Hej, chciałam tu zagadnąć o coś, co mnie ostatnio bardzo mocno zajmuje. Chodzi o to, czy runy mają sens dla kogoś kto jest w terapii i jednocześnie bardzo boi się tego, co przyniesie zmiana. Mam na myśli taką prawdziwą blokadę, nie jakieś tam zwykłe obawy, ale wręcz paraliż kiedy trzeba coś zrobić inaczej, podjąć decyzję, ruszyć z miejsca. Pytam bo sama miałam klientkę, której czytałam runy właśnie w takim momencie i zastanawiam się, czy to pomogło, czy może bardziej namieszało. Czy ktoś tu ma doświadczenie z łączeniem pracy terapeutycznej z runami? Albo czy w ogóle uważacie że to ma sens razem?
Temat akurat mnie dotyczy, bo sama przez jakiś czas byłam w terapii i równolegle pracowałam z runami. okej, z mojego doświadczenia, runy nie mówią ci co masz robić, one raczej pokazują coś w rodzaju lustra. I właśnie przez to mogą być ciekawe dla osoby z lękiem, bo zamiast dawać konkretny rozkaz, dają ci obrazek sytuacji i zostawiają przestrzeń na twoje własne odczytanie. Chociaż... właśnie tu jest ryzyko, bo człowiek w lęku będzie interpretował wszystko najgorzej jak się da, nie?
To zalezy co sie wyciąga i jak się prowadzi takie czytanie. Runa Isa albo Hagalaz dla kogoś w takim stanie morze być jak kubel zimnej wody, a Berkana czy Ehwaz mogą dac pewne oparcie. Pytanie jest takie, kto przeprowadza to czytanie i czy wogóle ma swiadomosc z czym ta osoba przychodzi. Czytać runy można każdemu, ale czytac je dobrze i odpowiedzialnie to zupelnie inna sprawa
Powiem szczerze, mam mieszane uczucia wobec całego tematu. Runy to nie jest wsparcie terapeutyczne i nie powinny nim być. Jeśli ktoś jest w trakcie terapii, to ma swojego specjalistę od przepracowywania lęków, i wchodzenie runami w tę przestrzeń może co najwyżej nakładać nowe warstwy interpretacyjne na coś, z czym ta osoba i tak ledwo daje radę. Nie mówię, że runy są złe, ale kontekst tu jest kluczowy.
Zgodzę się z Simargl w połowie. Jest różnica między robieniem komuś pełnego czytania jako wróżbę a użyciem runy jako punktu wyjścia do refleksji. To drugie może działać podobnie jak karta do medytacji, nie jako wyrok, ale jako zaproszenie do spojrzenia na coś inaczej. Tylko że to wymaga od czytającego sporej ostrożności i od odbiorcy gotowości, zeby nie traktować tego dosłownie. 😉
Hmm, ale to trochę tak jakby powiedzieć, że nie można czytać książek jeśli się jest w terapii, bo człowiek może coś źle zinterpretować. każda metoda refleksji ma ryzyko nadinterpretacji. Sama nie jestem wielką fanką wróżenia, ale rozumiem, że dla niektórych ludzi wlasnie to jest wejście do wnętrza, co inni mają przez pisanie dziennika albo rozmowę z przyjacielem.
No właśnie, ta klientka o której mówię, to ona sama mnie poprosiła o to czytanie. Nie ja jej to zaproponowałam. i to był rozkład trójkowy, przeszłość teraźniejszość przyszłość. W przyszłości wyszła jej Hagalaz i widziałam jak cos w niej zamknęło. Mimo że tłumaczyłam, że Hagalaz to też oczyszczenie i przejście, ona zapamiętała tylko to, że cos złego.
To jest bardzo czesta sytuacja z Hagalaz. Ona wyglada groznie i ludzie w stresie ja od razu biora jako ostrzezenie przed katastrofa. Ja przy takich rozkladach staram sie pokazac calosc kontekstu,nie mowie "w przyszlosci wyjdzie ci Hagalaz", tylko opowiadam o tym jak runa wpisuje sie w cala sekwencje. Ale to nadal nie eliminuje ryzyka, ze ktos wyjdzie z czytania i skupi sie na tym jednym kamieniu.
