no ale właśnie - to troche jak wziąć z czegoś to co pasuje i odrzucić resztę. czy tak można? bo wydaje mi sie ze to troche jak udawanie ze sie nie kradnie jak sie bierze tylko jeden slodycz 😀
i tu się z Tamarką zgadzam. poza tym - wróćmy chwilę do sedna tego wątku, bo trochę odpływamy. Auric pytała czy schemat lękowy zablokuje runy. i tu Tamarka wcześniej powiedziała coś kluczowego - że nie blokuje, ale filtruje interpretację. mam takie doświadczenie żeby uzupełnić: filtr lękowy można trochę rozmiękczyć właśnie przez to jak konstruujesz intencję. z drugiej strony, nie mówisz "chcę być szczęśliwa" bo to aktywuje lęk. mówisz "pozwalam sobie zauważyć co jest dobre".
o, to jest bardzo precyzyjna różnica. "pozwalam sobie zauważyć" zamiast "chcę być szczęśliwa" - to brzmi jakby omijało ten wewnętrzny alarm który krzyczy że szczęście jest niebezpieczne. muszę to przemyśleć bo to hyba jest klucz do tego jak sformułować intencję dla mojej znajomej. czy to znaczy że sama intencja może być sformułowana "od tyłu", przez przyzwolenie zamiast żądanie? 🙁
No nie wiem, tak. i to nie jest tylko technika słowna - intencja sformułowana przez przyzwolenie niesie inną energię niż intencja przez żądanie. żądanie zakłada że coś jest poza tobą i musisz to ściągnąć. przyzwolenie zakłada że to już w tobie jest, tylko zablokowane. przy osobie która boi sie byc szczęśliwa - to drugie podejście jest o niebo łagodniejsze dla układu nerwowego.
to ciekawe co Inwokacja pisze o energii intencji ale mam pytanie - czy to nie jest za dużo filozofii żeby ktokolwiek to realnie zastosował? jak masz do czynienia z człowiekiem który jest w środku swojego schematu lękowego, to takie subtelności mogą po prostu nie dotrzeć. nie lepiej dać konkretny skrypt?
oj właśnie, Bursztynka ma rację. :/ ja sama byłam bardzo lękową osobą kiedyś i paradoksalnie to co do MNIE trafiało to były właśnie delikatne sformułowania, nie żadne "teraz to zrób tak i tak". jakaś miękkość w podejściu. morze dlatego tarot mi leżał zanim cokolwiek innego, bo można go potraktować jak pytanie a nie rozkaz 🙂
wracając jeszcze do tej kwestii Algiz i Berkany jako etapów - Berkana napisała żeby ostrożnie z sekwencjami. ale co jeśli nie robimy ich jednocześnie tylko właśnie etapami z przerwą? wtedy to już nie są dwie runy naraz tylko poprostu dwie osobne prace. czy to jest faktycznie inne?
a jak ta przerwa powinna wygladac? tzn czy po tych 9 dniach z Algiz po prostu... nic? czy cos jednak w tym czasie robic? bo mi sie wydaje ze "nic" dla osoby lekowej moze byc wlasnie momentem w ktorym znow zalacza sie wszystkie stare myslenie
No ale, zocha pyta o coś ważnego. przerwa nie musi być pustką. może to być czas obserwacji - co się zmieniło, co poczułam, jakie sny miałam, jak reagowałam na codzienne sytuacje. taki dzienniczek nie musi być rozbudowany, ale daje punkt odniesienia i nie zostawia osoby samej z głową.
dzienniczek to dobry pomysł ale mam takie pytanie, może głupie - czy te obserwacje z dzienniczka powinny być jakoś skonstruowane? tzn czy pytać siebie o konkretne rzeczy czy poprostu pisać co przyszło? bo jak KTOŚ jest lękowy to moze ten dzienniczek zamienić w spis wszystkiego co go boli zamiast zauważać zmiany
hmm czytam ten watek od jakiegos czasu i troche mi sie miesza - czy to co robicie z runami to jest wrozenie czy bardziej... nie wiem, praca psychologiczna? bo z jednej strony padaja slowa o energii i rytuałach, a z drugiej o schematach lekowych i ukladzie nerwowym. co to tak naprawde jest?
