Hej, mam pytanie bo troche nie wiem jak to ugryźc. Moja koleżanka ma zdiagnozowane zaburzenie lęku uogólnionego, takie kliniczne, chodzi do psychologa i bierze leki. Ale pyta mnie czy runy mogłyby jej jakoś pomóc, bo interesuje się ezoteryką i szuka czegoś co by ją wspierało od tej strony. Nie zamiast leczenia, tylko jako takie wsparcie. Myślałam o Algiz, bo gdzieś czytałam że to ochrona, i może Berkana? Ale kompletnie nie wiem jak jej to wytłumaczyc ani czy w ogóle to ma sens przy lęku. Może ktoś miał podobną sytuację albo wie co w takim przypadku polecic?
Zanim ktokolwiek zacznie polecać konkretne runy - mam pytanie, bo to ważne. Czy ta koleżanka sama chce pracować z runami, czy ty jej to proponujesz? Bo przy zaburzeniach lękowych kwestia sprawczości jest kluczowa. Jeśli ktoś dostaje 'receptę' z zewnątrz to zupełnie inna dynamika niż kiedy sam wybiera. To może mieć realny wpływ na to, czy to jej pomoże czy w ogóle nie zadziała.
O, ciekawy temat! Algiz to bardzo dobry wybór na początek, zgadzam się z Polaryską. Ja bym jeszcze dorzuciła Sowulo - ona dodaje energii i klarowności, a przy lęku uogólnionym często jest tak, że umysł goni w kółko i nie może znaleźc jasnego punktu. Sowulo może pomóc jakby postawić tę latarnię. Ale mam pytanie - czy koleżanka ma jakieś doświadczenie z medytacją? Bo praca z runami przy lęku działa według mnie najlepiej jeśli połączyc ją z ciszą, z jakimś oddechem, a nie robić to na sucho.
No właśnie Algiz to klasyk i ma sens, ale powiem wam że w przypadku lęku uogólnionego sama ochrona to za mało. Trzeba też zadbać o uziemienie, bo te osoby mają tendencję do tego, że energetycznie 'lecą w górę', są oderwane od ciała. Ja bym zaproponowała Uruz, bo to runa siły i zakorzenienia w ciele. Algiz plus Uruz razem to według mnie lepsza para niż sama Algiz. Berkana też jest spoko ale ona bardziej do regeneracji, do odradzania się po czymś trudnym, a nie tyle do codziennego trzymania lęku w ryzach.
a mozna uzyc run bez znajomosci starszego futharku w ogole? pytam bo sam jestem poczatkujacy i nie wiem czy trzeba sie uczyc wszystkich 24 czy mozna wziac kilka i pracowac z nimi na poczatek
No to już lepiej, to inna sytuacja. W takim razie kwestia do przemyślenia jest taka - czy ona wie, ze runy to nie terapia i ze ten lęk kliniczny wymaga leczenia, nie rytualów? Jeśli to traktuje jako dodatek, wsparcie, coś dla siebie, to spoko. Jeśli zaczyna myśleć 'może zamiast leków', to tu bym zabiła alarm. Nie mówię że tak jest, po prostu przy osobach z diagnozą zawsze to sygnalizuję.
Wiesz Polaryska, mam znajomą w podobnej sytuacji i powiem ci jak to u niej wyglądało. Zaczęła od wróżby runami, żeby zobaczyc co jej system energetyczny w ogóle potrzebuje, zanim zdecydowała o stałej pracy z jakąś runą. Wyciągnęła Isa, co ją zaskoczyło bo myślała że dostanie coś bardziej 'aktywnego'. Ale Isa - zatrzymanie, cisza, czekanie - okazała się dla niej strzałem w dziesiątkę. Mówi że nauczyła się w końcu nie robić nic kiedy lęk przychodzi, tylko czekać aż minie. Więc może zamiast od razu wybierać runy, twoja koleżanka mogłaby najpierw wylosować jedną jako wskazówkę?
Wrócę do tego co Cesia napisała o uziemieniu, bo to naprawdę ważny trop. Przy lęku uogólnionym zaburzone jest często poczucie bezpieczeństwa w ciele - czakra korzenia nie pracuje stabilnie. Uruz jest ok, ale ja bym też spojrzał na Othala - runa domu, zakorzenienia, tego co swoje i bezpieczne. Dla kogoś z chronicznym lękiem poczucie 'mam swoje miejsce, jestem bezpieczna' może być bardzo uzdrawiające energetycznie. Przy Algiz pytanie jak koleżanka chce ją nosić - jako amulet, wizualizować, rysować?