Zastanawiam się, czy w ogóle przy takim lęku przed zmianą nie lepiej zacząć od czegoś bardziej zakorzenionego, np. od pracy z czakrą korzenia, zanim w ogóle sięgnie się po runy. Bo jesli ktoś nie ma podstawowego poczucia bezpieczeństwa, to każdy znak, karta, runa, cokolwiek, może go destabilizować zamiast pomagać.
Uruz jak najbardziej, to jest runa życiowej siły i przezwyciężania przeszkód, ale uwaga, ona bywa trudna w medytacji, bo potrafi wyciągnąć na powierzchnię dużo energii naraz. Nie powiedziałabym, że to jest spokojny punkt startowy dla kogoś zalęknionego. Berkana owszem, to łagodniejsza energia, bardziej ochronna. Fehu też może być dobra na start jeśli hodzi o poczucie zasobów i pewności.
Wracając do sedna, bo tu pojawia się ciekawy wątek, czy w ogóle jest jakieś bezpieczne wejście w runy dla kogoś z takim lękiem? Tzn. czy jest sposób pracy, podejście, które minimalizuje ryzyko że ta osoba wyciągnie złe wnioski i się jeszcze bardziej zablokuje? Bo terapia trwa, terapia pracuje swoje, ale ta osoba może po drodze szukać innych form refleksji.
Moim zdaniem kluczowe jest to, żeby taka osoba nie robiła rozkładów sama, szczególnie na początku. Samodzielna praca z runami wymaga pewnego stopnia stabilności emocjonalnej, bo łatwo wpaść w pułapkę interpretowania wszystkiego przez własny lęk. Jeśli już, to polecałabym zacząć od jednej runy dziennie, czysto kontemplacyjnie, bez pytania o przyszłość, tylko jako temat do rozmyślania. I najlepiej razem z terapeutą omówić potem, co w tej rucie poruszyło.
No dobrze, warto dodac, ze historycznie runy nie byly przede wszystkim wrozbiarstwem, to jest nowsze nalozenie. W tradycji nordyckiej byly to znaki sily, ochrony, intencji, wycinane na przedmiotach, murmurowane jako galdr. Uzycie ich jako medium dla zmiany wewnetrznej, jak to teraz robimy, jest dosc wspolczesna praktyka. nie mowie, ze zla, ale warto miec swiadomosc, ze to co robimy z runami dzis to bardziej praca Jungowska ze symbolem niz rekonstrukcja historyczna. I moze wlasnie dlategoo moze wspoldzialac z teerapia, bo dotyka podobnej warstwy.
No i właśnie to mnie uderza w tym co piszecie. Może problem tej klientki nie leży w tym że wyciągnęła Hagalaz, tylko w tym ze ona wogóle podeszła do czytania jak do wyroku sądowego? Tzn. ona chciała pewności, a nie refleksji. I to jest chyba głębszy problem niz sama runa.
No proszę, Jowitka w końcu trafia w sedno. Właśnie o to mi chodziło od początku. Runa jest neutralna, problem jest w nastawieniu osoby. I teraz pytanie: czy ty jako osoba robiąca to czytanie mogłaś to nastawienie zmienić przed, a nie po fakcie? Bo to brzmi jakbyś zaczęła tłumaczyć Hagalaz dopiero kiedy zobaczyłaś jej reakcję.
Eee, mam pytanie do Jowitki albo do Zenith - czy wy przed czytaniem robicie jakieś wstępne ustalenia z osobą? Coś w stylu, ok słuchaj, to nie jest przepowiednia, to jest lustro, i jakakolwiek runa wyjdzie, nie traktuj tego jako wyroku? Bo mam wrażenie że tego kroku brakowało
A ja powiem ze znam kilka osob ktore wlasnie przez takie nieustawione oczekiwania mialy potem niemale zamieszanie w glowie po czytaniu. Jedna znajoma wyciagnela Thurisaz i przez tydzien nie spala bo ktos jej powiedzial ze to "runa chaosu i niszczyciela". No i co, nic jej sie nie stalo, ale te kilka dni miala totalnie z glowy.
