Hej, chciałam zapytać bo ostatnio miałam okazję rzucać runy w dość niezwykłym miejscu - to były ruiny starego kościoła, może XIII wiek, coś w tym stylu. Teren jest otwarty, wchodzi tam każdy. No i powiem wam szczerze, że odczyt był... inny. Nie wiem jak to nazwać. Zwykle jak robię rozkład u siebie w domu to jest jakieś tam skupienie, normalnie, ale tam miałam wrażenie jakby runy "mówiły" głośniej, jakby przekaz był wyraźniejszy. Czy ktoś miał podobne doświadczenia z wróżeniem czy w ogóle z pracą magiczną na terenie dawnej świątyni albo miejsca kultu? Ciekawa jestem czy to efekt miejsca, czy może po prostu inaczej działał na mnie kontekst, nastrój, atmosfera.
To co opisujesz jest bardzo charakterystycznym zjawiskiem. Miejsca, które przez setki lat gromadziły ludzką intencję, modlitwę, rytuał, kumulują coś co można by nazwać warstwą eteryczną albo po prostu zapisem energetycznym. Kamień, ziemia, powietrze - wszystko to przechowuje ślad. Stary kościół to nie tylko chrześcijańska przestrzeń, często takie miejsca były wcześniej pogańskie, budowano na miejscach już uświęconych. Runy mają germańskie i nordyckie korzenie, ale sama zasada rezonowania z miejscem jest ponadkulturowa. Pytanie do ciebie - czy czułaś jakiś kierunek, z którego przychodził ten silniejszy przekaz? Ze strony fundamentów, ołtarza, czy raczej z otwartej przestrzeni?
O wow, to niesamowite że to opisałaś! Ja dopiero zaczynam z runami i nigdy bym nie wpadł na to żeby próbować gdzieś poza domem. A takie miejsca są w ogóle dostępne dla zwykłych ludzi? Bo jakby kościół to rozumiem, ale czy wchodzenie na ruiny i robienie tam wróżb jest okej? Nie wiem, może głupie pytanie ale pytam bo naprawdę nie wiem 🙂
Poladnica_79 ładnie opisała doznanie, ale zanim wszyscy zaczniecie planować wycieczki na ruiny to jedno słowo ostrożności. Intensywniejsze odczucie w starym miejscu to po pierwsze sprawa nastroju i autosugestii, po drugie - stare miejsca kultu mogą mieć energię niekoniecznie neutralną. Kościół gromadził przez wieki nie tylko pobożność, ale i lęk, ból, żałobę. To nie jest czysta tablica. Nie mówię że nie warto, ale trochę mnie irytuje kiedy ktoś mówi 'przekaz był wyraźniejszy' i od razu wszyscy zakładają że to dobra energia wzmocniła wróżbę. A skąd wiadomo co to było?
Powiem jedno - pracuję z runami już ponad dziesięć lat i takie miejsca rzeczywiście zmieniają charakter odczytu, ale nie zawsze na plus. Miałam sytuację w Krakowie, stara kaplica przy cmentarzu, zrobiłam tam impulsywnie krótki rzut i dostałam taki galimatias że przez tydzień nie byłam w stanie tego ułożyć w sensowną całość. Głośniej nie znaczy wyraźniej. Czasem więcej bodźców po prostu zaśmieca odczyt.
Hm, Zenobka masz rację że głośniej nie równa się wyraźniej, ale czy to nie jest kwestia przygotowania do pracy w takim miejscu? Bo w tarota też wiesz, jak czytam w miejscu które jest naładowane emocjami (czyjeś mieszkanie po kłótni, szpital, cokolwiek) to karty niby 'mówią więcej' ale to bywa chaotyczne. Chodzi o to żeby umieć odsiać szum od sygnału. Może dawna świątynia wymaga po prostu większego skupienia i lepszego uziemienia przed seansem?
A powiem wam że to całe uziemienie to nie jest coś co każdy potrafi zrobić na zawołanie, szczególnie w nieznanym miejscu. Bo wyobraźcie sobie, że stoicie na ruinach kościoła z XIII wieku, wiatr wieje, kamienie się walają, a wy macie się skupić i zablokować ewentualny szum energetyczny? Haha, no serio. Zastanawiam się czy nie jest tak, że stare miejsca kultu to naprawdę świetne warunki dla kogoś kto jest doświadczony i potrafi się uziemić, ale dla kogoś początkującego to może być trochę jak wskakiwanie do głębokiego basenu od razu.