Mnie tu interesuje ta kwestja ochrony przed cudzą energią bo to jest wg mnie sedno przy lęku uogólnionym. Często ludzie z tym zaburzeniem są strasznie wrażliwi na energie i wchłaniają wszystko z otoczenia jak gąbka. Ja przez lata miałam podobnie, nie diagnozę ale ta wrażliwość... Algiz jak najbardziej ale trzeba ją wspierać regularną pracą z granicami. Sama runa nic nie zrobi jeśli osoba nie zacznie myśleć o tym skąd te energie wchodzą.
Nie jestem przekonana do całego podejścia i powiem wprost. Lęk uogólniony to zaburzenie mózgu, neurobiologiczne, i trochę mnie niepokoją te dyskusje o energiach i czakrach w tym kontekście. Nie mówię że runy nie mogą mieć efektu placebo albo rytualnego uspokojenia, ale ta narracja o 'wchłanianiu cudzej energii' jako wyjaśnieniu lęku - to może odwracać uwagę od prawdziwych przyczyn. Szczerze pytam, bez złośliwości - czy wy sami wierzycie że to jest wyjaśnienie lęku klinicznego?
Lobelia ma rację w jednej kwestii - ta granica miedzy 'ochrona energetyczna' a 'unikanie bodźców' jest naprawde cienka i łatwo przekroczyc ją nieświadomie. Ale wracając do tematu, ktoś tu pytał o konkretne runy i techniki, to może skupmy się na tym. Bo jak koleżanka Polaryskiej bierze leki i chodzi do psychologa to chyba ma ogarniętą tę stronę medyczną, prawda?
Ojej tyle mądrych głosów tutaj, dziękuję że piszecie tak szczegółowo bo ja też mam podobne pytania odnośnie siebie! Nie mam diagnozy ale strasznie dużo się stresuje i wszystkiego się boję jakby. Czy te runy o których mówicie, Algiz i Berkana, można je nosić razem jako amulet czy to bez sensu łączyc kilka na raz?
Wracam do kwestii ochrony przed cudzą energią bo Wikusia ruszyła ważny temat a nikt go nie rozwinął. Pracuję z runami od dobrych kilku lat i powiem tak - Algiz jako amulet ochronny to podstawa, ale sama runa to jak zamek bez drzwi jeśli osoba nie ma wyrobionego nawyku energetycznej higieny. Praktycznie co to znaczy: regularne 'oczyszczanie' amuletu, intencja przy zakładaniu, i - co ważne - wieczorne zamknięcie energetyczne. Prosta technika to wyobrażenie sobie ściany czy bańki przed snem. To w połączeniu z Algiz może naprawdę zacząć działać. Sama runa jako wisiorek kupiony w sklepie bez żadnej pracy własnej to niestety raczej biżuteria.
a co to znaczy 'oczyścic amulet'? przepraszam ze pytam ale nie znam tych technik, gdzies czytalem o soli albo dymie ale nie wiem czy to prawda
Okej, to skoro już wiadomo że ona sama chce spróbować i traktuje to jako wsparcie obok leczenia, to wracam do sedna - co z tą ochroną przed cudzą energią? Bo Wikusia napisała coś ważnego i Ubiorek to rozwinął, ale chciałabym wiedzieć bardziej konkretnie jak to wygląda w praktyce przy runach. Chodzi mi o to, co ona może ROBIĆ sama w domu, bez dużego przygotowania.
No to powiem jak ja to widzę od strony praktycznej. Algiz jako amulet to baza, ale sama runa nic nie zrobi jeśli ta osoba nie wypracuje sobie jakiegoś własnego gestu 'wchodzenia pod ochronę'. Brzmi abstrakcyjnie, ale chodzi o coś prostego - np. kiedy wychodzi z domu albo wchodzi do dużej grupy ludzi, dotyka amuletu i świadomie mówi do siebie (w głowie albo szeptem): 'jestem w swojej energii'. To zakotwicza, rozumiecie?