dla mnie to nie jest albo/albo. symbol może byc jednocześnie językiem psychiki i czymś więcej. to nie wyklucza się nawzajem. ale rozumiem że jak to czytasz z zewnątrz to może wyglądać jak miszmasz.
tyle że to jest troche wygodne co? można powiedzieć "to jest psychologia" jak ktos pyta o dowody,a potem mówić "to jest magia" jak chcemy żeby brzmiało mistycznie. nie mówię że to celowe ale tak to wygląda z zewnątrz
ja tu wchodzę bo mam znajomą w bardzo podobnej sytuacji co Auric opisuje i wlasnie ten aspekt z bezpieczeństwem w ciele mnie uderza. ojej, ona zawsze mówi że jak jej dobrze to czeka aż cos złego sie wydarzy. to chyba jest dokładnie ten lęk przed szczęściem o którym tu piszecie, nie? i teraz sie zastanawiam czy w ogóle cokolwiek by do niej dotarło, bo ona jest bardzo zamknięta na "ezoteryczne" rzeczy
ta znajoma której wspominałam - ona dosłownie powiedziała mi kiedys "nie mogę się cieszyć bo to znaczy że zaraz coś mi to zabiorą". i to jest tak głęboko zakorzenione że naprawdę się zastanawiam czy jakikolwiek rytuał to ruszy. tzn nie mówię że runy nie mają sensu,ale... czy przypadkiem nie jest to przypadek gdzie bez terapeuty ani rusz? bo morze runy mogą towarzyszyć, ale same nie wystarczą?
okej ale to co Berkana mówi brzmi dla mnie jak "runy są dobre bo są pierwszym krokiem do psychologa". no to po co w takim razie runy, poprostu idź do psychologa od razu?
Aha, wracam tu bo przez ostatnie posty troche mi się coś wyklarowało. ta rozmowa o dzienniczku i jednym zdaniu dziennie - to jest coś co mogłabym zacząć dosłownie jutro, bez żadnego przygotowania. a kwestia czy iść do terapeuty równolegle - no tak, pewnie tak, ale sama praca runami daje mi poczucie że robię coś aktywnie, nie czekam aż problem sam minie. i to już jest jakaś zmiana w myśleniu u mnie.
właśnie to co Auric napisała jest ważne - poczucie sprawczości. przy lęku przed szczęściem człowiek często czuje się bierny wobec własnych schematów, jakby mu się po prostu działo. praca runami, nawet ta drobna codzienna obserwacja, daje podmiotowość. "ja coś robię z tym" zamiast "to mi się przydarza".
no wlasnie sprawczość to slowo klucz. ale mam pytanie do Berkany albo Wandzi - co jesli ta sprawczość staje sie kolejnym miejscem do leku? tzn co jesli ktos zacznie sie bac ze zle robi rytuał, ze zle interpretuje rune, ze "popsuje" sobie cos? lekowa osoba potrafi przejac ten mechanizm na kazda nowa dziedzine
Hej, o, to mnie zatrzymało. efemeryczna forma jako CELOWY wybór dla osoby lękowej, nie dlatego że jest łatwiejsza technicznie tylko dlatego że PSYCHOLOGICZNIE nie dokłada nowej odpowiedzialności. to jest naprawdę przemyślane. nie wpadłabym na to sama.
ale to rodzi kolejne pytanie - czy runa efemeryczna ma taką samą "siłę" jak ta utrwalona? tzn czy intencja nadana w rysunku na wodzie albo parze działa tak samo jak ta wycięta w drewnie? bo intuicyjnie czzuję że trwałość formy = trwałość działania, ale morze się mylę i ktoś mnie poprawi