Mnie zastanawia jeszcze jeden kąt. Czy ktoś z was miał sytuację, gdzie osoba w terapii powiedziała o czytaniu runterapeucie? I jak to zostało przyjęte? Bo wyobrażam sobie że to może być dla terapeuty albo ok, albo problem, w zależności od podejścia. 🙁
Miałam klientkę która wspomniała swojej psycholożce o medytacji z runami i ta psycholożka podeszła do tego zupełnie spokojnie, powiedziała coś w stylu "jeśli ci to pomaga budować przestrzeń do refleksji to ok, pilnuj tylko żeby nie zastępowało pracy którą robimy". I to jest mniej więcej idealne ustawienie moim zdaniem.
to ciekawe bo ja bym się trochę bała mówić terapeucie o runach, szczerze. nie wiem jak by to przyjął. może jestem uprzedzona ale mam wrazenie że sporo terapeutów to automatycznie kategoryzuje jako magiczne myślenie i koniec rozmowy
Wchodze w ten watek z innej strony. Czy ktos probowal uzyc run nie do wrozenia i nie do medytacji,ale zeby jakos... ustrukturyzowac pytanie z ktorym idzie sie na terapie? Tzn. wyciagasz rune, siedzisz z nia przez chwile, i ona ci pomaga nazwac co czujesz zanim wejdziesz na sesje. Czy to ma sens czy to naciagane? 🙂
Hmm,przepraszam że sie wtrącam bo nie znam sie na runach zbytnio, ale to co pisze Felicja brzmi trochę jak takie karteczki do prowadzeniu dziennika? tzn ze bierzesz jakis symbol i piszesz co ci to mowi. czy to jest to samo czy coś innego?
o, to co Gnostyk napisał to jest naprawdę dobra analogia. @Jowitka A ta twoja klientka, ona w ogóle pisze, robi coś takiego jak prowadzenie dziennika albo notatki między sesjami terapii? Bo może właśnie dlatego runa jej nie dała oparcia, że ona nie miała żadnego "miejsca" gdzie to mogła potem obrabiać.
To co Jowitka pisze o braku praktyki refleksji, to mnie uderzyło. bo ja mam taką obserwację ze swoich notatek: osoby które cokolwiek zapisują, nawet nieregularnie, zdecydowanie lepiej "lądują" po czytaniu. Mają jakieś miejsce w sobie żeby to odłożyć. A jak ktoś nie ma żadnej takiej praktyki, to runa leci w próżnię albo robi za wyroczną. I to nie jest kwestia poziomu zaawansowania, to jest kwestia czy w ogóle jest nawyk zatrzymania się.
Hm, przepraszam ze się wtrącam bo jestem tu tracę nowa w temacie run, ale to pytanie Jowitki od początku mnie gdzieś siedziało i nie mogę przestać myśleć. Czy to nie jest trochę tak, że runa dla osoby z dużym lękiem może po prostu nie być dobrym momentem? Tzn. może nie hodzi o TO czytanie, ale o TO kiedy?
Zgadzam sie z Plejadka że nawyk zatrzymania sie robi robotę. Mam klientkę która zaczęła od jednej runy rano, żadnego czytania, żadnego rozkładu, poprostu wyciąga i pisze trzy zdania co jej to mówi. I po miesiącu sama powiedziała że po raz pierwszy od dawna czuje ze ma cos "swojego". Nie proroctwo, nie poradę, poprostu swoje. To jest chyba to o czym mówił wcześniej Gnostyk z tym punktem zaczepienia.
Wrzuce tu cos od siebie bo widze ze ta galaz rozmowy idzie w ciekawe miejsce. Istnieje pojecie "containment" w psychologii glebi, czyli zdolnosc do utrzymania czegos trudnego w sobie bez natychmiastowego reagowania. I to co opisuje Bernadetka z tym zeszytem, to de facto cwiczenie containmentu. Runa daje impuls, zeszyt daje pojemnik. Dla osoby z lekiem to morze byc bezpieczniejsza struktura niz pelen rozklad.