Brzoskwinka, autosugestia to nie jest słowo-wytrych na coś złego. Lęk w dużej mierze JEST autosugestią, tylko w złym kierunku. Więc jeśli ktoś potrafi tę samą podatność odwrócić na swoją korzyść, to jest to całkiem sensowne. Nie musisz tego nazywać magią żeby działało.
No właśnie, chyba się z Kupala zgadzam po raz pierwszy w tym wątku 🙂 Mechanizm jest podobny do tego co robi CBT - zmiana automatycznych myśli. Tylko forma inna. Moje zastrzeżenie jest nadal przy tym unikaniu ludzi, ale jeśli 'ochrona' oznacza 'czuję się stabilniej i mogę wchodzić w interakcje', to ok, rozumiem sens.
No właśnie! I o to chodzi, że jak ja zaczełam pracować z Algiz to nie chodzi o to żeby uciekać od ludzi, tylko żeby nie wracac do domu absolutnie wykoonczona po zwykłych zakupach. To jest różnica. Ja przed tą pracą byłam w stanie nie wychodzic z domu przez tydzień po jakims bardziej stresującym spotkaniu towarzyskim. Teraz mogę normalnie funkcjonować.
Wikusia, ale jak długo trwało zanim poczułaś róznicę? Pytam bo mam wrażenie ze ludzie mają różne oczekiwania czasowe i potem są rozczarowani. No i czy to była sama runa, czy jeszcze coś robiłaś równolegle?
a te medytacje to jakies specjalne przy runach czy normalnie? bo ja probuje meditowac ale nie wiem jak to laczyc z runami wgl
Gorzysław, nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Część ludzi trzyma runę w dłoni podczas medytacji i po prostu pozwala myślom płynąć wokół jej znaczenia. Inni wizualizują kształt runy. Jeszcze inni robią zupełnie oddzielnie i traktują runę jako amulet niezwiązany z medytacją. Nie musisz łączyć, możesz wypróbować różne podejścia i zobaczyć co ci odpowiada.
Ja łączę i powiem że najlepiej mi działa kiedy przed medytacją trzymam runę i zadaję jej jakieś pytanie albo prośbę, a potem podczas medytacji zostawiam to i nie myślę aktywnie. Coś jak zasadzenie nasionka. Ale to może być moje podejście, nie twierdzę że universalne - ktoś tu miał podobnie?
Slawobor, ja robiłam coś podobnego, ale z kartami tarota. Wyciągałam kartę z intencją, kładłam przed sobą i medytowałam z tym obrazem. Przy runach podejrzewam że efekt może być nawet intensywniejszy właśnie dlatego, że runa jest abstrakcyjna, symbol bez konkretnego obrazu, więc umysł musi sam dopowiedzieć. To może być ciekawe przy lęku, bo lęk często żyje w 'historiach' które umysł opowiada, a nie w symbolach.
Jagienka, napisałaś coś co mnie zatrzymało. Ta różnica między symbolem a obrazem przy medytacji. Nigdy tak nie myślałam o runach. Mam pytanie, bo jestem ciekawa - czy to znaczy że runa jest mniej 'dyrektywna', że bardziej zostawia miejsce na własną interpretację? Czy to dobrze przy lęku, że jest ta otwartość, czy może właśnie gorzej bo lęk lubi wypełniać puste miejsca?
No ale Jagienka, to trochę zależy od osoby nie? Znam kogoś kto z Hagalaz pracuje regularnie i jej to bardzo pomaga, bo ona wychodzi z założenia że chaos jest i tak, więc lepiej go 'oswoić' niż udawać że go nie ma. Przy lęku to może być odwaga przyjrzenia się lękowi zamiast ucieczki. Ale ok, rozumiem że to nie dla każdego na początek.
Jest w tym coś z astrologii - kiedy ktoś ma mocno zaakcentowany Saturn w kartach urodzenia, ta idea 'oswajania chaosu' może mu leżeć naturalnie, bo Saturn uczy przez konfrontację. Ale przy Księżycu w Raku albo w XII domu, taka osoba naprawdę potrzebuje najpierw zbudować bezpieczną przestrzeń wewnętrzną zanim będzie mogła wejść w konfrontację z trudnymi energiami. Mówię to trochę w kontrze do podejścia 'jedna metoda dla wszystkich'.
