmy powiedzieć wprost: w ostrym lęku nie ciągnij. wróć do run kiedy masz trochę gruntu pod nogami. :/
Azalia celnie to rozgranicza. w tradycji hermeneutycznej symbol wymaga interpretujacego ktury ma troche dystansu do pytania. nie dlatego ze emocje sa zle, ale dlatego ze intensywna emocja zaweza pole znaczeniowe - widzisz tylko te sensy ktore pasuja do twojego strachu. to nie jest blad systemu run, to jest blad warunkow w ktorych pracujesz z symbolem.
dobra, przyznaje że połowy tego nie rozumiem, ale jedno zdanie Azalii do mnie trafiło. "bądź spokojny zeby korzystać z narzędzia które ma ci pomóc być spokojnym" - to brzmi znajomo nawet poza ezoteryki, tak jakby z medytacją też, nie? albo z terapią. "idź na terapię jak będziesz miał siłę na terpaię" haha
Ojej, właśnie, i wracamy do tego co Jowitka pisała na początku wątku - runy jako wsparcie w procesie, nie jako ratunek w momencie. to jest ta różnica. wsparcie w procesie działa, ratunek w momencie kryzysu to juz inna historia i nie jestem pewna czy runy są do tego stworzone. ^^
właśnie to co Jowitka napisała na końcu, ze sama nieraz uzywała run jako ratunku, to mnie jakoś uderzyło, bo chyba tez tak robiłam i nie wiedziałam ze to w ogóle jest jakis problem. tzn. wydawało mi sie ze jak wyciagam rune to zawsze robie cos dobrego dla siebie. a teraz mysle ze moze nie. jak w ogole rozpoznac ze robimy to z paniki a nie z ciekawosci? bo w środku tych dwoch stanów chyba nie widac roznicy