Właśnie, o uziemieniu - ja dopiero uczę się medytacji i zawsze mi mówili żeby zaczynać w spokojnym neutralnym miejscu. A czy ktoś mógłby powiedzieć jak właściwie uziemić się przed czymś takim? Pytam bo sama idea mnie ciekawi, ale trochę się boję że bym coś pokręciła. Stare kościoły to dla mnie miejsca niesamowite ale też trochę dziwne pod względem energii.
Uziemienie przed pracom w starym miejscu to podstawa, zgadzam sie z Renia. Ja zwykle używam czegoś fizycznego, chowam dłonie do ziemii dosłownie, przykładam do gleby albo do kamienia. W starym kościele albo na ruinach jest o tyle fajnie że kamien jest wszdzie i jest stary, nasiąkniety latami. To samo tyczy sie run, jak je połozysz na takiej starej kamiennej podsadce albo posadzce to jakos inaczej to wygląda. Ale uważajcie bo pisałem kiedyś na forum o miejscach gdzie lepiej nie robić odczytow i te opuszczone budowle mogą mieć swoje niespodzianki.
Bogumil74 a jakie niespodzianki masz na myśli? Bo to brzmi jak ostrzeżenie bez konkretu. Piszesz że lepiej nie robić odczytów w pewnych miejscach ale nie podajesz żadnych kryteriów. Jak odróżnić miejsce 'dobre' od 'złego' w tym kontekście? Bo samo to że coś jest stare i było kultem to dla mnie za mało.
A ja dodam że kwestia geometrii miejsca jest w ogóle pomijana w tej dyskusji. Stare kościoły miały konkretne proporcje, ukierunkowanie (wschód-zachód), specjalnie dobrane kamienie. To nie przypadek że wchodząc do romańskiego kościoła czujesz coś innego niż stojąc na zwykłej działce. Forma architektoniczna sama w sobie działa na percepcję i energię. Runy rzucane w przestrzeni o specyficznych proporcjach geometrycznych mogą faktycznie dawać inne rezultaty, bo i my inaczej odbieramy informacje.
Ok, 'skalibrrowani' - to mnie rozbawiło ale rozumiem punkt. I faktycznie, to jest prawdopodobnie najbardziej sensowne wyjaśnienie całej tej rozmowy. Nie energia miejsca per se wpływa na runy, tylko na człowieka który je rzuca. A człowiek jest częścią układu. To jest do przyjęcia nawet z mojej strony. Ale Poladnica_79 - wracam do twojego opisu - co konkretnie było inne w tym odczycie? Jakie runy wyszły, jak je interpretowałaś na tle tego co zwykle dostajesz?
To ma sens co mówisz o Othali. Othala w miejscu o długiej historii to jakby runa trafia na swój własny grunt, dosłownie. Ale Hagalaz w centrum trójki na bieżącą sytuację robiłaby mi coś innego gdybym miała to interpretować na zimno, bez kontekstu miejsca. Pytanie czy 'głębsza' interpretacja z miejsca była trafna, czy tylko bardziej dramatyczna? Sprawdziło się to potem?
Przepraszam że wchodzę z boku ale przez całą tę rozmowę o energii miejsca myślę sobie - czy wy naprawdę wierzycie że fizyczna lokalizacja zmienia znaczenie symbolu? Runa to przecież symbol, a symbol ma swoje znaczenie niezależnie od tego gdzie go interpretujesz, nie? Nie chcę być nieuprzejma, po prostu nie rozumiem tej logiki.
no i właśnie to mnie ciekawi w tej całej dyskusji - bo Estragonka pyta czy symbol ma znaczenie niezależne od miejsca, i to jest dobre pytanie, ale myślę że tu mieszamy dwie rzeczy. symbol jako taki - tak, Hagalaz to Hagalaz. ale odczyt to nie jest samo wyjęcie runy i zajrzenie do słownika. to jest interpretacja, a interpretacja jest procesem żywym. więc pytanie nie powinno brzmieć 'czy runa znaczy inaczej' tylko 'czy my jesteśmy inni kiedy ją czytamy'. i na to pytanie odpowiedź jest oczywista.
Estragonka03 ale właśnie tu jest pies pogrzebany. 'warunki kontrolowane' w wróżbiarstwie to trochę jak 'powtarzalny eksperyment' w mistyce, czyli oksymoron. ty nigdy nie jesteś dokładnie ta sama, runa nigdy nie wypada w dokładnie tym samym kontekście życiowym. ta kontrola jest złudzeniem. a przynajmniej tak to widzę.
wracając jeszcze do mojego odczytu, bo Zenobka zadała konkretne pytanie o kontekst i nie dokończyłam. ta Othala która wypadła, to mi się teraz wydaje że ona 'rozmawiała' z miejscem bardziej niż ze mną. jakby nawiązywała do historii tego terenu a nie do mojej historii. i to jest właśnie ta wielowarstwowość o której mówiłam na początku. tylko jak potem z tego wyciągnąć coś użytecznego dla siebie, to jest pytanie na które nie mam dobrej odpowiedzi.
to co opisujesz z tą Othalą to jest bardzo charakterystyczne i nie pierwszy raz to słyszę. jest takie pojęcie w niektórych szkołach runicznych - 'echo miejsca', czyli runa pasuje z tym co zastała w przestrzeni zanim dotknęła ciebie. nie wiem czy to dobra metafora ale mnie pasuje. i odpowiadając na twoje pytanie - jeśli tak się zdarza, to ja robię drugi rzut w innym miejscu albo następnego dnia i sprawdzam co zostało a co odpłynęło. co zostaje to twoje, co znika to echo.
a powiem wam że ta dyskusja o 'echu miejsca' to dla mnie potwierdza co mówiłem o geometrii. stare świątynie były projektowane żeby zbierać i wzmacniać pewne energie, i ta Othala która 'rozmawia z miejscem' to nie przypadek - Othala to runa dziedzictwa, ziemi, korzeni. że wypadła na terenie gdzie ludzie przez wieki odprawiali obrzędy, to jest jak najbardziej logiczne. miejsce wzmocniło tę konkretną runę bo miało z nią coś wspólnego.
Strzybog ale czy kotwiczenie poznawcze wyklucza energetyczne działanie miejsca? bo mozna przeciez twierdzic ze obie rzeczy sa prawdziwe jednoczesnie. miejsce ma swoja energię, my na nia reagujemy, i ta reakcja sprawia ze interpretujemy symbole w pewien sposob. to ze mamy psychologiczne wytlumaczenie nie znaczy ze nie ma tez energetycznego.
dobra, wcinam się, bo czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś praktycznego. Poladnica pisała o tym że Algiz była flankującą runą, i o tym jakoś wszyscy zapomnieli. Algiz to ochrona, prawda? czy to znaczy że miejsce dawało ochronę podczas odczytu, czy że ochrona była potrzebna, bo miejsce było ryzykowne? bo to są dwa zupełnie różne komunikaty.
a skąd się wie która interpretacja jest 'właściwa' w takim układzie? bo jak tak czytam to mi się zdaje że te same runy w tym samym układzie mogą znaczyć totalnie przeciwne rzeczy i nie wiem jak człowiek ma się zdecydować na jedno. czy jest jakaś metoda żeby to rozstrzygnąć?
czytam tę dyskusję i jedno mi się kręci w głowie - czy ktoś z was robił odczyt w tym samym miejscu kilkukrotnie i porównywał wyniki? bo pojedynczy przypadek to zawsze za mało żeby wyciągać wnioski o energii przestrzeni. może to był po prostu taki dzień, takie pytanie, taki nastrój. bez powtórzeń nic nie wiadomo.
hej, ja wgl nie znam się na runach ale czytam ten wątek od początku i mam pytanie może głupie - czy te stare miejsca to tylko chrześcijańskie kościoły i klasztory, czy też jakieś przedchrześcijańskie miejsca kultu, np. dawne słowiańskie albo celtyckie sanktuaria? bo wydaje mi się że to mogłoby mieć znaczenie jeśli runy wywodzą się z tradycji germańskiej, może w miejscach bliższych tej tradycji energia byłaby inna?
to jest właściwie bardzo ciekawe pytanie i nie głupie wcale. runy germańskie w miejscu o germańskim lub nordyckim rodowodzie rytualnym - tego by była inna sprawa niż gotycki kościół z XIII wieku. problem w Polsce jest prozaiczny: prehistorycznych miejsc kultu słowiańskiego mamy relatywnie mało zidentyfikowanych i dostępnych. część jest pod kościołami dosłownie, bo tak to budowano. więc w praktyce lądujemy na ruinach kościołów, co jest trochę mieszaniem tradycji.
właśnie, Aether trafnie to ujęła. to miejsce gdzie byłam to były fundamenty romańskiego kościoła, więc chrześcijańskie. ale czy ktoś wie co tam było przed kościołem, to inna kwestia. w tamtych czasach kościoły często stawiano na miejscach wcześniejszych kultów żeby 'nadpisać' ich znaczenie. więc może energia jest mieszana z różnych warstw czasu, i może właśnie dlatego odczyt był taki niejednoznaczny.
o matko, to co mówi Poladnica o tym że kościoły były stawiane na starszych miejscach kultu, to jest naprawdę ciekawe i nie wiedziałem że to taka powszechna praktyka. czyli jakby te energie się nakładają jedna na drugą przez wieki? to musi być jakiś niesamowity miszmasz
